If you're feeling down, here's the remedy
W najnowszym ogłoszeniu przeczytacie o zmianach w administracji oraz rankingu za maj!
Zestaw nowych zadań miesiąca możecie znaleźć pod tym linkiem.
Hasło do konta universal person to monterey.
ODPOWIEDZ
malarka, -
Awatar użytkownika
about me
jest nowa w mieście; szuka w nim swojego miejsca i nowych ludzi, którzy mogliby jej urozmaicić życie.
167 cm
33 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Brak weny dręczył ją już od kilku tygodni. Wiedziała już kiedy się zaczęło i znała całą masę powodów, która stopniowo się piętrzyła aż w końcu runęła na nią niczym lawina. To właśnie ona skłoniła ją do radykalnych zmian w życiu. Spakowała całe swoje życie, które wiodła w Arizonie i przeniosła się do Monterey. Nie pomogło jej to jednak z tym problemem, bo choć mieszkała już w swoim nowym domu od prawie miesiąca i powoli się w nim urządzała, wciąż nie mogła znaleźć w swojej głowie niczego, co chciałaby przelać na płótno. Nie była tak naiwna by myśleć, że przeprowadzka i szukanie innych sposobów na spędzanie czasu niż wieczne balowanie sprawią, że jej kłopoty znikną jak za dotknięciem magicznej różdżki, ale liczyła, że chociaż znów podniesie tu pędzel i namaluje coś wartościowego. Ta bezsilność coraz bardziej ją irytowała i sprawiała, że z każdym dniem pchała z powrotem do tego, od czego próbowała uciec. Nie zamierzała zupełnie odstawić rzeczy, które sprawiały jej radość – ludzi, alkoholu, muzyki, tańca i śpiewu. Miała postanowienie podchodzić do tego rozsądniej i trochę to ograniczyć. Brak ukochanej czynności przeszkadzał jej jednak w trzymaniu się tego postanowienia, chociaż fakt, że znajdowała się w zupełnie nowym otoczeniu, wśród ludzi, których wcale jej nie pomagał nieco utrudniał powrót do starych nawyków. Nie uniemożliwiał jednak.
Dzisiaj podjęła kolejną próbę znalezienia inspiracji i wyruszyła na spacer po okolicy. Zwykle nie potrzebowała się uciekać do takich zabiegów, bo bez problemu znajdowała rzeczy, które chciała namalować albo wymyślała je w swojej głowie, ale to nie działało. Wyszła więc ze swojego nowego domu i ruszyła przed siebie. Miała ze sobą tylko telefon i klucze. Nie miała pojęcia jak długo będzie chodzić, ale nie przyszło jej do głowy, żeby zabrać cokolwiek więcej. Podziwiała mijane domy i okoliczną przyrodę, w szczególności las, który wydawał się być dominującym elementem tutejszego krajobrazu. Przypominał jej Waszyngton, gdzie mieszkała z pierwszym mężem i było to bardzo przyjemne skojarzenie. Przystanęła w miejscu, zdziwiona, gdy w tej bogatej dzielnicy natknęła się na bardzo dziwny twór. Dom wyglądał jak wiele innych dookoła, ale ogromna przestrzeń przy nim, łącząca się z lasem pełna była zagród, ogromnych bud i różnych innych rzeczy, których celu nie mogła określić z tej odległości. Z tej części dochodziła mieszanina przeróżnych odgłosów, spośród których nie mogła wyłowić ani jednego by móc go rozpoznać. Bez zastanowienia zbliżyła się do posesji i dostrzegła mężczyznę, który, jak się zdawało, naprawiał jakąś dziurę w płocie. Nie przyglądała mu się dokładnie, zbyt pochłonięta tym co czuła, widziała i słyszała przed sobą.
Dzień dobry. Co to jest? – zapytała, dłonią kreśląc okrąg pokazujący całą zabudowę przylegającą do domu. Mignął jej nieopodal ogon w biało-ciemno-szare pasy i aż drgnęła w miejscu. Nabrała pewnych podejrzeń, ale wolała by odpowiedź padła z ust nieznajomego. Nie miała pojęcia co ją tak ciągnęło do tego miejsca, ale musiała zaspokoić swoją ciekawość i przekonać się o co chodziło. – I co się stało, że naprawiasz płot? – zadała mu kolejne pytanie, jedno z licznych, które krążyły jej po głowie, a co chwila pojawiały się nowe do dodania na listę.

weterynarz, właściciel, dzikie zoo w domu
Awatar użytkownika
about me
california summer sun will burn right to your soul, but in the winter you can freeze in the california snow
189 cm
38 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Kompletnie nie znał się na tego typu problemach — niby nie był twardo stąpającym po ziemi człowiekiem i naprawdę często nie ogarniał wielu życiowych kwestii, jednak na pewno daleko było mu do prawdziwego artysty. Jego praca zazwyczaj była czysto fizyczna, ewentualnie wymagała jakiegoś logicznego przemyślenia i zaplanowania, ale z jakąś wielką kreatywnością i potrzebą poszukiwania natchnienia oraz weny to raczej nigdy nie miało to nic wspólnego. Na dzisiejszy dzień miał na przykład plan bardzo prosty i sprecyzowany, bo musiał naprawić płot, który został zniszczony poprzedniej nocy i stanowił spore zagrożenie dla jego zwierzęcej ferajny, szczególnie tej, która była jeszcze nie do końca oswojona i przyzwyczajona do nowego miejsca, ale nie tylko. W kwestii tego, że nie postanowi uciec, aby sprawdzić, co jest po drugiej stronie płotu, ufał chyba tylko swojemu psu, bo ten aż za dobrze wiedział, że nigdzie nie będzie mu tak dobrze, jak tutaj. Dlatego też z kubkiem termicznym, w którym miał kolejną kawę oraz skrzynką z narzędziami w ręce udał się w odpowiednie miejsce, aby zabrać się za prace naprawcze.
Był dość mocno pochłonięty podjętym zajęciem, które w sumie okazało się nieco bardziej wymagające, niż początkowo się spodziewał. Towarzyszył mu oczywiście Thor, który niestety nie był na tyle przydatny, aby podawać mu gwoździe czy przytrzymać jakieś deski, więc kilkukrotnie zdarzyło mu się lżej lub mocniej uderzyć się w palec młotkiem i zrobić inną, na szczęście nie przesadnie groźną krzywdę. Zaklął akurat pod nosem, bo znowu mu się coś nieco przesunęło, gdy usłyszał za plecami kobiecy głos, który tak go przestraszył, że aż od tego płotu odskoczył — co najmniej, jakby nie naprawiał go wcale, tylko próbował się włamać, a przecież nic z tych rzeczy.
Dzień dobry — odpowiedział, przenosząc na nią nieco zakłopotane spojrzenie, bo narobił więcej bałaganu, niż było to potrzebne. Nie spodziewał się jednak tutaj nikogo, a ona nie była żadną z jego sąsiadek, które znał, więc tym bardziej zdziwił go jej widok. — Konkretnie które to? — zapytał, bo w sumie było to dość ważne, skoro miał tam tyle różnych rzeczy. — Generalnie w dużym uogólnieniu mieszkają tam zwierzęta — wyjaśnił jej, bo to było to niedokładne bardzo, ale chyba najbliżej prawdy, jeśli miał się nie rozdrabniać i opowiadać o wszystkim po kolei. Mógł, ale w sumie po co miał się wychylać, skoro nie bardzo wiedział, czego kobieta chciała i co ją to wszystko interesowało?
Była bójka na placu zabaw, to tu czasami się zdarza — wyjaśnił jej, przenosząc wzrok na płot, a potem na swojego zadowolonego psa, który ewidentnie czekał na znak, czy może się z kobietą przywitać. — Thor chce chyba wtrącić się w Twoją serię pytań i z Tobą przywitać — dodał, wracając spojrzeniem do nieznajomej. Jego pies był super grzecznym pieskiem i tak, jak nigdy nie pozwalał obcym ludziom bez zapytania głaskać swojego towarzysza, tak jemu nie pozwalał podbiegać do obcych i się z nimi witać bez przyzwolenia. To było przecież niemiłe i niegrzeczne tak samo bardzo, jak głaskanie obcych piesków. No i jednak jego pies był ogromny, co nie szło w tym przypadku w parze z byciem groźnym, ale jednak mógł przecież swoimi rozmiarami kogoś przestraszyć.

