It was a good day. I'm so glad the sun stayed around
W ramach weekendowej niespodzianki, dorzucamy wam małe usprawnienie w kwestii multikont. Więcej możecie przeczytać tutaj.
Witamy po remoncie! <3 Pamiętajcie o twardym odświeżeniu, dzięki któremu wszystkie zmiany "załapią". Jeśli natkniecie się na jakieś problemy, których nie naprawi twarde odświeżenie - zapraszamy tutaj.
Hasło do konta universal person to monterey.
ODPOWIEDZ
California's "First" City, city of monterey
monterey
Awatar użytkownika
about me
Deep sea diving 'round the clock, bikini bottoms, lager tops. I could get used to this.
0 cm
0 lat
Cytuj

Post monterey ()

monterey

strażak, Carmel Hill Fire Station
Noel Larson
Awatar użytkownika
about me
Then am I the monster, just let me know
190 cm
31 lat
Cytuj

Post Noel Larson ()

#5

Czasami każdy człowiek ma ten jeden gorszy dzień i potrzebuje odpocząć od wszystkiego. Pomimo tego, że nie jest jakoś specjalnie obładowany pracą, obowiązkami, problemami, a nawet coraz więcej czasu spędza na chodzeniu po barach, podrywaniu panienek, czy spacerowaniu z psem na plaży. Nadchodzi jednak w pewnym momencie chwila słabości. Wrażenie, że coś nagle zaczęło ulegać zmianie i pomimo tego, że już dawno opracowało się doskonały plan, który nie miał prawa nawet w najmniejszym stopniu się zburzyć, czasami pojawia się to coś, niwelującego wszystkie twoje dotychczasowe założenia. To może być wypadek, miłość, strata, przyjaźń.. Nawet praca, wydarzenie, czynność. Coś takiego nie oczekiwanego i właśnie Noel znajdował się w punkcie, gdzie musiał poradzić z gonitwą myśli, związanych z jego obecną sytuacją życiową, z jego relacjami ze strony tej części kobiecej. Z powrotem do ratowani ludzi, co powoli przestawało mu wystarczać.
Przejażdżka po mieście motorem, wydawała się iście genialnym pomysłem na chwilowe odsunięcie od siebie problemów o podłożu psychicznym. Wiatr we włosach, ta szybkość, silnik pracujący na pełnych obrotach. każdy gładko pokonany zakręt i cała droga przed nim, opustoszała przez bardzo późną porę. Większość mieszkańców smacznie sobie spała, gdy on z gracją przemierzał kolejne ulice Monterey. Nie spodziewał się tylko jednego, czerwono-niebieskiego światła migającego tuż za nim. Czyżby przekroczył znacznie prędkość, a może nie zatrzymał się w odpowiednim momencie przy sygnalizacji świetnej? Zazwyczaj kontrolował to wszystko, a jednak odgłos jadącego radiowozu informował go o złamaniu jakiegoś przepisu. Zatrzymał się więc w bocznej uliczce i zgasił od razu silnik motoru.
- Zrobiłem coś nie tak?- Zapytał od razu, gdy u jego boku stanęła młoda policjanta. Zwykle dane mu było rozmawiać z kimś znajomym z policji, ponieważ jako strażak, często miał do czynienia ze stróżami prawa podczas różnych akcji ratunkowych. Osoba przed nim stojąca, wydawała mu się jednak obca i tym bardziej, nie mógł się w jakikolwiek sposób wymigać od tej rozmowy, bo w jego mniemaniu - nie zrobił nic złego. Jechał tak jak zawsze, ostrożnie na tyle, by nie dopuścić do żadnego wypadku.

Sage Torres
no name
wydra za napisanie karty ash - the loveable one

policjantka, Moterey Police Department
Sage Torres
Awatar użytkownika
about me
Pokręcona pani policjant wlepiająca ludziom mandaty, która uwielbia się ścigać w swoim Camaro i przez życie biegnie niczym szatan demolując wszystko po dordze
175 cm
29 lat
Cytuj

Post Sage Torres ()

#3

Nocki. jak Sage bardzo nie lubiła nocnych zmian w pracy. Była osobą, która nocą wolała albo dobrze się bawić albo spać, a nie pracować. Niestety musiała się przestawić, że kilka następnych dni będzie wstawać praktycznie popołudniu by noc przesiedzieć w radiowozie. Na szczęście nie była w tym sama i to nie ona musiała być skupiona na drodze a nie na tym, że jej się oczy zamykają.
Sączyła kawę z kubka termicznego gapiąc się za okno. Szczerze powiedziawszy myślami to nawet nie była obecna tutaj, więc gdyby ktoś coś robił to prawdopodobnie by nawet tego nie zauważyła. Na jej szczęście tego wieczoru nie dali jej za partnera Svena, bo to nie mogło się skończyć dobrze. Romanse romansami, ale naprawdę wolała żeby szyby w radiowozie nie były zaparowane. Była ambitna i celowała w detektywa, więc w pracy musiała jednak zachować pozory normalności.
Jej partner zwrócił uwagę, że przed nimi jedzie motocykl i jego kierowca zdecydowanie za mocno nacisnął gaz. Oni byli na granicy przekroczenia prędkości, a on się od nich wręcz oddalał. Gaz i pocisnęli na sygnale. Niestety jak to bywa w takich przypadkach. Ludzie po prostu się zatrzymywali. Zero pościgów, wybuchów i strzelanin. Okazjonalnie Sage musiała się uganiać za dilerami i ćpunami, bo Ci wiecznie zwiewali jakby od tego zależało czy zdobędą złoty medal na Igrzyskach.
Wysiadła z radiowozu i podeszła z szerokim uśmiechem. Wewnętrznie chciała wszystkim urwać głowy, bo brakowało jej snu.
-Dobry wieczór. Wie Pan jakie są ograniczenia prędkości w terenie zabudowanym prawda? - jezu beznadziejne regułki były jeszcze bardziej beznadziejne w środku nocy. Najchętniej po prostu wlepiłaby mu mandat z tekstem 'se uważaj na znaki'. Wyciągnęła dłoń po dokumenty mężczyzny. Te też musiała sprawdzić.

