If you're feeling down, here's the remedy
W najnowszym ogłoszeniu znajdziecie listę najaktywniejszych postaci w tym miesiącu!
Informujemy, że czas na wykonanie grudniowych zadań miesiąca zostaje przedłużony do końca stycznia!
Hasło do konta universal person to monterey.
ODPOWIEDZ
California's "First" City, city of monterey
Awatar użytkownika
about me
your hand in mine, the tide washed our names from the shore
0 cm
0 y/o
california's "first" city
Cytuj

Post ()

monterey
brak multikont

inżynier procesu, Tesla, Inc.
Awatar użytkownika
about me
zajmuje się procesami biochemicznymi w tesli i odrobinę się przy tym przepracowuje, bo wciąż nawiedzają go demony przeszłości
186 cm
32 y/o
wydra za napisanie karty nagroda - bee mine dipsy - the relationship guru stevo - the multiholic queenie - the social butterfly misha - the aesthetic queen marty - the originator calvin - the sentimental one pearl - the ghostwriter skittles - the rainbow freak 1 tequila, 2 tequila, 3 tequila, floor bingewatch all night pinky promise wine&dine master chef kitchen-bound in shape black like my soul it's leviOsa not levioSA don't go breaking my heart joey doesn't share food somebody that i used to know let's get it on keep this love in the photograph i'll be there for you friendly chats drunken sailor i forgot that you existed marcowe kto zagra - Second Chance Thrift Store marcowe zadanie - złodziej majowe zadanie - cuda podopiecznych domu opieki horror reveal - nagroda specjalna fairytale reveal - ee-vah? horror reveal - it
Cytuj

Post ()

Wszystko zaczęło się zupełnie niewinnie. Randka jak każda inna, mógł już po pierwszych kilkunastu minutach stwierdzić, że urocza, rudowłosa Genevieve była jedną z tych, którym będzie musiał na koniec powiedzieć, że było mu bardzo miło, ale raczej więcej już się nie spotkają. Nie brakowało jej niczego, a on nie był też szczególnie wybredny, po prostu... nie zaiskrzyło. Takie rzeczy się czuło, nie trzeba było mieć szóstego zmysłu, by to stwierdzić. Mimo tego, rozmowa całkiem im się kleiła i nawet mogli podyskutować o czymś więcej, niż ostatnich kinowych hitach albo nadchodzącym rozdaniu Grammy's, co poprawiło mu humor. To też były całkiem w porządku tematy, ale tak się działo zawsze, kiedy ktoś z zainteresowaniem słuchał, gdy opowiadał o pracy i wszystkich tych rzeczach powszechnie uważanych za śmiertelnie nudne. Jego randka wydawała się szczerze zaciekawiona, co było przyjemną odmianą. Kiedy zadeklarowała, że zamówi im deser, był w środku opowieści o jednym z projektów, nad którym pracował i nawet nie przeszło mu przez myśl, by zerknąć do karty i sprawdzić, co właściwie mieli jeść i czy czasami nie ma w tym orzechów. Po pierwszym kęsie wszystko było jeszcze w porządku, ale dalej... właściwie następnym, co pamiętał z tamtego wieczoru była rozhisteryzowana Genevieve dzwoniąca po pogotowie i to, że czuł ulgę, że nie musi jej już mówić, że to była pierwsza i ostatnia randka. Sytuacja mówiła sama za siebie.
Rudowłosa dama, która doprowadziła go na skraj nie była ostatnią, którą Caleb poznał tej nocy. Druga miała przewagę o tyle, że nie próbowała go zabić, a wprost przeciwnie, uratowała mu życie, kiedy personel medyczny przywiózł go do znajdującej się najbliżej restauracji placówki medycznej, jaką była przychodnia w Monterey. Nie pamiętał jej imienia, po głowie plątało mu się Hallie i Hannah, ale nie był pewien żadnego z nich. Nim doszedł do siebie w pełni, kobieta zdążyła skończyć zmianę, a on nawet nie miał okazji zamienić z nią słowa i tak zwyczajnie, po ludzku podziękować jej, że w porę zareagowała i jakby nie patrzeć, uchroniła go przed powolną, bolesną śmiercią. Nie wiedział, czy jego reakcje alergiczne miały jakieś granice i czy faktycznie mógł w końcu się udusić, ale szczerze wolał chyba tego nie wiedzieć. Niemniej jednak, podziękowania się należały, a więc wybrał się do przychodni w ten sam dzień tygodnia o zbliżonej porze i podszedł do recepcji, gdzie siedziała inna pielęgniarka. - Dobry wieczór. Czy istnieje szansa, że pani Ha... Hallie... Hadley, tak, Hadley, jest dzisiaj w pracy? Tak jakby mnie ostatnio uratowała i... - zamachał kobiecie przed oczami niewielkim bukietem, mając nadzieję, że to jej rozjaśni wszystko i zaraz mu odpowie, a nie wyrzuci go z budynku z podejrzeniem, że jest jakimś typem spod ciemnej gwiazdy.

Hadley Abernathy

pielęgniarka, Monterey Clinic
Awatar użytkownika
about me
Robi zastrzyki i zakłada opatrunki. Utknęła w związku bez przyszłości i ciągle się waha, bo przeszłość niełatwo skreślić.
163 cm
27 y/o
wydra za napisanie karty
Cytuj

Post ()

