If you're feeling down, here's the remedy
W najnowszym ogłoszeniu przeczytacie o zmianach w administracji oraz rankingu za maj!
Zestaw nowych zadań miesiąca możecie znaleźć pod tym linkiem.
Hasło do konta universal person to monterey.
ODPOWIEDZ
właściciel, the wine experience
Awatar użytkownika
about me
właściciel winiarni z rozwalonym życiem osobistym, którego nawet nie zamierza porządkować
183 cm
39 y/o
wydra za napisanie karty one year anniversary - happy birthday! one year anniversary - first place one year anniversary - till the world ends bean - the graphic master stevo - the multiholic (2x) queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak axolotler pushkin - wyróżnienie aktywności marzec 2022 drunken sailor i gotta go my own way let's get it on wine&dine one of you will betray me tonight
Cytuj

Post ()

Niewiele rzeczy w życiu wstydził się Elio. Oczywiście był tylko człowiekiem, więc zdarzało mu się popełniać błędy i robić głupie, niekoniecznie przemyślane rzeczy. Najczęściej jednak było to na tyle niegroźne, że dość szybko udawało mu się sprawy jakoś ogarnąć i uporządkować. Od kilku, jeśli nie kilkunastu, długich lat, nie zdarzyło mu się zrobić czegoś, co sprawiłoby, że czułby się zażenowany swoim zachowaniem. A jednak ostatnio z Lemondem dali się ponieść trochę za bardzo, gdy wypili alkoholu, i uznał, że sam zaprowadzi porządki w ogrodzie, które rozpoczęła Lowrenn. Oczywiście na trzeźwo wydawało mu się, że nie ma zastrzeżeń do projektu. Kiedy jednak nieco się upił, uznał, że zasadzone dopiero co roślinki, trochę mu pole widzenia ograniczają i niekoniecznie mu się to podoba. Zamiast jednak poczekać do rana i zwyczajnie jej to zgłosić, Elio uznał, że oni sami trochę je przesuną.
Efekt był dość kiepski, bo gdy próbował je przesunąć (bez wykonpywania z ziemi, żeby kobieta się nie zorientowała), przypadkiem je złamał i wpadł w przygotowane na później materiały. Efekt był naprawdę żałosny. Obity łokieć to nie jedyna rzecz, jaka mu miała w późniejszym czasie przypominać o tym, że zachował się jak dzieciak. Wkroczył na plac budowy, zrobił rozpierdol i obrażony to zostawił, by nalać sobie jeszcze trochę alkoholu. Nie pomyślał o tym, żeby to jakoś do porządku doprowadzić, zanim się tutaj pojawi rano. Elio, nawet po alkoholu, i tak wstawał zadziwiająco wcześnie. Niewystarczająco jednak, bo okazało się, że to ona pierwsza zobaczyła rano ten bałagan. Kiedy stanął w kuchni z kawą, dostrzegł ją, gdy badała najwidoczniej, czy cokolwiek z tego drzewka jeszcze pozostało. Zaklął w duchu, wiedząc, że musiał jej to jakoś ładnie wyjaśnić.
— Nie sądziłem, że będziesz tak wcześnie — zaczął, bo nie kłamał. Jego pijany mózg uznał, że rano uda mu się zatrzeć dowody zdrobni i nie będzie musiał świecić oczami przed nią. Niestety jednak nieco się spóźnił, więc wypadało przeprosić. Zanim jednak się na to zdobędzie, po prostu zakłopotany przyglądał się zniszczeniom, które powstały z jego winy. — Chcesz kawy na początek? — zapytał. Prawdopodobnie jej zniechęcenie ogólne, czy cokolwiek teraz czuła, byłoby dobrym powodem ku temu, by sięgnąć tym bladym świtem po alkohol, a nie kofeinę, ale jednak jej tego nie zaproponował. Jeśli będzie chciała, to jej naleje, on jednak zamierzał odpocząć, bo zachował się jak skończony kretyn.

Lowrenn R. Heatherton

architektka krajobrazu, the secret garden
Awatar użytkownika
about me
Projektuje ogrody, prowadzi firmę, wspiera siostrę i stara się zachowywać poważnie i profesjonalnie w każdej sytuacji, co nie zawsze jej wychodzi.
168 cm
31 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly
Cytuj

Post ()

Wiele osób pewnie by mu tego zazdrościło. Wren zdecydowanie można było zaliczyć do tego grona, bo robienie głupot i popełnianie gaf było chyba wpisane w jej DNA — zdarzało się jej prawie tak często, jak szukanie telefonu w torebce, czyli kilka razy dziennie co najmniej. Trudno jednak stwierdzić, czy będzie o tym pamiętać, gdy przyjdzie jej oceniać poczynione przez niego straty, bo jednak widok mógł okazać się mocno szokujący. Na razie jednak kompletnie się tego nie spodziewała. Wstała rano, ogarnęła to, co musiała i ruszyła prosto do Elio, aby zgodnie z umową kontynuować pracę nad jego ogrodem. Była jak na razie bardzo zadowolona nie tylko z tego, co wymyśliła, ale także z tego, jak dobrze szły jej te prace. Nie wszystko oczywiście robiła sama, od części rzeczy byli podwykonawcy, na przykład od podłączenia nawadniania czy tego typu spraw, ale dzisiaj miała zaplanowane tylko dalsze rozmieszczenie roślin, które częściowo czekały na miejscu na swoją kolej, a resztę pewnie mieli dowieźć jej w drugiej części dnia z jakiegoś centrum ogrodniczego, z którym współpracowała.
Gdy weszła do ogrodu, trochę ją zamurowało. Zwolniła kroku, rozglądając się dookoła z niedowierzaniem mocnym, bo nie bardzo rozumiała, co tu zaszło i dlaczego ogród, o który tak się przecież starała, wygląda tak koszmarnie. Jej ekologiczna dusza nieco cierpiała w tym momencie, ale o tym pewnie bardziej pomyśli później — teraz była najzwyczajniej w świecie zbyt zszokowana tym, jak to wszystko wygląda. Podskoczyła nieco, gdy oglądała te szkody i usłyszała za plecami jego głos, bo jednak dość drażliwa w tym momencie była, to i udało mu się ją przestraszyć.
Chciałam wyrobić się przed kolejnym transportem — powiedziała dość obojętnym głosem, takim trochę wypranym z emocji, bo chyba szok nadal nieco ją paraliżował. — Ale chyba się nie da — dodała, podchodząc w jego stronę i przyglądając mu się uważnie, bo jednak nie wyglądał na tak samo zaskoczonego tym widokiem, jak ona, więc wnioskowała, że może jej coś o tym powiedzieć.
Nie wiem, czy kawa mnie wystarczająco znieczuli, ale chyba jest mi za daleko do damy, aby prosić o czysty spirytus — mruknęła, zgodnie z prawdą jednak. Chociaż jakby wiedziała, że to alkohol doprowadził do tego, to jednak chyba by go wcale nie chciała widzieć na oczy ani czuć jego smaku w ustach. — Wyglądasz na takiego zmarnowanego, bo przeganiałeś złodziei i wrogów zieleni ze swojego ogrodu czy walczyłeś z tym biednym drzewem, które ewidentnie przegrało? — zapytała, być może nieco bezpośrednio i odrobinę zbyt podejrzliwie, jak na to, że znali się krótko i była tylko zatrudnioną przez niego babą od ogrodu, ale jednak emocje brały górę, wtedy trudno było jej być przesadnie taktowną.

