in that warm california sun
administracja
informacje
W najnowszym ogłoszeniu przeczytacie o odznakach-niespodziankach, które pojawiły się w profilach części z Was, a które od teraz będą przyznawane przez administrację regularnie. Zapraszamy!
Ruszyły zapisy na kolejny forumowy event - grill z okazji Święta Niepodległości!
W najnowszym ogłoszeniu przeczytacie o zmianach w administracji oraz zabawie z horrorami, zapraszamy.
Hasło do konta universal person to monterey.
ODPOWIEDZ
Cade Shepherd
30 lat - 188 cm - mechanik || analityk
Awatar użytkownika
about me
Fighting flames with fire
Hang onto burning wires
We don't care anymore

Post Cade Shepherd ()

dziewięć

Zaczynając swoją anonimową korespondencję z El Profesor nie spodziewał się, że ich tożsamości kiedykolwiek ujrzą światło dzienne. A jeśli już coś takiego miałoby się wydarzyć, to Cade myślał, że stanie się to w bardziej cywilizowanych warunkach. Życie postanowiło jednak z nich zadrwić i spotkali się tamtego wieczora w irlandzkim pubie. Shepherd był praktycznie pewien, że kobieta, która go wtedy zaczepiła to jego anonimowa przyjaciółka, której powierzał wiele sekretów.
Od tamtego dnia nieznacznie ograniczył kontakt. Odpisywał rzadziej lub pomijał niektóre wiadomości. Nie chciał jej wyjawiać powodów swojego dystansowania się, bo co miał powiedzieć? Że to on był facetem, którego zaczepiła w barze? Miał świadomość, że przechodziła wtedy trudne chwile, ale wciąż z tyłu jego głowy żyła obawa, że gdy ponownie zobaczą się na żywo, ona znów może próbować mu dopiec, a Cade nigdy nie był wygadany i rzadko kiedy potrafił się obronić.
Dzisiejszy dzień spędzał w Pacific Motor Service. Chciał jak najszybciej uporać się z dokumentami, by móc skonsultować je ze swoją szwagierką. Z ciszy i skupienia wyrwały go krzyki dobiegające z warsztatu. Cade westchnął głęboko, spojrzał w tamtą stronę i wiedział, że powinien wyjść sprawdzić, co się stało. Chwilę się ociągał, ale wreszcie znalazł się obok swojego pracownika i wozu strażackiego.
– Szczur, szefie. Szczur przegryzł niektóre kable i dlatego mają problemy. Chciałem to naprawić, ale przy okazji zauważyłem, że przydałoby się wymienić olej i te klocki to też już tak średnio wyglądają, a za to trzeba będzie policzyć dodatkowo. – powiedział pracownik, leżący na leżance warsztatowej. Cade zerknął na strażaków, którzy stali przy samochodzie. Wydawali nie być się zadowoleni z diagnozy pracownika i twierdzili, że koleś chce ich ewidentnie naciągnąć. Shepherd już wiedział, że zostanie mediatorem w tym sporze (choć zapewne wezwie kogoś bardziej doświadczonego, by wydał ostateczny osąd). Jeszcze raz omiótł strażaków wzrokiem i zamarł.
Ona tu była.
Momentalnie się zdenerwował i zaczęły mu się trząść ręce. Zdrową ręką przeczesał swoje włosy i spoglądał to na pracownika, to na kobietę, której imienia wciąż nie znał, ale wiedział o niej znacznie więcej, bardziej istotnych szczegółów.
– Możemy… – urwał, zastanawiając się, co tak naprawdę mogli. – Zaraz wezwę naszego najbardziej doświadczonego pracownika, który jeszcze raz zweryfikuje, czy to co mówi Bastian jest konieczne. – powiedział, starając się zachować uśmiech. Niestety zdenerwowanie obecnością El Profesor było silniejsze i nie mógł skupić się na niczym innym oprócz analizowania faktu, że naprawdę tu była.

Joan Abernathy
odznaki
wydra za napisanie karty ash - the loveable one dipsy - the relationship guru abby - the novelist friendly chats scream and shout blood, sweat and tears copy printer argument DEADline the great british baking show pinky promise a hard day's night i'm friends with mary jane
multikonta
Brixton, Reed, Emmeline
viviet#0655

Joan Alexandra Abernathy
27 lat - 173 cm - Strażak
Awatar użytkownika
about me
Hiszpańskie przysłowie mówi: Kto nie widział Grenady - niczego nie widział.
Wszyscy jesteśmy głupcami..