Noel Larson
Sage
wydra za napisanie karty

strażak, Carmel Hill Fire Station
Noel Larson
Awatar użytkownika
about me
Then am I the monster, just let me know
190 cm
31 lat
Cytuj

Post Noel Larson ()

On w przeciwieństwie do dziewczyny, lubił nocne zmiany, bo wtedy działo się o wiele więcej niż w dzień, gdzie zwykle leżał zazwyczaj na kanapie, czekając chyba tylko na wezwanie do kota, który utknął na drzewie. Dzisiaj akurat nie miał zmiany, więc postanowił dawkę wrażeń zapewnić sobie w inny sposób. Kochał swój motor jak dziecko, Lubił jeździć nim po mieście, ale także poza nim i dlatego zamiast siedzieć sam w czterech ścianach, postanowił zaczerpnąć trochę świeżego powietrza podczas jazdy. Niestety radiowóz pokrzyżował mu wszystkie plany i w dodatku nie miał ochoty na rozmowy z kimkolwiek, ale co zrobi? No nic nie zrobi.
- Wiem kiedy mogę sobie pozwolić na wciśniecie gazu, a kiedy nie i wydaje mi się, że jechałem właśnie z odpowiednią prędkością. Jest noc, wkrada się zmęczenie, więc można czasem pomylić fakty. - Stwierdził, przyglądając się policjantce oraz zerkając na jej partnera, który siedział dalej w aucie. Nie wyglądał mu ani na kumatego, ani przyjaźnie nastawionego, dlatego może i dobrze, że podeszła do niego właśnie dziewczyna. Z nimi rozmawiało mu się o wiele lepiej. Bynajmniej dobrze szło mu podrywanie ich, ale z tą miałby duży problem. Tym bardziej, że usłyszał tą niechęć w jej głosie, jak gdyby wcale nie chciał tu teraz być. Sam również mógłby jechać dalej, dotarłby do latarni morskiej, albo jeszcze dalej i tam by trochę podumał nad swoim sensem egzystencjalnym.
- Może darujemy sobie rozmowę i po prostu mnie puścicie? Na pewno niedaleko ktoś okrada sklep lub robić coś innego, równie nielegalnego. Tym bardziej, że mamy zupełnie inne zdania na temat tego zdarzenia- Tak bynajmniej był świecie przekonany, o swojej niewinności. Jechał względnie dobrze. Nie przejechał na żadnym czerwonym świetle. Nikogo nie potrącił, nie spowodował kolizji i nie zwiewał im gdzie pieprz rośnie, a grzecznie się zatrzymał. Nie powinni tego docenić? - To jak będzie Panno Torres? - Zapytał, skupiając uwagę na jej plakietce z nazwiskiem, bo chyba każdy funkcjonariusz taką miał?

Sage Torres
no name
wydra za napisanie karty ash - the loveable one

policjantka, Moterey Police Department
Sage Torres
Awatar użytkownika
about me
Pokręcona pani policjant wlepiająca ludziom mandaty, która uwielbia się ścigać w swoim Camaro i przez życie biegnie niczym szatan demolując wszystko po dordze
175 cm
29 lat
Cytuj

Post Sage Torres ()