elio castellano
abrakadabra
to patka i magia

właściciel, the wine experience
Awatar użytkownika
about me
właściciel winiarni z rozwalonym życiem osobistym, którego nawet nie zamierza porządkować
183 cm
39 y/o
wydra za napisanie karty one year anniversary - happy birthday! one year anniversary - first place one year anniversary - till the world ends bean - the graphic master stevo - the multiholic (2x) queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak axolotler pushkin - wyróżnienie aktywności marzec 2022 drunken sailor i gotta go my own way let's get it on wine&dine one of you will betray me tonight
Cytuj

Post ()

Wyglądało to wszystko cholernie żałośnie i naprawdę nie miał pojęcia jak mógł narobić takich szkód. Nienawidził, gdy ludzie nie szanowali cudzej pracy, bo często sam się z tym spotykał przecież w biznesie, dlatego wkurwiony był na siebie, że ją witał ten widok. Żałował, że nie ogarnął tego miejsca zbrodni od razu, może nie musiałaby witać jej taka smutna wizja. Czuł się w tej chwili niczym przyłapany nastolatek, bo zdecydowanie nie taką opinię chciał sobie wyrabiać wśród ludzi. Świadomość, że ktoś weźmie go za niedojrzałego, i zdziecinniałego trochę gówniarza, odrobinę bolała jego ego. Chociaż nie... zajebiście to w niego w tej chwili uderzało, więc naturalnie musiał jakoś ten bałagan ogarnąć jednak. Metaforycznie przede wszystkim, skoro nie udało mu się zrobić tego faktycznie.
Chyba trochę jej wkurwienie zbiło go jednak z tropu. Niby nie spodziewał się niczego innego, ale jego skacowana głowa, miała problem z połączeniem obrazu z wydarzeniami i dopiero po chwili uzmysłowił sobie, że nie będzie to łatwa przeprawa. Musiał jednak ją przeprosić i jakoś to ogarnąć, bo nie chciał, aby porzuciła współpracę uznając, że to bez sensu.
— Spirytusu chyba nie mam, ale inne alkohole na pewno znajdę i wcale nie będę się wkurwiał o to, że pijesz w pracy — przyznał wspaniałomyślnie, bo jednak jej się to w tej chwili całkiem należało. On sam jej nie będzie towarzyszył, bo na samą myśl robiło mu się gorzej. Już i tak rozpierdolony ogród mu nie pomagał. Skupił jednak wzrok na kobiecie i z zakłopotaniem podrapał się po karku. — Niestety to nie to. Wolałbym nawet nie wyjaśniać ci, co takiego się stało — przyznał uczciwie, wyraźnie zakłopotany. Nie dlatego, że nie zasługiwała na wyjaśnienia, ale przez to, że jego duma męska bolała niesamowicie. Odstawił kawę na bok i rozejrzał się dookoła, po tym całym bałaganie, bo sam nie wiedziałby, w co takiego ręce powinien wsadzić.
— Ale pomogę ci, żeby poszło sprawniej. Powinnaś policzyć też ten dzień specjalnie, nie będę miał ci tego za złe wcale — przyznał, bo to on cofnął jej prace o kilka dni. Nie mógł też patrzeć na to żałosne, złamane drzewko, które kładło się zrezygnowane na ziemię. On też miał ochotę, bo kac mu doskwierał, ale przecież wcale mu to nie przeszkadzało w tym, żeby jednak się do pomocy zaoferować. No i nie zamierzał się dać spławić też w razie czego.

Lowrenn R. Heatherton

architektka krajobrazu, the secret garden
Awatar użytkownika
about me
Projektuje ogrody, prowadzi firmę, wspiera siostrę i stara się zachowywać poważnie i profesjonalnie w każdej sytuacji, co nie zawsze jej wychodzi.
168 cm
31 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly
Cytuj

Post ()

Było spore ryzyko, że nawet gdyby rzeczywiście próbował coś z tym zrobić, to i tak niewiele by to dało, skoro absolutnie się na tym nie znał. Trzeźwy doskonale o tym wiedział i sam ją przecież o tym poinformował już przy pierwszym spotkaniu, ale pijany najwyraźniej miał nieco inne podejście do tej kwestii i został oświecony przez jakąś wyjątkową wizję, która popchnęła go do zrobienia… No tego, co tam narobił. Chociaż przyznać trzeba, że mimo swojej irytacji i targających emocji, które sprawiały, że taktu nie miała za grosz i wysuwała dość śmiałe oskarżenia w jego kierunku, to jednak naprawdę jej się to w głowie nie do końca kleiło, bo nie potrafiła wyobrazić sobie jego w roli tego wandala, który postanowił zrujnować jej pracę. 
Bo mnie zwalniasz? — zapytała, chociaż w sumie wcale przecież nie dał jej tego do zrozumienia. Wnioski bardzo pochopne, pytanie cholernie głupie, ale nie przejmowała się tym teraz. — Patrząc na to, chyba znalazłeś kogoś z lepszą wizją od mojej, zajebista robota, nadal chętnie się dowiem, komu jej gratulować — dodała z miną, która miała wyrażać uznanie prawdziwe, ale niestety, wyszło jej to mało szczerze, tylko raczej teatralnie dość i ironicznie. Zaczęła nawet nerwowo nieco bawić się końcówką jednego swojego warkocza, nie bardzo wiedząc, co ma ze sobą zrobić i jak z tym handlować. 
Mogę sama zgadywać, ale nie wiem, czy wyjdzie z tego coś dobrego — przyznała, mrużąc lekko oczy. Tak naprawdę to nie była pewna, czy chciała znać prawdę, ale jednak na chwilę obecną ogólnie nie wiedziała nic i musiała po prostu dać trochę upust swoim emocjom. Więc gadała, to jej często pomagało. — Wróciłeś z imprezy i uznałeś, że pieprzysz moją pracę i pokaże mi, jak się to robi? — podsunęła pierwszy lepszy przykład, jaki wyszedł jej z połączenia faktów w swojej głowie. Przegięła w tym momencie dość mocno i choć nie był jej szefem, aby musiała jakoś go specjalnie traktować, bo przecież sama sobie szefowała, to jednak mogła wykazać się odrobiną szacunku, skoro to nadal był jego ogród i to on za to płacił. — Z tym bym się nawet mogła pogodzić tak szczerze, ale musiałeś zabić to biedne drzewo przy tym? Ono Ci na pewno nic nie zrobiło — dodała, odwracając się raz jeszcze w kierunku tego smutnego badyla, który stopniowo porzucał nadzieję na to, że kiedyś wyrośnie z niego piękne drzewo, a potem odwróciła się ponownie do niego, przygryzając lekko wargę, bo jakoś jej nieco zadrżała. Pewnie dlatego, że w tym momencie zachciało jej się nawet płakać, ale przecież dzielna była i wkurzona, musiała powstrzymać łzy. — Nie musisz mi pomagać — dodała jeszcze, bo przecież sobie poradzi.