Post Joan Abernathy ()

Cade Shepherd

Nie lubiła się kłócić z fachowcami. Sama na budowie silnika znała się tyle co nic. Wiedziała, które kable powinna odciąć, żeby nie doszło do zwarcia którędy mógł wyciekać olej i jak pachniała benzyna, ale cała reszta w budowie wozów i samochodów była dla niej czarną magią. To dlatego nigdy nie jeździła z kolegami do warsztatu. Nie umiałaby, jak oni zawalczyć o swoje, bo zbyt mocno ufała tym, którzy na pewno wiedzieli od niej więcej. W tym przypadku, nawet by nie pomyślała, aby oskarżyć mechanika o kantowanie. Gdyby jednak rzeczywiście był w tym mistrzem, oskubałby remizę Abernathy ze wszystkich oszczędności. Miasto nie ucieszyłoby się z rachunku, dlatego Joan postanowiła polegać na kolegach, zaś sama odsunęła się o dwa kroki, poza linię frontowego ataku.
Odwróciła się i ukradkiem wyjęła telefon postanawiając skorzystać z chwili. Napisała wiadomość do anonimowego przyjaciela, którego poznała dawno temu. Nie dosłownie, bo kojarzyli się tylko z sms’ów, ale to wystarczyło, aby ostatnio czuła się nieswojo z powodu jego rzadszych i mniej osobistych wiadomości. Coś się stało a ona już nie miała pomysłów, jak mogłaby tę informację wyciągnąć z przyjaciela, który nawet nie odpisał jej na poprzednią wiadomość.
Wysłała, schowała komórkę do kieszeni spodni od munduru i powróciła spojrzeniem na panów, wśród których dostrzegła.. gościa z irlandzkiego baru. Zrobiła krok w tył, ale on wciąż na nią zerkał. Jasne, że poznał. Kto by zapomniał o pijanej wariatce? Raczej nikt z instynktem przetrwania każącym unikać ludzi takich, jak ona.
Kiedy się odezwał poczuła lęk. Przestraszyła się, że powie coś o tamtym wieczorze i teraz to on zrobi siarę Joan przed jej współpracownikami.
Jednak nieznajomy tego nie zrobił. Wspomniał coś o drugim pracowniku i poszedł w przeciwnym kierunku, w stronę biura i być może szatni, gdzie wspomniany mężczyzna jadł właśnie swój lunch.
- Gdzie tu jest toaleta? – zapytała gościa schowanego pod wozem.
- Tylko dla pracowników – ostrzegł zarazem dając do zrozumienia, że nie zamierzał jej tego zdradzić.
- Proszę pana, jak nie dowiem się, gdzie jest toaleta to nie obiecuje, że nie upaćkam tego miejsca..
Chyba załapał, bo sapnął, cmoknął i wyjaśnił, w którą stronę powinna iść. Mężczyzn dało się przekonać do wszystkiego, gdy w grę wchodził kobiecy okres (prócz seksu – w niektórych przypadkach).
Ruszyła we wskazanym kierunku ciesząc się, że szła mniej więcej w kierunku ciemnowłosego nieznajomego, na którego prawie wpadła w korytarzu. Nawet nie zdążyła się przygotować. Nie była też pewna, czy posiadała w sobie wystarczająco dużo odwagi, żeby kajać się przed nieznajomym. A jednak czuła, że jeżeli tego nie zrobi, to do końca życia będzie się siebie wstydzić.
- Ups – wyrzuciła, gdy prawie na niego weszła we wspomnianym korytarzu. – Wybacz – dodała odruchowo i nim zebrała się w sobie on już ją miną. – Proszę poczekać. – W porę wyrzuciła z siebie i kiedy ten się zatrzymał, to ona znów zamilkła słysząc kroki przywołanego pracownika.
- Wszystko gra szefie? – zapytał patrząc na Joan, a potem na szefa.
- Chciałam tylko przeprosić szefa za zachowanie moich kolegów – odpowiedziała pierwsza, bo nie chciała, żeby teraz (skoro już zebrała się na odwagę) ciemnowłosy machnął na nią ręką i sobie poszedł.
Odczekała aż pracownik pójdzie w stronę wozu.
- Właściwie to nie za kolegów chciałam przeprosić a za siebie. – Spojrzała w bok, na ścianę, która nagle stała się najciekawszą na świecie płaską powierzchnią. – Nie znamy się, więc nie będę się tłumaczyć, bo to raczej pana nie interesuje. Powiem tylko, że przepraszam za tamtą sytuację w barze i że już nie będę pana nękać. – Nie żeby kiedykolwiek zamierzała to zrobić, ale gdyby znów spotkała go w jakimkolwiek lokalu, na pewno nie wyszłaby mu naprzeciw.
Wreszcie na niego spojrzała. Trochę niepewnie i gotowa rzucić – Chyba, że jednak ma pan ochotę na ten szybki numerek – co miałoby być tylko żartem na rozluźnienie atmosfery. Na szczęście darowała to sobie, wzięła głęboki wdech i po zrozumieniu, że zrobiła co trzeba, postanowiła wrócić do kolegów.
odznaki
wydra za napisanie karty
multikonta
Jackie
-

Cade Shepherd
30 lat - 188 cm - mechanik || analityk
Awatar użytkownika
about me
Fighting flames with fire
Hang onto burning wires
We don't care anymore

Post Cade Shepherd ()

