in that warm california sun
administracja
informacje
W najnowszym ogłoszeniu przeczytacie o odznakach-niespodziankach, które pojawiły się w profilach części z Was, a które od teraz będą przyznawane przez administrację regularnie. Zapraszamy!
Ruszyły zapisy na kolejny forumowy event - grill z okazji Święta Niepodległości!
W najnowszym ogłoszeniu przeczytacie o zmianach w administracji oraz zabawie z horrorami, zapraszamy.
Hasło do konta universal person to monterey.
ODPOWIEDZ
jim langley
32 lata - 188 cm - żołnierz
Awatar użytkownika
about me
no matter how my life has changed, I keep on looking back on better days

Post james langley ()

5.
Rozpoczęcie terapii było dla niego trudne, czego prawdopodobnie jego bliscy się spodziewali. Po pierwszym spotkaniu nie był w stanie nawet rozmawiać z Halle w drodze powrotnej, a za drugim był na siebie tak wściekły, że wszystko leciało mu z rąk, kiedy tylko dotarł do domu i ostatecznie poddał się, położył do łóżka i przespał kilka godzin. Miał ze swoją terapeutką umowę, że stosują metodę małych kroczków, ale z każdą sesją terapeutyczną Jimowi wydawało się, że ta zasada coraz bardziej się zaciera. Ich spisany na początku kontrakt stał się bezużyteczną kartą w jego zeszycie, który poleciła mu założyć, by zapisywać swoje myśli.
Bywały dni, gdy podchodził do sesji neutralnie, ale przeważnie przed tymi spotkaniami opanowywał go stres. Momentalnie wtedy spinał się, przygasał, a nawet tracił apetyt. Nie miał za sobą wielu spotkań, jednak każde kosztowało go bardzo dużo. Bał się, jak może zareagować po wszystkim, obawiał się jaki temat poruszą w rozmowie. Nie chciał być udręką dla Gii, a najczęściej dni spotkań kończyły się ciszą między ich dwójką, bo musiał odreagować i przetrawić omawiany temat. Na całe szczęście, wszystko mijało po kilku godzinach i nigdy więcej nie dręczyło go dłużej. Potrafił separować to, co działo się w gabinecie, od swojej normalnej codzienności. Do czasu.
Tej nocy nie spał spokojnie. Nerwowo poruszał się na łóżku, kręcił się, wykonując przy tym ruchy, które mogły być dla jego zrastającego się ciała niebezpieczne, a przede wszystkim bolesne. Wspomnienia we śnie były tak rzeczywiste, że czuł się tak samo jak wtedy, gdy naprawdę tam był. Tam, w Syrii, a tym samym w niewoli, która ciągnęła się przez kilka miesięcy jak najgorszy koszmar. Wszystko wracało do niego w ten dotkliwy sposób, a sen zdawał się być idealnym odzwierciedleniem tego, co przeżył. Obudził się z krzykiem, oddychając bardzo ciężko. Zerwał się i nagle usiadł na łóżku, jeszcze nieświadomy, że to był tylko sen, wytwór jego wyobraźni. Spocony i przerażony zaczął rozglądać się po ciemnym pokoju, ale nie mógł dostrzec niczego w mroku, a to co jeszcze przed momentem oglądał wydawało mu się być tak prawdziwe, jak nigdy dotąd.

gianna hartley
odznaki
wydra za napisanie karty leo - the storyteller baby baby baby oh
multikonta
promyczek#3964

gianna hartley
25 lat - 170 cm - cukiernik & właścicielka
Awatar użytkownika
about me
We found the devil in our love, we found the way
Why do I feel like you're with me everywhere I lay?

Post gianna hartley ()