elio castellano
abrakadabra
to patka i magia

właściciel, the wine experience
Awatar użytkownika
about me
właściciel winiarni z rozwalonym życiem osobistym, którego nawet nie zamierza porządkować
183 cm
39 y/o
wydra za napisanie karty one year anniversary - happy birthday! one year anniversary - first place one year anniversary - till the world ends bean - the graphic master stevo - the multiholic (2x) queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak axolotler pushkin - wyróżnienie aktywności marzec 2022 drunken sailor i gotta go my own way let's get it on wine&dine one of you will betray me tonight
Cytuj

Post ()

Niby póki co nie zaczęła na niego krzyczeć, ale chyba brał pod uwagę, że kobieta może dotrzeć do takiego etapu. W każdym innym przypadku by sobie na to nie pozwolił na pewno, bo przecież to on był tutaj szefem. Teraz, jednak jeśli faktycznie do takiego wylewania frustracji dojdzie, to nie będzie mógł nawet oszukiwać się, że robi to jakkolwiek niesłusznie. W końcu nie popisał się w żaden sposób. Wręcz przeciwnie, bardzo mocno zepsuł wszelkie postępy jej pracy, które wcześniej pochwalił. Bo naprawdę szczerze był z nich zadowolony. Gdyby mógł więc pijanej wersji sobie przemówić do rozsądku, to przypomniałby, że nie on jest od przeróbek ogrodu, że ma od tego bardziej wykwalifikowanych ludzi.
— Nie zwalniam cię — rzucił jedynie krótko, bo jednak wolał, żeby ich drogi się wcale w tej chwili nie rozchodziły. Wprawdzie Wren była nieco zbyt złośliwa i bezpośrednia chwilami, ale poza aktualną sytuacją — kiedy sobie na to zasłużył — nie przesadzała w sposób, który mógłby go zdenerwować. Wiedział, że będzie to ciężka przeprawa odkąd ją tutaj zobaczył, ale chyba nie spodziewał się nawet, że aż tak. Westchnął więc lekko i pokręcił głową wiedząc już, że nie uniknie przyznania się do tego, co mu w głowie dzień wcześniej siedziało.
— Nie — zaoponował więc na jej teorię od razu. Zerknął na bałagan i odstawił kubek na stolik znajdujący się niedaleko, który jeszcze nie trafił na śmietnik, bo służył jako wygodna przestrzeń na zostawianie sobie niektórych rzeczy. Aktualnie spoczęła na nim kawa mężczyzny. Kiedy już miał ręce wolne, to wskazał na drzewko, o którym mówiła. — Siedziałem zaraz obok, gdy uznałem, że jest chyba trochę za mało przestrzeni, więc żeby nie dokładać ci pracy, po prostu sam je trochę przesunę. Nie oceniaj nawet — poprosił. Nie musiał nawet mówić, jak niesamowicie cierpiał w momencie, w którym przyznawał się do tego niepowodzenia życiowego. Widać to było po jego twarzy i zaciśniętych ustach, które na kilka chwil zamieniły się w wąską kreskę, gdy rozglądał się po ogrodzie. — A to zrzuciłem przypadkiem, bo nie utrzymałem później równowagi chyba — wskazał na rozwaloną resztę. Czuł się jak idiota w tej chwili i nie wiedział, czy właśnie nie dostawał jakiegoś krwotoku wewnętrznego od tej dawki upokarzającej szczerości. Bolało na pewno. Chociaż zapomniał o tym chwilę po tym, bo nawet Elio zauważył, że była bliska płaczu. I o ile taką scenę jakoś przebrnął, tak jej łzy z jego powodu, na pewno byłyby zajebiście traumatyczne dla niego.
— Chcę to naprawić jak coś. Tak, żebyś nie cofała się z pracą aż tak i żebyś jednak chciała jakimś cudem skończyć ten ogród. Obiecuję już nigdy więcej się wtedy z rękami w to nie wpieprzać. Zostanę od oceny z boku — dodał, bo nie widział nic złego w tym, żeby doprowadził ten bałagan do porządku samodzielnie. Był za to odpowiedzialny jednak. No i zależało mu, żeby jednak uwierzyła, że to jedynie durny wypadek, a nie próba świadomego sabotowania jej pracy.

Lowrenn R. Heatherton

architektka krajobrazu, the secret garden
Awatar użytkownika
about me
Projektuje ogrody, prowadzi firmę, wspiera siostrę i stara się zachowywać poważnie i profesjonalnie w każdej sytuacji, co nie zawsze jej wychodzi.
168 cm
31 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly
Cytuj

Post ()