Idąc w stronę pracownika i klientów, którzy mieli problem, poczuł, że jego telefon wibruje. Postanowił to jednak zignorować, bo podejrzał, że to albo jakiś newsletter, z którego zapomniał się wypisać, albo El Profesor, z którą niekoniecznie chciał rozmawiać. To nie tak, że się obraził, ale po prostu czuł się dziwnie, bo poznał jej tożsamość. Nagle runęło towarzyszące im uczucie niepewności i ta cała zasłona, za którą się skrywali. Ciekawiło go, co zrobiłaby ona, gdyby role się odwróciły; też próbowałaby się dystansować, wyjawiłaby prawdę czy jednak udawałaby, że wszystko jest w porządku?
Wyjaśniwszy względnie kwestię naprawdę auta, postanowił odnaleźć Bastiana. Zajrzał do warsztatu, ale nigdzie nie mógł go namierzyć, dlatego zdecydował się pójść w stronę pokojów socjalnych, w których pracownik jadł najprawdopodobniej lunch. Nie pomylił się i poinstruował Bastiana, by przyjrzał się sprawie i ocenił to należycie. Z oczywistych względów Cade nie mógł zrobić tego sam – naprawdę nie miał pojęcia o motoryzacji i w warsztacie czuł się jak dziecko we mgle.
Miał wracać do gabinetu, gdy nagle praktycznie zderzył się z El Profesor. – Przepraszam. – powiedział praktycznie od razu. Słysząc jej kolejne słowa, zatrzymał się i spojrzał w jej stronę. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że kobieta znów chce mu dopiec albo odwołać się do tamtej sytuacji w nieprzyjemny sposób, dlatego odsunął się nieznacznie. Wolał zachować dystans, bo z natury miał problemy w kontaktach z innymi. Słysząc pytanie Bastiana, potwierdził słowa kobiety skinięciem głowy, a potem odprowadził wzrokiem swojego pracownika. Wreszcie spojrzał ponownie na nią. Dziwnie było mu ze świadomością tego, z kim rozmawia, gdy ona o tym nie wiedziała.
Wysłuchawszy tego, co miała do powiedzenia, uśmiechnął się nieznacznie. – Zapomnijmy o tym. – zaproponował. Nie był człowiekiem, który potrafił chować długo urazę. Szczególnie, że Cade był świadomy jednego faktu, z którego stojąca przed nim kobieta, nie do końca zdawała sobie sprawę. To ona była jego przyjaciółką, to ona była osobą, której powierzał wszystkie swoje sekrety. Miał świadomość przez co przechodziła tamtego dnia i po prostu nie mógł się na nią gniewać i unikać jej w nieskończoność. Przywykł do ich rozmów i to, że w ostatnio próbował się dystansować działało na niego negatywnie.
– Tylko jeśli pani pije. – odpowiedział w podobny sposób. – Z resztą, żaden pan, proszę. – powiedział, mając świadomość, że właśnie łamie jakieś setki reguł i przekracza granicę. – Jestem Cade i to ja chciałbym przeprosić za mojego pracownika. – powiedział, bo wiedział, że osoba, która grzebała w wozie strażackim była jedną z tych, które czynnie brały udział w nielegalnych interesach i nie dziwiło go to, że chciał zarobić na strażakach. Zawołany przez Shepherda pracownik był jednym z najbardziej uczciwych, więc teraz brunet miał pewność, że wszystko zostanie ocenione fachowym okiem.

Joan Abernathy
odznaki
wydra za napisanie karty ash - the loveable one dipsy - the relationship guru abby - the novelist friendly chats scream and shout blood, sweat and tears copy printer argument DEADline the great british baking show pinky promise a hard day's night i'm friends with mary jane
multikonta
Brixton, Reed, Emmeline
viviet#0655

Joan Alexandra Abernathy
27 lat - 173 cm - Strażak
Awatar użytkownika
about me
Hiszpańskie przysłowie mówi: Kto nie widział Grenady - niczego nie widział.
Wszyscy jesteśmy głupcami..

Post Joan Abernathy ()