Ona nie przepadała za nocnymi zmianami, bo po prostu zwykle miała inne plany na ten czas. Wolała sobie spędzić wieczór ze znajomymi albo poszaleć na ulicach w Camaro. Lubiła szybką jazdę i prawdopodobnie gdyby byli gdzieś na pustkowiu to jeszcze mogli by się ścigać, ale niestety tak nie było a ona miała teraz obowiązek wlepić mężczyźnie mandat.
-Jest noc, ale przepisów trzeba przestrzegać - mówi to osoba, która pozwala sobie na przekraczanie prędkości za każdym razem gdy wsiada do Camaro, które dostała od starszego brata. -A jeśli wkrada się zmęczenie to lepiej nie jeździć ani samochodem ani tym bardziej motocyklem, bo może dojść do tragedii - rzuciła uśmiechając się niewinnie. Sam się wkopywał bardziej w dostanie tego przeklętego mandatu, którego tak bardzo nie chciał. Jeśli faktycznie zamierzał próbować ją poderwać to trafił w najgorszy moment jaki istniał, bo Sage po prostu nie miała na to ochoty. Normalnie lubiła niewinne flirty, ale niestety było późno, a ona nie miała chęci na cokolwiek. A jeszcze jej nocny kompan od czasu do czasu działał jej odrobinę na nerwy.
-W sumie mnie nie dziwi, że mamy inne zdania na ten temat. Tak zawsze jest jeśli chodzi o wypisywanie mandatów - przewróciła oczami i zaraz wyciągnęła swój plik na którym swoim starannym pismem zaczęła notować wykroczenie. Uniosła wzrok gdy zwrócił się do niej po nazwisku i dopiero po chwili załapała, że przecież ma plakietkę z nazwiskiem. Zdecydowanie to nie był jej wieczór. Może faktycznie powinna puścić faceta jedynie z pouczeniem. Nic jej się przez to nie stanie, a że partner nadal siedział w aucie i nie był jakoś mocno zainteresowany tym co się działo.

Noel Larson
Sage
wydra za napisanie karty

strażak, Carmel Hill Fire Station
Noel Larson
Awatar użytkownika
about me
Then am I the monster, just let me know
190 cm
31 lat
Cytuj

Post Noel Larson ()

Nie miał nigdy nic do policjantów, ponieważ często zdarzało mu się z nimi pracować przy różnych akcjach. Przyjaźnił się nawet z jedną Panią detektyw i starał żyć zgodnie z prawem, by jego biurko nie zaśmiecała góra mandatów. Dzisiaj jednak trochę przesadził z szybą jazdą, ale nie było to na tyle niebezpieczne, by komukolwiek stała się krzywda. Dlatego nie widział tu żadnych powodów, aby go zatrzymali i wypisali ten śmieszny papierek, który miałby potem opłacić.
- Nie wiem ja ty, ale ja zawsze ich przestrzegam.- Mruknął, coraz bardziej był poirytowany całą tą sytuacją. Nie chciało mu się kłócić, gdybać przez kilka godzin jaka jest w tym sprawiedliwość, że zatrzymali go za małe przekroczenie prędkości, gdy teraz ktoś mógł trzymać pistolet przy skroni jakiejś biednej staruszki. - Do żadnej tragedii nie doszło. Nie przejechałem na czerwonym świetle, ani nikogo nie potrąciłem. Nie mogę dostać pouczenia i na tym skończymy to śmieszne przedstawienie?- Zapytał, licząc na to, że ostatecznie pójdzie mu na rękę. Mógłby wziąć z drugiej strony ten mandat, ale po cholerę, gdy naprawdę nic wielkiego nie zrobił? Wypuści go dobrowolnie , a on nawet potem mógłby ją zaprosić na drinka w podzięce, gdyby tylko chciała. Tym bardziej, że miał do czynienia nawet z ładną kobietą.
- Wyglądasz na kogoś kto, gdyby mógł to też dałby się ponieść prędkości. Jeżeli dasz mi tylko pouczenie i swój numer telefonu to mogę Cię zabrać na przejażdżkę poza miastem. - Wiedział, że tym tekstem mógł stąpać po cienkim lodzie, lecz co mu pozostało? Wyklinanie jej oraz robienie większych problemów? Tym bardziej, że jej partner, chyba naprawdę nie był zainteresowany tym całym zdarzeniem, bo gapił się uważnie w swój telefon, co nie uszło uwadze Noela. Była noc - ona nie miała już na nic siły, Larson chciał już tylko wrócić do domu, dlaczego więc oboje mieliby robić sobie pod górkę?

Sage Torres
no name
wydra za napisanie karty ash - the loveable one

kucharz, london bridge pub
Sal Sayed
Awatar użytkownika
about me
Kucharz, Brat Sammy. Udaje, że nie potrzebuje kasy swojej rodziny, ale i tak z niej korzysta. Naczelny nerwus i buc.
180 cm
27 lat
Cytuj

Post Salem Sayed ()