004.
— Panie Jonson, musi pan przestać. Wiem, że bardzo pan lubi odwiedzać naszą przychodnię, ale w końcu zrobi pan sobie poważną krzywdę. Pańska żona bardzo się o pana martwi. Tak, ja wiem, że każe panu jeść kleik ryżowy i zabiera alkohol, ale robi to dla pańskiego zdrowia. Szczerze wierzę, że jeśli dalej będzie się tak panem opiekowała, to spotkamy się na pana setnych urodzinach — mówiła, pchając wózek, na którym siedział dziewięćdziesięciopięcioletni mieszkaniec Monterey, w kierunku wyjścia. — Proszę powiedzieć żonie, że Haddie pozwoliła panu na jednego papierosa dziennie. Ale tylko jednego! — dodała, uśmiechając się do samej siebie. Jak mogłaby odmówić staruszkowi przyjemności palenia, kiedy widmo zbliżającej się śmierci pochwyciło go i nie zamierzało puszczać? Zdaniem rezolutnej pielęgniarki owe pięciominutowe oddanie się uzależnieniu może w niezwykle pozytywny sposób odznaczyć się na samopoczuciu mężczyzny, którego podeszły wiek wskazywał na bezsensowność odbierania sobie owych małych przyjemności. Czy jeden papieros mógł znacznie pogorszyć jego stan? Skądże. Hadley przekazała wózek pracownikowi, który miał odwieźć staruszka do domu. — Obchodźcie się z nim ostrożnie — nakazała, nie omieszkując pogrozić ostrym spojrzeniem młodemu kierowcy. Pożegnała się z pacjentem, którego poznała już podczas pierwszego dnia pracy w klinice i wróciła na korytarz, by udać się w kierunku recepcji. Lubiła swoją pracę, choć w ostatnim czasie zaczęła odczuwać pewnego rodzaju niedosyt. Chciała więcej. Będąc młodą dziewczyną rozważała karierę lekarską, jednak słabe wyniki nie pozwoliły jej choćby marzyć o miejscu wśród studentów medycyny. Została pielęgniarką, by zrealizować namiastkę owego planu. Niestety pełnienie dyżurów w niewielkiej przychodni przestało stanowić dla niej wyzwanie. Rozważała przeniesienie się do tutejszego szpitala, gdzie mogłaby ubiegać się o bardziej odpowiedzialne stanowisko.
— Jeśli pani Jonson będzie dzwoniła, przekażcie mi telefon — rzuciła, opierając się o ladę przy stanowisku recepcjonistek. Przypadkiem podsłuchała końcówkę wypowiedzi mężczyzny; uśmiechnęła się pod nosem i na moment schyliła głowę, by skryć twarz za wachlarzem jasnych włosów. Zdarzało się, że otrzymywała drobne podarunki w ramach okazania wdzięczności. Zwykle jednak ofiarowywały je starsze osoby, do których Haddie, jako pielęgniarka, miała zaskakująco dobre podejście. Mężczyźni pokroju Caleba nie wracali nigdy. — Bez opuchlizny na twarzy wygląda pan zupełnie inaczej — zażartowała, zerkając w stronę pozostałych pielęgniarek, dla których ta sytuacja będzie pożywką do plotek przez następny tydzień.
caleb hobart
słodka_sól#6476

inżynier procesu, Tesla, Inc.
Awatar użytkownika
about me
zajmuje się procesami biochemicznymi w tesli i odrobinę się przy tym przepracowuje, bo wciąż nawiedzają go demony przeszłości
186 cm
32 y/o
wydra za napisanie karty nagroda - bee mine dipsy - the relationship guru stevo - the multiholic queenie - the social butterfly misha - the aesthetic queen marty - the originator calvin - the sentimental one pearl - the ghostwriter skittles - the rainbow freak 1 tequila, 2 tequila, 3 tequila, floor bingewatch all night pinky promise wine&dine master chef kitchen-bound in shape black like my soul it's leviOsa not levioSA don't go breaking my heart joey doesn't share food somebody that i used to know let's get it on keep this love in the photograph i'll be there for you friendly chats drunken sailor i forgot that you existed marcowe kto zagra - Second Chance Thrift Store marcowe zadanie - złodziej majowe zadanie - cuda podopiecznych domu opieki horror reveal - nagroda specjalna fairytale reveal - ee-vah? horror reveal - it
Cytuj

Post ()

Napięcie rosło, kiedy kobieta z recepcji w milczeniu mierzyła go wzrokiem. No dobrze, nie przemyślał tego wszystkiego. Dopiero po fakcie w jego głowie zaczęły jawić się rozmaite scenariusze. Pielęgniarka na recepcji z łatwością mogła wziąć go za jednego z tych gości, którzy często nawet nie byli pacjentami, a jednie zjawiali się w przychodniach i szpitalach, wodząc wzrokiem za pięknymi pracownicami albo, co gorsza, symulowali jakiekolwiek dolegliwości, by trafić pod ich opiekę. Dobrze, Caleb faktycznie był przeszło trzydziestoletnim singlem, ale na pewno nie był desperatem. Randki wprawdzie zbrzydły mu po tym, kiedy ostatni raz trafił tu z obrzękiem gardła wywołanym reakcją alergiczną na orzechy z ciasta, ale gdyby nawet czysto teoretycznie chciał poderwać sobie jakąś pielęgniarkę, na pewno nie robiłby tego w taki sposób. Użyłby do tego najprawdopodobniej Tindera albo innego Shippera, jak cywilizowany człowiek scrollując do skutku i przesuwając w odpowiednie strony, gdyby już bardzo mu zależało. Na pewno nie przychodziłby tutaj z kwiatami i nie napastował osób, które jakby nie patrzeć, były w pracy.
Kiedy usłyszał znajomy głos, zapytana o koleżankę pielęgniarka nadal przyglądała mu się podejrzliwie, ale gdy już zerknął w odpowiednią stronę, wyraz twarzy kobiety stracił dla niego na znaczeniu. Oderwał się od blatu, o który był przed momentem wsparty i zrobił kilka kroków w kierunku tej, której szukał. Na całe szczęście, był w tamtej chwili już całkowicie pewien, że jej imię brzmiało Hadley. To, że przychodził tu z grzeczności nie miało go usprawiedliwić, gdyby się pomylił w tej kwestii, to zawsze wyglądałoby nieszczególnie. Uśmiechnął się lekko w odpowiedzi na jej słowa. - W której wersji wyglądam zatem korzystniej? - zapytał żartobliwie, bo szczerze mówiąc, wolał sobie nie wyobrażać, jak źle musiał się wtedy prezentować. Cały czerwony i niemogący złapać powietrza... to musiał być doskonały widok. - Przepraszam. Nie chcę zajmować dużo czasu, właściwie... chciałem tylko pani podziękować. Wiem, że pewnie powie pani, że to nic wielkiego, ale ja uważam wprost odwrotnie - to mówiąc, wyciągnął w jej stronę bukiet, z którym się tutaj zjawił. Nie było to nic wielkiego, bo okazja też była raczej skromna, ale kompozycja na pewno wyglądała uroczo i miała sprawić, że pomieszczenie, w którym zostanie umieszczona będzie prezentowało się nieco przyjemniej.