Gianna zdawała sobie sprawę z tego, że rozpoczęcie terapii było ogromnym krokiem milowym w drodze Jamiego do uzdrowienia po przeżyciach, jakich doświadczył na końcu świata. Choć z początku była trochę zła na Halle za to, że tak wpuściła go w zasadzkę, zabierając znienacka na spotkanie terapeutyczne, ale kiedy ochłonęła, doszła do wniosku, że prawdopodobnie był to jedyny sposób, aby przekonać do tego Langleya. Cieszyła się też, że to nie ona była osobą, która go do tego zmusiła, ponieważ obawiała się ewentualnych reperkusji.
Wprawdzie i na niej odbiły się jego pierwsze spotkania, kiedy brunet wracał do domu i nie odzywał się do niej po kilka godzin. Pierwsze kilka razów było jej przykro, ponieważ odruchowo odbierała to osobiście, w końcu jednak nauczyła się, że Jamie po prostu potrzebował chwili na ochłonięcie po przeżyciach, jakie dawały mu spotkania z terapeutką. Czekała więc cierpliwie, aż sam do niej przyjdzie, pozostawiając mu tyle miejsca, ile tylko potrzebował. Była dla niego, w momencie, który wybrał, specjalnie oddając mu pełną kontrolę.
Z niecierpliwością czekała też na dzień, w którym wróci z jednego ze spotkań nie aż tak zmęczony psychicznie jak zwykle. Szczególnie że czas płynął nieubłaganie i coraz mniej dni dzieliło ich od porodu. Gianna potrzebowała go jak nigdy, ale ani razu nie wypowiedziała tego na głos. Nie chciała go dodatkowo niepokoić. Teraz to on i jego zdrowie było ich priorytetem.
Przebudziła się w momencie, w którym pierwszy raz krzyknął. Z początku nie wiedziała, co się dzieje, serce waliło jej jak oszalałe. Po chwili, kiedy jej wzrok przyzwyczaił się do ciemności, dostrzegła, jak James rzucał się po łóżku, co jakiś czas wykrzykując coś mniej lub bardziej niezrozumiale. Przerażona w pierwszej chwili wpadła w panikę, bojąc się, że zrobi sobie fizyczną krzywdę, w końcu jego ciało nie doszło jeszcze do pełni sprawności.
W końcu zaryzykowała i nachyliła się nad nim, delikatnie kładąc dłoń na ramieniu mężczyzny.
Jamie? Słyszysz mnie? — szepnęła delikatnym głosem, licząc na to, że może się obudzi. Kompletnie nie spodziewała się tego, że zerwie się praktycznie do pionu. Pisnęła zaskoczona i odsunęła się w ostatnim momencie. Chwilę trwała w bezruchu, obserwując jego poczynania, ale kiedy przekonała się, że nie śpi, ponownie się do niego przysunęła, obejmując od tyłu. Jej brzuch przykryty cienką koszulką pewnie dotykał jego pleców, ale jakimś cudem mała April nie zaczęła kopać.
Już dobrze, kochanie, to był tylko sen — szepnęła i przysunęła usta do zlanej potem skroni mężczyzny. Domyślała się, że mógł nawet nie pamiętać, co mu się śniło. Czytała o tym, kiedy wrócił, chcąc przygotować się na wszelkie możliwe scenariusze, jakie mogły dotknąć go po tym co przeszedł. Cokolwiek to było. Takie koszmary pojawiały się znienacka i powodowały, że człowiek czuł się jak na jawie.
Westchnęła cicho i zaczęła miarowo gładzić Langleya w okolicach łopatek, chcąc dać mu jakieś ukojenie. Choćby minimalne.

james langley
odznaki
wydra za napisanie karty misha - the aesthetic queen leo - the storyteller baby baby baby oh
multikonta
booker & accalia
candy#3106

jim langley
32 lata - 188 cm - żołnierz
Awatar użytkownika
about me
no matter how my life has changed, I keep on looking back on better days

Post james langley ()

Nie chciał sprawiać jej przykrości. Od kiedy tylko wrócił do domu, Gianna dwoiła się i troiła, by zaopiekować nim jak najlepiej, za co był jej wdzięczny. Jej starania nie szły na marne, a James wracał do siebie, po prostu w swoim tempie. Wyraźnie wpłynęły na niego sesje terapeutyczne, odrobinę stopując proces leczenia, zwłaszcza psychicznego, a przynajmniej tak się czuł: jakby od chodzenia tam zaczął się cofać małymi kroczkami i zamykać w sobie. Powinno być na odwrót, o czym doskonale wiedział, ale z jakiegoś powodu wcale nie było. Terapeutka powtarzała mu, że powinien się bardziej otworzyć na ich rozmowę, by ta była w pełni skuteczna, ale nie wyobrażał sobie wnikać w to wszystko jeszcze bardziej. Już na tym etapie tak wiele go to kosztowało.
Dźwięk jej głosu zwrócił jego uwagę, dopiero gdy się odezwała zaczął sobie powoli zdawać sprawę z tego gdzie jest. Był bezpieczny, we własnym domu, w swoim łóżku, przy Gii. Oddychał ciężko i szybko, a jego serce zdawało się pędzić jakby próbowało wyskoczyć mu z piersi. Z każdą sekundą docierało do niego coraz więcej rzeczy. Ręka bolała go, mięśnie były niezdrowo napięte, więc szybko zdał sobie sprawę z tego, że musiał wykonać we śnie kilka gwałtownych ruchów, które to wszystko wywołały. Miał także wrażenie, że krzyknął coś, może nawet kilka razy. Od razu opanował go stres. Co jeżeli ją przestraszył? Momentalnie pojawiła się w jego głowie myśl, że nie mogła się przecież denerwować. To wraz z wizją koszmaru, który jeszcze przed momentem był dla niego jak prawdziwy sprawiło, że łzy napłynęły mu do oczu. Przysunął się do brunetki, kiedy objęła go i wczepił delikatnie w jej drobne ciało.
Przepraszam. Przepraszam, Gia — wyszeptał, bo głos odmówił mu posłuszeństwa w tamtej chwili. Wtulił się w zagłębienie pomiędzy jej szyją, a ramieniem i ignorując ból w ramieniu, objął ją. Potrzebował tej bliskości, by się uspokoić i to nie był pierwszy raz, kiedy do tego dochodziło. Najczęściej wystarczyło mu, że była obok, by poczuć się lepiej i w obecnej sytuacji również to okazało się jedynym kołem ratunkowym. Przez dłuższy czas trwał w jej objęciach i milczał. Potrzebował wyciszenia, a także chciał odepchnąć natrętne myśli i skrawki świeżego wciąż koszmaru. Kiedy poczuł, że to minęło i nie skupia się wyłącznie na tym, jak bardzo prawdziwe i przerażające było to wszystko, odsunął się odrobinę od narzeczonej.
Nic ci się nie stało? — spytał trochę głośniej, a zdrową dłonią odszukał włącznik nocnej lampki i zapalił światło. Musiał upewnić się, że nic jej nie groziło, że nie zrobił jej krzywdy.

gianna hartley
odznaki
wydra za napisanie karty leo - the storyteller baby baby baby oh
multikonta
promyczek#3964

gianna hartley
25 lat - 170 cm - cukiernik & właścicielka
Awatar użytkownika
about me
We found the devil in our love, we found the way
Why do I feel like you're with me everywhere I lay?