Jakimś cudem uspokoiło się. Jego życie rzecz jasna. Przez pewien okres działo się wiele, szybko i zbyt intensywnie, a potem nastąpił magiczny okres ciszy. Jego spory i waśnie z Samalą straciły na intensywności oraz częstotliwości; Juliena to już w zasadzie nie widywał, tak samo jak i jego durnego kolegi; bójki w barach... to mimo wszystko było nieodłączonym elementem jego codzienności, ale również nie były aż tak... intensywne. Coraz częściej widywał się z Aadeą, która jeszcze nie zorientowała się, że te jego wszystkie wypadki, to efekt samookaleczenia i cóż... dawno nie było już tak fajnie! W granicach rozsądku, bo szczęśliwym być nie zamierzał, ale targały nim już mniej ekstremalne emocje. Musiał przyznać, że wyrządzanie sobie krzywdy było fantastycznym upustem jego gniewu.
Wracał właśnie miastem, trochę okrężną drogą, ale lubił chodzić w nocy po okolicy. Pogoda była wspaniała, w uszach miał słuchawki (jakaś arabska niszowa muzyka), a między wargami któregoś już z rzędu papierosa. Na ramieniu miał starą torbę z materiału, która nieco mu ciążyła przez piwa wewnątrz, Nie miał na nie konkretnego planu. Był gotów otworzyć je w każdej chwili, o ile tylko naszłaby go na to ochota, albo zostawić je na nocne posiedzenie w domu. Czuł się naprawdę przyzwoicie, choć jego prawy bok piekł niemiłosiernie po dzisiejszym nieszczęśliwym wypadku w pracy. Jego biała koszula była w tamtym miejscu bordowa od zaschniętej krwi, ale nie przejmował się tym. Salem był typem człowieka, który nosił brudne ubrania wyłącznie dlatego, że były w danym momencie najwygodniejszą opcją.
Nie spodziewał się, że cokolwiek zakłóci jego w miarę udany dzień, ale los postanowił przerwać spokojną passę w jego życiu i umieścić go w nieodpowiednim miejscu i o nieodpowiednim czasie. Najpierw usłyszał krzyki i śmiechy, które zmusił go do wyciągnięcia słuchawek, a dopiero potem dotarł na zakręt do bocznej uliczki, gdzie paru facetów (dość młodych) otoczyło kogoś i zaczęli się nad nim pastwić. Nie włączył mu się żaden instynkt bohaterski, ba, nie zrobiło to nawet na nim wrażenia. Prawdopodobnie poszedłby dalej w swoją stronę, gdyby nie to, że dostrzegł twarz ofiary. You've gotta be kidding me. Westchnął z poirytowaniem, chwilę jeszcze wahając się nad dalszym krokiem, po czym ruszył pewnie w stronę całego zamieszania. Na jego szczęście, został zauważony w ostatniej chwili. - Hej! - zawołał i zamachnął się z całej siły, uderzając jednego kolesia swoją torbą z puszkami w głowę, co oszołomiło go i powaliło na ziemię. Drugiego kopnął tak, jakby był drzwiami, które należało otworzyć w jednym ruchu i również powalił go tym na plecy. Pozostało dwóch. Puścił torbę i ruszył na tego, który był bliżej, przewalając się z nim na ziemię i szarpiąc, a kiedy czwarty próbował go zaatakować, to ugryzł go z całej siły w dłoń, na chwilę się go pozbywając. Wyciągnął z kieszeni czarnych spodenek zapalniczkę (papierosa zgubił gdzie w ferworze walki) i podpalił ubranie tego na którym się znajdował, a następnie wstał z niego, odsuwając się na bezpieczny dystans. Rozpętał się chaos, a wszyscy rzucili się na pomoc podpalonemu, na szczęście ratując go przed potencjalnie tragicznym losem. - Spierdalać stąd, bo następnym razem się nie będę hamować! - warknął. Tamci popatrzyli się po sobie, nie będąc do końca pewnymi jak zareagować. Zwyzywali go jednak i poszli w swoją stronę, zostawiając Salema samego z Julienem, na którego nawet nie spojrzał przez cały czas trwania tej bójki. Musiał przyznać, że był z siebie zadowolony. Kolesie najwidoczniej nie byli biegli w bójkach i zaczepili Allarda tylko dlatego, że był łatwym celem. Hmmm, brzmi znajomo. Swoją drogą trzeba było przyznać, że pechowość kelnera była nie z tej ziemi. Przynajmniej nie zdążył chyba jakoś mocno oberwać, tak mu się przynajmniej wydawało.
- Bez obaw, już sobie idę, zostawiam Cię w spokoju - uniósł ręce w geście obronnym, uśmiechając się z lekką kpiną. W końcu dostał instruktaż, aby się odczepić do niego, to nie zamierzał oszukiwać, prawda?

Julien Allard
wydra za napisanie karty lilo - the helping hand friendly chats keep this love in the photograph scream and shout copy printer argument

inżynier mechaniczny, tesla
loey eldridge
Awatar użytkownika
about me
wycofana społecznie inżynier mechniczna, która o wiele więcej czasu spędza ze swoim królikiem niż z ludźmi
160 cm
30 lat
Cytuj

Post loey eldridge ()