Hadley Abernathy

Grafik koncepcyjny, -
Awatar użytkownika
about me
There is nothing to be afraid of. Take a gamble that love exists, and do a loving act.
183 cm
37 y/o
wydra za napisanie karty stevo - the multiholic
Cytuj

Post ()

#2

Dobra, nie wiem czy gra u góry się toczy czy nie, ale trochę czasu minęło więc myślę, że mogę tutaj wbić.
Castor był na swojej cotygodniowej pogadance u pani doktor. Kiedyś nienawidził tych spotkań, ale z czasem przyzwyczaił się do nich i dotarło do niego, że pani doktor rzeczywiście chce mu pomóc, a nie utrudniać mu życie. Otworzył się, rozmawiał coraz więcej. Nawet pani doktor powiedziała, że zmierzają ku temu, żeby zmniejszyć częstotliwość spotkań. Na to jednak nie był gotowy Lowell. Potrzebował rozmowy z kimś, bo rozmowa z żoną nie wchodziła w grę. Żona to nawet nie potrafiła się z nim przywitać. Nie wiedział już czy nim gardziła czy nienawidziła go obwiniając za śmierć córki czy co. Chciałby wiedzieć, ale do tego była potrzebna konwersacja. Tej jednak nie mógł uświadczyć.
Po godzinnej sesji opuścił gabinet pani doktor dziękując jej gorąco za czas. Wychodząc napotkał spojrzenie młodej kobiety, która za każdym razem miała sesję po nim. Posłał jej uśmiech, który regularnie ze sobą wymieniali i ruszył w stronę wyjścia. Podrzucał sobie przy okazji kluczyki do auta. Zaraz jednak się zatrzymał i obrócił się w stronę dziewczyny, która podniosła się z krzesła żeby udać się na sesję.
-Chcesz się wybrać na kawę? Albo piwo? -Zapytał wprost bez żadnych ogródek. Kiedyś był beztroskim i lekko bezczelnym bawidamkiem i uchodziło mu to na sucho, bo jakoś kobiety lubiły takie zachowanie. Zwłaszcza jak pochodziło od przystojnego mężczyzny. -Oczywiście po twoim spotkaniu. -Wolał wyjaśnić, żeby nie pomyślała, że proponuje jej wagary. -Poczekam. -Zaoferował się. Brakowało mu towarzystwa. Brakowało mu też towarzystwa płci przeciwnej i jakiegokolwiek zainteresowania ze strony drugiej osoby. Chciał się poczuć jak kiedyś kiedy zagadanie do nieznajomej nie stanowiło wyzwania. Stał i czekał na odpowiedź dziewczyny. Nie miał nic do stracenia.

Gina Lovecraft
no name

instruktorka gry w golfa, Monterey Pines Golf Club
Awatar użytkownika
about me
Why live life from dream to dream and dread the day when dreaming ends.
166 cm
26 y/o
wydra za napisanie karty ash - the loveable one bean - the graphic master queenie - the social butterfly marcowe kto zagra - Enterprise Rent-A-Car
Cytuj

Post ()

Przebywanie w tym miejscu wcale nie było dla niej przyjemne. Nie lubiła mówić o tym co ją spotkało, nawet nie za bardzo chciała to wspominać. Wolała włożyć to gdzieś do jakiejś odległej szufladki w swojej głowie i nigdy nie otwierać. Bardzo się starała zapomnieć i udawać, że wszystko jest w porządku, jednak nie było to takie proste. Od ponad roku nie mogła jeździć samochodem, bo wciąż miała dość poważne ataki paniki, a bez auta nie będzie w stanie wrócić do swoich podróży. Podczas wyjazdów nie chciała nigdy być od nikogo zależna, dlatego zawsze starała sie w miarę możliwości wypożyczać samochody, a teraz? Stanie po środku Kazachstańskiego stepu i co? Zacznie płakać i nie ruszy się z miejsca. Pewna była tylko tego, że zbyt długo w Monterey siedzieć nie może.
Dlatego umawiała się na te spotkania. Chciała pokonać swój lęk przed jazdą, ale naiwna oczekiwała efektów już po pierwszym spotkaniu. Niestety tak to nie działało, co mocno dziewczynę zaczynało irytować. Nie lubiła się otwierać przed obcą osobą i te spotkania nie były dla niej najbardziej komfortowe, dlatego jak najszybciej chciała je zakończyć. Szkoda tylko, że progressu w tej jej terapii nie było widać.
Trochę się zdziwiła, gdy usłyszała męski głos, który najwyraźniej wypowiadał słowa skierowane do niej. Spojrzała na mężczyznę nie za bardzo wiedząc co ma mu odpowiedzieć, po chwili jednak się uśmiechnęła i kiwnęła głową. - Okej, możemy iść na piwo - powiedziała, bo w sumie czemu nie? Okej mógł być psycholem na antydepresantach, ale co jej tam szkodzi. Gdy weszła już do gabinetu i miała już wygodnie rozsiąść się na przygotowanej tam kanapie, to zdała sobie sprawę, że to zdecydowanie nie jest dzień na wałkowanie w kółko tego samego tematu... przynajmniej nie na trzeźwo. Dlatego zniknęła, zanim jeszcze pani psycholog zdążyła znaleźć notatki z ich poprzedniego spotkania.
- Dobra możemy iść, postanowiłam skończyć wcześniej - rzuciła gdy odnalazła mężczyznę, gdzieś tuż przed budynkiem. W końcu pewnie nie zdążył zbyt daleko zajść. - Jestem Gina - przedstawiła się, bo podobno tak wypada.

castor lowell
catlady

Grafik koncepcyjny, -
Awatar użytkownika
about me
There is nothing to be afraid of. Take a gamble that love exists, and do a loving act.
183 cm
37 y/o
wydra za napisanie karty stevo - the multiholic
Cytuj

Post ()