Post gianna hartley ()

Pękało jej serce, kiedy widziała go w takim stanie, ale obiecała sobie, że pomoże mu z tego wyjść. W pewnym sensie była gotowa na ten dzień, w momencie, w którym zaczęli się spotykać. Nie było tajemnicą to, jaki zawód wykonywał i z czym on się tak naprawdę wiązał. Wiedziała, że nie jeździł na kolonie do pięciogwiazdkowych kurortów, zdawała sobie sprawę, że to, co robił i widział, przekraczało wszelkie granice człowieczeństwa i większości nie byłaby w stanie nawet sobie wyobrazić. I prawdopodobnie wolałaby tego nigdy nie robić. Wiedziała też, na co się godziła, decydując pozostać u jego boku. Teraz nadszedł jej moment na patriotyczny gest i przywrócenie Jamiego do domu. Do niej. I do April. Nawet jeśli początek polegał tylko na milczeniu i czekaniu. Była cierpliwa, nigdy nie cechowała się niecierpliwością i ta cecha była jej teraz bardzo pomocna.
Trzymała go w swoich objęciach, czekając aż poczuje, jak jego ciało, chociaż odrobinę się rozluźnia. Jej serce pękało na obserwowanie go w takim stanie, ale dzielnie przy nim trwała, bez zawahania, bez chwili zwątpienia w to, że z tego wyjdą. Zdążyła przekonać się o tym, że jeśli chodziło o ich dwójkę, nie było rzeczy niemożliwych. Udowodnił jej to sam powrót mężczyzny w jej ramiona. Nawet jeśli tak naprawdę nie wrócił jeszcze w całości. I być może nigdy do tego nie dojdzie. Była na to przygotowana i jej miłość wobec Jamesa w najmniejszym stopniu nie uległa zmianie, nawet w obliczu tego, że obecnie był kompletnie innym człowiekiem. Choć on sam mógł teraz tego nie widzieć, ale dla niej zawsze był i będzie jej Jamiem.
Zaskoczył ją przeprosinami. Drgnęła leciutko, ale nie wypuściła go ze swoich objęć i tylko oparła brodę na czubku jego głowy.
Nie masz za co przepraszać — odpowiedziała ciepło, gładząc go wciąż miarowo po plecach. Liczyła na to, że to i jej spokojny oddech przywrócą go do normalnego stanu — To nie twoja wina. Nic z tego co się stało, nie jest twoją winą — chciała, żeby o tym pamiętał. To nie on ściągnął na siebie wszystkie straszne rzeczy, jakie mu się przytrafiły. Z jakiegoś powodu jednak obwiniał się za wszystkie wydarzenia ostatnich miesięcy, a ona nie potrafiła mu w tym ulżyć inaczej, niż powtarzając jak mantrę tych kilka słów.
Uśmiechnęła się lekko, kiedy zapalił nocną lampkę i pokręciła głową. Nie chodziło nawet o niewerbalną odpowiedź, że nic jej nie jest, choć to też było prawdą, ale bardziej o to, że nawet w takich chwilach Langley stawiał siebie na drugim miejscu. Teraz kiedy to on powinien być głównym zainteresowanym,
To ja powinnam cię o to zapytać — odpowiedziała więc cichutko i przysunęła się do niego, aby pocałować delikatnie w kącik ust i pogładzić po nieogolonym policzku. To on był tu bardziej podatny na kontuzje, szczególnie że jego ciało potrzebowało jeszcze czasu na dojście do siebie — Zaparzę herbatę, to na pewno dobrze ci zrobi — zarządziła i wygramoliła się z łóżka, w dość zabawny sposób, bo choć kiedy stała tyłem, nikt nie powiedziałby, że była w ciąży, to przodem jej brzuch był już naprawdę pokaźnych rozmiarów, zwiastując rychłe pojawienie się ich córeczki na świecie. Sięgnęła po jedwabny szlafrok i zarzuciła go sobie na ramiona.

james langley
odznaki
wydra za napisanie karty misha - the aesthetic queen leo - the storyteller baby baby baby oh
multikonta
booker & accalia
candy#3106

jim langley
32 lata - 188 cm - żołnierz
Awatar użytkownika
about me
no matter how my life has changed, I keep on looking back on better days

Post james langley ()