rowena mulligan
no name
brak multikont

malarka, -
Awatar użytkownika
about me
jest nowa w mieście; szuka w nim swojego miejsca i nowych ludzi, którzy mogliby jej urozmaicić życie.
167 cm
33 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Czasami zazdrościła ludziom, którzy mogli po prostu wykonywać swoją pracę, może po wymyśleniu jakiegoś rozwiązania problemu, z którym się zetknęli. Ona tak nie mogła. Musiała czekać na inspirację lub jej szukać, na różne sposoby. Rzadko spotykała się z blokadą twórczą, ale gdy już zderzała się z tą ścianą, z początku się gubiła i zupełnie nie wiedziała co zrobić. Z początku próbowała się odnaleźć, a razem ze sobą swoją inspirację, poprzez wyjścia towarzyskie i imprezy. Zdarzało się, że tyle wystarczało, ale nie zawsze. Właściwie to rzadziej niż częściej. Nigdy nie wyciągała z tego żadnych wniosków. Teraz jednak próbowała się do tego nie uciekać i przejść do kolejnych kroków poszukiwania weny na kolejny obraz. Nie dlatego, że musiała. Nie brakowało jej pieniędzy ani innych zajęć. Po prostu czuła, że tego potrzebuje. Jak może nazywać się malarką skoro nie maluje?
Stała więc przed nieznajomym mężczyzną, zupełnie zauroczona tym, co działo się za nim. Nie zorientowała się nawet, że chwilę wcześniej nie trafił młotkiem w deskę, a zamiast tego w swój palec. Była zbyt zajęta próbą odgadnięcia na co właściwie patrzy. Zauważyła jednak, że się przestraszył, gdy się odezwała. Uśmiechnęła się lekko, nieco tym faktem rozbawiona. Kiedy zadał jej pytanie znów wskazała dłonią na całą zabudowę za nim.
Hm, tak to brzmi. A możesz mi powiedzieć więcej czy to jakaś tajemnica? – dopytała, bo ta ogólnikowa odpowiedź zupełnie nie zaspokajała jej ciekawości. Przez chwilę przyglądała się mężczyźnie i jego czworonożnemu przyjacielowi, szukając dodatkowych podpowiedzi dotyczących tego czym to wszystko mogło być. Nie umknęło jej uwadze, że naprawiacz płotu to kawał faceta, przystojnego w dodatku, ale nie pochłaniało to jej uwagi tak bardzo jak pies, który obok siedział, tak grzeczny, że Rowena się zastanawiała czy to nie jakaś ogromna, piękna rzeźba. Poruszał się jednak od czasu do czasu, więc uznała, że to prawdziwy piesek.
Całkiem gwałtowna ta bójka – zauważyła, dla odmiany spoglądając na dziurę, którą naprawiał. Zastanawiała się kto taki mógł doprowadzić do tego uszczerbku płotu ale ciężko się wyciągało informacje z mężczyzny. Nie zawstydziła się, gdy jej to wytknął, zamiast tego zainteresowana pozostałą częścią jego wypowiedzi. – Thor…? – „fałszywy bożek z nordyckich wierzeń”, chciała dokończyć, ale w porę się pohamowała. To była tylko naleciałość z jej dzieciństwa, nie ona. – Bardzo chętnie – przytaknęła zamiast tego i wyciągnęła do przodu rękę, żeby ten mały koń mógł ją obwąchać. Kiedy się zbliżył, dość entuzjastycznie, uśmiechnęła się szerzej. – Cześć, Thor – przywitała się z nim pogodnie i gdy już została polizana w rękę, zaczęła go głaskać. – Jestem Ro – przedstawiła się, drapiąc go za uszami i trochę chwiejąc się na nogach, bo pies był bardzo szczęśliwy, że ktoś nowy poświęcał mu uwagę. – Twój tata nie jest zbyt chętny do rozmów, prawda? – zapytała go cicho, w ramach żartu i podniosła na chwilę wzrok na mężczyznę.