009
Wsiadanie do samochodu późnym wieczorem zdecydowanie nie należało do zachowań, które pojawiały się często w repertuarze Loey, ale obecna sytuacja była wyjątkowa. Jakby się tak zastanowić, to sporo takich wydarzeń w życiu Loey miało ostatnio miejsce, przez co czuła się trochę przytłoczona, bo nie była przyzwyczajona do tego, aby w jej codzienności działo się tak właściwie cokolwiek. A teraz na przykład była w drodze do baru, którego właściciel kilka dni temu pożyczył jej bluzę, gdy ktoś wylał na nią przez przypadek swojego drinka. Zacznijmy od tego, że wizyta w takim miejscu była dla niej czymś niecodziennym, ale dała się namówić Calebowi i w sumie tego nie żałowała, bo naprawdę spędziła miło czas. Jedynym problemem była tak właściwie ta nieszczęsna bluza, bo Eldridge nie za bardzo wiedziała, jak podejść do sprawy. Przez pierwszy dzień tylko się na nią gapiła, nie mając pojęcia, co z nią zrobić. W końcu nie wiedziała, czego Cole od niej oczekiwał — bo na przykład jeśli wyprania, to w jakiej temperaturze i przez ile czasu? Pewnie niewiele osób zadawałoby sobie podobne pytania, ale Loey niestety przejmowała się takimi drobiazgami i właściwie dlatego tyle jej to wszystko zajęło.
Godzinowo celowała tak, aby przyjść po zamknięciu się baru, bo wcześniej nie chciała mężczyźnie robić problemu. Domyślała się, że w czasie pracy wolał zająć się swoimi obowiązkami, a nie znajomymi swoich znajomych, które w dodatku przetrzymywały jego rzeczy wbrew jego woli (a przynajmniej tak to sobie Loey wyobrażała, czyli jak zwykle uprawiała zdecydowanie przesadzone czarnowidztwo). I chociaż zazwyczaj o tej godzinie wolała już być w łóżku albo do niego zmierzać, a nie zapuszczać się w okolice barów, to jednak tym razem zrobiła wyjątek. Jej plan właściwie kończył się na momencie, w którym parkuje pod Pearl Hour i wysiada z samochodu, dlatego nic dziwnego, że kiedy to zrobiła, poczuła się trochę zagubiona i nie wiedziała, co ze sobą począć. Najpierw podeszła do drzwi wejściowych, ale te były już zamknięte. Eldridge zaczęła zastanawiać się, czy przypadkiem nie przyszła za późno, ale postanowiła jeszcze poczekać. I opłaciło się to, bo niedługo później usłyszała dźwięk otwieranych drzwi w bocznej alejce, i chociaż początkowo chciała go zignorować, to postanowiła zobaczyć, co było źródłem tego hałasu. Jak się okazało, to właśnie Cole wychodził właśnie z baru.
Cole! — zawołała, aby zwrócić na siebie jego uwagę, jednocześnie idąc w jego kierunku. Poczuła się głupio i zauważyła, że kilka osób spojrzało w jej stronę, ale postanowiła to zignorować. — Cole, prawda? — zapytała, bo w sumie nie miała pewności, czy dobrze zapamiętała jego imię. Wiedziała jednak, że to na pewno on. — Nie wiem, czy mnie pamiętasz, ale pożyczyłeś mi kilka dni temu bluzę, chciałam ci ją oddać — powiedziała, uśmiechając się lekko.

cole bernthal
nie ma fal#2284
wydra za napisanie karty ciri - the imaginative creator stevo - the multiholic lilo - the helping hand calvin - the sentimental one skittles - the rainbow freak friendly chats creatures of the night black like my soul kitchen-bound poison ivy the great british baking show majowe zadanie - festiwal kwiatów

były żołnierz / właściciel baru, pearl hour
cole bernthal
Awatar użytkownika
about me
Trzydzieści pięć lat, urodzony i wychowany w Monterey. Rozwodnik, żołnierz w stanie spoczynku i od roku także właściciel baru, który przejął po śmierci przyjaciela-żołnierza.
191 cm
35 lat
Cytuj

Post cole bernthal ()

Goszczenie swoich przyjaciół w Pearl Hour było dla niego czymś zupełnie normalnym, tak samo jak darmowe rezerwacje, zniżki na barze czy pożyczenie bluzy kobiecie, której drink znalazł się niemalże w całości na szykownej bluzce. Nie kojarzył jej twarzy i był święcie przekonany, że pierwszy raz pojawiła się w jego barze ale wystarczył mu fakt, że pojawiła się tutaj w towarzystwie Hobarta. Pasowało mu to, że przyprowadzał znajomych z pracy do jego lokalu, bo przecież stanowiło to dla niego pewnego rodzaju reklamę i dodatkowy zarobek. Jednak niezależnie od tego kim była nieznajoma brunetka, Cole czuł się zobowiązany zareagować i jej pomóc na tyle, na ile było to w ogóle możliwe. Mogłaby skorzystać z toalet dla klientów ale przepranie materiału wiązało się najpewniej z tym, że musiałaby go najpierw zdjąć, a dopiero potem zamoczyć w umywalce. On miał jednak możliwość udostępnienia jej pokoju socjalnego w którym mogła skorzystać z toalety i doprowadzić się do porządku. Bluzka w tamtej chwili była bezużyteczna, dlatego podarował jej swoją bluzę, którą zabrał ze sobą do pracy w razie chłodnego wieczora i na dobrą sprawę szybko o niej zapomniał. Nie była to część garderoby bez której nie mógłby się obejść, dlatego wcale nie odczuł jej braku w swojej szafie.
Tego wieczora, kiedy zamykał za sobą drzwi lokalu, zegar wyświetlany na ekranie jego telefonu wskazywał pięć po jedenastej wieczorem. W tygodniu godziny otwarcia były krótsze, jednak w weekendy można było posiedzieć do pierwszej w nocy. Wtedy też zwykle on zamykał wszystko, dając swoim pracownikom możliwość szybszego powrotu do domu. Nie bywał tu codziennie dlatego też nie było problemem wpaść tu na kilka godzin i zmienić personel, któremu musiałby dodatkowo za te godziny płacić. Mężczyzna domknął drzwi butem i przekluczył je, po czym te same czynności powtórzył na metalowej kracie, która osłaniała wejście. Ulice oświetlały tylko światła latarni, a w ciszy można było usłyszeć świerszcze, które budziły się do życia po zmroku. Nie spodziewał się tego, że ktokolwiek mógłby chcieć się z nim spotkać o tej porze, a tym bardziej zaskoczyła go obecność kobiety, której cień widoczny był z końca uliczki. Dopiero gdy podeszła, udało mu się skojarzyć jej twarz i przywitać ją uśmiechem.
Zgadza się — odpowiedział i wcisnął klucze do kieszeni kurtki. Początkowo twarz kobiety wydawała mu się obca, a półmrok niczego nie ułatwiał — A no tak, już kojarzę. Loey, znajoma Hobarta? — zapytał niepewnie i widocznie zaskoczony i zerknął na bluzę, którą trzymała w dłoni. Na śmierć zapomniał o całym zajściu i prędko by sobie nie przypomniał. Nawet jeśli to pewnie machnął by ręką, nie przykuwając uwagi do takich rzeczy. Na brak ubrań nie narzekał, więc nie pogniewałby się gdyby ją u siebie przetrzymała. — Nie musiałaś jej oddawać, a już tym bardziej fatygować się i przychodzić tu późnym wieczorem. Caleb by mi ją podrzucił — odparł, choć to wcale nie tak, że nie był jej wdzięczny i nie odpowiadała mu jej wizyta — Plama po drinku zeszła? — zapytał z czystej ciekawości, chcąc podtrzymać z nią kontakt na wypadek gdyby chciała się wycofać i wrócić do siebie.