Oczywiście, że mógł być psycholem. Mógł być też mordercą, który wyszedł z więzienia, bo był miły dla strażników więziennych i jedynym warunkiem jego wolności było uczestniczenie w taki sesjach. Ale podobno kobiety kochały łobuzów, a morderców to nawet uwielbiały. Czytał trochę i oglądał dokumenty i seriale i widział tych wszystkich znanych seryjnych morderców, którzy dostawali listy miłosne od napalonych kobiet. Więc jeśli Gina była niezdrowa na umyśle, a mogło tak być skoro sama chodziła na terapię, to powinna być wniebowzięta. W sumie jakby nie patrzeć to trafiła na mordercę. A przynajmniej za takiego miała go żona. Fajnie.
-Ekstra. -Ucieszył się jak się zgodziła. Może nie wyszedł z wprawy, może jeszcze miał w sobie to coś i nie musiał wymyślać jakiś podrywów na kasztana, żeby wyrwać gdzieś fajną laskę. W sumie to też nie przemyślał sprawy i zaprosił pierwszą lepszą czekającą w poczekalni na spotkanie z psychologiem. Hehe. -Będę czekać. -Wskazał kciukiem w kierunku wyjścia i odprowadził ją wzrokiem do gabinetu. Sam skierował się do wyjścia, stanął przed przychodnią i odpalając papierosa myślał o tym, że z obcą kobietą w przychodni zamienił więcej słów niż przez ostatnie dwa tygodnie z żoną. Było mu trochę przykro z tego powodu. Nawet poczuł wyrzuty sumienia jakby zdradzał Aadeę i chciał uciec, ale z drugiej strony... nie miał gdzie uciec.
-Serio? -Zapytał zdziwiony, bo nawet nie zdążył papierosa dopalić. Szybko go jednak zgasił, żeby nie palić w jej towarzystwie. -Jak Gina Carano czy jak Geena Davis? -dopytał. -Mam nadzieję, że nie poczułaś presji przeze mnie. -Kiwnął głową w stronę przychodni. Jemu te sesje pomagały i nie chciał mieć jej na sumieniu czy coś. -Wolisz przyjemne piwko w terenie czy jakiś lokal? -Uznał, że będzie dżentelmenem i dostosuje się do niej. Na razie też był w lekkim szoku, że nie zapowietrzył się w związku z ilością wypowiedzianych słów. -Castor. -Przedstawił się jeszcze, bo prawie zapomniał.

Gina Lovecraft
no name

instruktorka gry w golfa, Monterey Pines Golf Club
Awatar użytkownika
about me
Why live life from dream to dream and dread the day when dreaming ends.
166 cm
26 y/o
wydra za napisanie karty ash - the loveable one bean - the graphic master queenie - the social butterfly marcowe kto zagra - Enterprise Rent-A-Car
Cytuj

Post ()

No cóż. Gina nie była tak do końca zdrowa. Chyba nikt, kto chodził do terapeuty nie był... albo w sumie po prostu na świecie nie było osoby, która nie miała jakiegoś małego odchyłu. Nikt nie jest idealny. Niestety głowa Lovecraft robiła jej już zbyt wiele problemów i musiała sobie z tym jakoś poradzić, a skoro żadne inne sposoby nie działały to zostawały jej te nieszczęsne sesje z psychologiem, do których też nie była w stu procentach przekonana. Ech, życie takie ciężkie.
- Super - odpowiedziała z uśmiechem i ej! Podryw na kasztana zawsze spoko, tylko o tej porze nie ma kasztanów i to może stanowić mały problem! Zawsze jednak pozostaje stary dobry tekst o odwiedzinach między świętami... teksty na podryw z kategorii tych niezapomnianych. Gina jakaś wybitna w podrywach nie była, a od pewnego czasu nawet nie miała do tego głowy i tak naprawdę to nigdy nawet nie musiała się o nikogo starać. Faceci ją chcieli, kobiety też ją chciały... no żyć nie umierać. Szkoda tylko, że nie potrafiła zbudować żadnego poważnego związku. Odkąd wyjechała z Monterey po studiach, nie była w stanie stworzyć z nikim relacji, w którą chciałaby się tak w stu procentach wpakować. Miała niby chłopaka w LA, ale nie skończyło się to najlepiej po jej wypadku. W sumie to sama wtedy zakończyła ich relacje i wróciła do rodzinnego miasta, by poszukać tu ukojenia.
Ukojenia u psychologa nie znalazła przez kilka ostatnich sesji, dzisiaj pewnie też nie byłoby wielkiego przełomu. Dlatego sądziła, że nic się nie stanie jak jedną taką wizytę sobie odpuści, a przynajmniej będzie mogła spędzić dzień w nieco ciekawszy sposób niż zazwyczaj. - Jak Gina works the diner all day - zawsze miała nadzieję, że rodzice nazwali ją własnie na cześć bohaterki tej pięknej piosenki Bon Joviego. Nawet jej się zdarzało kilka razy pracować jako kelnerka więc było dość blisko. - Spokojnie, nie tak łatwo na mnie wpłynąć - przyznała z uśmiechem na ustach. Gina potrafiła być mega uparta i gdyby bardzo jej zależało na tym spotkaniu z psychologiem, to by na nim teraz była. - Może być coś w terenie, trzeba korzystać z ładnej pogody. Masz jakieś ulubione miejsce? - zapytała, bo gdyby to było jakieś miejsce na ustroniu za garażami, gdzie nie sięgają kamery, to może powinna się jeszcze zastanowić. Już głupich śmierci nam wystarczy. - Oryginalne imię, bardzo ładne. Miło mi Cię poznać - nie poznała jeszcze nikogo o tym imieniu, a w sumie dość sporo osób się w jej życiu przewinęło. - Od dawna tu przychodzisz? - Spotykała go już tutaj kilka razy, ale może w jego przypadku znajomość z psychologiem była już jakaś dłuższa.

castor lowell
catlady

Grafik koncepcyjny, -
Awatar użytkownika
about me
There is nothing to be afraid of. Take a gamble that love exists, and do a loving act.
183 cm
37 y/o
wydra za napisanie karty stevo - the multiholic
Cytuj

Post ()