leander r. cadwallder

weterynarz, właściciel, dzikie zoo w domu
Awatar użytkownika
about me
california summer sun will burn right to your soul, but in the winter you can freeze in the california snow
189 cm
38 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Podobno każda opcja ma swoje plusy i minusy, chociaż Lean zdecydowanie należał do osób, które nie potrafiły siedzieć z założonymi rękami i po prostu czekać. Musiał coś robić, musiał czuć, że nad tym czy tamtym panuje i może pchnąć to do przodu, bez konieczności czekania na cud. Nie zawsze oczywiście się dało, szczególnie w momentach, w których bardziej niż opiekunem był weterynarzem — czasami niestety nie pozostawało już nic innego, niż czekać i był to zdecydowanie najgorszy rodzaj czekania, przed którym zawsze uciekał tak długo, jak tylko mógł. I dla dobra swoich podopiecznych, dbając o nich odpowiednio i nie pozwalając, aby problemy zdrowotne się u nich zanadto rozwinęły, i dla samego siebie. Każde rozstanie ze zwierzakiem ze swojej magiczne zagrody przeżywał dość mocno, ale wiadomo, że o wiele lepiej było się pogodzić z tym, że kolejny lis albo szop znalazł odpowiedzialny dom, niż z tym, że nic nie można było już zrobić ze stanem zdrowia jakiegoś futrzaka. To było bardzo przytłaczające i niestety czasami trudne do uniknięcia. 
Zmarszczył lekko brwi, odwracając się przez ramię, aby zerknąć na swoje podwórze, które było idealnie uprzątnięte i zagospodarowane w bardzo przemyślany sposób, choć oczywiście pod kątem tego, aby to nie ludziom, a zwierzakom się tam dobrze żyło. Wyglądało to trochę jak jakiś obóz przez te domki i budy różnych rozmiarów połączony z wesołym miasteczkiem przez liczne dziwne konstrukcje, które zwierzakom miały służyć do zabawy, aby bójek, takich jak ta wczorajsza, było jak najmniej. 
Prowadzę azyl dla zwierząt, głównie tych uratowanych z hodowli i pseudohodowli — część zwierząt była z lasu, które ktoś znalazł ranne i przyniósł do niego, ale jednak takie, jeśli mogły wrócić do pełni zdrowia, to wracały też na łono natury, gdzie zdecydowanie było im lepiej, niż u boku człowieka. Cała reszta nie miała szans na to, aby poradzić sobie na wolności, bo albo wychowana była w niewoli, albo miała poważne uszczerbki na zdrowiu, więc wymagała opieki. — Szopy są strasznie nieokrzesane i czasami aspirują do bycia lepszymi bokserami od kangurów — rzucił pół żartem, pół serio, starając się nieco rozluźnić, aby nie wyjść przy niej na jakiegoś koszmarnego dzikusa. Była to jednak sytuacja dla niego dość zaskakująca i mało naturalna, bo Ro była wiedziona zwykłą ciekawością, a nie potrzebą uzyskania pomocy na przykład. Wtedy, gdy dostawał konkretne zadanie, radził sobie o wiele lepiej. 
Dokładnie tak, Thor Odinson, ale jak każdy porządny pies reaguje na wiele innych zawołań — nie było to kłamstwo, nie od dziś wiadomo, że pełne imię większości psów było tylko po to, aby przywołać go do porządku, gdy coś przeskrobał. Uniósł lekko kącik ust na jej komentarz skierowany do psa. — To on jest tym zdecydowanie bardziej otwartym i towarzyskim w naszym duecie — przyznał szczerze, lekko zawstydzony i rozbawiony jednocześnie. — Ale mimo wszystko Thor raczej nie oprowadzi Cię po tym przybytku, a jeśli Cię to aż tak interesuje i masz ochotę, to ja mogę to uczynić — dodał, unosząc lekko brew i patrząc na nią wyczekująco.

rowena mulligan
no name
brak multikont

malarka, -
Awatar użytkownika
about me
jest nowa w mieście; szuka w nim swojego miejsca i nowych ludzi, którzy mogliby jej urozmaicić życie.
167 cm
33 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Bezczynność potrafił być przyjemnym doświadczeniem, ale tylko w chwilach typu leżenie na plaży i czucie promieni słonecznych ogrzewających skórę oraz wiatr muskający włosy. W innych Rowena również odczuwała potrzebę ciągłego robienia czegoś. Do tego stopnia, że jak siedziała ni z kimś rozmawiała to musiała coś robić z rękoma. Nie potrafiła siedzieć w zupełnym bezruchu. Na szczęście, w jej fachu musiała czekać tylko jak farba schła, a wówczas mogła iść zrobić coś innego. Bezruch był wrogiem.
Im dłużej patrzyła na zabudowę podwórza, tym jaśniejsze stawało się dla niej jego przeznaczenie. Szczególnie, gdy tu i ówdzie mignęła jej jakaś futrzasta noga albo ogon. Raz nawet zdawało jej się, że ujrzała pysk niedużego rysia, ale pewności mieć nie mogła. Jego wyjaśnienia mocno pomogły w uzupełnieniu jej podejrzeń, więc uśmiechnęła się nieco szerzej i pokiwała głową.
To tłumaczy dlaczego widziałam przed chwilą pędzelki na czyichś uszach — powiedziała pogodnie, z nową siłą podchodząc do poszukiwania śladów obecności innych lokatorów azylu. Nie do końca rozumiała dlaczego tak bardzo fascynuje i przyciąga ją to miejsce. Widywała już różne zwierzęta w zoo, w domach znajomych i w tych wszystkich innych miejscach, w których można je zwykle napotkać. Sama nigdy żadnego pupila nie miała i nie odczuwała dotychczas takiej potrzeby. Nie zmieniło się to wcale w momencie, w którym zobaczyła tę zbieraninę różnych konstrukcji i kilku jej rezydentów, ale chciała tu zostać na dłużej i poznać to miejsce lepiej. — Nie wiedziałam — przyznała się, wcale nie odczuwając wstydu. Wątpiła by była to powszechnie znana informacja, która ją ominęła ze względu na wychowanie pod bardzo dziwnym kloszem. A nawet jeśli tak właśnie było i tak nie byłaby to największa luka w jej wiedzy. Zwróciła uwagę na to, że komunikowanie się nie było dla mężczyzny komfortowym zajęciem, ale nie przeszkadzało jej to mocno. Tylko sobie żartowała, gdy mówiła do Thora.
Jakie to zawołania? — zapytała zaciekawiona, bo chciała wiedzieć jak powinna się do psa zwracać, żeby móc się z nim porozumieć. Pewnie ich interakcje ograniczone będą do krótkich spotkań, gdy będzie przechodzić obok jego włości podczas spacerów, ale i tak chciała poznać odpowiedź na swoje pytanie. — Większość duetów tak ma — powiedziała jedynie, nie zdając sobie sprawy z tego, że wywoła w mężczyźnie takie zakłopotanie swoim żartem. Nie była dobra w czytanie ludzi. Tym bardziej zaskoczyła ją propozycja, która padła z jego ust. Zamrugała i powiodła wzrokiem od niego ku zagrodom, a po chwili pokiwała entuzjastycznie głową. — Bardzo chętnie — zgodziła się, a na jej ustach pojawił się promienny uśmiech. — Będzie nam chyba łatwiej rozmawiać jak poznam Twoje imię — zagadnęła go jeszcze zaczepnie.