Cade Shepherd

Nie była pewna, czy mężczyzna mówił na poważnie. Na jego miejscu nie chciałaby mieć ze sobą do czynienia po akcji w barze. Najpewniej nawet udawałaby, że się nie zna lub zbyła krótkim „Nie ma sprawy” i sobie poszła, bo jednak sprawa była. Zrobiła świństwo i nawet jeśli przeprosiła, to czuła się fatalnie. Cały tamten dzień był fatalny. Miała po nim przeogromnego kaca i moralną dziurę, której nie potrafiła wypełnić, bo nie wszystko dało się załatwić prostym – przepraszam.
Przez chwilę podejrzewała, że robił sobie z niej jaja. Że zza rogu wyskoczy pracownik warsztatu i obleje ją lodowatą wodą z wiadra. Podejrzewała też zemstę, ale nie taką natychmiastową, a nieco późniejszą, co by mocniej zabolało. Oj, brała wszystkie opcje pod uwagę, ale im dłużej się mu przyglądała, tym pewniejsza była, że wcale jej nie wkręcał. Cade wydawał się być szczery w swoim zachowaniu oraz uznaniu tamtego zdarzenia za zapomniane.
- Joan. – Zdecydowała się wreszcie odpowiedzieć, co zrobiła zaledwie z parosekundowym zawahaniem. – Proszę się nie martwić. Moi koledzy wszędzie wyniuchają szwindel zwłaszcza w tak męskiej dyscyplinie. Każdy z nich czuje się zobowiązany do tego aby wiedzieć lepiej od innych. – Wcale nie zamierzała obrażać mężczyzn, ale nieraz była świadkiem przemądrzania się jednego przez drugiego, czego oni sami być może nie byli świadomi, bo robili to tylko przy kolegach, w obecności których chcieli wypaść lepiej (a jak jeszcze obok stała ich dziewczyna lub inna kobieta, której chcieli zaimponować, to pióra latały jak podczas walki kogutów).
- Ja tym bardziej nie wiem więcej niż tutejsi pracownicy, więc nie zamierzam się wtrącać. – Lekko uniosła obie puste dłonie na znak, że umywała od tego ręce i zarazem nie zamierzała nikogo atakować. Pokusiła się o nieco szerszy uśmiech i nim cokolwiek dodała na hali rozległo się wołanie.
- Abernathy! Szczur! To naprawdę był szczur!
Joan przewróciła oczami.
- Czyli twój pracownik miał rację – stwierdziła nie spodziewając się tego, co nadeszło w następnej kolejności. Od strony hali, skąd oboje przyszli, wybiegł autentyczne ogromne szczurzysko. Strażacy nie wołali jej tylko po to aby oznajmić fakt, ale żeby uprzedzić przed przybyciem groźnego zwierza być może roznoszącego choroby.
Szybko się przesunęła i odruchowo złapała Cade’a za ramię, żeby go również odciągnąć bardziej na bok. Szczur szybkim małym mroczkiem pobiegł w głąb pomieszczeń socjalnych i było już pewne, że to ten sam, który przegryzł kable i najwyraźniej zamieszkał w wozie strażackim.
- To nie mógł być zwykły dzień. – Prychnęła z rozbawieniem słysząc ciężkie kroki należące do jednego ze strażaków.
- Widziałaś go? – zapytał nie zastanawiając się, co takiego jego koleżanka robiła sam na sam z szefem warsztatu.
- Był większy od kota mojej babci – stwierdziła luźno i powróciła spojrzeniem na Cade’a. – Trzeba go złapać i wezwać straż zwierzęcą. Kto wie? Może roznosi jakieś paskudne choroby.
- Albo sami go wywieziemy gdzieś za miasto.
Joan wzruszyła ramionami, bo tak też mogło być, ale najpierw należało znaleźć szkodnika i zamknąć w jakimś pudle.
odznaki
wydra za napisanie karty
multikonta
Jackie
-

Cade Shepherd
30 lat - 188 cm - mechanik || analityk
Awatar użytkownika
about me
Fighting flames with fire
Hang onto burning wires
We don't care anymore

Post Cade Shepherd ()

Cade był chyba jedną z ostatnich osób na świecie, które mogłyby zrobić coś w sposób złośliwy. W wielu przypadkach, Shepherd sam decydował się wybrać gorsze warunki dla siebie, byleby tylko druga osoba mogła dostać to, czego pragnęła. A gdyby posunął się do takiego kroku, już po kilku godzinach zaczęłyby go zjadać własne wyrzuty sumienia i za wszelką cenę chciałby zrobić coś, co pozwoliłoby mu odkupić swoje wcześniejsze zachowanie. W tym momencie również za jego zachowaniem nie stała chęć zemsty albo ochota na zrobienie z kobiety pośmiewiska – robił to, co uważał za słuszne, a obecnie czuł, że właściwe jest przedstawienie się. Poza tym miał wiedzę, której nie posiadała Joan, ale o tym opowie jej nieznacznie później (o ile w ogóle się zdecyduje).
Usłyszwaszy jej imię, pokiwał głową i posłał jej szeroki uśmiech. – Taka rola właściciela. – odparł. Akurat w przypadku Cade’a i Sparty tak właśnie było – martwili się, bo mieli świadomość, że to nie pierwszyzna w wykonaniu pracowników. Nielegalny biznes w Pacific Motor Service kwitł naprawdę dobrze i to, że jeden z mechaników chciał oszukać strażaków, nie było niczym nadzwyczajnym. Mimo wszystko, Cade przeprowadzi sobie z nim pogadankę, bo kogo jak kogo, ale strażaków nie powinien oszukiwać.
Miał ochotę się przyznać i powiedzieć, że on też wiedział niewiele. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to był beznadziejny pomysł – jako szef nie powinien robić złej renomy Pacific Motor Service, W tym wypadku przemilczenie było nieznacznie lepsze od prawdy, która mogła spowodować odpływ klientów. Bo przecież często uważa się, ze jaki szef, tacy pracownicy, prawda?
Już miał otworzyć usta i odpowiedzieć na to, co powiedziała Joan, ale przerwało mu wołanie jednego ze strażaków. Szczur? Stanął jak sparaliżowany i obserwował gryzonia, który biegł w ich kierunku. Dopiero pod wpływem stanowczej reakcji Joan odsunął się z drogi zwierzęcia. Kobieta złapała go za lewą rękę, więc skrzywił się nieznacznie, ale mimo wszystko starał się to maskować, bo nie chciał w tak prosty sposób się zdemaskować. Chyba mimo wszystko potrzebował jej jako swojej anonimowej przyjaciółki. W Shepherdzie pojawiła się obawa, że może Joan nie polubi go w prawdziwym życiu, bo w barze doszło pomiędzy nimi do spięcia.
– Tak. – potwierdził i rozejrzał się po warsztacie. W tym momencie szczur mógł być już wszędzie. – Ale mimo wszystko, Bastian sprawdzi resztę, bo nie chcę wystawiać wam faktury za coś, co nie jest konieczne. – dodał szybko. Doskonale pamiętał, że do kabli pogryzionych przez szczura dochodziły jeszcze wymiana oleju i klocków hamulcowych.
– Straż zwierzęca? – zapytał niepewnie. Wcześniej nigdy nie korzystał z usług tej instytucji i nie miał pojęcia z czym to się je. – Jeśli będzie taka konieczność to zaraz zadzwonię. – W poszukiwaniu odpowiedzi, spojrzał na Joan, na razie całkowicie ignorując drugiego strażaka.