Plusem na pewno jest to, że mimo tego, że żadne z nich nie było zdrowe to przynajmniej pracowali nad swoim zdrowie. Przynajmniej taki Castor wmawiał sobie, że chęci się liczą. Albo to psycholog mu to wmawiała, a on pod jej wpływem zaczął w to wszystko wierzyć. Ważne, że gdzieś tam to działało i stan jego zdrowia psychicznego zdecydowanie się poprawił.
Ja to nawet nie wiem czy w Kalifornii są kasztany jak oni tutaj mają jedno porę roku chyba. Nowy Jork to wiadomo, inna sprawa, tam zawsze się znajdzie jakiegoś kasztana, żeby kogoś poderwać. Na takie odważne teksty jak odwiedziny między świętami to Castor dopiero się odważy. Na razie byłoby mu głupio. Zwłaszcza jakby miał to powiedzieć pod drzwiami swojego terapeuty.
-Twoi rodzice mają gust. -Skomentował z uśmiechem. No chyba, że jakimś dziwnym przypadkiem Gina miała tak naprawdę zwykłe, randomowe imię, które nie miało żadnego znaczenia, ale ostatecznie po osiemnastym roku życia uznała, że może sama o sobie decydować i zmieniła imię inspirowane piosenką. Nawet przyjrzał jej się przez chwilę, żeby ocenić, że na pewno ma osiemnaście lat albo więcej. Mógł w sumie skojarzyć z tym, że czekała na wizytę do terapeuty, który zajmował się osobami dorosłymi, ale to było za duże ułatwienie. Kochał sobie komplikować sprawy. –To dobrze. Nie chciałbym mieć cię na sumieniu. -Posłał jej lekki uśmiech i wsadził ręce do kieszeni rozglądając się po okolicy. –Nie mam. -Odparł wzruszając ramionami. –Mieszkałem tu w czasie liceum, ale później wyjechałem na studia i mieszkałem w San Francisco. Wróciłem tu dwa miesiące temu i po prostu jak nie pracuję to się rozglądam po różnych miejscach. -Wyjaśnił, żeby nie wyjść na jakiegoś frajera, który nie ma swojego zdania, albo jest głupią mameją, która nie zna fajnych miejscówek. –A jednak sporo się zmieniło tutaj przez te ostatnie kilka lat. -Dorzucił jeszcze.
-Dzięki. Moi rodzice byli fanami mitologii. -Sam się od nich tym zaraził, ale niestety żona nie zgodziła się, żeby nazwać ich córkę bazując na postaci mitologicznej. A szkoda, bo można tam znaleźć inspiracje na ładne imiona. –Niecałe dwa miesiące. A ty? -Zagadał i pewnie mimowolnie poszli w jakimś bliżej nieokreślonym kierunku. Castor w międzyczasie rozglądał się za jakimś sklepem, żeby mogli się zaopatrzyć w browarki.
-Właściwie to jest jedno miejsce, w które moglibyśmy się wybrać, ale to dzika plaża, a nie chcę żebyś poczuła się niekomfortowo. -Nawet on był świadomy tego, że jednak się nie znają i nie będzie się czuła bezpiecznie w jego towarzystwie. -No chyba, że ty znasz lepszą miejscówkę. -Może była bardziej miejscowa niż on.

Gina Lovecraft
no name

instruktorka gry w golfa, Monterey Pines Golf Club
Awatar użytkownika
about me
Why live life from dream to dream and dread the day when dreaming ends.
166 cm
26 y/o
wydra za napisanie karty ash - the loveable one bean - the graphic master queenie - the social butterfly marcowe kto zagra - Enterprise Rent-A-Car
Cytuj

Post ()

- Tak, są najlepsi na świecie, chociaż moje starsze rodzeństwo mogłoby się nieco lepiej prezentować żeby kartki świąteczne nie odstraszały - rzuciła z rozbawieniem, taki był z niej mały śmieszek. Jakby to usłyszało jej rodzeństwo to pewnie, by się na nią obrazili. Tak to już było między braćmi i siostrami, nawet jeżeli nie zawsze było kolorowo to Gina wiedziała, że może liczyć na tą bandę patałachów. - Luzik, nie mam myśli samobójczych - przynajmniej na razie, ale to nigdy nie wiadomo. W każdym razie nie planowała sobie celowo robić krzywdy więc się nie musiał martwić, że niby przerwał jej terapię. Nie mogła mu jednak obiecać, że sobie przypadkiem nie skręci kostki idąc prostą drogą, bo mogło to być całkiem prawdopodobne.
- Yhym, a więc taki z Ciebie podróżnik - powiedziała może sobie lekko drwiąc, co nie było miłe oczywiście, ale zrobiła to zupełnie nieświadomie. Ona miała oczywiście jakieś swoje ulubione miejscówki, nie tylko w Monterey ale ogólnie w świecie. Widziała wiele pięknych miejsc i do niektórych z chęcią, by powróciła. To nie była jednak na to pora, najpierw musiała ogarnąć swoje życie, by znów móc podróżować.
- Trochę krócej, to miało być moje piąte spotkanie... myślałam, że szybciej zobaczę jakiekolwiek efekty, ale niestety to chyba tak nie działa - przyznała krzywiąc się lekko. Była niecierpliwa, nie miała czasu do stracenia, a dalsze siedzenie w tym mieście sprawiało, że omijały ją wielkie zagraniczne przygody, na które nie mogła się doczekać. - Dlaczego miałabym się czuć niekomfortowo? - zapytała z uśmiechem, jak na razie nie wydawał się jej być psycholem, chociaż była jedna rzecz, która ją zaniepokoiła. - Dzika plaża brzmi spoko, Twoja żona nie ma nic przeciwko, że zabierasz na takie wycieczki jakieś randomowe dziewczyny? - zapytała wyprzedzając go o kilka kroków żeby się odwrócić i iść tyłem, spoglądając na jego twarz. Miała nadzieję, że nie walnie zaraz w jakiś słup, bo byłby niezły przypał. Była ciekawa dlaczego wolał iść gdzieś z nią niż wracać do ukochanej. Chociaż wiadomo, ona sama też, by wolała iść gdziekolwiek ze sobą... te jej nieco zawyżone ego.

castor lowell
catlady

Grafik koncepcyjny, -
Awatar użytkownika
about me
There is nothing to be afraid of. Take a gamble that love exists, and do a loving act.
183 cm
37 y/o
wydra za napisanie karty stevo - the multiholic
Cytuj

Post ()