Takie prawdopodobieństwo zawsze istniało, chociaż Wren chyba naprawdę dziwnie by się czuła, jakby miała krzyczeć akurat na niego. Po pierwsze jednak od samego początku budził w niej jakiś dziwny szacunek zmieszany z kilkoma innymi emocjami, których nie potrafiła nazwać. A po drugie… Cóż, w tym momencie wyglądał trochę jak zbity pies, który przeskrobał przypadkiem, a to wrażenie pogłębiał tylko fakt, że jednak nie ulegało wątpliwości, że miał za sobą ciężką noc i wypił nieco za dużo poprzedniego wieczora.
Uniosła lekko jedną brew, a potem do góry powędrowały obie, gdy słuchała jego tłumaczeń. Patrzyła na niego z lekkim niedowierzaniem. I to nie w tym stylu, że była tak rozczarowana, że aż zaskoczona, tylko bardziej podejrzliwie, jakby badała, czy aby na pewno nie robi sobie z niej żartów w tym momencie, bo takie działania, nawet po dużej ilości alkoholu, kompletnie nie chciały się w jej głowie kleić z jego osobą. Potrzebowała chwili, aby to przetrawić, starając się też nawet nie oceniać go rzeczywiście, zgodnie z jego prośbą. Widząc jego minę, wcale nie było to trudne — jeśli mówiłby to ktoś inny, to być może nawet by zaczęła się śmiać — w końcu niewiele innych opcji zostawało przy tak absurdalnej sytuacji. Ale z niego z jakiegoś powodu nie mogła. Właściwie to bardziej miała ochotę go przytulić, bo lekkie rozczulenie w niej swoją postawą budził. Zignorowała to jednak, uznając, że to totalnie głupie i nie na miejscu i pewnie podyktowane tym, że nieco rozchwiana emocjonalnie była tym wszystkim.
To brzmi tak absurdalnie, że nawet nie wiem, co powiedzieć — przyznała, gdy zdecydowała się w końcu odezwać, po dobrych kilku chwilach milczenia i patrzenia się na jego przystojną i mocno zażenowaną w tym momencie twarz. — Mogłabym się w sumie nad Tobą pastwić i wkurwiać, ale mam wrażenie, że i tak wypadnę gorzej niż Ty sam przed sobą — zauważyła jeszcze, dzieląc się z nim swoimi spostrzeżeniami, bo jednak naprawdę wyglądał, jakby cierpiał z tego powodu bardziej niż ona i jego duma została chyba podeptana na tyle mocno, że nie wypadało dodatkowo go kopać. Westchnęła nieco i odwróciła się do niego plecami, aby spojrzeć jeszcze raz na ten bałagan.
No nic, trudno — powiedziała w końcu, wzruszając ramionami, starając się zabrzmieć jak najbardziej neutralnie. Nie mogła zagwarantować, że nigdy mu tego nie wypomni, ale jednak trochę też wątpiła, aby miała mieć jakoś dużo okazji. — Skoro najwyraźniej masz za dużo niespożytkowanej energii i chęci do aktywności fizycznej, to mogę Ci ewentualnie pomóc ją wykorzystać — rzuciła, wracając do niego spojrzeniem. — W ogrodzie w sensie. Podczas porządkowania tego — dodała, bo dotarło do niej, że mogło to zabrzmieć głupio i dwuznacznie. A może po prostu taka myśl jej się w głowie pojawiła? Trudno stwierdzić, ale aż się zarumieniła. — Ale najpierw nie pogardzę tą kawą, niby podniosło mi to skutecznie ciśnienie, ale kawa robi to milej i na dłużej — a po takich emocjach łatwo jest o zjazd energetyczny nieco, także na pewno kawa jej się przyda.

elio castellano
abrakadabra
to patka i magia

właściciel, the wine experience
Awatar użytkownika
about me
właściciel winiarni z rozwalonym życiem osobistym, którego nawet nie zamierza porządkować
183 cm
39 y/o
wydra za napisanie karty one year anniversary - happy birthday! one year anniversary - first place one year anniversary - till the world ends bean - the graphic master stevo - the multiholic (2x) queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak axolotler pushkin - wyróżnienie aktywności marzec 2022 drunken sailor i gotta go my own way let's get it on wine&dine one of you will betray me tonight
Cytuj

Post ()

Wiedział, że brzmiało to raczej jak historia gówniarza, a nie dorosłego faceta. Czuł się ogromnie sobą zażenowany, gdy to wyjaśniał, więc z pewnością doceniał fakt, że nie wybuchnęła bezczelnie śmiechem na te jego słowa kolejne. Z pewnością wtedy nie byłoby mu łatwo, by w tej swojej historii jakoś dobrnąć do końca. A tak udało mu się wreszcie te wszystkie rzeczy z siebie wyrzucić i jedynie cierpliwie poczekać, aż jakoś zareaguje. Miał nadzieję jedynie, że przestanie się na niego wkurwiać. Wolałby też, żeby nie uznała, że nie chce już z nim współpracować. Może i Elio nie okazał się najłatwiejszym klientem — mimo początkowo dobrego wrażenia związanego z małymi wymogami — to jednak zależało mu, aby to ona tutaj pracę dokończyła. Jakichś specjalnych uczuć względem niej nie żywił, bo przecież nie mieli okazji nawet jakoś dłużej porozmawiać, ale nie męczyła go wcale swoimi pomysłami i brakiem jakiegokolwiek profesjonalizmu, więc wdzięczny byłby, gdyby jednak nie musiał szukać kogoś, kto także mógłby jej w tym dorównać.
— Bardzo możliwe. Jestem pewien, że nie przeżyłem czegoś równie żenującego od czasu, gdy byłem gówniarzem — zapewnił ją. Dość szybko dorósł i zachowywał się odpowiedzialnie i rozważnie zazwyczaj. Nie wiedział, czy to ostatni rozwód tak na niego wpłynął i zamienił go w nieco beztroskiego gówniarza, czy może jedynie głowę mu raz jedyny zaćmił trochę alkohol. Nie było to istotne, na pewno wypadło średnio. Wlepił wzrok w jej plecy, gdy znowu przyglądała się panującym wszech obecnie stratom.
— Tak, w ogrodzie — przyznał głupio, bo pewnie nawet nie dałby po sobie poznać, że i jego myśli jakoś mimowolnie obrały inny obrót, gdyby sama tego nie podkreśliła. Uśmiechnął się do niej lekko, bo zdecydowanie powinni zacząć pracę, bo nagle jakoś się tak nieco dziwnie zrobiło i Elio nie był pewien, czy tylko on to widział, czy może i ona dostrzegła ten fakt. — Okej, to możemy się najpierw napić kawy po prostu. Nie jadłem jeszcze śniadania, masz ochotę? Żebyśmy mieli siłę to jakoś uratować — wyjaśnił. Pracowała i tak w sobotę i to w ekstremalnych warunkach, więc mógł jej to jakoś umilić i ułatwić. Nadal czuł się źle z tym, w jaki sposób zakończył poprzedni wieczór, więc liczył, że tym sposobem jakoś swoje winy odkupi. Nie wiedział, czy faktycznie to zadziałać mogło, ale trochę miał nadzieję. No i wcale nie chciał, żeby o nim myślała źle jakoś. Nie był potworem tak mimo wszystko. Nawet jeśli większość czasu chodził pospinany.