Był innym człowiekiem, kiedy się poznali. Niedotkniętym żadną tragedią i bez przejść, które można liczyć bez końca, a pomimo świadomości zagrożenia raczej niewzruszonym. Wiedział, że to co robi jest odpowiednie i wyłącznie w to wierzył, a swoją pracę traktował jak każdą inną. Tak, wojna go szokowała, to było oczywiste. Nie znał takiej osoby, która nie czułaby się poruszona lub przytłoczona tym, co działo się w krajach dotkniętych konfliktami zbrojnymi. Wielu jego przyjaciół przechodziło to źle, spora część rezygnowała, ale wtedy nie dawało mu to do myślenia. Miał wrażenie, że jest odporny, a wraz z tą odpornością jakby bał się trochę mniej. Przez wiele lat wszystko układało się po jego myśli, co dało mu wierzyć, że jest w pewnym sensie nie do ruszenia. Ale przecież nie był, o czym przekonał się w najgorszy z możliwych sposobów.
Trawiły go ogromne wyrzuty sumienia, że musiała z jego winy przechodzić to wszystko. O niczym bardziej nie pragnął, jak o oszczędzeniu jej problemów, zwłaszcza w ciąży, gdy powinna w spokoju przygotować się do porodu, z jego wsparciem. Czuł się tak, jakby żadnego wsparcia dać jej nie mógł, a jednocześnie tylko przysparzał jej dodatkowych zmartwień. Bo tak się teraz właśnie czuł, jak problem. To nie tak, że nie wierzył Gii, gdy na różne sposoby okazywała mu, że za nim tęskniła, że go kocha, lub że chce mu pomóc. Wierzył jej w to i uważał jej wsparcie za bezcenne, ale tamto wrażenie nie mijało, a Jamesowi towarzyszyły coraz nowsze obawy. Nawet nie chciał myśleć o tym, bo na pewno by się nie uspokoił. Nawet drobnostki potrafiły go rozstroić w aktualnym stanie.
Wszystko dobrze, tylko ręka trochę mnie boli. Nie pamiętam, co zrobiłem, ale najwyraźniej ją naruszyłem — wyznał cicho, przy czym wyraźnie było widać, że rośnie w nim zakłopotanie tą sytuacją. Nawet nie pamiętał, co robił, że doprowadził się do tego stanu. Nie wiedział w jaki sposób ma zaufać samemu sobie, że nie zrobi nic Gii, kiedy nie kontrolował części swoich odruchów. Przecież gdyby zamachnął się we śnie, mogłoby z łatwością dojść do tragedii. — Poczekam tutaj — powiedział, choć było to oczywiste. Bez jej pomocy nie miał szans wyjść z łóżka bez sprawienia sobie bólu, szczególnie z naruszoną ręką. Czuł się żałośnie i było mu wstyd, że robiła wszystko dla niego bez zająknięcia, kiedy w obecnej sytuacji powinno być zupełnie na odwrót. Ale protesty nie miały racji bytu, był skazany na pomoc drugiego człowieka i to jeszcze miało trochę potrwać. Czekając w pustej sypialni na jej powrót, próbował przekonać się do słów, które powiedziała w jego kierunku przed kilkoma chwilami, że nic z tego, co się stało nie było jego winą.

gianna hartley
odznaki
wydra za napisanie karty leo - the storyteller baby baby baby oh
multikonta
promyczek#3964

gianna hartley
25 lat - 170 cm - cukiernik & właścicielka
Awatar użytkownika
about me
We found the devil in our love, we found the way
Why do I feel like you're with me everywhere I lay?

Post gianna hartley ()

Ona też mocno zmieniła się w ciągu ostatniego roku. Dość szybko musiała nauczyć się samodzielnie funkcjonować i łączyć żałobę z prowadzeniem biznesu i spodziewaniem się potomka. Tak naprawdę tylko myśl o tym, że urodzi cząstkę Langleya trzymała ją wtedy przy życiu. To i skrzętne odsuwanie od siebie wszelkich form zamartwiania się. Ta zdolność została z nią do dziś. I nie chodziło o to, że nie martwiła się o Jamesa i jego stan zdrowia, ponieważ byłoby to kłamstwo. Różnica polegała na tym, że Hartley przekuwała to zmartwienie w działanie, a nie biadolenie i niepotrzebne rozckliwianie się. Dlatego z taką lekkością przychodziło jej troszczenie się o mężczyznę i wyręczanie go w tym, w czym mogła. Starała się jednak nie robić tego w nadmiarze, nie chcąc mu matkować i osaczać. Wypracowała sobie cały system, w którym obserwowała go i wkraczała w krytycznym momencie, zawsze starając się zrobić to jak najbardziej subtelnie.
Bywały jednak obszary, kiedy jej ekspertyza po prostu się kończyła. Spojrzała na wspomnianą rękę i ściągnęła brwi. Nie była lekarzem i nie potrafiła fachowo ocenić tego, czy faktycznie pogłębił uszkodzenie.
Mam nadzieję, że tylko lekko ją nadwyrężyłeś — odpowiedziała więc, zastanawiając się jednocześnie, czy powiedzieć Jamesowi co robił przez sen oraz co krzyczał. Niektóre słowa były mniej zrozumiałe, inne bardziej. Finalnie zdecydowała się jednak milczeć. To nie był dobry czas — Zaraz wrócę — zamiast tego cmoknęła go w skroń.
Ruszyła w stronę kuchni, przez cały czas nie przestając martwić się o Jamesa i jego powracające koszmary. Nie dało się jednak ukryć, że ten był do tej pory najgorszy i obawiała się, czy nie stanie się to przypadkiem regułą, dopóki nie poukłada swoich spraw i nie pogodzi się z przeszłością. Nie zniechęcało jej to. Wręcz przeciwnie, powoli układała sobie w głowie plan działania na ewentualną powtórkę z rozrywki. Tylko jak miała to tak naprawdę zrobić? Z zamyślenia wyrwał ją dość mocny skurcz, który spowodował, że zgięła się w pół i kurczowo złapała kuchennego blatu. Chłód kamienia odrobinę złagodził dyskomfort, a chwilę później wszystko wróciło do normy. Zaparzyła herbatę i czym prędzej wróciła do sypialni gościnnej, w której sypiali, odkąd Langley wrócił ze szpitala i nie mógł jeszcze przemieszczać się na piętro.
Kiedy przekroczyła próg, uśmiechnęła się delikatnie, idealnie tuszując swoje wcześniejsze zaniepokojenie zaistniałą w kuchni sytuacją. Postawiła kubek z herbatą na nocnym stoliku i usiadła obok Jamesa.
Już trochę lepiej? — zagadnęła, gładząc go czule po plecach. Podała mu herbatę i przyjrzała się jego zabandażowanej ręce — Jeśli będzie ci dalej doskwierać, to w szufladzie nocnej szafki schowałam leki przeciwbólowe — poinformowała go, w razie gdyby obudził się w nocy, a ona nie wstała razem z nim. Milczała chwilę, zanim ponownie się odezwała. Siedząc za Jamesem, oparła mu brodę na ramieniu.
Wydaje mi się, że April jest już gotowa, żeby do nas dołączyć — mruknęła i przygryzła wargę, kiedy uświadomiła sobie, że nie rozmawiali o tym co powinni wtedy zrobić i przede wszystkim jakW każdej chwili.