leander r. cadwallder

weterynarz, właściciel, dzikie zoo w domu
Awatar użytkownika
about me
california summer sun will burn right to your soul, but in the winter you can freeze in the california snow
189 cm
38 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Mimo iż nietrudno było zauważyć, że raczej interpretowali to stwierdzenie na bardzo różne sposoby, to jednak zajmowali wobec nieco takie samo stanowisko, to na pewno. Po co nie robić nic i tkwić w miejscu, jak można iść dalej i próbować czegoś innego i nowego? Ten cel przyświecał mu od dawna i pchał go w te wszystkie dalekie podróże i kazał bawić się w odkrywcę, a ostatecznie w… Sam w sumie nie wiedział. Nigdy do końca nie nazywał tego, co robił w życiu, ale gdyby nie chęć zmiany, to pewnie by nigdy się tego nie podjął. A tak czasami naprawdę czuł, że jednak to, co robi, ma jakiś wpływ. I komuś pomaga, coś zmienia. To było bardzo miłe. 
To pewnie Stefan — obejrzał się przez ramię, aby zerknąć w tym samym kierunku, jednak nie zobaczył tego wyrośniętego kocura. — Jest bardzo ciekawski i bardzo gościnny, nie zdziwię się, jak zaraz zaprosi Cię na herbatę — zapewnił ją. Większość zwierząt, które u niego aktualnie były, były oswojone. Dla tych, które dopiero się tu pojawiały, miał pewnie oddzielne miejsce, bo musiał najpierw upewnić się, że są zdrowe i nie zarażą reszty stada, a potem stopniowo oswajać je z nowymi stworzeniami, z którymi tutaj musiały egzystować, co oczywiście nie zawsze się udawało. Nie wszystkim zależnościom w naturze dało się przeciwstawić nawet tutaj, gdzie jednak te zwierzaki wiodły los, który absolutnie nic wspólnego z ich przeznaczeniem nie miał. 
Ja też nie, do czasu aż nie okazało się, że robią najwięcej dziur w płocie i nie tylko — tak, zdecydowanie nie była to żadna ogólnodostępna wiedza. Właściwie nawet do końca nie była to jakaś tam profesjonalna wiedza potwierdzona naukowo, tylko jego własne obserwacje. Szopy były psotnikami, ale sądził, że raczej takimi dość przebiegłymi, a jednak okazywało się ostatecznie, że wcale nie, to zwykłe łobuzy były. 
Nie wiem, czy jesteście już kumplami na tyle, abym Ci o tym mówił — rzucił z lekkim rozbawieniem i nieco zagadkowo, uśmiechając się do niej nawet szczerze i jakoś tak szerzej i odważniej nieco, mniej zawstydzony. Powoli chyba zaczynał się czuć nieco pewniej, no bo w sumie to ostatecznie przecież był u siebie, co nie. Ona była gościem. Bardzo pięknym, bardzo nieznajomym i bardzo ciekawskim oraz jednocześnie interesującym gościem. Na tyle, że aż trochę go onieśmielała, no nie mógł nic z tym zrobić. 
Nic Cię tu nie zje — zapewnił ją od razu, widząc jej minę. — I jeśli się boisz, to oczywiście nie zmuszam, ale wydajesz się na tyle zaciekawiona, że… No — mruknął, bo trochę w sumie miał wrażenie, że wyszło głupio. — Poczułem się przez moment, jakbym co najmniej zapraszał Cię na oglądanie kotków w piwnicy, albo był w ogóle jakimś dzikusem skończonym, czy coś — dodał jeszcze, wyjaśniając jej swoje zachowanie. Dobrze, że miał pewnie rumieńce nieco od wysiłku i tak, bo inaczej by się teraz zarumienił jak wiśnia. — Nieważne, absolutnie nie wyszło to tak, jak miało — dodał, wyraźnie zażenowany sobą. — Jestem Lean, tak swoją drogą — czy było dziwnie? Och, oczywiście. A najgorsze, że Leander wiedział, że mogło być jeszcze dziwniej. I stresowało go to bardzo, bo nie wiedział absolutnie, jak nieznajoma zareaguje na to jego zaplątanie i dziwne zachowanie. A przecież nie był AŻ TAK dziwny.

rowena mulligan
no name
brak multikont

malarka, -
Awatar użytkownika
about me
jest nowa w mieście; szuka w nim swojego miejsca i nowych ludzi, którzy mogliby jej urozmaicić życie.
167 cm
33 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Nowe doświadczenia i nabywanie wspomnień innych od wszystkich poprzednich również mocno napędzały Rowenę w życiu. Co prawda do innych robienia zupełnie innych rzeczy niż Leandra, ale przecież nie każdy musiał podążać tą samą ścieżką. Właściwie było to niewskazane i mogłoby być katastrofalne w skutkach. Dla niej oznaczało to malowanie każdego następnego obrazu, a także chęć podróżowania, próbowania nowych hobby i poznawania ludzi.
Wyglądał trochę jak Stefan — przystała, bardziej z grzeczności niż rzeczywistego poczucia, że tak właśnie było, bo jednak ryś mignął jej dosłownie na sekundę. Ciężko po takim krótkim spojrzeniu określić czy miano rzeczywiście do niego pasowało. — Dobrze się składa, że lubię herbatę — stwierdziła rozbawiona jego żartem i uśmiechnęła się nieco szerzej. Nie znała się za bardzo na zwierzętach, ale mimo swojej niewiedzy, nie czuła strachu. Może to właśnie przez ten brak informacji go nie odczuwała? Tego również nie wiedziała, ale czuła, że jeśli dłużej będzie rozmawiać z mężczyzną to może się czegoś dowiedzieć. — W czym jeszcze robią dziury? — dopytała zaciekawiona, bo ta część wypowiedzi brzmiała nieco złowieszczo, a przynajmniej takie skojarzenia pojawiły się w jej głowie.
Dobrze, może sam mi powie kiedyś — nie miała zamiaru zaprzeczać ani się kłócić. Na razie samo “Thor” musiało jej starczyć. Odwzajemniła uśmiech mężczyzny. Nie było to trudne zadanie, właściwie trudniej byłoby się powstrzymać. Miał w sobie bardzo dużo naturalnego uroku. Kontynuowała głaskanie i drapanie psiaka za uchem. Nie wiedziała co się stanie jak przestanie i wolała tego chwilowo nie sprawdzać.
Tego się nie obawiam — zapewniła go spokojnie. — Jestem zaciekawiona — przyznała się i założyła swoje krótkie włosy za ucho, bo opadły jej na twarz. Uśmiechała się lekko przez cały czas jak kontynuował swoją wypowiedź, która wydawała jej się przezabawna. Nie była pewna czy taki był zamysł, ale nie miała zamiaru go o to pytać. — Pewnie masz jakieś kotki w piwnicy, ale nie wiem czy pierwsze spotkanie to dobry moment by je odwiedzać — stwierdziła żartobliwie, czując się całkowicie swobodnie w towarzystwie nieznajomego. Nie sądziła by miał się okazać seryjnym mordercą zwabiającym nieświadomych niczego ludzi do swojej piwnicy poprzez plątanie się w słowach i zapraszanie na oglądanie swojego azylu. — Nie wiem jak miało wyjść, ale nie wyszło najgorzej — oznajmiła w ramach pocieszenia, bo trochę wyglądał jakby go potrzebował w tym momencie. — Miło poznać. Przedstawiałam się już Thorowi, ale Tobie teź by chyba wypadało. Ro — powiedziała swobodnie i zrobiła krok w jego stronę. Skoro miał ją oprowadzić to i tak musieli ruszyć w tamtą stronę. — Żaden domownik nie ucieknie przez tę dziurę? — zapytała, wskazując na miejsce, w którym się znajdowała. Nie była pewna czy została już naprawiona.

