in that warm california sun
administracja
informacje
W najnowszym ogłoszeniu przeczytacie o odznakach-niespodziankach, które pojawiły się w profilach części z Was, a które od teraz będą przyznawane przez administrację regularnie. Zapraszamy!
Ruszyły zapisy na kolejny forumowy event - grill z okazji Święta Niepodległości!
W najnowszym ogłoszeniu przeczytacie o zmianach w administracji oraz zabawie z horrorami, zapraszamy.
Hasło do konta universal person to monterey.
ODPOWIEDZ
Pluto Lovejoy
29 lat - 180 cm - opiekun jaguarów
Awatar użytkownika
about me
Walk that walk like you don't give a fuck

Post Pluto Lovejoy ()

3
Znalezienie złotego środka, umiaru, ruszenie wymaganych na co dzień pokładów odpowiedzialności wymagało od człowieka wiele samozaparcia. Świat oferował z otwartymi ramionami niezliczoną ilość środków wspomagających oderwanie się od rzeczywistości, wstąpienie na krótki czas do raju przy pomocy wizy zakupionej u przemęczonego nocną zmianą barmana. Swego czasu był na jego miejscu, z fałszywym uśmiechem przyjmował przekazywane pijackim bełkotem zamówienia, obserwował zataczające się postaci z nonszalancją możliwą do wyrobienia wyłącznie po licznych godzinach spędzonych za barem. Odprowadzanie chwiejącego się klienta do stolika, kontrolne upewnienie się, że nie wylał całej zawartości kieliszka na stolik, wymuszając w kelnerkach ruszenie się z miejsca, aby opanować sytuację kryzysową, a później powrót do swoich spraw.
Tym razem mógł obserwować to z zewnątrz, współczuć barmanom, ale nie wystarczająco, aby odmówić sobie tego jednego drinka, sporządzanego perfekcyjnie wedle przepisu krążącego w tym konkretnym barze. Po koniecznej rundce ostawiania pustych szklaneczek na gumowe podstawki pokrywające kontuar, wrócił do swojego towarzysza z następną kolejką. Postawił przed nim tego samego drinka, którego zamawiał mu przez ostatnie kilka godzin i zmoczył wargi we własnej coli przyprawionej posmakiem whisky. Ostatecznie nic nie równało się z drinkami przyrządzanymi w poprawnych proporcjach w zaciszu własnego mieszkania, ale zdawało się, że kultura cywilizacyjna ciągnęła jednostki do wydawania astronomicznych kwot na alkohol podany w taki sam sposób jak w domowym zaciszu, ale w nieco bardziej ruchliwym otoczeniu. Przebiegł wzrokiem po swoim towarzyszu, znad krawędzi szklanki, w której wesoło kołysał się porządnie zaprawiony gazowany napój.
- Nie nadajesz się do takiego otoczenia - zawyrokował, odsuwając szklankę od ust i pozwalając sobie na spojrzenie na mężczyznę bez stojącego na drodze szkła. - Pasuje do ciebie... nocne niebo. Daleko stąd. I porządna butelka wódki. Czy whisky:? Wino? Co sugerujesz na taki wypad? Ja stawiam - zaznaczył, przede wszystkim chcąc opuścić aktualnie okupowany lokal. Być może wytrzymałby na miejscu, ale Lev znajdujący się po przeciwnej stronie stołu budził w nim chęć wyrwania się z miasta. Nie powinni znajdować się wśród ludzi, w takim ścisku, ograniczeniu. Nie zamierzał zostawać tam dłużej, o ile chłopak będzie chętny wybyć razem z nim.

lev hodges
odznaki
wydra za napisanie karty
multikonta
już nie
loser#6791

Lev Hodges
23 lata - 183 cm - grafik / tatuator
Awatar użytkownika
about me
Pozytywne Lwiątko, które patrzy na świat przez różowe okulary, maluje go kredkami, szuka swojej drogi w życiu i nie ma kompletnie szczęścia w miłości.