Joan Abernathy
odznaki
wydra za napisanie karty ash - the loveable one dipsy - the relationship guru abby - the novelist friendly chats scream and shout blood, sweat and tears copy printer argument DEADline the great british baking show pinky promise a hard day's night i'm friends with mary jane
multikonta
Brixton, Reed, Emmeline
viviet#0655

Joan Alexandra Abernathy
27 lat - 173 cm - Strażak
Awatar użytkownika
about me
Hiszpańskie przysłowie mówi: Kto nie widział Grenady - niczego nie widział.
Wszyscy jesteśmy głupcami..

Post Joan Abernathy ()

Cade Shepherd

- Nie wiemy, co ten szczur roznosi. Może mieć wściekliznę, a wtedy lepiej, żeby żaden z pana pracowników nie został pogryziony. – Znów powróciła do zwracania się do Cade’a per pan głównie z powodu obecności swego kolegi. Nie chciała ujawniać przed nim minimalnej zażyłości z szefem warsztatu nawet jeśli opierała się ona na mało przyjemnym pierwszym wrażeniu wywołanym w barze. Nie uważała też, że było to coś, co mogło pozwolić jej samej zasugerować koledze podobne zachowanie; bo kolega kolegi jest również moim kolegą. Gdyby któryś to podłapał zaczęliby się bardziej rządzić i licytować odnośnie ceny naprawy. Wolała to Cade’owi oszczędzić w ramach odkupienia za swoje niedawne zachowanie.
- Wyglądał na wściekłego – stwierdził strażak, który wzrokiem wodził po podłodze, jakby spodziewał się, że szczur zaraz tu wróci.
- Dla ciebie nawet muchy są wściekłe.
- Bo latają, jak popierdolone. Muszą mieć coś na bani.
Abernathy westchnęła ciężko i przewróciła oczami, bo czuła się odrobinę zażenowana zachowaniem kolegi.
- Lepiej będzie zadzwonić i zamknąć tamte drzwi. – Wskazała na pomieszczenie, do którego wbiegł szczur. – O ile to nie problem. – Wbiła spojrzenie w bruneta, do którego należała ta decyzja. Sama w tym czasie zamierzała zadzwonić po kogoś komu nie straszne zwierzęta roznoszące choroby. Mogliby załatwić to sami, ale teoretycznie niedługo kończyli zmianę i naprawdę nie chciała wpakować siebie ani kolegów w dodatkową robotę. Kapitan by się wściekł widząc, że zajmowali się głupotami.
Odeszła w stronę hali mając nadzieję, że Cade zamknie wskazane drzwi. Wybrała odpowiedni numer i odczekała cztery sygnały zanim ktoś odebrał. Wyjaśniła sytuację ciesząc się, że po drugiej stronie słuchawki siedział niezły śmieszek sugerujący, że po zjedzeniu paru kabli szczur mógł być naelektryzowany.
Po pięciu minutach rozłączyła się, spojrzała w stronę wozu strażackiego, a potem powiodła wzrokiem w poszukiwaniu szefa warsztatu, do którego znów podeszła.
- Maksymalnie za pół godziny ktoś przyjedzie. Lepiej, żeby nikt nie wchodził do środka. Wścieklizna to nie przelewki. – Lub inne choroby roznoszone przez szczury. – Nie będę już przeszkadzać. Miło było poznać.. tak prawdziwie a nie.. – Niepotrzebnie powróciła do tematu spotkania w barze, ale ono wciąż leżało jej na wątrobie. – Właściwie miło byłoby się jakoś zrehabilitować, więc gdybyś miał ochotę na przeprosinowego drinka.. – Nie dokończyła, bo sugerowała coś oczywistego. Mogli się umówić i albo on da jej swój numer albo ona poda swój. Jego wybór; czy w ogóle chciał znów mieć do czynienia z wariatką z irlandzkiego pubu.
odznaki
wydra za napisanie karty
multikonta
Jackie
-