leander r. cadwallder

weterynarz, właściciel, dzikie zoo w domu
Awatar użytkownika
about me
california summer sun will burn right to your soul, but in the winter you can freeze in the california snow
189 cm
38 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Gdyby wszyscy chcieli iść tą samą ścieżką w życiu, to zrobiły się spory tłok i zamieszanie, więc rzeczywiście — raczej było to niewskazane mocno dość, bo mogłoby prowadzić do przesadnej rywalizacji na przykład i wielu innych problemów. A to i tak przecież był spory problem ludzkości, bo społeczeństwo było wychowane w znacznej mierze w przeświadczeniu, że trzeba być najlepszym. I to najlepiej we wszystkim, bo jak się w czymś jest gównianym, to nieważne w ilu rzeczach jest się super, to i tak jest uczucie przegranej. Lean próbował się odciąć od tego podejścia, skupiając się na swoich własnych celach, ale czy wychodziło mu to tak w stu procentach? Trudno stwierdzić i raczej nie jemu to oceniać.
Ogrodzenie jest najbardziej interesujące, bo ciekawi je to, co jest poza nim — przyznał zgodnie z prawdą. — Ale niestety, żadne z tych zwierzaków nie przetrwałoby w dziczy, więc nie mogą się tam zapuszczać — teoretycznie ucieczki zdarzały się rzadko, bo zwierzęta hodowlane były przyzwyczajone do życia w klatkach. Sporo z nich urodziła się w niewoli, więc nawet nie wiedziały, jak wygląda życie w lesie i trzymały się swojego bezpiecznego kąta. Tu jednak miały o wiele więcej swobody i to czasami sprawiało, że ciekawość wzrastała, chyba nie było w tym nic dziwnego. Odkrywały coś nowego, to chciały odkrywać więcej.
Potencjał na to, że Thor stanie się nagle wygadany i wda się w jakąś wesołą konwersację z Ro, był chyba większy niż na to, że Leander się rozluźni jakoś szybko i zacznie zachowywać mniej niezręcznie i choć trochę naturalnie. Czuł się przy niej jak jakiś nieokrzesany dzikus, który nie potrafi rozmawiać z ludźmi. Albo pierwszy raz w życiu widzi piękną kobietę. Na szczęście ani jedno, ani drugie nie było prawdą, dlatego była chyba dla niego nadzieja. Trzymał się trochę tego, bo jednak w środku czuł się wręcz sobą zażenowany, że kobieta aż tak go onieśmieliła. A to przecież nie tak, że był jakoś mocno społecznie upośledzony. Tylko trochę nierozgarnięty.
To dobrze, szczególnie że to raczej stworzenia z okolicy, więc nie musisz spodziewać się żadnego tygrysa — zapewnił ją, bo tak było. To zdecydowanie nie byłoby miejsce dla takich zwierząt nie tylko dlatego, że stanowiłyby zagrożenie dla innych mieszkańców jego przybytku, ale też nie byłby to dla nich dogodne warunki ze względu na inne wymagania.
Mnie również, Ro i w takim razie zapraszam na wycieczkę — wskazał ręką kierunek, w którym mieli się udać, aby rzeczywiście to wszystko pozwiedzać. — Nie mają na razie dostępu do tej części, więc są bezpieczne — musiałyby zrobić inną dziurę albo się podkopać, ale to raczej zdążyliby zauważyć, zanim by się udało. A przynajmniej on by zdążył, bo gdy ruszyli na oprowadzanie, to Rowena mogła być jednak trochę pochłonięta tym, co jej tłumaczył i pokazywał, zaczynając od pierwszego domku, w którym mieszkały wspomniane wcześniej szopy i lisy, i pewnie ze dwa oposy czy coś.

rowena mulligan
no name
brak multikont

malarka, -
Awatar użytkownika
about me
jest nowa w mieście; szuka w nim swojego miejsca i nowych ludzi, którzy mogliby jej urozmaicić życie.
167 cm
33 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Rowena została wychowana by służyć Bogu i dobrze wykonywać domowe obowiązki. Nigdy nie osiągnęła w tym perfekcji i stale była porównywana do swoich rówieśniczek. Nie mogła być najlepsza i nawet tego nie chciała. Malowania i grania na pianinie nie postrzegała jako czegoś w czym można być najlepszym, bo każdy posiadał swój własny, unikatowy styl. Nie oznaczało to jednak, że była całkowicie wolna od tych boleśnie ludzkich skłonności. Wciąż chciała być lepsza w różnych rzeczach od innych. Były to jednak konkretne osoby, które spotkała, nie ogół ludzkości. Aż tak wysoko nie mierzyła.
Rozumiem je — pokiwała głową. Sama też była tego bardzo ciekawa przez lata, aż wreszcie znalazła się po drugiej stronie płotu i dowiedziała się jak wygląda prawdziwe życie. Za nic nie dałaby wsadzić się znów za ten płot. — Ciebie też — dodała zaraz, bo wcale nie popierała takie uwalniania się na wolność przez zwierzęta, które nie mogły przeżyć poza azylem. Ona też by pewnie nie przeżyła, gdyby nie spotkała swojego pierwszego męża. One raczej nie miały szansy na coś takiego, więc lepiej, że mężczyzna naprawiał płot, żeby zostały w środku, tam gdzie im dobrze i gdzie są bezpieczne.
Zauważała jego niezręczność, trudno byłoby ją przegapić, ale nie stanowiła ona dla Roweny dużej przeszkody w kontynuowaniu rozmowy z nim. Uważała ją za ujmującą nawet, a czasem i zabawną. Sama nie była najbardziej przystosowaną osobą na świecie, co stawało się dość oczywiste po kilku, czasem kilkunastu minutach rozmowy z nią. Nie zawracała sobie tym jednak głowy i po prostu żyła dalej. Jedyną inną opcją było zamknięcie się w domu i nie wychodzenie z niego za często. A jednak takie rozwiązanie zupełnie jej się nie podobało.
Dla egzotycznych nie ma tu za bardzo warunków, prawda? — dopytała z zainteresowaniem, przyglądając się dla odmiany jemu, nie zabudowie dookoła. Stanowił w zasadzie równie ciekawy widok, ale nie lubiła się tak natrętnie przyglądać komuś kto był tego świadomy. Zwróciła więc spojrzenie z powrotem na konstrukcje, do których się zbliżali. Pokiwała głową na wieść, że nic się nie stanie podopiecznym, kiedy Lean będzie ją oprowadzał. Ulżyło jej, nie dało się tego ukryć. — Mogę już na wstępie ostrzec, że mam bardzo dużo pytań i ciągle będą się pojawiać nowe — powiedziała bez cienia wstydu, Lepiej, żeby wiedział teraz niż poczuł się zaraz zaskoczony i przytłoczony. Była urzeczona tym miejscem, odkąd tylko je zobaczyła, a z każdym kolejnym pokazywanym przez niego fragmentem i napotkanym na ich drodze zwierzęciem tylko utwierdzała się w tym przekonaniu. — Czy któreś z nich są już tu tak długo, że nie wyobrażasz sobie się z nimi rozstać? — zapytała go w pewnym momencie, przystając przy zagrodzie, w której wylegiwały się małe i duże szopy. Nie była pewna, które to już zadane przez nią pytanie, ale Leander odpowiadał na wszystkie naprawdę cierpliwie.