Po raz kolejny obrzucił ją spojrzeniem, ale tym razem już nie ukrywał się z tym, że przygląda jej się troszkę baczniej. –Jestem pewien, że nadrabiasz za całą resztę. Może jest nawet szansa, że nie patrzą na twoje rodzeństwo. Jesteś zjawiskowa. -No nie będzie jej okłamywał. Była przepiękna. Prawdopodobnie była najładniejszą dziewczyną jaką na oczy widział. Gdyby był parę lat młodszy i gdyby nie miał żony to już by ją obsypywał kasztanami i tandetnymi podrywami, żeby ją zdobyć. Na razie jednak łączyło go jakieś zobowiązanie z żoną. Bo coraz bardziej wątpił w to, że między nim a Aadeą były jakieś uczucia. A przynajmniej z jej strony, bo on to chociaż trochę walczył.
Może chamsko to zabrzmi, ale uspokoiła go tym, że nie ma myśli samobójczych i dzięki temu rozluźnił się bardziej. Nie dlatego, że obawiał się tego, że dziewczyna podetnie sobie żyły stojąc przed nim. Bardziej dlatego, że luźno podchodziła do ciężkiego tematu i uznał, że może nie musi się przy niej jakoś specjalnie pilnować, żeby nie palnąć czegoś głupiego. Tak jak przy żonie musiał się pilnować, bo każde niewłaściwe słowo mogło się źle skończyć.
-No jak widzisz to całkiem zacny. Odkryłem dosłownie najpopularniejsze miejscówki w mieście. -Nawet nie musiał ich specjalnie szukać. Podążał za tłumem, albo za hałasem. Albo za jakimiś znakami. A jednak szukał czegoś tylko dla siebie. Ale było ciężko, bo jednak musiał te poszukiwania godzić z pracą i z tym, że gdzieś podświadomie martwił się o tą żonę. Chociaż przebywania w domu unikał jak ognia.
Skinął głową. –Może za dużo od siebie wymagasz w zbyt krótkim czasie. -Podzielił się swoją filozofią. –Do mnie długo docierało to, że te wizyty mają mi pomóc. Długo się w ogóle wstydziłem, że potrzebuję pomocy w ogarnięciu swojego życia. Ale jak już dopuściłem do siebie to wszystko to widzę efekty. -Nie wiedział czy to co mówi ma sens, ale on był pewien, że gdyby nie te wizyty, to albo byłby rozwodnikiem, albo jego żona byłaby już wdową.
-Bo znamy się kilka chwil, a ja już proponuję ustronne miejsce? -Wyszczerzył się. Ogólnie znalazłam fajny temat żeby się przenieść, ale przez to, że zjebałam ostatnie parę dni to temat zajęty i musimy się kisić tutaj. Przepraszam.
Spojrzał na obrączkę, którą nadal nosił. –Głównie dlatego, że mógłbym cię zabrać do domu i zacząć się do ciebie dobierać na oczach żony, a jej zapewne w ogóle by to nie obeszło. -Postawił na szczerość. Nie miał zamiaru okłamywać ani jej, ani siebie. No cóż, na chwilę obecną to on naprawdę bardzo chciał iść z nią gdziekolwiek, więc miała słusznie zawyżone ego. –A co z tobą? Czemu godzisz się na towarzystwo randomowego typa? -Zapytał i nawet dziękował jej w duszy, że tak sobie szła naprzeciwko niego, bo mógł ją sobie obczajać i nawet nie czuł krępacji. –Sklep. -Wskazał palcem jakiś budyneczek znajdujący się niedaleko.

Gina Lovecraft
no name

instruktorka gry w golfa, Monterey Pines Golf Club
Awatar użytkownika
about me
Why live life from dream to dream and dread the day when dreaming ends.
166 cm
26 y/o
wydra za napisanie karty ash - the loveable one bean - the graphic master queenie - the social butterfly marcowe kto zagra - Enterprise Rent-A-Car
Cytuj

Post ()

- Weź, bo się zarumienię - machnęła ręką i na trochę odwróciła twarz, bo rzeczywiście jej policzki się trochę rumieńcem pokryły. Nie uważała się za jakąś piękność i zdecydowanie nie potrafiła tak do końca przyjmować komplementów... co było dziwne, bo jednak była przekonana, że jest lepsza niż większość ludzi, ale tu chyba jednak bardziej na myśli miała swoją osobowość. W końcu liczyło się wnętrze co nie!? - No dobra czyli chyba kiedyś będziemy się musieli umówić na poważniejszy spacer żebym Ci pokazała te fajniejsze miejsca - nie było problemu! Gina lubiła chodzić, szczególnie od momentu wypadku i jej samochodowych problemów. Oprowadzać innych też mogła, w ogóle to przez krótki czas się zastanawiała czy nie zostać przewodnikiem, była pewna, że świetnie, by sobie z tym poradziła i mogłaby na luzie jeździć w najdalsze zakątki świata. Z drugiej strony, wtedy musiałaby się kogoś słuchać i wybierać takie destynacje, do których ją wysyłają, a ona jednak lubiła swoją niezależność i to, że mogła podróżować tam gdzie miała ochotę.
- Może masz rację. - Westchnęła, bo może poddawanie się po tak krótkim czasie nie było niczym słusznym. - Niestety jestem w gorącej wodzie kąpana, chciałabym wszystko na już, szczególnie jeżeli sama terapia nie jest do końca przyjemna. - Nie lubiła rozdrapywać ran z przeszłości, a jednak razem z psychologiem musiała to robić. Wracać do czegoś, o czym jak najszybciej chciała zapomnieć, do tej okropnej chwili, kiedy jej świat runął w gruzach, gdy wzięła na siebie całe poczucie winy, za wypadek, który nie był nawet tak do końca jej winą. Była chora, miała atak, na który nic nie mogła poradzić, a samochód z naprzeciwka jechał zdecydowanie za szybko... i klops.
- Jak teraz tak mówisz, to może rzeczywiście powinnam się dwa razy zastanowić nad tą propozycją - rzuciła mrużąc lekko oczy. - Do tej pory jeździłam po świecie zupełnie sama, mogły mnie tam spotkać różne straszne rzeczy, a jednak jeszcze żyje, więc może znowu zaryzykuje, a jak się okażesz seryjnym mordercą to już trudno - westchnęła, bo z takimi rzeczami to nigdy nie trafisz. W końcu bardzo często Ci najgorsi popaprańcy mocni skrywali swoją ciemną stronę i byli bardzo mili, jak taki Bundy.
Zmarszczyła czoło słysząc jego kolejne słowa. - Mnie by pewnie obeszło - trochę była zszokowana aż takim wyznaniem. - Jeżeli jest ładna to możemy się do siebie dobierać we troje - rzuciła niby żartując, ale nigdy nie wiadomo. Serio. Jej życie obecnie było tak nudne, że mogła szukać wszelkiego typu rozrywek. Pewnie dlatego tak szybko zgodziła się pójść gdzieś z nieznajomym typem byle tylko poczuć jakiś dreszczyk emocji. - Ale współczuję takiej sytuacji - dodała, żeby sobie o niej źle nie myślał. To głupie, że się przejmowała zdaniem obcego człowieka, ale trudno. - Cóż, chyba wolę to niż pogawędkę z psychologiem, albo samotnym siedzeniem w domu. Kto wie, może będzie fajnie - uśmiechnęła się szeroko, a gdy powiedział o sklepie to się odwróciła i zaczęła już iść normalnie obok niego. - Dobra to po piwie, czy coś lepszego? - zapytała jeszcze przed wejściem, żeby się tak nie zastanawiali jak debsy przy ladzie.