Lowrenn R. Heatherton

architektka krajobrazu, the secret garden
Awatar użytkownika
about me
Projektuje ogrody, prowadzi firmę, wspiera siostrę i stara się zachowywać poważnie i profesjonalnie w każdej sytuacji, co nie zawsze jej wychodzi.
168 cm
31 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly
Cytuj

Post ()

Trudno było tego nie zauważyć, że jest zakłopotany i zażenowany mocno tym wszystkim, jak to się potoczyło. Aż przez moment było jej głupio i miała wyrzuty sumienia, że to z niego na siłę wyciągnęła. Potem jednak spojrzała ponownie na to biedne, bardzo smutne i niczemu winne drzewko, którego raczej już nie uratują i czuła się jednak trochę lepiej, bo można było uznać to za jakąś formę sprawiedliwości. Czy coś. Sama nie wiedziała, ale nie planowała się nad tym jakoś specjalnie pochylać, mieli wystarczająco do zrobienia po tym, jak jakieś pijane tornado dobrych pomysłów przeszło przez jego ogród tej nocy. 
Należałeś do szkolnych nicponi, przed którymi rodzice ostrzegają swoje córki, gdy wychodzą na imprezy? — zapytała, unosząc lekko brew, zmieniając dość płynnie temat. Trochę dla niego, bo jednak miała całkiem dobre serduszko, a trochę też dlatego, że w tym momencie mocno ją to zaciekawiło. Nie potrafiła sobie tego wyobrazić, tak szczerze mówiąc. To znaczy, pod względem urody na pewno mógł być prawdziwym łamaczem niewieścich serc w szkole średniej, ale raczej nie sądziła, aby co drugie popołudnie spędzał w kozie za to, że napisał coś brzydkiego na ścianie w łazience markerem. Czy coś. Sama nie wiedziała po co, ale w tym momencie poczuła, że bardzo chciałaby wiedzieć o nim coś więcej. 
Pokiwała lekko głową na jego przytaknięcie, trochę jakby sama siebie chciała przekonać, że o to chodzi i wszystko ok, bo jakieś kosmate myśli w jej głowie zawitały i musiała skupić się na moment na czymś innym niż na nim, bo jego przejęta i zmęczona, ale nadal bardzo przystojna gęba nie pomagała jej w tym. Jak już o byciu gówniarzem mowa, to Wren w tym momencie z nieznanych sobie przyczyn poczuła się  nagle jak smarkula, do której chłopak ze starszej klasy, do którego wzdychają wszystkie dziewczyny w szkole, uśmiechnął się na korytarzu i podał jej jabłko, które jej upadło, czy coś. Dziwna sprawa. 
To zależy — uniosła lekko brew na jego propozycję. — Czy z robieniem śniadania radzisz sobie lepiej, czy podobnie, jak z samodzielnym przesadzaniem drzewek — dodała, aby wyjaśnić, o co jej dokładnie chodzi w tym momencie. Bez zarzutu jednak, starała się nieco wyluzować, bo nadal mocno spięta się czuła całą tą sytuacją, więc uśmiech na twarz przywołała i w głowie powtarzała sobie, że nie ma co się przejmować, bo przecież na pewno sobie poradzi. A nawet poradzą. — Bo jeśli to drugie, to w kuchni też umiem się rządzić, a Ty wyglądasz jak ktoś, kto zdecydowanie potrzebuje dobrego śniadania na kaca — czy właśnie mu się wpraszała do chaty na gotowanie? Troszeczkę tak, ale wszystko z dobrej woli, oczywiście. No i dla siebie samej też, bo w sumie zgłodniała od nadmiaru wrażeń to raz, a dwa, skoro miał jej pomagać, to nie chciała, aby przy pracy jej zemdlał czy coś. Byłoby jeszcze dziwniej.

elio castellano
abrakadabra
to patka i magia

właściciel, the wine experience
Awatar użytkownika
about me
właściciel winiarni z rozwalonym życiem osobistym, którego nawet nie zamierza porządkować
183 cm
39 y/o
wydra za napisanie karty one year anniversary - happy birthday! one year anniversary - first place one year anniversary - till the world ends bean - the graphic master stevo - the multiholic (2x) queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak axolotler pushkin - wyróżnienie aktywności marzec 2022 drunken sailor i gotta go my own way let's get it on wine&dine one of you will betray me tonight
Cytuj

Post ()

Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że zasługiwała na wyjaśnienia, ale wcale mu to nie pomagało. Starał się być w tym wszystkim rozsądny, więc wcale nie oburzała go myśl, że to on musiał tłumaczyć się jej z powodu tego, w jaki sposób zakończył się jego ostatni wieczór. Gdyby nie narobił szkód z Lemonem, to nie miałby takiego obowiązku wcale. W końcu to ona pracowała dla niego, więc tym bardziej jakaś struktura powinna panować.
— Możliwe. Szczególnie że wykradałem ojcu z winnicy wino i podrywałem na nie koleżanki — przyznał bez cienia wstydu. Bardzo dużo miał w sobie lekkomyślności w tamtych czasach. Do wczoraj miał jednak wrażenie, że zdążył z tego wyrosnąć i podobne rzeczy były już dawno za nim. Okazało się jednak, że nic podobnego — wystarczyło, że trochę za dużo alkoholu wypił z kumplem i trochę mu odbiło. Chyba przez całe zażenowanie i próbę uratowania sytuacji, jakoś do głowy mu nie przyszło, że nie była to rozmowa w stylu tych, które dotychczas prowadzili. Nieco więcej w tym było swobody i osobistych tematów. Wcale mu to jednak, jak widać, nie przeszkadzało. Sam nawet pomyślał, że mógłby ją poznać nieco lepiej. Może i jego myśli były bardziej poukładane, niż jej, ale nadal wykraczało to jakoś poza znany mu standard, w którym to nigdy nie mieszał kontaktów nieformalnych z pracą.
— Zwykle radzę sobie dobrze — przyznał, bo przecież całkiem się potrafił w kuchni odnaleźć. Gotował sobie sam i robił to przyzwoicie, więc ze śniadaniem na pewno też by sobie poradził. Jej wątpliwości jednak wydawały się uzasadnione całkiem, bo przecież nie czuł się najpewniej tego dnia. Nic dziwnego, skoro pół nocy szalał w tym ogrodzie i wlewał w siebie jeszcze więcej alkoholu. — Poradzę sobie. Moja duma na pewno nie przeżyłaby jeszcze sytuacji, w której to ty byś przygotowała nam śniadanie — przyznała uczciwie. Przecież cierpiała dość porządnie i bez tego. Dlatego mógł się tym jakoś zająć. Miał nadzieję, że jednak postawi go ono na nogi i nie będzie czuł się jak ktoś, kto po dwukrotnym machnięciu ręką w ogrodzie, wyzionie ducha. Musiał przecież doprowadzić przestrzeń do porządku razem z Wren.
— Usiądź. Jakieś wskazówki? Jesz wszystko, czy coś wykluczasz? — zapytał, bo przecież niewiele o niej wiedział. W międzyczasie postawił przed nią koszyk z pieczywem, pewnie jak na snoba z włoskimi korzeniami przystało, znajdowało się tam absolutnie wszystko. I samo to mogłoby wystarczyć prawie na śniadanie, ale otworzył lodówkę, czekając na wskazówki z jej strony.