james langley
odznaki
wydra za napisanie karty misha - the aesthetic queen leo - the storyteller baby baby baby oh
multikonta
booker & accalia
candy#3106

jim langley
32 lata - 188 cm - żołnierz
Awatar użytkownika
about me
no matter how my life has changed, I keep on looking back on better days

Post james langley ()

Ciągle słyszał od bliskich, że to co miało miejsce na misji nie było jego winą i nie powinien się zadręczać. Poruszał ten temat także podczas jednej z sesji terapeutycznych i był to główny zapalnik dla Jamesa tamtego dnia. Nie zgadzał się z tym. Czuł się temu winny, bo nawet jeżeli nie przyczynił się bezpośrednio, był współodpowiedzialny za to, co go spotkało. Przede wszystkim, podjął ryzyko zawodowe wiele lat temu, a z czasem zaczął trochę bagatelizować możliwe niebezpieczeństwo. Przecież to nie mogło dotyczyć jego, takie rzeczy zawsze przytrafiały się innym... Czuł się zbyt pewnie w swoim położeniu, a kiedy grunt runął mu pod nogami, nie był na to gotowy. O ile ktokolwiek mógł być gotowy na podobny obrót spraw.
Oni nie potrafili skończyć z martwieniem się o niego, a on nie umiał przestać się winić. Rzadko kiedy werbalizował to, co czuł, ale poczucie winy trawiło go od środka w powolny, bolesny sposób. Nie potrafił przetłumaczyć sobie, że pewne rzeczy działy się poza jego kontrolą. Ze zrozumieniem, że Gianna na pewno nie miała mu za złe nieobecności także miał pewien kłopot, nawet kiedy wszystkie znaki udowadniały, że kierowała nią wyłącznie troska i tęsknota. Czuł, że był jej winien bardzo dużo, a ten dług rósł z każdym dniem, kiedy to ona zajmowała się nim, a nie na odwrót.
Trochę — posłał jej delikatny uśmiech i ostrożnie upił pierwszy łyk herbaty, kiedy podała mu kubek do zdrowej ręki. Wyglądał jakby zarwał całą noc, chociaż wiele minionych godzin spędził we śnie. Zmęczenie było ewidentne i gołym okiem zauważalne na jego twarzy, ale robił wszystko, byle nie dać po sobie niczego poznać. — Dziękuję — Odstawił kubek na szafkę i spojrzał na Gię, w odpowiedzi na jej informację o lekach tylko kiwając głową. To była kusząca alternatywa, ale na co dzień brał już tyle tabletek, że teraz przed zażyciem każdej kolejnej zastanawiał się dwukrotnie. Wyciągnął zdrową rękę w kierunku brunetki i chwycił jej dłoń w swoją. Jej słowa go zaskoczyły.
Jak to? Nawet w tej chwili? — odwrócił się w jej kierunku. Trzeba przyznać, trochę się spłoszył, a może nawet spiął. Wielokrotnie o tym myślał i nie był w stanie wpaść na rozwiązanie idealne. Praktycznie wszystkie opcje, na które wpadał angażowały dodatkowe osoby, co wywoływało w nim rozczarowanie, bo to był kolejny przykład sytuacji, gdy okazywał się kompletnie bezużyteczny. — Mam nadzieję, że poczeka chociaż do rana — powiedział, zerkając na jej brzuszek. Pewnie trudno byłoby im teraz kogokolwiek obudzić, ale nie to martwiło go najbardziej. Główne obawy wiązały się z tym, że nie wiedział co należało zrobić w pierwszej chwili, kiedy rozpoczynał się poród. Chociaż w ciągu ostatnich tygodni robił wszystko, by nadrobić braki w tym temacie, wciąż daleko mu było do eksperta, a tak daleko po prostu nie dotarł.
Powiedz mi, co powinienem zrobić, jak wszystko się zacznie. Wiem, że nie przydam się na wiele, ale chciałbym pomóc — poprosił i splótł ich palce. Liczył na to, że coś się znajdzie, bo chciał mieć chociaż namiastkę tego uczucia, które zawsze przychodziło, gdy pomogło się bliskiej osobie.

gianna hartley
odznaki
wydra za napisanie karty leo - the storyteller baby baby baby oh
multikonta
promyczek#3964

gianna hartley
25 lat - 170 cm - cukiernik & właścicielka
Awatar użytkownika
about me
We found the devil in our love, we found the way
Why do I feel like you're with me everywhere I lay?