castor lowell
catlady

Grafik koncepcyjny, -
Awatar użytkownika
about me
There is nothing to be afraid of. Take a gamble that love exists, and do a loving act.
183 cm
37 y/o
wydra za napisanie karty stevo - the multiholic
Cytuj

Post ()

-Gdybym był parę lat młodszy… -Zamachał jej brwiami. Pewnie nie miałby skrupułów, żeby zostawić dla niej żonę. Zwłaszcza kiedy jego małżeństwo wyglądało jak wyglądało. Nazywał to małżeństwem, ale przestali nim być już dawno. Zapewne w dniu śmierci ich córki. Albo dopiero jak oboje wyszli ze szpitala i zostali zmuszeni do tego, żeby ze sobą mieszkać i na siebie patrzeć. –No popatrz. Znamy się chwilę, przeszliśmy z 400 kroków, a ty już zapraszasz mnie na kolejne spotkanie. -Udał bardzo zawstydzonego. –Oczywiście twoje zaproszenie przyjmuję. -Dodał zanim zdążyła mu powiedzieć, że to było hipotetyczne gadanie, albo poinformowanie kogoś „jak zwolni mi się miejsce to chętnie zagram”. On już liczył na kolejne spotkanko, nawet jeśli to trwało stosunkowo krótko.
Pokiwał głową. –Wiem o co chodzi. Ja też zacząłem stosunkowo późno terapię i samo opowiadanie wszystkiego, powrót do tych… wspomnień. Było ciężko. Ale też muszę przyznać, że efekt końcowy jest wart tego chwilowego bólu. -Musiał przejść przez dokładne opisanie terapeutce tego co się stało. Opowiadał to terapeucie w San Francisco, a teraz musiał to jeszcze raz opowiadać terapeutce z Monterey. Plusem było to, że kiedy opowiadał to po raz drugi, to ból był zdecydowanie mniejszy. Nie miał już większego problemu z otworzeniem się na te wspomnienia.
-Serio? -Uniósł brwi. –Nie bałaś się? -Zaimponowała mu. –Wiesz… nie oszukujmy się, ale taka ładna dziewczyna podróżująca samotnie zapewne zwracała na siebie uwagę. -On człowiek, który właściwie od zawsze siedział w komputerach nawet nie pomyślałby o takiej wycieczce. A może powinien, może uratowałoby to jego małżeństwo, albo chociaż pozwoliłoby mu na otwarcie jakiegoś nowego etapu w swoim życiu. Może powinien o tym pomyśleć. –Nie miałaś jakiś… nie wiem, niebezpiecznych sytuacji czy coś? -No było to interesujące. Tym bardziej, że w dzisiejszych czasach kobieta sama nie może się wieczorem przejść po mieście nie będąc zaczepianą przez obleśnych typów.
-Mnie też. -Gdyby to Aadea pojawiła się w domu z jakimś typem to Castor zajebałby go na miejscu. No, ale jemu jeszcze na niej zależało. –Nie chciała nawet żebym tu z nią przyjeżdżał, więc szczerze mówiąc nie wiem co tutaj robię. -Wzruszył jeszcze ramionami, a później się roześmiał słysząc jej kolejny komentarz. –Myślę, że takie trio szybko skończyłoby się naszym duetem. -Nie pamiętał kiedy ostatni raz dotykał żonę, więc pewnie nie odpięłaby nawet stanika do takiego trójkąta. Słabo maks.
-Kto wie… -Rzucił szybkie spojrzenie na sklep, a później na nią. –Coś lepszego. Mam ochotę na oderwanie się od wszystkiego. -Weszli pewnie do tego sklepu i wzięli jakieś mini wódeczki i drineczki i jakieś duperelki i nawet cziperki się znalazły. Oczywiście Castor zapłacił, bo chciał być uprzejmym dżentelmentem. –Dobra, to plaża w tą stronę. Musimy przejść przez chaszcze. Ale skoro z ciebie taka podróżniczka to pewnie chaszcze ci nie straszne. -Wskazał jej odpowiedni kierunek.

Gina Lovecraft
no name

instruktorka gry w golfa, Monterey Pines Golf Club
Awatar użytkownika
about me
Why live life from dream to dream and dread the day when dreaming ends.
166 cm
26 y/o
wydra za napisanie karty ash - the loveable one bean - the graphic master queenie - the social butterfly marcowe kto zagra - Enterprise Rent-A-Car
Cytuj

Post ()