loey eldridge
rejwen#7021
wydra za napisanie karty stevo - the multiholic queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 pontoons and swimmers drunken sailor around the world greening pains ikea is my second home heart to heart

inżynier mechaniczny, tesla
loey eldridge
Awatar użytkownika
about me
wycofana społecznie inżynier mechniczna, która o wiele więcej czasu spędza ze swoim królikiem niż z ludźmi
160 cm
30 lat
Cytuj

Post loey eldridge ()

Loey czułaby się pewnie źle sama ze sobą, gdyby nie pofatygowała się tutaj osobiście. Miała poniekąd wrażenie, że był to jej obowiązek z racji tego, że narobiła mężczyźnie problemów, a przynajmniej tak to widziała w swojej głowie. Raczej rzadko dopuszczała do siebie myśl, że ktoś mógłby chcieć jej tak po prostu pomóc, zawsze w takich sytuacjach postrzegała siebie jako kogoś, kto tylko sprawia kłopot. Dlatego nic dziwnego, że miała taką silną potrzebę naprawienia problemu, który stworzyła, nawet w tych sytuacjach, w których to nie ona była winna, tak jak teraz, bo przecież sama nie wylała na siebie z premedytacją tamtego drinka. Przez to, jak ona postrzegała to, co się wydarzyło tamtego wieczora, była właściwie nieco zaskoczona tym, że Cole potrzebował chwili, aby sobie o wszystkim przypomnieć i w dodatku zachowywał się, jakby wcale nie był to dla niego aż taki kłopot, jak ona sobie to wyobrażała. Sprawiło to jednak, że poczuła się o wiele lepiej niż wtedy, kiedy jechała na miejsce, ponieważ okazało się, iż wszystkie jej tragiczne scenariusze odnośnie tej sytuacji bardzo rozminęły się z prawdą i miały niewiele wspólnego z rzeczywistością. W tym przypadku była to na pewno dobra rzecz.
No wiesz, czułam się odpowiedzialna za to, co się stało, więc wolałam ci ją przynieść osobiście — przyznała, uśmiechając się lekko, ale też trochę nerwowo, bo poczuła się w sumie głupio z powodu tego, jak bardzo wyolbrzymiła to wszystko. Kiedy teraz patrzyła na swoje zachowanie z perspektywy czasu, to zdecydowanie przesadziła, ale oczywiście nie był to pierwszy i pewnie nie ostatni raz. Była niestety osobą, która miała skłonność do takiego czarnowidztwa i chociaż starała się to zmienić, to jednak wciąż była przed nią długa droga, jeśli o to chodzi. — Tak, tak. Musiałam trochę powalczyć, ale teraz nie ma po niej śladu — odpowiedziała, przywołując wspomnienia sprzed kilku dni, kiedy to męczyła się z dopraniem tej nieszczęsnej koszulki. — Jeszcze raz bardzo ci dziękuję — dodała, choć pewnie nie było to potrzebne, bo już wtedy podziękowała mu za pomoc po stokroć. — To ten… — zaczęła, lekko zawstydzona, nie za bardzo wiedząc, co mogłaby jeszcze powiedzieć. Nienawidziła tego typu sytuacji. — Nie będę ci już przeszkadzać, pewnie chcesz wrócić do domu po całym dniu pracy — stwierdziła, ale nie odeszła jeszcze na wszelki wypadek, gdyby Cole miał jej jeszcze coś do powiedzenia. Miała nadzieję, że moment udzielenia przez niego jakiejś odpowiedzi nadejdzie jak najszybciej, bo Loey cholernie się teraz denerwowała. Chyba właśnie początek i koniec każdej rozmowy z drugim człowiekiem uważała za najbardziej stresujące i niezręczne, i to właśnie te elementy dialogu sprawiały jej niestety najwięcej trudności.