leander r. cadwallder

weterynarz, właściciel, dzikie zoo w domu
Awatar użytkownika
about me
california summer sun will burn right to your soul, but in the winter you can freeze in the california snow
189 cm
38 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak marley and me pet me
Cytuj

Post ()

To było bardziej rozsądne podejście, niż pewnie jej się wydawało, skoro odrzucała chęć konkurowania z ogółem ludzkości – to było ryzykowne przedsięwzięcie, bo przecież bycie najlepszym we wszystkim i lepszym od każdego innego brzmiało jak niemożliwa do wykonania rzecz, która pochłania sporo czasu i energii i wiele osób nie do końca potrafiło przed tym uciec, myśląc chęć samodoskonalenia i rozwoju z chęcią udowodnienia wszystkim dookoła, że są lepsi od nich.
Ja trochę też, dlatego granie złego i odpowiedzialnego trochę bywa męczące – przyznał zgodnie z prawdą. Było z nimi trochę jak z dziećmi, które coś chciały, ale trzeba było im wytłumaczyć, że niestety nie skończy się to dobrze. Tłumaczenie było całkiem trudne, skoro posługiwały się one nie tylko innym językiem, ale też zupełnie innymi instynktami i logiką. Wiedział jednak, że nie ma wyjścia, bo jednak liczyć, że dzikie, ciekawskie zwierzęta same podejdą do sprawy rozsądnie, byłoby cholernie naiwne.
Jego życie kręciło się wokół zwierząt, które zdecydowanie bardziej wyrozumiałe były niż ludzie, ale mimo wszystko też przed tym specjalnie nie uciekał – nie miał pięciu lat, zdążył dorosnąć do tego, że był raczej introwertycznym człowiekiem i że często zachowywał się dość niezręcznie. Nie ułatwiało to życia, ale przecież nie będzie siedział i nad tym płakał ani na siłę próbował udawać, że jest jakiś inny. Bez sensu sprawa.
Raczej nie bardzo. I pod względem pogody, i ogólnie tego, jakie mogłyby mieć tu zapewnione warunki do życia – był w stanie dużo ogarnąć, zbudować, naprawić i przebudować, co zresztą było widać gołym okiem, jednak nie da się ukryć, że tropikalnego lasu tu nagle nie zorganizuje. Także nawet jeśli chętnie pomógłby większej ilości, to niestety, rozsądek w tym wszystkim był jednak wskazany. Musiał mierzyć siły na zamiary, żeby nie wyszło z tego więcej szkody niż pożytku.
Dobrze, chyba jestem nawet na to gotowy, możesz śmiało pytać, chociaż nie obiecuję logicznego wyjaśnienia na wszystko – zaznaczył, bo w sumie nie do końca był pewien, czego oczekiwała po tej wycieczce. Nie wiedział za bardzo też, jakiej natury pytań się po niej spodziewać, bo przecież kompletnie się nie znali i jedyne, co był o niej w stanie w tym momencie powiedzieć to to, że zdecydowanie była bardzo ciekawską osobą. I piękną kobietą, ale to chyba nie wymagało podkreślenia. — Chyba, że to jakieś podstępne pytania, wtedy poważnie się zastanowię — dodał jeszcze, bo w sumie kto wie. Niby nie do końca ją o to posądzał, ale jednak chyba nie ma co być przesadnie ufnym, czy coś.
Są dwa lisy i jeden szop, które żyją tu już kilka lat i raczej tu zostaną, bo są mocno wymagające. Mało kto chce przygarnąć zwierzaki, które są niesamodzielne zupełnie — nie było w tym w sumie nic dziwnego i nawet nic złego, jeśli ktoś nie wiedział, czy sobie poradzi z takim zwierzakiem, to nie było sensu, aby go zabierał i Lean to szanował. On miał jednak większą wiedzę i doświadczenie w tym zakresie.
Z każdym zawsze jest trochę smutku przy rozstaniu, ale jak będą miały swoje własne miejsce i człowieka na wyłączność, to zawsze dla nich lepiej — dodał, bo tak starał się do tego podchodzić. — Poza Thorem, rzecz jasna, on jest na mnie skazany — dla niego to on był człowiekiem na wyłączność zdecydowanie.