Post Lev Hodges ()

Nawet nie wiedział kiedy, nie miał pojęcia kiedy w którym momencie aż tak pozwolił sobie zaszaleć. Co prawda u niego nie było to nic trudnego aby poddał się chwili, ale ostatnio popadał znów w jakiegoś rodzaju stagnację, monotonią. Tego nie lubił, nie potrafił znieść myśli, że każdy jego dzień zaczynał przypominać ten poprzedni. To chyba tez było czynnikiem dla którego zgodził się dla którego tak chętnie wybrał się w to głośne przepełnione ludźmi miejsce. Nie mówił nie gdy szkło zmieniało się przed nim, pojawiając nowe. Osoba po drugiej stronie stolika była tego warta. Zbyt dobrze rozmawiało mu się, spędzało czas. Gdzieś tam przebiegło mu przez myśl, czemu wcześniej nie spotkali się.
-Nie nadaje?
Zdziwił się lekko przechylając głowę w bok patrząc całkowicie z zainteresowaniem. Oparł się znacznie bardziej na stoliku, aby jeszcze lepiej słyszeć. Skupić się ruchu warg, słowach jakie opuszczały jego usta. Wizja jaka stworzyła się mu przed oczami skradła jego artystyczne serce. Na ustach pojawił się większy uśmiech. Czemu miał wrażenie że Pluto go czarował? Co na chwilę obecną wychodziło mu rewelacyjnie.
-Ta wizja wygląda całkiem dobrze....
Przejechał koniuszkiem języka po swoich ustach nawilżając je choć trochę.
-Nie lubię czystej wódki.... może być whisky lub wino. Zależy od Ciebie.
Sam uśmiechnął się do niego sięgając po tego drinka jaki miał przed sobą. Upił z niego łyk.
-Whisky jeżeli to ma być męski wypad, wino jeżeli ma być bardziej romantycznie.
Zaśmiał się lekko marszcząc nos. Miał mocną głowę, ale już powoli zaczynało mu szumieć w niej. Zapewne jak wyjdzie na świeże powietrze to polepszy się. Upił kolejny łyk. Rzucił mu swego rodzaju wyzwanie, był całkowicie otwarty na to jak potoczy się ten wieczór czy tam noc, bo przecież już późno było.
-To co zdecydowałeś?
Uśmiechnął się do niego, zaciekawiony na co ma ochotę, co postanowi.




Pluto Lovejoy
odznaki
wydra za napisanie karty marty - the originator bring back the disco we're nothing more than friends justice league chimichangas black like my soul tea is love, tea is life gotta catch 'em all
multikonta
a jednak
lwiątko

Pluto Lovejoy
29 lat - 180 cm - opiekun jaguarów
Awatar użytkownika
about me
Walk that walk like you don't give a fuck

Post Pluto Lovejoy ()

Potwierdził swoje wcześniejsze stwierdzenie powolnym kręceniem głową na boki. Nie było mu trudno dojść do takich wniosków, złapał je jeszcze na fotelu w studio tatuażu, kiedy w celu zabicia nudy i odwrócenia uwagi od bólu bezwstydnie wodził wzrokiem po jego twarzy, skrytym pod warstwą ubrań ciele, pozwalając sobie sięgnąć wyobraźnią nieco dalej. Stąd zaproszenie do baru, zawiśnięcie nad szklaneczkami z alkoholem i próby ignorowania otaczających ich ludzi, napływających stałym strumieniem i dokładających się do chaosu godzin szczytu. Na dobrą sprawę nie byli lepsi, ale to niedługo miało ulec zmianie.
- Dobrze? Ja bym powiedział, że świetnie. I chyba mam ku temu doskonałe miejsce - dorzucił do zestawu, nie do końca mijając się z prawdą, ale nie mając też całkowitej pewności gdzie to tak właściwie było. Raczej po drodze między Monterey a San Jose, jak przez mgłę pamiętał ostatnią podróż i zostawało mu żyć nadzieją, że nie wywiezie ich na manowce. Owszem, wywiezie, bo planował prowadzić i nie przyjmował do wiadomości innej opcji.
- Sugerujesz, że męski wypad nie może być romantyczny? - odbił ze śmiechem, podnosząc do ust szkło z chlupoczącym drinkiem. Kostki lodu obijały się o ścianki, w normalnych warunkach pewnie ogłaszając to charakterystycznym dzwonieniem, ale otaczająca ich wrzawa bezpowrotnie pochłaniała na tyle subtelne dźwięki. - Jak zjedziemy z procentów to skończy się dla nas katastrofalnie, bierzemy whisky - zadecydował, odchylając się na krześle i spoglądając w stronę baru. Prześledził wzrokiem wysoką półkę zastawioną bursztynowymi buteleczkami i mrużąc oczy przeanalizował opcje. Daleko było mu do sknery, ale nie zamierzał robić zakupów tutaj, bowiem ładnie ujmując było to czyste zdzierstwo. Jak dobrze kojarzył na tej samej ulicy znajdował się całodobowy monopolowy, akurat po drodze do auta. - Dobra piękny, zerujemy, nie ma co tracić nocy. Mniej-więcej teraz powinniśmy mieć najlepszy widok - przyznał, podnosząc opróżnioną do połowy szklankę w niemym toaście i wychylił zawartość w jednym łyku. Szkoło stuknęło o stolik, nogi krzesła zgrzytnęły po podłodze, a po kontrolnym spojrzeniu na nowego kolegę Pluto zebrał się z miejsca, aby uregulować rachunek. Nie było sensu dłużej tam przesiadywać, czekały ich ciekawsze rozrywki.