cole bernthal
nie ma fal#2284
wydra za napisanie karty ciri - the imaginative creator stevo - the multiholic lilo - the helping hand calvin - the sentimental one skittles - the rainbow freak friendly chats creatures of the night black like my soul kitchen-bound poison ivy the great british baking show majowe zadanie - festiwal kwiatów

były żołnierz / właściciel baru, pearl hour
cole bernthal
Awatar użytkownika
about me
Trzydzieści pięć lat, urodzony i wychowany w Monterey. Rozwodnik, żołnierz w stanie spoczynku i od roku także właściciel baru, który przejął po śmierci przyjaciela-żołnierza.
191 cm
35 lat
Cytuj

Post cole bernthal ()

Chyba nikt nie lubił przysparzać dodatkowych problemów innym, zwłaszcza obcym osobom i było to całkowicie zrozumiałe. Mężczyzna lubił być niezależny i faktycznie charakteryzował się ogromną zaradnością ale nie był przecież wszechmocny - zawsze znajdzie się zadanie, które może przerosnąć nawet tak utalentowanego i silnego faceta jak on. Wypadki losowe mogły przypaść każdemu i niestety trafiło na nią. Nie mogła się w żaden sposób przygotować na tę okoliczność ani uniknąć całej patowej sytuacji, bo nie odpowiadała za drugą osobę, która pewnie też przez czysty przypadek wylała na inią swojego drinka. Cole był gentlemanem i lubił ratować damy z opresji - zwłaszcza, kiedy nie kosztowało go to ani złotówki,.
Przecież nie wylałaś sama na siebie tego drinka, to nie Twoja wina — odparł z rozbawieniem, nie rozumiejąc za bardzo w czym leżał problem. W żaden sposób nie odpowiadała za całe zajście w barze, zwłaszcza, że nikt nie był na tym stratny poza nią. Głupio mogła poczuć się osoba, która przez własną nieostrożność oblała ją tym drinkiem ale też nie wydarzyło się nic złego. Rozumiał jednak jej postawę i chciał zapewnić ją, że pomoc z jego strony to czysta przyjemność.
Widzisz? Wszystko dobrze się skończyło — uśmiechnął się z zadowoleniem, bo przecież gdyby nie zdecydowała się na przepranie jej na zapleczu to kto wie? Może byłoby za późno i pralka nie poradziłaby się z wywabieniem tak intensywnej plamy? Nie chciał jednak by wracała brudna lub w przemoczonej odzieży, więc zaoferował pomoc i jedną z mniej istotnych bluz w jego szafie. Wcale po niej nie płakał ale fakt, że zdecydowała się ją zwrócić, utwierdził go w przekonaniu, że pomógł właściwej i porządnej osobie, a to cieszyło go chyba najbardziej. Wierzył w powracające dobro i to, że ile od siebie dajemy, tyle od nas wraca.
Jest dość późno ale jeśli się nigdzie nie spieszysz, możemy napić się czegoś w środku. Teraz nie musisz obawiać się o to, że ktokolwiek coś na Ciebie wyleje, a jeśli okaże się, że i ja mam dwie lewe ręce to zawsze masz moją bluzę — rzucił pół żartem, pół serio, proponując jej zwieńczenie wieczoru w swoim lokalu. W domu nie czekał na niego nikt, a rano nie musiał nigdzie wstawać ale pragnął dostosować się do niej. Nie zdążył dostrzec auta, którym przyjechała ale przecież to tez nie stanowiło większego problemu, prawda?
Nie jestem zawodowym barmanem ale potrafię zaserwować dobre, zimne piwo albo kolorowego drinka — dodał, trzymając klucz w kłódce, która dodatkowo zabezpieczała kratę.

loey eldridge
rejwen#7021
wydra za napisanie karty stevo - the multiholic queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 pontoons and swimmers drunken sailor around the world greening pains ikea is my second home heart to heart

inżynier mechaniczny, tesla
loey eldridge
Awatar użytkownika
about me
wycofana społecznie inżynier mechniczna, która o wiele więcej czasu spędza ze swoim królikiem niż z ludźmi
160 cm
30 lat
Cytuj

Post loey eldridge ()