rowena mulligan
no name
brak multikont

malarka, -
Awatar użytkownika
about me
jest nowa w mieście; szuka w nim swojego miejsca i nowych ludzi, którzy mogliby jej urozmaicić życie.
167 cm
33 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Pokiwała głową, przyznając mu rację. Ciekawość świata była czymś zupełnie naturalnym, ale w przypadku zwierząt nieprzyzwyczajonych do życia poza azylem niewskazanym. Trudno jednak było być tą odpowiedzialną osobą, która odmawia im odkrywania tego, co znajdowało się poza granicami ich bezpiecznego schronienia. Nie było za to żadnej wdzięczności ani radości z tego powodu. Tylko świadomość, że robiło się to, co było dla nich najlepsze. A jeszcze lepsze, skoro wiedział kiedy powiedzieć stop — przy zwierzętach, które zamieszkiwały kalifornijski klimat, a nie próbować z innymi. Było to godne podziwu.
Nie wszystko ma logiczne wyjaśnienie, więc takich nie oczekuję — powiedziała pogodnie, przyglądając mu się z pogodnymi iskierkami w oczach. Nie miała żadnych wymagań dotyczących tej wycieczki ani nawet skonkretyzowanych oczekiwań. Była po prostu niezmiernie ciekawa i odczuwała potrzebę poznania tego miejsca, które zauroczyło ją od pierwszego spojrzenia. — Jak będą podstępne to możesz mi o tym powiedzieć i odmówić odpowiedzi, nie obrażę się — zapewniła go, bo nie była osobą, która się obrażała o byle co. Właściwie bardzo trudno było doprowadzić do tego, że się obrazi i wątpiła by Leanowi się to udało podczas pierwszego spotkania. Jak dotąd wydawał jej się bardzo miły i prawie tak ciekawy jak azyl, który prowadził, nawet jeśli czuł się trochę niezręcznie w jej towarzystwie. Z każdym zadawanym pytaniem dowiadywała się coraz więcej na temat zwierzaków, a przy okazji i właściciela. Pozyskiwanie wiedzy na temat tego drugiego nie było niezbędne, ale stanowiło miły dodatek do atrakcji.
Jakie noszą imiona? — dopytała, bo była pewna, że jeśli były z nim tak długo, nie zwracał się do nich per “Panie Lisie” czy “Panie Szopie”. Chociaż, gdyby tak było, uszanowałaby to. Aczkolwiek, uważała, że całkiem sporo by to utrudniło w funkcjonowaniu, skoro było tu kilkanaście szopów i lisków. — Możemy je zobaczyć? — chciała je poznać. Najstarsi mieszkańcy musieli być kolorowymi postaciami. Było ich tu całkiem sporo, widywała ich kawałki, a czasem nawet w całości. Żadne jednak nie chciało się do nich za bardzo zbliżać, a ona się nie upierała. Nie chciała się im naprzykrzać. Po prostu chłonęła wzrokiem otoczenie i uważnie go słuchała.
Mądre i zdrowe podejście — przyznała mu z uznaniem, bo brzmiało to dla niej dojrzale i odpowiednio dla kogoś, kto często musiał się mierzyć z napływem i odpływem podopiecznych. Sama nie była pewna czy potrafiłaby tak traktować zwierzęta, które by się pojawiały w jej azylu. Zbyt szybko się przywiązywała. Chociaż z drugiej strony była dobra w skakaniu z kwiatka na kwiatek, znajomości na znajomość, więc być może by się nauczyła. Nie będzie jej jednak dane się przekonać, bo za bardzo kochała malarstwo by zmieniać branżę. — Nie wygląda jakby był z tego faktu niezadowolony — zauważyła z lekkim uśmiechem na ustach i wyciągnęła rękę by poczochrać psiaka po głowie. Towarzyszył im od samego początku wycieczki.
Nie potrafię do końca określić, co sprawia, że jest tu magicznie, ale jest — zdradziła mu, a jej wzrok błądził po obrośniętych mchem kamieniach, na których wylegiwały się różne stworzenia. Czuła, że chciałaby tu wrócić, spędzić w tym miejscu więcej czasu, a jednocześnie, że w jej głowie kiełkują pomysły na nowe obrazy. Jeszcze daleko było im do pełnych wizji, ale to i tak było więcej niż miała przez ostatnie kilka tygodni. I już wiedziała, że wśród bohaterów jej dzieł znajdzie się odrobina płótna dla spotkanych dzisiaj stworzeń. — Nie chcę się już dłużej narzucać, pewnie masz ręce pełne roboty — stwierdziła, a jej spojrzenie w końcu spoczęło na jego sylwetce. Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale nie była pewna co.

leander r. cadwallder

weterynarz, właściciel, dzikie zoo w domu
Awatar użytkownika
about me
california summer sun will burn right to your soul, but in the winter you can freeze in the california snow
189 cm
38 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Naturalnym i w sumie w wielu przypadkach naprawdę potrzebnym — w końcu gdyby nie ciekawość świata, to raczej ludzkość nie byłaby na takim etapie rozwoju. A ten, nawet jeśli często wymykał się spod kontroli i niestety wiązał się ze szkodami dla otoczenia, gdy ludzie nie traktowali tego jako odpowiedniego narzędzia, to był zdecydowanie ważny i nie należało przed nim uciekać. Po prostu, jak to zwykle w życiu bywa, można było do tego podejść zdecydowanie bardziej rozsądniej i mając na uwadze nie tylko swoje własne korzyści, ale też dobro innych. Wtedy na przykład Leander wcale nie musiałby ratować tylu zwierząt z okrutnych hodowli, gdzie były one wykorzystywane tylko po to, aby ludzie mogli się wzbogacić i mieli swoje konkretne uciechy ich kosztem.
To dobrze, wbrew pozorom w naturze nie wszystko działa tak logicznie, jakby mogło się zdawać — szczególnie w takim miejscu, gdzie jednak znajdowała się swego rodzaju zbieranina istot, które do końca nie były przystosowane.
Szop to Rumcajs, a lisy Freja i Sif — czy czerpał imiona z komiksów, gier i europejskiego folkloru oraz mitologii? Owszem. Nie miał zamiaru specjalnie sam ich wymyślać, bo w sumie uważał, że to dziwne zajęcie, a tak było mu łatwiej zapamiętać wszystkie imiona, które zwierzakom nadawał. Niby miały adresówki, bo jednak musiał być przygotowany na ewentualne ich ucieczki i zagubienie się w okolicy, miały też chipy, ale jednak głupio by było, jakby za każdym razem musiał sprawdzać, czy to może Kasia, czy Basia, bo nie pamiętał, czy coś. Porządnym opiekunem chciał być, a nie takim co wymienia wszystkie dostępne opcje, zanim trafi na poprawne imię.
Owszem, raczej sam nie ma ochoty nigdzie się wybierać — przyznał, zerkając na nią, a potem przenosząc wzrok na psa. Thor był jego kumplem wiernym i nie dało się nie zauważyć, że dość mocno do Leana był przywiązany. Pozostałe zwierzęta zdecydowanie mniej, bo jednak po pierwsze, żyły tutaj na tyle dziko, na ile to było możliwe, a po drugie, był zdecydowanie mniej ufne wobec nowych osób niż Thor. Oczywiście jednak pokazał Roo wspominane wcześniej lisy i szopa, które mieszkały tu najdłużej, nie myląc się wcale nawet w tym, która lisica byłą kim, a potem pokazał jej jeszcze kilka innych miejsc, uśmiechając się szeroko całkiem na jej podsumowanie tego miejsca.
Trochę jest, to całkiem miłe, że ktoś to poza mną czuje — jemu się wydawało to wyjątkowe, ale nie był do końca obiektywny. Niby wiedział, że w Monterey nie ma drugiego takiego miejsca, a i w całej Kalifornii nie było ich wystarczająco dużo, aby zająć się wszystkimi, ale jednak nie oznaczało to, że rzeczywiście u niego było magicznie — wkładał w to sporo pracy, więc chyba logiczne, że tak o tym sądził. Uśmiechnął się ładnie do nowo poznanej kobiety, bo jednak były to miłe słowa.
Owszem, mam trochę do zrobienia poza naprawieniem dziur w płocie — po co miał kłamać, skoro przecież ewidentnie miała rację w tej kwestii? Głupio by było. — Także jeśli nie chcesz, żebym zagonił Cię do karmienia szopów albo podawania gwoździ, to chyba będę musiał Cię pożegnać — nie chciał zabrzmieć niegrzecznie, ale jednak nie planował zostawiać jej tu samej. Nie dlatego, że podejrzewał ją o jakieś niecne zamiary, bo jednak odnosił wrażenie, że kieruje nią po prostu ciekawość, ale ze względu na zwierzaki, które mogły różnie zareagować na nową kobietę, która będzie się tu krzątać prawie, jak u siebie.