Lowrenn R. Heatherton

architektka krajobrazu, the secret garden
Awatar użytkownika
about me
Projektuje ogrody, prowadzi firmę, wspiera siostrę i stara się zachowywać poważnie i profesjonalnie w każdej sytuacji, co nie zawsze jej wychodzi.
168 cm
31 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly
Cytuj

Post ()

Struktura ich relacji została tym pozornie głupim wydarzeniem dość mocno zachwiana. Wren jednak nie wiedziała jeszcze za bardzo, w jaki sposób, ale czuła, że jednak mogło to dość mocno rzutować na to, co będzie dalej. Miała tylko nadzieję, że raczej w pozytywny sposób, a nie jakoś negatywnie, chociaż oczywiście wszystko wyjdzie w praniu. Jak na razie przez moment było dziwnie, więc wolała się skupić na tym, aby jednak się otrząsnąć, a nie na rozgrzebywaniu tego po co, jak i dlaczego oraz kiedy i przez kogo. 
Urok osobisty i wino to nie najgorsza kombinacja, szanuję takie podrywy — przyznała. Było to na pewno bardzo wyrafinowane i z  klasą, jak na licealne standardy, to trzeba mu przyznać. Trudno było też nie uznać, że mocno to do niego pasowało, tak po prostu. — Aż przykro, że mnie koledzy podrywali tylko na wino, którego absolutnie nie powinno nazywać się winem — dodała, krzywiąc się delikatnie, choć z lekkim rozbawieniem. Nie była specjalnie dumna z tego, że gdy była smarkulą, jej gust raczej wołał o pomstę do nieba, bo piła obrzydliwie słodkie wina z dolnej półki cenowej, wielobarwne szoty i smakowe piwa, chociaż  na szczęście nigdy nie upadła tak nisko, aby zamówić piwo z sokiem. Miała więc trochę godności. 
Okej, o dumę warto dbać, żeby przesadnie nie cierpiała, więc nie będę się w to mieszać — zapewniła go, przyglądając mu się z lekkim rozbawieniem. Trudno było nie zauważyć, że jego duma rzeczywiście mocno cierpiała, a ona wcale nie chciała go dobijać. Weszła więc za nim do środka, zajmując wskazane przez niego miejsce i to nawet bez gadania, co wcale w przypadku Wren nie było aż takie oczywiste. 
Nie jem mięsa — przyznała, bo jednak było to pytanie dość istotne, bo rzeczywiście nie mógł o tym wiedzieć, że od lat była wegetarianką. Czasami co prawda tęskniła za dobrym stekiem, ale wiedziała, że jakby się na niego zdecydowała, to wyrzuty sumienia zabiłyby przyjemność z jedzenia. — Innych wykluczeń brak, jestem bardzo mało wybrednym człowiekiem, jeśli chodzi o jedzenie — tak było, wcale nie kłamała. — Poza jakimiś dziwnymi przysmakami regionalnymi, których trochę się boję — ale o trzymanie w lodówce jakichś dziwnych tworów go raczej nie posądzała. — Masz własną piekarnię, czy przy okazji rozboju we własnym ogrodzie postanowiłeś zaszaleć jeszcze bardziej i napadłeś na poranną dostawę pieczywa do osiedlowego sklepu? — zapytała, unosząc lekko brew i zerkając na niego z mieszaniną rozbawienia i zaciekawienia.

elio castellano
abrakadabra
to patka i magia

właściciel, the wine experience
Awatar użytkownika
about me
właściciel winiarni z rozwalonym życiem osobistym, którego nawet nie zamierza porządkować
183 cm
39 y/o
wydra za napisanie karty one year anniversary - happy birthday! one year anniversary - first place one year anniversary - till the world ends bean - the graphic master stevo - the multiholic (2x) queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak axolotler pushkin - wyróżnienie aktywności marzec 2022 drunken sailor i gotta go my own way let's get it on wine&dine one of you will betray me tonight
Cytuj

Post ()

Chyba faktycznie coś w tym było. Jakoś tak, gdy już przeżył takie lekkie upokorzenie przed nią, to jakoś mimowolnie łatwiej mu było się przy niej rozluźnić chyba. Poprzednie spotkania, chociaż rzecz jasna utrzymane w miłej atmosferze, to jednak miały w sobie wiele z tych stricte służbowych. Elio był poważny, formalny i bardzo konkretny. Z pewnością nie przyznałby się w tamtym momencie do tego, że za gówniarza podrywał koleżanki na wino, które wykradał ojcu. A teraz jakoś nie widział nic złego w tym, że ten temat dobrnął aż do takiego etapu.
— Pewnie też bym do nich należał, gdyby nie to, że ojca było darmowe. Nawet nie będę udawał, że urodziłem się jako znawca — dodał uśmiechając się nawet lekko. Miał bardzo ułatwione zadanie tak naprawdę. W przeciwnym razie byłby jak jej koledzy. Chociaż miło było wierzyć, że po prostu od zawsze słynął z niego lepszego gustu, niż inni mężczyźni w jego wieku. Pasowało mu taka wizja całkiem, podobnie jak to, że najwidoczniej i w głowie Wren się taka wizja kształtowała. Nawet jeśli nie do końca umiał stwierdzić skąd ta potrzeba by miała o nim tego rodzaju zdanie.
Uśmiechnął się więc do niej lekko, całkiem wdzięczny, że to szanowała. Niby to on był jej szefem i niekoniecznie byłoby na miejscu, gdyby sobie nagle jakieś jednak żarty z niego stroiła, ale że w jednej chwili wszystko stało się takie zaburzone i przewrócone do góry nogami, to i to jakoś wydawało mu się możliwe całkiem.
— Okej, to może jajka po prostu? Musisz mi uwierzyć na słowo, że jak jestem w formie, to potrafię lepiej — zapewnił ją. Bywały takie rzadkie momenty, kiedy Elio gotował całe dania i bawił się wtedy naprawdę nieźle. Kiedyś, gdy miał jeszcze żoną, to robił to zdecydowanie chętniej, bo miał dla kogo. Później trochę zwolnił, bo i tak większość czasu spędzał w pracy, więc po powrocie, otwierał jedynie pudełko z czymś, co zgarnął z restauracji po drodze. Nie miał wtedy siły na stanie przy kuchence. Dzisiaj kac mu trochę skrzydła podciął, więc zdecydowanie nie w głowie były mu kulinarne szaleństwa. Miał więc nadzieję, że zaakceptuje coś prostego. — Niestety nie są aż tak świeże. Zgarnąłem je wczoraj i okazuje się, że był to bardzo rozsądny pomysł, bo w przeciwnym razie zaprosiłbym cię na śniadanie, nie mając nic, co moglibyśmy zjeść — przyznał. Nie spodziewał się przecież zupełnie gości na śniadaniu. Podobnie jak nie przyszłoby mu nigdy do głowy, że sobie w środku nocy zacznie ogród demolować. Tyle niespodziewanych zwrotów akcji!