Cade Shepherd
30 lat - 188 cm - mechanik || analityk
Awatar użytkownika
about me
Fighting flames with fire
Hang onto burning wires
We don't care anymore

Post Cade Shepherd ()

Był tak zaaferowany, że nawet nie zwrócił uwagi na to, że powiedziała do niego per pan, choć zdążyli przejść na ty. Dopiero po chwili, gdy pokręcił głową, wrócił do rzeczywistości i warsztatu. Z przerażeniem wymalowanym na twarzy słuchał tego, co mógł roznosić szczur i że mógłby pogryźć pracowników. Umysł Shepherda od razu dopowiedział sobie również, że mógłby rzucić się również klientów i wtedy istniała szansa procesu albo wypłaty odszkodowania. To zdecydowanie nie wchodziło w grę, bo Cade nie był aż tak silny psychicznie.
Uśmiechnął się, słysząc wymianę zdań strażaków, a potem pokiwał głową.
Zamknąć drzwi.
– Tak, jasne. – powiedział szybko, bo kwestia szczura i potencjalnych chorób przez niego roznoszonych była ostatnim, czego potrzebował Cade. W tym momencie miał już zbyt wiele na głowie i dokładanie sobie mogłoby sprawić, że skończyłby w szpitalu pod kroplówką. Bezsenność i nieustanne życie w stresie nie były dobrym połączeniem i choć Shepherd zapierał się rękami i nogami to prawdę powiedziawszy nie radził sobie dobrze. – Oczywiście, że nie. Gdyby nie ty, sam bym na to nie wpadł. Myślenie w takich sytuacjach nie jest moją mocną stroną. – rzucił cicho.
Rozdzielili się na moment, a Cade skierował się w stronę drzwi, by zminimalizować szansę tego, że szczur ucieknie gdzieś indziej. Zamknąwszy je, odnalazł wzrokiem Joan. Naprawdę bił się z myślami, czy by się nie przyznać i nie powiedzieć, że on był jej anonimowym przyjacielem. A może najpierw powinien dyskretnie wybadać kwestię tego, jak zapatrywała się na potencjalne spotkanie? Z tą wiedzą na pewno będzie mu nieznacznie łatwiej podjąć ostateczną decyzję. – Dziękuję. – powiedział i posłał jej nieśmiały uśmiech. Odnotował sobie w pamięci to, by nikt nie wchodził do pomieszczenia, a potem spojrzał na Joan. Usłyszawszy jej słowa, zamarł. Od razu dopowiedział sobie całą historię. W jego położeniu, nie było w tym nic dziwnego – momentalnie zaczął podejrzewać, że Joan też wie; wie, że to on był Poliglotą. Może domyśliła się po tym, jak syknął, gdy złapała go za lewe ramię? – Tak. – odpowiedział, nie chcąc w żaden sposób sugerować czegoś, co mogło mu się tylko wydawać. Dopiero jej dalsza część jej wypowiedzi wskazała na to, że wcale się niczego nie domyślała (albo się z tym kryła). Zastanowił się chwilę, a potem doszedł do wniosku, że w sumie to nic nie tracił. – Chętnie. – pokiwał głową. Cholera, naprawdę nie powinien tego robić. – Pasowałby ci weekend? W tygodniu mam urwanie głowy z warsztatem. – dodał szybko, bo nie chciał, by myślała, że się próbuje wymigać.

Joan Abernathy
odznaki
wydra za napisanie karty ash - the loveable one dipsy - the relationship guru abby - the novelist friendly chats scream and shout blood, sweat and tears copy printer argument DEADline the great british baking show pinky promise a hard day's night i'm friends with mary jane
multikonta
Brixton, Reed, Emmeline
viviet#0655

Joan Alexandra Abernathy
27 lat - 173 cm - Strażak
Awatar użytkownika
about me
Hiszpańskie przysłowie mówi: Kto nie widział Grenady - niczego nie widział.
Wszyscy jesteśmy głupcami..

Post Joan Abernathy ()