Lev Hodges
odznaki
wydra za napisanie karty
multikonta
już nie
loser#6791

Lev Hodges
23 lata - 183 cm - grafik / tatuator
Awatar użytkownika
about me
Pozytywne Lwiątko, które patrzy na świat przez różowe okulary, maluje go kredkami, szuka swojej drogi w życiu i nie ma kompletnie szczęścia w miłości.

Post Lev Hodges ()

Wiedział, że robienie tatuażu, szczególnie w takim miejscu jaki on sobie wybrał było bolesne. Nawet gdy Pluto mówił że nie. Starał się go zagadywać, prowadzić jakąś konwersację. Pewnie to też przyczyniło się do tego, że właśnie siedzieli niemal obok siebie nad szkłem z alkoholem. Czuł, że jest obserwowany, ale nie przeszkadzało mu to w ogóle.
-Sam ocenię gdy znajdziemy się w tym świetnym miejscu.
Uśmiechnął się zaczepnie do swojego towarzysza. Kompletnie nie miał pojęcia gdzie ma zamiar z nim pojechać. Czy może gdzieś wywiezie go? Zostawi w jakiejś przykopie? Nie... W jakiś dziwny sposób zaufał temu uroczo uśmiechniętemu właścicielowi równie niedorzecznego imienia jak jego samo.
-Może być... wszystko zależy od towarzystwa. Ja mam dość obiecujące.
Upił łyk drinka jaki mu przyniósł. Jasne, że można było mieć super romantyczny wieczór w typowo męskim gronie. Nie przeczył i gdzieś tam wewnętrznie coraz bardziej nabierał na to wszystko ochoty. Jeszcze większą niż wtedy gdy wsiadał pierwszy raz do samochodu prawie nieznajomego. Zaśmiał się dźwięcznie słysząc jak wspomniał o zejściu z procentów. Miał całkowitą rację. Gdy zejdą, będzie zgon, a tego zbyt szybko nie chciał. Samoistnie uśmiechnął się słysząc jak go nazwał. Później wziął szklankę z zamiarem je opróżnienia. Tylko, że zajęło mu to trochę dłużej niż towarzyszowi. Gdy opróżnił swoją szklaneczkę ten był przy barze. Podszedł stając za nim i zaglądając zza ramię przy okazji niemal przytulając się pleców, a dłonie układając na jego bokach.
-Już mam całkiem niezłe widoki, ale masz rację, mogą być lepsze.
Powiedział tak aby tylko on słyszał prosto do jego ucha, dodatkowo zaśmiał się cicho. Poczekał aż zapłaci. Mógłby to sam zrobić, ale nie będzie kłócić się przecież. Zapowiedź wieczoru była całkiem dobra. Chwycił jego dłoń w swoją gdy opuszczali lokal. Raz żeby nie zgubić się w tłumie ludzi, a dwa tak po prostu wyszło. Odetchnął pełną piersią świeżym powietrzem. Zdecydowanie tego teraz potrzebował, orzeźwiło i trochę wytrzeźwiał przez to.
-Czy Ty kolego przez przypadek nie chcesz mnie całkowicie upić? Jak to mówią... pij pij będziesz łatwiejszy?
Zaśmiał się głośniej gdy kupowali odpowiedni alkohol w sklepie, a on krzątał się obok Pluto patrząc co też wybierze im na ten wieczór.