Post gianna hartley ()

Nie chciała mu matkować i tłamsić swoją opiekuńczością. Bardzo starała się, żeby nie przekroczyć tej złotej granicy, w której jej troska była jeszcze tylko tym - troską, a nie pozbawianiem Jamesa możliwości wzięcia swobodnego oddechu bez jej interwencji. Było to o tyle trudne, że w głowie mąciły jej szalejące hormony, ale wydawało jej się, że jeszcze zachowuje w tym wszystkim zdrowy rozsądek.
Jedyne, co faktycznie powtarzała do znudzenia, to to, że nie była to wina Jamesa. Robiła to poniekąd ze względu na to, że tak właśnie uważała i chciała, aby i jej narzeczony to dostrzegł. Przede wszystkim jednak starała się robić to, co zasugerowała jej terapeutka Langleya, kiedy odwiozła go na jedną z sesji i została przez nią na moment ukradkiem zatrzymana.
Zazwyczaj starała się zachowywać normalnie, jak gdyby nigdy nic, chociaż było to nie lada wyzwaniem, w całym tym szaleństwie, w jakim było im dane aktualnie tkwić. Ceniła sobie tym bardziej te drobne gesty, które były namiastką zwykłej, codziennej czułości, jaką zwykli się wzajemnie obdarowywać przed tym wszystkim, co ich spotkało.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi i skinęła głową. Chociaż w dalszym ciągu wyglądał na mocno zmęczonego, ale dało się zauważyć, że przynajmniej się uspokoił, a co za tym idzie i Gianna odetchnęła z ulgą, że mieli to już za sobą. Chociaż nie dawała tego po sobie poznać, to konkretnie ją przestraszył. Tak samo jak ona najwyraźniej wybiła go z równowagi swoimi słowami. Nieśmiało skinęła głową, spoglądając przez chwilę na ich złączone dłonie, zanim ponownie przeniosła wzrok na naznaczoną zmęczeniem twarz bruneta.
No, może nie w tej chwili — odpowiedziała z rozbawieniem zarówno w głosie, jak i widocznym na twarzy. Przez chwilę szczerze zapomniała o wszystkich problemach, z jakimi się borykali. Teraz byli tylko dwójką przerażonych, przyszłych rodziców, które miało niedługo otrzymać przesyłkę w postaci dziecka bez instrukcji — Ale na pewno powinniśmy zacząć się do tego przygotowywać — dodała nieco ciszej i zagryzła wargę. Przez moment w ciszy bawiła się dłonią Jamesa, unosząc po kolei każdy jego palec, zanim w końcu wbiła w niego dość speszone spojrzenie — Też tak bardzo się tego boisz? — wypaliła w końcu i uniosła kącik ust. Musiała wiedzieć, bo w przeciwnym razie gotowa była zwariować. Ona wręcz umierała w środku ze strachu przed tym jak będzie to wszystko wyglądało. Nawet nie chodziło o sam poród (ponieważ tę kwestię chyba po prostu wyparła), ale o macierzyństwo i życie ogółem w towarzystwie małej istotki, którą sami stworzyli.
Sama twoja obecność jest dla mnie wystarczająca, Jamie — odpowiedziała cicho i przysunęła się, żeby musnąć wargami jego nieznacznie spierzchnięte usta. Mówiła z głębi serca, szczególnie że na samym początku, istniało spore prawdopodobieństwo, że będzie musiała wychowywać niemowlę sama, co utwierdziło ją w przekonaniu, że bez Langleya nie byłaby w stanie tego zrobić — Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo — dodała i oparła mu głowę na ramieniu.

james langley
odznaki
wydra za napisanie karty misha - the aesthetic queen leo - the storyteller baby baby baby oh
multikonta
booker & accalia
candy#3106

jim langley
32 lata - 188 cm - żołnierz
Awatar użytkownika
about me
no matter how my life has changed, I keep on looking back on better days

Post james langley ()