Cade Shepherd

- To wyjaśnia twoją reakcję w barze – napomknęła, gdy wspomniał, że myślenie w podobnych sytuacjach nie było jego mocną stroną, a co z tego wynikało, kiepsko radził sobie w spontanicznych akcjach; w sytuacjach, kiedy należało podjąć decyzję już-teraz-natychmiast. – Żartowałam – dodała, żeby przypadkiem szef warsztatu nie uznał, że lubiła wytykać czyjeś wady i z rozkoszą wracała do spotkania w Irlandzkim pubie. Ani za jednym ani za drugim nie przepadała, chociaż w przypadku pierwszego wszystko zależało od tego, czy lubiła daną osobę. Jak na razie o Cadzie nie mogła powiedzieć niczego poza „Nieudany podryw w barze”, a raczej nieudana próba przekonania gościa do szybkiego seksu. W pewnym sensie była mu wdzięczna za to, że od razu się nie zgodził, chociaż z drugiej strony może teraz oboje mieliby miłe wspomnienia (albo wręcz przeciwnie)
Szybkie podejmowanie decyzji było czymś, co potrafiła robić, chociaż nie zawsze działało to na jej korzyść w relacjach międzyludzkich. W pracy sprawdzało się idealnie, ale w społeczeństwie mówienie tego, co się myślało nie zawsze zdawało test. Cade już coś o tym wiedział.
Nie zamierzała przymuszać mężczyzny do kolejnego spotkania. Sama sobie by pewnie odmówiła, ale skoro ten wykazał chęć, zamierzała z niej skorzystać zwłaszcza, że najpewniej nie będzie miała kolejnej okazji, żeby zmienić zdanie Cade na jej temat.
- W piątek mam dwudziestoczterogodzinną zmianę, więc co powiedziałbyś na sobotni obiad? – zaproponowała pewna, że do tej pory powinna odespać długą zmianę, którą od czasu do czasu każdy strażak powinien odbębnić. – Wprawdzie dla mnie byłoby to śniadanie, ale nikt nie zabroni mi jeść na nie dobrego hamburgera. – Uśmiechnęła się delikatnie świadoma, że wcześniej sugerowała drinka, ale zarazem chciała dać mężczyźnie do zrozumienia, że picie nie było całym jej życiem. Właściwie nigdy tego nie robiła w dużych ilościach. Upijanie się nie sprzyjało w jej pracy. Nie musiała też chlać, żeby dobrze się bawić. Joan Abernathy piła dużo tylko wtedy, gdy musiała porządnie zalać smutki. – Chyba, że jesteś wegetarianinem – zreflektowała się świadoma, że mogła popełnić gafę wspominając o hamburgerze. – Wtedy możemy pójść na falafele. – Bo jakieś pojęcie o nie mięsnych daniach miała, nawet jeśli sama uważała się za pełnoprawną mięsożerkę.
- Rozgadałam się.. – stwierdziła i nieco skrzywiła twarz, bo właśnie tak się działo, kiedy nie czułą się pewnie w czyimś towarzystwie; za dużo mówiła. – Jak widzisz, nie potrzebuje alkoholu, żeby zrobić z siebie pośmiewisko. – Prychnęła z nutką rozbawienia, bo wiedziała, że gdyby się nie powstrzymała to palnęłaby coś dziwacznego, niepotrzebnego lub z czapy. Nie umiała i nie wiedziała jak zachowywać się przy nieznajomych. To nigdy nie było dla niej proste, bo w dzieciństwie i szkole miała w tym kiepską praktykę, a później, im człowiek starszy, tym ciężej wyzbyć się pewnych nawyków lub nauczyć czegoś na nowo.
odznaki
wydra za napisanie karty
multikonta
Jackie
-

Cade Shepherd
30 lat - 188 cm - mechanik || analityk
Awatar użytkownika
about me
Fighting flames with fire
Hang onto burning wires
We don't care anymore

Post Cade Shepherd ()

Uśmiechnął się tylko, bo faktycznie tak było i Joan miała rację – w sytuacjach stresowych najczęściej odcinało mu zdroworozsądkowe myślenie i albo polegał na innych, albo robił z siebie głupka. Nie miał jej za złe tego, że odwołała się do sytuacji w barze. – Uwierz mi na słowo, że może być jeszcze gorzej. – mruknął i tak, był świadomy, że robił sobie antyreklamę. Jednak Cade już dawno się z tym pogodził i miał świadomość, że wszystko wynikało z jego osobowości i problemów w przeszłości; lewa ręka i nieustanne porównywanie do lepszego, bardziej towarzyskiego i ogarniętego brata wcale nie sprawiło, że Cade stał się taki sam. Mimo, że miał 30 lat na karku wciąż był wycofany i zdarzało się, że kłopoty sprawiała mu nawet najzwyklejsza rozmowa. Nic dziwnego, że preferował inne formy zawierania kontaktu i tak dobrze dogadywał się ze swoją anonimową przyjaciółką – otwieranie się przed kimś bez fizycznego kontaktu było dla niego prostsze.
Shepherd zazdrościł takim ludziom jak Joan; zazdrościł tego, że potrafili podejmować spontaniczne decyzje. Nieważne, że czasami były błędne, bo dla niego liczyła się sama umiejętność. Bo Joan przynajmniej potrafiła zareagować, a nie stanąć tak, jakby była sparaliżowana i mieć w głowie pustkę.
Z uśmiechem na ustach pokiwał twierdząco głową. Sobotni obiad brzmiał dobrze i zdecydowanie mniej zobowiązująco niż chociażby kolacja – w tym drugim przypadku, umysł Shepherda najpewniej zacząłby pracować na najwyższych obrotach i prawdopodobnie zacząłby szukać drugiego dna, choć wcale nie musiało go tam być. – Sobotni obiad i hamburgery brzmią dobrze. – potwierdził. – Przy okazji możemy potem zahaczyć o pub i wypić drinka albo dwa. – dorzucił, nie zapominając o wcześniejszej propozycji drinków. Ostatnimi czasy dość często sięgał po alkohol, więc dobrze znał miejsca, w których można było wypić i nie stracić całej masy pieniędzy.
– Próbowałem, ale nie jest mi z tym po drodze. Także nie mam nic przeciwko burgerom. – odparł wesoło. Kilkukrotnie starał się przejść na wegetarianizm, ale najczęściej próby kończyły się porażką, bo albo ktoś z rodziny zaprosił go na kotlety domowej roboty, albo on sam zamawiał mięsny obiad, bo nie miał pomysłu na nic innego.
– Oh.. Nie, nie robisz z siebie pośmiewiska. – pokręcił przecząco głową. Bynajmniej jej tak nie odbierał - prędzej sam myślał o sobie w takich kategoriach.
– Dasz mi swój numer? Ustalilibyśmy dokładną godzinę i miejsce. – zapytał. Uznał, że to on musiał być osobą, która zada to pytanie jako pierwsza i zdecydował się na ten krok z prostego powodu: był praktycznie pewien, że już mają swoje numery. Na razie nie chciał zdemaskować się w tak prosty sposób, bo zanim do niej napisze, pomyśli co zrobić i być może zdąży ją podpytać o to, co sądziła o wyjawieniu tożsamości.