rowena mulligan
no name
brak multikont

malarka, -
Awatar użytkownika
about me
jest nowa w mieście; szuka w nim swojego miejsca i nowych ludzi, którzy mogliby jej urozmaicić życie.
167 cm
33 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Chociaż bywała naiwna, była również świadoma, że istnieją na świecie ludzie, którzy źle traktują zwierzęta. Nie do końca rozumiała natomiast dlaczego w ogóle je przygarniali lub kupowali, jeśli później się nimi należycie nie zajmowali albo wręcz je gnębili. Była to dla niej zagadka, w którą starała się nie zagłębiać. Życie potrafiło być wystarczająco przygnębiające i bez takich rozmyślań. Na szczęście istniały miejsca takie jak to, gdzie ludzie jak Leander dawali tym zwierzakom miłość i opiekę, na którą zasługiwały.
Interesujące imiona. Zdradzisz skąd je wziąłeś? — zapytała go, bo brzmiały dla niej zupełnie obco. Mimo że była w wielu miejscach na świecie, nie znała dobrze obcych kultur, a tym bardziej ich mitologii. Z popkulturą również nie była specjalnie zaznajomiona, dopiero niedawno zaczęła ją poznawać i odkrywać to, co dla większości ludzi było oczywistością wyniesioną z dzieciństwa i lat młodości. Ona znała na wylot jedynie Biblię, choć od lat próbowała ją wyrzucić ze swojej głowy. Na razie bezskutecznie. Znalazło się w niej jednak miejsce na chłonięcie tego azylu i poznawanie go pod przewodnictwem Leana.
Zdecydowanie to czuję — przytaknęła, patrząc na niego z delikatnym uśmiechem. Mimo że był interesujący i przystojny, nie mogła na nim dłużej utrzymać wzroku. Wciąż bardziej pochłaniało ją otoczenie, w którym co rusz odnajdywała coś innego, co ją zachwycało. Przede wszystkim zwierzęta, które pojawiały się i znikały, przyglądając im się przez chwilę, bo byli czymś nowym, a w zasadzie ona była. Leandra i Thora już znały wystarczająco dobrze by ich widok nie był aż tak pochłaniający.
Podejrzewam, że praca nigdy się tu nie kończy — powiedziała bez cienia urazy. Doceniała jego szczerość, chociaż nie widziała żadnego powodu by ją chciał oszukiwać w tej sytuacji. Właściwie wydawało jej się, że w żadnej innej też by mówił jej prawdę, ale było to jedynie pierwsze wrażenie. Mogła na podstawie ich interakcji zbudować jedynie szczątkowy obraz jego osoby, ale chciała w przyszłości dodać więcej elementów. Nie była tylko pewna jak go o to zapytać. Na szczęście sam dał jej pretekst, z którego postanowiła skorzystać. — Dzisiaj może nie, ale chętnie bym jeszcze odwiedziła to miejsce i tutejszych mieszkańców — przyznała i założyła włosy za ucho. Nie miała pojęcia czy się zgodzi, bo chociaż był miły przez cały czas i ją oprowadził po azylu, mógł nie chcieć by znów się tu pojawiła i mu przeszkadzała. Ale ona czuła, że to właśnie w tym miejscu odnajdzie inspirację, której tak desperacko szukała, a przy okazji będzie mogła pomóc kilku istotom, które nie miały w swoim życiu szczęścia, zanim nie trafiły pod opiekę Leana.

leander r. cadwallder

weterynarz, właściciel, dzikie zoo w domu
Awatar użytkownika
about me
california summer sun will burn right to your soul, but in the winter you can freeze in the california snow
189 cm
38 y/o
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak marley and me pet me
Cytuj

Post ()

Było to tak paskudne, że chyba lepiej było tego nie rozumieć. Leander przynajmniej starał się nad tym nie zastanawiać, bo było to dla niego po pierwsze mocno dobijające i przygnębiające, a po drugie nie sądził, aby szukanie powodów miało sens. Było to złe i żadne usprawiedliwienie nie miało większego znaczenia. Znęcanie się nad kimkolwiek było okropne, ale gdy wchodziły istoty zależne i bezbronne w wielu aspektach, to było to jeszcze bardziej paskudne i przede wszystkim przerażające, bo pokazywało dobitnie, że ludzie mieli naprawdę okropną manię pokazywania swojej wyższości nad innymi stworzeniami, jakby miało to jakoś podkreślić znaczenie tego gatunku. 
Opowiedział jej odrobinę o tym, skąd wzięły się imiona jego zwierząt, wyjaśniając jej jeszcze kilka innych, które były również powiązane z legendami i mitologiami i akurat gdzieś przebiegły w pobliżu, aby się na krótko pokazać. Nie zagłębiał się jednak w szczegóły specjalnie, chyba trochę dlatego, żeby nie wyjść przed nią na jakiegoś totalnego świra, bo i tak miał wrażenie, że już nieźle się wygłupił. Potem jednak rzeczywiście, musiał wrócić do swoich zajęć, których czekało na niego sporo. Miał niby do pomocy ludzi, ale po pierwsze czułby się nie fair, gdyby sam niewiele tutaj robił własnymi rękami, tylko wysługiwał się innymi, a po drugie po prostu całkiem to lubił. Dawało to sporo satysfakcji i w sumie wizyta Roo trochę się do tego zalicza — miło było widzieć, że ktoś jest mniej lub bardziej zachwycony tym, co tu się działo i docenia magię tego miejsca. Dlatego też zaznaczył, że jeśli będzie miała ochotę się tu jeszcze kiedyś wybrać, to jak najbardziej zaprasza i nawet nie planował wcale wykorzystywać jej do jakiejkolwiek pracy tutaj. Z tym całkiem nieźle sobie radził, ale jeśli nie będzie mu zwierzątek gnębić i ganiać po zagrodach i szopach, w których żyły, to przecież jak najbardziej może wpaść. Kto wie, może ostatecznie będzie chciała jakieś przygarnąć, aby mieć namiastkę tego w swoim domu? Nie będzie jej bronił, ale namawiał też nie, bo to zdecydowanie nie decyzja, do której warto kogoś popychać.

rowena mulligan koniec
no name
brak multikont

ODPOWIEDZ