- Czyli jesteś dobrze trzymającym się pięćdziesięciolatkiem? - zapytała unosząc brew z lekkim rozbawieniem. Niby nie wypadało rozmawiać o latach, ale trudno. Nie wypadało też flirtować z żonatym facetem, a jak widać Gina nie miała przed tym większych oporów. Oczywiście nie dałaby się zmacać na pierwszym spotkaniu, ale to akurat się toczyło wszystkich spotkań... albo większości. A już na pewno większości jej relacji, które miały miejsce po tym feralnym wypadku samochodowym. - Taki masz urok osobisty - zaśmiała się, ale coś w tym było. Czuła się przy nim swobodnie, nawet jeżeli spędzili ze sobą dopiero jakieś piętnaście minut. Zrobił dla niej bardzo dobre pierwsze wrażenie i przynajmniej jej tu nie okłamywał, że to nie obrączka na palcu, tylko rodzinny sygnet. - Ech, no to może warto przez to wszystko przejść - bardziej mówiła to już do siebie niż do niego. Nie podobało jej sie to, ale jeżeli rzeczywiście miało jej pomóc i mogłaby się wyrwać z tego miejsca, by znów zwiedzać świat, to chyba było warto.
- Nie, jakoś nie myślałam o tym, że coś może mi się stać... chyba byłam po prostu na to za młoda i myślałam, że wszędzie będzie zajebiście byle nie tu - raczej była pozytywnie nastawiona do swoich wyjazdów i nie żałowała ani jednego z nich. Gdyby tylko miała możliwość właśnie w tej chwili byłaby na jakiejś pustyni niedaleko Dubaju. Takie były jej plany na najbliższy wyjazd. - Wystarczyło szanować innych ludzi i ich kulturę, nie rozbierać się w krajach arabskich i nosić tam coś na kształt obrączki, wtedy dają człowiekowi spokój - nie jechała nigdzie w ciemno, zawsze dużo czytała, żeby przygotować się na ewentualne problemy, które mogła gdzieś na swojej drodze napotkać. Czerpała wiedzę z doświadczenia innych kobiet, które jeździły po świecie. - Kiedyś może to opiszę w książce to sobie przeczytasz - bo dalej nie porzuciła swoich marzeń o wydaniu swoich wspomnień. Miała nadzieję, że jej się kiedyś uda, chociaż teraz wszyscy znajomi pisarze spierdolili z miasta i nie miała komu pokazać swoich wytworów.
- Nie brzmi to najlepiej - stwierdziła, ale później się zorientowała, że trochę źle to zabrzmiało. - W sensie nasz duet brzmi spoko, ale Twoje małżeństwo już nie koniecznie - wyjaśniła, żeby sobie źle nie pomyślał. Chociaż to też nie brzmiało dobrze, ale już nieważne. - To dlatego chodzisz na terapie? - zapytała zanim zdążyła się ugryźć w język. - Zresztą, nie musisz odpowiadać, to nie moja sprawa - bo jednak było to wścibskie i nieładne z jej strony.
- Dobra to weźmy coś poważnego - kiwnęła głową i jak już wybrali to skierowała się we wskazaną przez niego stronę. - Tak, prawie jak w dżungli - stwierdziła gdy się przebijali przez chaszcze. - Długo tu jesteś? - zapytała, bo skoro już wiedziała, że tu przyjechał za żoną to mogła się dowiedzieć czegoś więcej. - Gdzie wcześniej mieszkaliście? - może akurat tam była podczas swoich wyjazdów!

castor lowell
catlady

Grafik koncepcyjny, -
Awatar użytkownika
about me
There is nothing to be afraid of. Take a gamble that love exists, and do a loving act.
183 cm
37 y/o
wydra za napisanie karty stevo - the multiholic
Cytuj

Post ()

-To bardzo łaskawe określenie, ale tak, zdecydowanie tak. Nie zapominaj też o mojej mentalności osiemdziesięciolatka. -Pewnie te trzy lata wstecz też był innym człowiekiem. Tylko z gorszym ciałem, bo jednak o kondychę to zaczął dbać w przeciągu ostatnich lat. Zawsze miał sportową sylwetkę, ale nabrał masy i zrobił rzeźbę, bo zaczął chodzić na siłownię żeby unikać żony. I wyrobił się, zrobił się jeszcze przystojniejszy, a żona mocno to ignorowała. Więc jego mentalność się zestarzała. Więc teraz był facetem zbliżającym się do czterdziestki, który chyba miał kryzys wieku średniego i starał się wyrwać młodą siksę.
Nie skomentował już kwestii chodzenia na terapię, bo to rzeczywiście już było coś o czym ona musiała pomyśleć. Nie mógł na nią w żadnym stopniu wpłynąć.
-Brzmi zajebiście. -Żałował, że on nigdy nie miał w sobie odwagi, żeby zrobić coś takiego. No chyba, że po prostu małżeństwo tak na niego wpłynęło, że wolał się już ustatkować zamiast myśleć czy marzyć o nieodkrytych lądach. Tym bardziej, że sam był z pięknej Australii, w której nie był już dawno. Chyba z rok nie widział swojego brata. Może czas pomyśleć o odwiedzinach. Przez myśl mu nawet przeszło, że mógłby polecieć tam z nią. Szybko jednak odrzucił tą myśl, bo pomysł wydawał się strasznie głupi. Jakby już zaczął myśleć kutasem. –Dlaczego zrezygnowałaś z podróżowania? -Zapytał. –No chyba, że nie zrezygnowałaś tylko masz jakąś przerwę czy coś. -Może też zwiedziła już cały świat i po prostu przeszła na emeryturę. Nigdy nie wiadomo. –Chętnie przeczytam. Skoro sam nie zdecydowałem się na coś takiego to może poczytam o cudzych przeżyciach. -Chciał jej powiedzieć, że zna jednego śmierdzącego alkoholika pisarza z Monterey, ale rzeczywiście i ten spierdolił z miasta i Castor dawno o nim nie słyszał.
Wybuchnął śmiechem, bo rzeczywiście dziwnie to zabrzmiało, ale też miała rację. –No nie da się ukryć, że jest chujowo. -Chciał nawet kopnąć jakiś kamyk, żeby podkreślić jak było chujowo, ale nie chciał jej kopnąć tym kamykiem i nie chciał się wyjebać w tych chaszczach. –Cieszę się, że jest jakaś szansa dla naszego duetu. -Przynajmniej miał jeszcze to coś, co pozwalało mu wyrywać panienki, hehe. –W porządku. -Terapia pomogła mu w mówieniu o tym co przeżył, więc nie było to jakimś sekretem. –Dwa lata temu razem z żoną mieliśmy wypadek samochodowy. Zginęła w nim nasza jedyna córka. No i w sumie odnoszę wrażenie, że ona nigdy się z tym nie pogodziła i o wszystko obwinia mnie. -On też obwiniał siebie. Obwiniał też ją. Ale ostatecznie nauczył się z tym żyć.
-Około dwóch miesięcy. Może trzy. -Sam stracił rachubę. –Ogólnie to przybyłem tu z Australii. Na studia wyjechałem do San Francisco i tam też sobie mieszkałem z żoną. I to tyle. -Wzruszył ramionami i sobie weszli na tą dziką plażę. –I co? Ładnie tu, nie? Znałaś to miejsce? -Zapytał.

Gina Lovecraft
no name

ODPOWIEDZ