Joan Abernathy
odznaki
wydra za napisanie karty ash - the loveable one dipsy - the relationship guru abby - the novelist friendly chats scream and shout blood, sweat and tears copy printer argument DEADline the great british baking show pinky promise a hard day's night i'm friends with mary jane
multikonta
Brixton, Reed, Emmeline
viviet#0655

Joan Alexandra Abernathy
27 lat - 173 cm - Strażak
Awatar użytkownika
about me
Hiszpańskie przysłowie mówi: Kto nie widział Grenady - niczego nie widział.
Wszyscy jesteśmy głupcami..

Post Joan Abernathy ()

Cade Shepherd

- Chcesz mnie sobie przywłaszczyć na całe popołudnie? – zagadnęła z delikatnym uśmieszkiem świadczącym o tym, że jedynie się droczyła i wcale nie podejrzewała go o śmiałość z jaką zasugerował poobiednie drinki. Przedłużało to wspólnie spędzony czas, co można było odczytać dwojako, ale na tę chwilę Abernathy traktowała ich spotkanie, jako swoje zadośćuczynienie za to, jak zachowała się w Irlandzkim pubie. Nie za swój nerw związany jego reakcją a za samą propozycję szybkiego numerku, czego w normalnych okolicznościach nigdy by nie zrobiła (nawet po pijaku).
- Mam tak samo i gdyby ktoś sugerował, że do wszystkiego da się przyzwyczaić mówię, że mam krew zero i zgodnie z tym najlepiej trawię białka zwierzęce. – Na ogół nie wierzyła w takie rzeczy, ale kiedy raz zaczytywała się w ów temat musiała przyznać, że coś w tym było. Że rzeczywiście nie lubiła produktów nieskazanych a wręcz kochała te przypisane pod jej grupę krwi, o czym raz pisała, a nawet dyskutowała z Poliglotą. Wspominała mu także o metodzie na wściekłych wegetarian i mówieniu im, że żyje zgodnie z przekonaniem do tej konkretnej diety (chociaż nigdy na żadnej nie była).
Uśmiechnęła się, gdy mężczyzna stwierdził, że wcale nie wypadała tak źle jak sądziła. Znajomi nieraz powtarzali, że nadinterpretowała swoje zachowanie, które wcale złym nie było. Problem jednak polegał na tym, że nie umiała go ocenić, bo jeszcze na wczesnym etapie swego życia nie miała zbyt wielu znajomych. Wolała się uczyć o świecie niż tego, jak zachowywać się wśród ludzi, dlatego przy nowych znajomościach była wobec siebie bardzo krytyczna i starała się uważać na to, co mówiła.
- Jasne. – Wyciągnęła rękę. – Od razu ci go wpiszę – wyjaśniła swoje zachowanie i zaraz pojawiły się schody, bo po chwili namysłu Cade uznał, że sam go wpisze. W sumie nic dziwnego. Nie każdy chciał dawać komuś obcemu do rąk swoją komórkę, nawet jeśli ta osoba zamierzała tylko wpisać numer (a nie grzebać po galerii zdjęć).
Abernathy podała kontakt do siebie i od razu uznała, że to wystarczy. Nie będzie odrywać szefa warsztatu od jego pracy i sama też nie powinna dawać kolegom powodów do tego, żeby zaczęli podejrzewać ją o podrywanie każdego napotkanego faceta (bo tego nie robiła).
- W takim razie, czekam na wiadomość. Wracam do chłopaków. – Machnęła ręką w stronę głównej hali i uśmiechając się pod nosem dołączyła do reszty strażaków.
Wóz naprawiono, odpowiednie osoby złapały szczura i obyło się już bez kłótni o zawyżony rachunek.

z/tx2
odznaki
wydra za napisanie karty
multikonta
Jackie
-

ODPOWIEDZ