Perspektywa kolejnego dnia spędzonego w sposób zbliżony do poprzednich nie pocieszała go. Oczywiście robił wszystko, by dostrzegać plusy sytuacji i próbował cieszyć się, że ten czas może spędzić obok swojej ukochanej, ale przybijało go to, że w niczym nie mógł jej wesprzeć. Nie przemawiał do niego argument, że im szybciej upora się ze swoimi problemami, tym szybciej stanie się dla niej większym wsparciem. Terapia nie dawała mu poczucia, że układa cokolwiek w swojej głowie, póki co miał wrażenie, że wyłącznie robi w niej jeszcze większy bałagan, a to mu wszystko dodatkowo układało.
Liczył trochę, że kiedy jego stan fizyczny trochę się poprawi, poczuje się chociaż odrobinę lepiej. Po naruszeniu ręki podczas koszmaru musiał wprawdzie liczyć się z tym, że wracanie do sprawności się przedłuży, ale nie mógł w nieskończoność być połamany. Kości zrastały się szybciej, niż jego psychika wracała do normy i pomimo, że obawiał się rehabilitacji, nie mógł się doczekać chwili, kiedy w końcu będzie mógł ją rozpocząć. Wydawało mu się, że dopiero wtedy poczuje, że jego życie tak naprawdę ponownie jest w jego rękach i wyłącznie od jego pracy zależy, kiedy stanie na nogi.
Tak. A przede wszystkim boję się, że będziesz mnie potrzebowała, a ja nie będę mógł nic zrobić — przyznał po chwili, wyraźnie zawstydzony tym, co właśnie powiedział. Nie było to dla niego takie proste, by mówić o swoich słabościach. Wiedział, że przed nią nie musiał się niczego wstydzić, a wszystko czym by się z nią podzielił miało się spotkać ze zrozumieniem ze strony ukochanej, ale mówienie na głos o pewnych rzeczach było trudne. Nawet z tym nie walczył, bo czuł wyraźnie, że miałoby to niewiele sensu. Nie miał zamiaru nigdy pogodzić się z tym, w jakim obecnie był stanie i nie mógł się doczekać, aż jego stan powróci do normy. — I boję się jeszcze, że później też sobie nie poradzę, a ty będziesz miała w domu praktycznie dwójkę dzieci — uśmiechnął się smutno, ze wzrokiem utkwionym gdzieś w odległym kącie pokoju. Nie było z nim aż tak źle, ale nie potrafił odpędzić tych wszystkich obaw. Każda sytuacja, gdy z czymś sobie nie radził, karmiła jego lęki, które jakby tylko czekały, by urosnąć i uderzyć ze zdwojoną siłą.
Kiedy przysunęła się bliżej, odwrócił głowę i pozwolił jej na pocałunek. Zbliżenie momentalnie jakby trochę go uspokoiło, a przynajmniej rozproszyło myśli, które niczym burzowe chmury zaczęły się kłębić w jego głowie. Objął ją delikatnie ręką, którą wcześniej naruszył, w dalszym ciągu w niezdarny sposób. Ramię bolało go, a opatrunek wydawał się trochę przekrzywiony, ale póki co nie chciał się tym martwić. Oparł delikatnie głowę o jej i westchnął, czując teraz delikatną ulgę.
Chciałbym dać z siebie trochę więcej — szepnął i ani na moment się od niej nie odsuwał. Czuł, że mogliby jeszcze wrócić do spania, a przynajmniej położyć się, Gia na pewno potrzebowała jeszcze odpoczynku. Sam raczej nie miał już zasnąć, ale to nie miało znaczenia. Choćby kolejne godziny do samego rana miał spędzić po prostu leżąc u jej boku, to nie miało mu przeszkadzać. — Powinnaś się jeszcze chwilę przespać — powiedział z troską, palcami zdrowej dłoni odgarniając włosy z jej czoła, na którym po chwili złożył delikatny pocałunek.

gianna hartley
odznaki
wydra za napisanie karty leo - the storyteller baby baby baby oh
multikonta
promyczek#3964

gianna hartley
25 lat - 170 cm - cukiernik & właścicielka
Awatar użytkownika
about me
We found the devil in our love, we found the way
Why do I feel like you're with me everywhere I lay?

Post gianna hartley ()

Sytuacja Jamesa z pewnością nie należała do chociaż minimalnie prostych i Giana nie była w stanie wyobrazić sobie nawet w jakiejś drobnej części tego, co jej ukochany teraz odczuwał, ale starała się powtarzać sobie w duchu, że było to czasowe. Kości nie zrastały się latami, a perspektywa powrotu Jamesa do sprawności fizycznej powoli stawała się widoczna na horyzoncie. Ona również pokładała w tym spore nadzieje, licząc na to, że może kiedy odzyska część sprawności fizycznej, to reszta również jakoś się ułoży.
A do tego czasu, pozostawała przy nim, w taki sposób, w jaki aktualnie jej potrzebował i dzielnie znosiła ten ciężki czas, z jakim przyszło im się mierzyć przez ostatnie tygodnie, wierząc głęboko w to, że wyjdą z tego szybciej, niż im się teraz wydawało.
Przygryzła wargę, słysząc jego wyznanie. Ściskało ją w żołądku na takie słowa, ponieważ były to momenty, w których mogła tylko być dla Langleya oparciem, znajdując się obok, ale to on sam musiał uporać się ze swoimi demonami, które ewidentnie dręczyły go od czasu powrotu. W jego rękach leżała umiejętność odsunięcia ich od siebie i uwierzenia w to, że mógł więcej, niż mu się aktualnie wydawało.
Poradzimy sobie, co to dla nas — uśmiechnęła się pocieszająco i wzruszyła ramionami. Chociaż w środku aż się trzęsła ze strachu, to na zewnątrz starała się być dla niego silna. Nie mogła się rozkleić, nie mogła pokazać, jak bardzo jest przerażona, nawet jeśli jej strach bynajmniej nie łączył się z chwilową niepełną mobilnością Jamesa, a samym faktem sprowadzenia na świat żywej istoty, która będzie od nich zależna w stu procentach. Trochę bała się, że nawet jeśli o tym wspomni, Langley przekręci to na swoją niekorzyść, zrzucając jej obawy na karb swojego stanu. A tego nie chciała najbardziej na świecie.
Na dźwięk jego kolejnych słów, przesunęła się tak, żeby znajdować się przed nim i spojrzała prosto w jego szaro-niebieskie oczy, nieznacznie marszcząc brwi, chociaż groźny wyraz twarzy w jej wykonaniu w jego obecności, zawsze kończył się niepowodzeniem, ponieważ oczy Gianny wpatrzone w mężczyznę, którego kochała nad życie, nawet w takich momentach skrzyły się wesoło, zdradzając, jak bardzo go kochała. Ujęła jego twarz w obie dłonie, zmuszając tym samym do spojrzenia na nią, a nie uciekania wzrokiem gdzieś w bok.
Jamesie Langley, dość tego — odezwała się stanowczym tonem, któremu odrobinę zaprzeczył kącik ust, który uniósł się nieznacznie — Dajesz mi naprawdę wszystko tym, że jesteś tutaj ze mną. Może nie jest teraz idealnie, ale nie jest też najgorzej, poradzimy sobie, po prostu musimy przetrwać ten czas — dodała trochę ciszej i odsunęła z jego czoła niesforny loczek — Pamiętaj o tym, że to tylko tymczasowe wyboje — uśmiechnęła się szerzej, mając nadzieję, że wbije to sobie do głowy. Przymknęła oczy, kiedy pocałował ją w czoło i skinęła głową — Ale tylko pod warunkiem, że też jeszcze się zdrzemniesz — dodała, kiedy odsunęła się i ponownie mogła na niego spojrzeć.