Lowrenn R. Heatherton

architektka krajobrazu, the secret garden
Awatar użytkownika
about me
Projektuje ogrody, prowadzi firmę, wspiera siostrę i stara się zachowywać poważnie i profesjonalnie w każdej sytuacji, co nie zawsze jej wychodzi.
168 cm
31 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly
Cytuj

Post ()

Owszem, jakieś luźniejsze wstawki jeśli w ich rozmowach się pojawiały to raczej z jej strony. Jeśli ktoś z nich był skłonny do przekraczania granic nieco, to raczej ona — nietrudno było zauważyć, że była bardziej otwarta i wyluzowana. I tym samym miała chyba nieco mniej ogłady i taktu, przynajmniej jej się tak wydawało. Szczególnie po tym, jak palnęła coś głupiego, po czym było nieco niekomfortowo i była w duchu na siebie zła, że znowu nie wiedziała kiedy ugryźć się w język. 
To tego nie dostaje się w genach razem z włoskim nazwiskiem? — zapytała, wyraźnie zaskoczona i zszokowana, jakby co najmniej naprawdę przez całe życie w to wierzyła. — Jestem zszokowana. Może jeszcze zaraz mi powiesz, że nie potrafisz robić makaronu? — to przecież po winie druga najbardziej włoska rzecz, jak wiadomo nie od dziś, więc logiczne, że każdy Włoch powinien rodzić się od razu z taką umiejętnością. Wszystkie te słowa jednak były wypowiedziane przez nią w taki sposób, że nawet spięty Elio, który był w nie najlepszej formie przez kaca, mógł z łatwością wyłapać, że tak naprawdę sobie żartuje. To, że miał włoskie nazwisko, nie ulegało wątpliwości i zwróciła na to uwagę, jeszcze za nim się poznali tak naprawdę, głównie dlatego, że miało bardzo przyjemne, miękkie brzmienie. Ale cała reszta była czymś, czego absolutnie nie brała pod uwagę ani nie uznawała za prawdę. 
Mogą być jajka w dowolnej formie, w tej kwestii nie wybrzydzam — zapewniła go. Być może powinna, ale do odstawienia całej reszty produktów od zwierzątek chyba nie będzie jej dane dojrzeć w tym życiu. — Zobaczymy, jak sobie poradzisz, jak nawet teraz nie wypadniesz  najgorzej to kto, wie, może jeszcze kiedyś wproszę Ci się na śniadanie, aby zobaczyć popis pełnych umiejętności w Twoim wykonaniu — stwierdziła, uśmiechając się do niego uroczo. Chociaż wcale nie na długo, bo jednak po chwili nieco się speszyła. Często była dość śmiała i zuchwała, często też po prostu gadała to, co jej się w głowie pojawiało, jednak przy nim zazwyczaj trochę starała się pilnować — miała wrażenie, że takie rzeczy mogłyby mu jakoś bardzo wadzić, skoro był nieco sztywniakiem. 
Coś by się wymyśliło, ale doceniam ten wybór — przyznała, zerkając jeszcze raz na koszyk, odchrząkując uprzednio, aby się tego zażenowania pozbyć nieco, które odczuwała. — Mogę zrobić chociaż kawę, czy mam grzecznie siedzieć i czekać? — zapytała, bo w sumie trochę nie wiedziała, co ze sobą zrobić. — Jak  nie mam zajęcia, to dużo gadam, może nie zauważyłeś — dodała  jeszcze żartobliwie, bo jednak ewidentnie jej się gęba nie zamyka wtedy, kiedy powinna.

elio castellano
abrakadabra
to patka i magia

właściciel, the wine experience
Awatar użytkownika
about me
właściciel winiarni z rozwalonym życiem osobistym, którego nawet nie zamierza porządkować
183 cm
39 y/o
wydra za napisanie karty one year anniversary - happy birthday! one year anniversary - first place one year anniversary - till the world ends bean - the graphic master stevo - the multiholic (2x) queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak axolotler pushkin - wyróżnienie aktywności marzec 2022 drunken sailor i gotta go my own way let's get it on wine&dine one of you will betray me tonight
Cytuj

Post ()

On jej nigdy tego jakoś specjalnie za złe nie miał. Często dość zdarzało się, że Elio czuł się nieznacznie przytłoczony przy ludziach, którzy nie mieli specjalnych zahamowań podczas rozmów, ale w jej przypadku wcale go to aż tak nie męczyło. Czasami po prostu nie odpowiadał na połowę słów, jakie z siebie wyrzucała, ale nie znaczyło to wcale, że ją w duchu oceniał i trochę z tego monologu rozliczał. Jakoś był bardziej wyrozumiały w jej przypadku. Może dlatego, że robiła mu ogród i całkiem nieźle się przy tym spisywała? W przeciwieństwie do niego, jak widać.
— Teraz odrobinę przesadzasz. Makaron akurat robię doskonały, co mogę nawet udowodnić — rzucił zdecydowanie, zupełnie nie biorąc pod uwagę, że może trochę zbyt śmiałe to były słowa. Jakoś mu do głowy to nie przyszło, bo gotów był ją naprawdę na kolację zaprosić, żeby mogła te słowa cofnąć i nie zarzucać mu podobnych rzeczy. I chociaż chwilę później to dotarło do niego w końcu, to postanowił się jednak nie wycofywać wcale. Po prostu uśmiechnął się lekko, dając jej możliwość zareagowania, bo chyba nie miałby nic przeciwko, gdyby później też miał dla kogo coś ugotować. Nawet jeśli dla swojej pracownicy tego robić raczej nie powinien.
— Musisz wiedzieć, że nie najlepiej znoszę krytykę. Jeśli uznasz, że chcesz coś powiedzieć nie tak, to lepiej zastanów się trzy razy, bo zamkniesz sobie wtedy drogę na kolejne śniadanie — zapewnił ją niby żartem, ale jednak bardzo dużo prawdy się w tym kryło. Chociaż uśmiechnął się lekko, bo najwidoczniej sam też nie miał problemu w tym, żeby jednak dorzucić komentarz o wspólnym śniadaniu w przyszłości jeszcze. Całkiem to było dziwne, nieco niezrozumiałe, ale jednak na swój sposób miłe. Po raz pierwszy poświęcał jej aż tyle swojej uwagi. I chociaż zaczęło się jedynie od próby uratowania sytuacji, to już na tym etapie musiał przyznać, że było to miłe całkiem wszystko.
— Możesz zrobić. Będę mógł ja coś ocenić chociaż — dodał. Mogła przygotować im kawę, nie będzie narzekał. Wbił na patelnię jajka i zmniejszył ogień, a potem sięgnął po przyprawy, żeby odszukać sól. — I nawet mi to nie przeszkadza — przyznał. Sam chyba powiedział więcej słów, niż odkąd w ogóle się poznali. Sam nie wiedział, czy to zasługa wyrzutów sumienia, kaca, czy po prostu Wren. Naprawdę dobrze się jednak bawił tego dnia i jakoś zapomniał o rozwalonym drzewku oraz dotychczasowym bólu głowy, gdy tak kątem oka na nią zerknął, gd zajmowała się przygotowywaniem kawy.