Pluto Lovejoy
odznaki
wydra za napisanie karty marty - the originator bring back the disco we're nothing more than friends justice league chimichangas black like my soul tea is love, tea is life gotta catch 'em all
multikonta
a jednak
lwiątko

Pluto Lovejoy
29 lat - 180 cm - opiekun jaguarów
Awatar użytkownika
about me
Walk that walk like you don't give a fuck

Post Pluto Lovejoy ()

Daleko mu było do romantycznego typu człowieka, nie robił wszystkiego co się tylko dało, aby wybrane na wieczór towarzystwo zapamiętało spędzone wspólnie godziny do swoich dni, a jeśli udało im się wpaść w napiętą atmosferę, gdzie do pełni szczęścia niezbędne były wyłącznie fruwające wkoło, animowane serduszka, wychodziło to naturalnie. Uśmiechnął się pod nosem na bliskość Leva, znajdującego dość odwagi, aby się do niego przykleić i zalewać go komplementami.
- Mmm, zdecydowanie mogą być lepsze, Levi. Noc jeszcze młoda - odparł zniżonym tonem, chowając kartę do portfela i opychając go do kieszeni spodni, tuż obok kluczyków do auta i mieszkania. Poza dwoma breloczkami i kasą nie miał przy sobie nic i w takim stanie czuł się najlepiej. Niezależnie. Nawet telefon zostawił w schowku samochodowym, nie uznając go za niezbędny dodatek do wizyty w barze. W końcu nie miał patrzeć w ekran, tylko na chłopaka, którego tam przywiózł i z którym właśnie szedł wesoło za rączkę. Po drodze wstąpili do monopolowego i dał sobie moment na porównanie opcji z tym, co miał okazję smakować za astronomiczne kwoty zaledwie chwilę wcześniej. W końcu postawił na jakieś warte uwagi, miodowe whisky w miarę sensownej cenie, podczas czekania na produkt rzucając okiem na kręcącego się obok chłopaka.
- A muszę Cię do tego upijać? - upewnił się z lekkim rozbawieniem i ponownie wydobył kartę, aby uregulować rachunek. Trafienie w czytnik na terminalu zabrało mu dwie próby, ale nie miał zamiaru zrezygnować z decyzji prowadzenia. Jakoś musieli dostać się w wybrane miejsce i nie widział lepszej opcji niż wpakowanie się za kółko i znalezienie odpowiedniej drogi już po wyjechaniu za miasto. - Nie zapierałeś się szczególnie, kiedy obcy facet zaproponował Ci wyjście do baru, czemu teraz miałbyś? - dodał do swojego pytania, po odebraniu paragonu odwracając się w stronę mężczyzny. Wepchnął mu w ręce butelkę, opuścił lokal i skierował się w stronę zaparkowanego przy krawężniku, czarnego pick-upa. Wczuwając się w rolę dżentelmena otworzył Hodgesowi drzwi od strony pasażera, a po zamknięciu ich przeskoczył na swoją stronę auta i wprawił je w ruch. Wytoczył się na drogę, być może przy okazji wymuszając pierwszeństwo w aucie toczącym się ulicą tuż za nim, uprzejmie pokazał przez okno środkowy palec i przyspieszył, kierując się znajomą drogą do wyjazdu z miasta. Raz po raz zerkając na drogę zapalił sobie światełko w kabinie i znalazł upchniętą w przegródce na konsoli paczkę fajek. Zgasił żarówkę i skierował papierowy w stronę Leva. - Palisz? - zaoferował, wybijając się tym ze swojej zasady niepalenia w zamkniętych pomieszczeniach. Otwarte okna w samochodzie będą musiały wystarczać do wywietrzania.