james langley
odznaki
wydra za napisanie karty misha - the aesthetic queen leo - the storyteller baby baby baby oh
multikonta
booker & accalia
candy#3106

jim langley
32 lata - 188 cm - żołnierz
Awatar użytkownika
about me
no matter how my life has changed, I keep on looking back on better days

Post james langley ()

W teorii wiedział, że wszystko miało wrócić do normy z czasem, ale w praktyce te oczekiwania sprawiały mu problem. To był najgorszy możliwy moment na to, by znajdował się w takim stanie i nie ukrywał, przeszkadzało mu to. Oczywiście żadnego momentu nie określiłby mianem dobrego na takie urazy, ale los na pewno nie mógł wybrać sobie gorszego. Co do tego James miał absolutną pewność w tej chwili. Nawet zapewniany po stokroć przez najbliższych, bardzo wyraźnie odczuwał jakim problemem była jego niesprawność i marzył o tym, by to wszystko dobiegło końca. Ciężko było go za to winić, bo przecież na ten moment daleko mu było do komfortowego egzystowania, gdy sam niewiele mógł dla siebie zrobić, ale największym problemem dla niego nie były nawet te wszystkie niedogodności, co potrzeba angażowania innych we wszystko, co robił.
Momentami aż nie chciało mu się wierzyć, z jaką lekkością zdawała się do tego podchodzić Gianna. Gdzieś w środku przeczuwał, że pewnych rzeczy po prostu nie mówiła mu, by go nie martwić. Nie wiedział czy powinien poruszyć z nią ten temat, a jeśli tak, to w jaki sposób. Pomimo, że terapia była dla niego głównie nieprzyjemnym obowiązkiem, jedno zdołał z niej wynieść, nigdy nie należało na drugą osobę naciskać i wyciągać z niej czegokolwiek siłą.
Bez problemu dał jej się złapać za policzki i nie próbował odsuwać się. Nie tym razem, chociaż czuł, że za moment usłyszy wiele słów, które mogą wywołać w nim rozmaite emocje. Kiedy odrobinkę denerwowała się na jego słabą wiarę w siebie i ciągłe obwinianie, często mówiła mu rzeczy, które miały wybić mu z głowy te głupie pomysły. Najczęściej były to słowa wywołujące w nim całe mnóstwo emocji, a więc tego właśnie spodziewał się teraz. Nie pomylił się. Gdy skończyła westchnął cicho, ale na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Poczuł się lepiej, nawet jeśli wciąż czekała go długa droga do uwierzenia w to wszystko w zupełności. Pokiwał głową w odpowiedzi, bo nie wiedział, co jeszcze mógłby dodać. Czuł, że w jej słowach było wiele prawdy, a to wszystko musiało pewnego dnia dobiec końca. Musiał tylko uzbroić się w cierpliwość. — Dobrze, mogę spróbować — odpowiedział, po czym odstawił na szafkę kubek, który trzymał w rękach i położył się z powrotem na swoje miejsce. Był wybudzony i nadal wracał myślami do obrazów, które kilkanaście minut wcześniej były dla niego niezwykle rzeczywiste. Ale przecież obiecał. Przysunął się do drobnego ciała Gii i zdrowym ramieniem delikatnie objął ją, przytulony do jej pleców. Nie czuł, by sen miał prędko nadejść, ale jej ciepło było dla niego w tym momencie wystarczająco kojące.

gianna hartley
(koniec)
odznaki
wydra za napisanie karty leo - the storyteller baby baby baby oh
multikonta
promyczek#3964

ODPOWIEDZ