Lowrenn R. Heatherton

architektka krajobrazu, the secret garden
Awatar użytkownika
about me
Projektuje ogrody, prowadzi firmę, wspiera siostrę i stara się zachowywać poważnie i profesjonalnie w każdej sytuacji, co nie zawsze jej wychodzi.
168 cm
31 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly
Cytuj

Post ()

Jeśli to zasługa tego, że uważał ją mimo wszystko za kompetentną, to w sumie całkiem miło. Ona chyba powinna po tym incydencie zmienić dość szybko o nim zdanie, ale jednak o dziwo wcale tak to nie działało. Być może dlatego, że jednak widziała, jak ogromne wyrzuty sumienia go za to zjadają. Gdyby nie wykazał się żadną skruchą i uważał, że nie jego sprawa, że ma więcej roboty, to pewnie wkurzyłaby się bardziej. Wiadomo, w takich momentach człowiekowi ciśnienie podnosi się szybko i bardzo skutecznie. A tak… No trochę czułaby się, jakby kopała szczeniaka. A Wren do szczeniaków miała bardzo dużo miłości.
Czy właśnie zupełnie przypadkiem zamiast na śniadanie udało mi się wprosić na włoską kolację? Nieźle, ten dzień może wcale nie będzie aż taki zły — przyznała z lekkim rozbawieniem, unosząc przy tym delikatnie brew. W sumie nie do końca wiedziała, jak do tego doszło. Nie mogła też mieć pewności, że taka była jego intencja, jednak nadal zostawiała mu możliwość wycofania się z tego.
To może być nieco problematyczne, bo ja z kolei nie jestem najlepsza w wygłaszaniu przemyślanych i odpowiednio ugrzecznionych opinii — przyznała zgodnie z prawdą, co zresztą i tak pewnie mógł już zauważyć. — Ale zobaczymy, może jednak nie będę miała powodu, aby się nad tym głowić — dodała, uśmiechając się do niego ładnie przez ramię, zabierając się za zrobienie kawy po tym, jak wskazał jej, gdzie znajdzie kubki. Czuła się przy tym zaskakująco swobodnie jak na to, że właśnie robiła sobie śniadanie i kawę w kuchni swojego klienta, którego poza pracą praktycznie nie znała. I który postanowił zdemolować ogród, niszcząc jej pracę po pijaku i planował oceniać jej kawę. Co prawda niewiele miała do zrobienia, skoro pewnie miał ekspres, z którego skorzystała — jej przyłożenie się do tego ograniczało się więc do precyzyjnego naciskania guzików z zaangażowaniem. Niewielki wkład pracy.
Okej, cieszy mnie to — nie było to kłamstwo, bo w sumie to stwierdzenie z jego strony sprawiło, że odrobinę lżej jej się zrobiło. Zawsze lepiej wiedzieć, że się kogoś nie wkurwia tym, że się jest sobą. — Ale jakby jednak coś, to możesz dawać znać — zapewniła go. Zdawała sobie sprawę, że nie zawsze miała odpowiednie granice i na pewno zdarzało jej się naruszać cudzą przestrzeń osobistą. — Ja akurat z krytyką radzę sobie nie najgorzej, przynajmniej tej poza pracą — nieco żartowała, ale wiadomo. W pracy zdecydowanie bardziej znała swoją wartość i mocno się trzymała tego, że jednak dużo wie i się na tym po prostu zna.

elio castellano
abrakadabra
to patka i magia

właściciel, the wine experience
Awatar użytkownika
about me
właściciel winiarni z rozwalonym życiem osobistym, którego nawet nie zamierza porządkować
183 cm
39 y/o
wydra za napisanie karty one year anniversary - happy birthday! one year anniversary - first place one year anniversary - till the world ends bean - the graphic master stevo - the multiholic (2x) queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak axolotler pushkin - wyróżnienie aktywności marzec 2022 drunken sailor i gotta go my own way let's get it on wine&dine one of you will betray me tonight
Cytuj

Post ()

Wad miał wprawdzie bardzo sporo, ale na szczęście cudzą pracę bardzo szanował. Nie okazał może tego najlepiej, ale jednak wiedział, że lepiej poczuje się po tym wszystkim, jak jakoś sytuację uratuje i odrobinę chociaż się w oczach Wren wybieli. Najwidoczniej szło mu całkiem nieźle. Może nawet za dobrze, skoro zabrnęli do takiego etapu. Odrobinę dziwnie się z tym czuł, ale nie przyszło mu do głowy, by jakoś niezręcznie swoje słowa wycofać. Wzruszył za to lekko ramionami.
— Właściwie to i na śniadanie i na kolację. Jeśli chcesz się przekonać — podkreślił. Nie do końca chciał, żeby pomyślała, że zaprasza ją na jakąś randkę, bo nie byłoby to do końca profesjonalne. Z drugiej strony byli dorosłymi ludźmi i chyba nawet nie miałby jej za złe, gdyby tak pomyślała. Najwidoczniej sam Elio nie do końca umiał rozgryźć swoje własne intencje. Chciał też zostawić miejsce na to, by to ona podjęła decyzję.
— Mam taką nadzieję — przyznał, bo akurat wolałby się spisać w roli szefa kuchni, wiadomo. Co zadziwiające, Elio też czuł się w pełni swobodnie. Nie zdarzało mu się to przecież zbyt często w obcym towarzystwie. Najwidoczniej musiał zrobić z siebie idiotę, żbey przestał zachowywać się jakby połknął kij od szczotki. Wprawdzie Wren od początku była nieco bardziej otwarta, ale przypuszczał chwilami, że bywała typem osoby, który dla niego samego jest niesamowicie męczący. Okazało się jednak, że kiepsko mu poszło ocenianie innych, bo akurat nic negatywnego by o niej w tej chwili nie powiedział.
— Ja jak wiadomo mówię mniej, ale nie przeszkadza mi słuchanie — przyznał, bo jednak mogła śmiało wygłaszać wszystko, co chciała. Całkiem przyjemnie się jej słuchało przecież. Krytykować jej na pewno nie zamierzał — nawet w pracy nie miał się do czego przyczepić przecież. A to, że zachował się jak idiota, to całkiem odrębna kwestia akurat. Którą, miał nadzieję, nieco zdołał już w niepamięć puścić jakoś. Nawet skończył smażyć jajka i zsunął na talerze, dorzucając pewnie w międzyczasie świeże warzywka gdzieś, bo nie można tak bez warzyw. Postawił oba talerze na stole i usiadł na jednym z wolnych miejsc, zerkając w międzyczasie na Wren, które kończyła przygotowywać kawę pewnie. — Musisz dużo zjeść, bo potrzebujesz siły, skoro mamy tyle pracy — przypomniał jej, ale trochę żartobliwie. A potem sięgnął po jakieś pieczywo, bo mogli zacząć jeść i faktycznie pójść pracować.

Lowrenn R. Heatherton

ODPOWIEDZ