Lev Hodges
odznaki
wydra za napisanie karty
multikonta
już nie
loser#6791

Lev Hodges
23 lata - 183 cm - grafik / tatuator
Awatar użytkownika
about me
Pozytywne Lwiątko, które patrzy na świat przez różowe okulary, maluje go kredkami, szuka swojej drogi w życiu i nie ma kompletnie szczęścia w miłości.

Post Lev Hodges ()

Zamruczał prosto do ucha będąc bardzo zadowolony, zgadzał się bez dwóch zdań. Zdecydowanie te widoki mogły być jeszcze lepsze tej nocy. Czekała ich przygoda, zabawa w poznawanie tej drugiej osoby. Kręcił się gdzieś koło niego, był niemal cały czas obok, jakby nie chciał być zostawiony w tym sklepie. Chyba nie, gdy wizja była taka oczywista, jednoznaczna co wydarzy się.
Słysząc pierwsze pytanie, uśmiechnął się szerzej pokazując jasne zęby. Zdobył się na uroczy uśmiech, ten jaki miał wyćwiczony od wielu lat.
-Chyba nie... zawsze możesz próbować jeszcze bardziej.
Odparł mu delikatnie zagryzając dolną wargę. Mężczyzna zawsze mógł chcieć go jeszcze bardziej upić. Sprawić, iż świadomość będzie praktycznie całkowicie zagłuszona, jeszcze bardziej niż teraz. Nie przeszkadzał mu fakt, że Pluto nie potrafił trafić do terminalu, że ma prowadzić samochód, że alkohol wesoło krąży w żyłach.
-Wiesz....
Zaczął w momencie gdy wyszli ze sklepu.
-W jakiś dziwny pokręcony sposób ufam Ci.
Przyznał całkowicie szczerze.
-Raczej nie wywieziesz mnie do jakiejś przykopy za miastem, aby tam zostawić na pożarcie kojotów czy innych wilków....
Roześmiał się radośnie, nieważnym były jakie stworzenia mogły kręcić się na obrzeżach miasta. Kojoty, dingo czy wilki, a może jakieś inne niebezpieczne zwierzęta? Cokolwiek żyło w okolicach miasta. Nie przejmował się tym. Po prostu czuł, że może mu zaufać, temu uroczo uśmiechniętemu chłopakowi. Zaśmiał się trochę głośniej na to jak mu otworzył drzwi do samochodu.
-No prosze proszę…
Mruknął lekko zaskoczony pod nosem na to otwarcie drzwi. Nie został dłużny, chwycił za koszulę Pluto, tak aby mu nie uciekł zbyt szybko. Musnął w podziękowaniu szybko jego miękkie usta, które smakowały alkoholem. Po czym puścił go już i wsiadł grzecznie do samochodu. W międzyczasie zapiął pas bezpieczeństwa. Wymuszenie pierwszeństwa, czy cokolwiek innego, nie było ważne. Sam by nigdy tak nie jechał co prawda, ale… tutaj można przymknąć oko. W czasie gdy Pluto szukał czegoś, on zajął się radiem. Przecież muzyka była sensem istnienia, on jako muzyk uwielbiał gdy coś grało. Nienawidził ciszy, ten sztucznej, drażniącej.
-Okazjonalnie.
Wyjął jeden papieros wsuwając między usta.
-Odpalę Ci…
Dodał szybko szukając w kieszeni swoich spodni jakiejś zapalniczki lub zapałek, ale właśnie ten cudowny wynalazek rzucił się w oczy w jakiejś przegródce przed nim. Jak powiedział odpalił fajkę zaciągając się przy okazji. Wypuścił dym dopiero gdy okna były już w dole. Wyciągnął dłoń pod usta mężczyzny, przechylając się przy okazji w jego stronę. Nawet oparł sobie głowę o jego ramię, tak aby mieć stabilny punkt podparcia.




Pluto Lovejoy
odznaki
wydra za napisanie karty marty - the originator bring back the disco we're nothing more than friends justice league chimichangas black like my soul tea is love, tea is life gotta catch 'em all
multikonta
a jednak
lwiątko

ODPOWIEDZ