Zdawała sobie sprawę z tego, że Cole ma rację i w ogóle nie powinna się tym przejmować, ale mimo tego ciężko było jej się do tego w pełni przekonać. Niestety, lata wmawiania sobie, że wszystko jest jej winą zrobiły swoje, a chociaż Loey dzięki swojej terapeutce robiła pewne postępy, to jednak wciąż była przed nią daleka droga. Dobrze więc, że mężczyzna jasno dał jej do zrozumienia, że naprawdę nic się nie stało, bo dzięki temu miała wyraźny komunikat, iż nie powinna się tym przejmować. Pewnie większość osób w ogóle nie poświęciłaby tyle swoich myśli i czasu na to, aby zastanawiać się nad takimi rzeczami, ale Loey wręcz nie mogła się uwolnić od tego typu przemyśleń. W końcu wcale nie sprawiało jej to przyjemności, a poza tym miała wrażenie, że przez to ludzie uważają ją za dziwaczkę, właśnie przez to, że tak się wszystkim przejmuje.
No, to najważniejsze — odpowiedziała, kiedy Cole stwierdził, że wszystko dobrze się skończyło. Zdecydowanie zamierzała się tego trzymać i mieć to jako pretekst, aby nie myśleć już więcej o tym nieszczęsnym drinku, tylko skupić się właśnie na tym, że koniec końców cała ta sytuacja miała szczęśliwy koniec.
Nie spodziewała się takiej propozycji z jego strony, co zresztą miało swoje odzwierciedlenie w jej zaskoczonym wyrazie twarzy. Przez chwilę zastanawiała się nad jego słowami i nad tym, czy jednak nie powinna wrócić do domu, ale doszła do wniosku, że nic złego się nie stanie, jeśli pozwoli sobie zrobić drinka. Najwyżej wróci do domu taksówką, a następnego dnia wróci tutaj po swój samochód. I chociaż dla wielu pewnie nie było to nic nadzwyczajnego, tak Loey traktowała to wręcz jako swego rodzaju przygodę, bo takie sytuacje i zachowania właściwie jej się nie zdarzały.
Jasne, bardzo chętnie — odparła z uśmiechem, a następnie weszła za mężczyzną do środka. Bar o tej porze wyglądał zupełnie inaczej i Eldridge musiała przyznać, że była w tym jakaś magia, gdy oglądała to miejsce bez żadnych ludzi w jego wnętrzu. — Ty pewnie jesteś do tego przyzwyczajony, ale dla mnie to dziwne — powiedziała, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że Cole przecież nie słyszał jej myśli, więc pewnie teraz nie miał pojęcia, o czym ona mówi. — W sensie… Chodzi mi o tę ciszę i w ogóle pustkę — dodała zaraz. Niedługo później zajęła jedno z miejsc przy barze, ale nie zaprzestała rozglądania się po otoczeniu, jako że teraz mogła spojrzeć na Pearl Hour z zupełnie innej perspektywy, co było dla niej naprawdę ciekawe. — To na jakiego kolorowego drinka mogę liczyć? — spytała, chcąc dowiedzieć się, jaki ma wybór. Nie miała pojęcia, jakie są zdolności Cole’a w tym zakresie.

cole bernthal
nie ma fal#2284
wydra za napisanie karty ciri - the imaginative creator stevo - the multiholic lilo - the helping hand calvin - the sentimental one skittles - the rainbow freak friendly chats creatures of the night black like my soul kitchen-bound poison ivy the great british baking show majowe zadanie - festiwal kwiatów

były żołnierz / właściciel baru, pearl hour
cole bernthal
Awatar użytkownika
about me
Trzydzieści pięć lat, urodzony i wychowany w Monterey. Rozwodnik, żołnierz w stanie spoczynku i od roku także właściciel baru, który przejął po śmierci przyjaciela-żołnierza.
191 cm
35 lat
Cytuj

Post cole bernthal ()

Mężczyzna nie był pewien czy wypadało rzucić taką propozycją w stronę dziewczyny której praktycznie wcale nie znał. Nie to żeby obawiał się o swoje życie ale nie wiedział jak ona mogła to odebrać - było późno i aktualnie jego bar nie był miejscem publicznym, zaludnionym przez resztę klienteli. Byli tu całkowicie sami. Na swoją obronę miał jednak to, że nie chciał odprawiać jej z kwitkiem, kiedy faktycznie pofatygowała się i zdecydowała tutaj przyjść.
Kiedy w końcu zgodziła się mu towarzyszyć, otworzył metalowa kratę oraz drzwi, które przed momentem zamknął na trzy spusty. Nie stanowiło dla niego problemu siedzenie po godzinach w barze, o ile miał klawe towarzystwo i okazje przechylić kilka drinków na dobry sen. Wpuścił dziewczynę do lokalu i zamknął za nimi drzwi na wewnętrzny zamek, tak by nie musieli martwić się o nieproszonych gości. Dzielnica nie należała do najbezpieczniejszych, a także pora zachęcała rzezimieszków do tego by splądrować jego bar, który na dobra sprawę był dość łatwym celem do złupienia.
Wierz lub nie ale porządki po godzinach stanowią dla mnie swego rodzaju terapię — roześmiał się i zdjął z siebie skórzaną kurtkę, którą przerzucił przez jedno z barowym krzesełek. Nie był pedantem i narzekał za każdym razem kiedy musiał coś wokół siebie uprzątnąć ale tutaj czuł się zupełnie inaczej. Po zamknięciu często puszczał ulubioną muzykę i zabierał się za polerowanie szklanek. Ustawiał też i uzupełniał alkohol na witrynach i sprzątał pod ladą wszystko, co w pośpiechu zostawiali pracownicy. W domu nikt na niego nie czekał, więc większej różnicy nie robiło mu to czy siedział sam przed telewizorem czy w barze, gdzie mógł zając się czymś bardziej produktywnym. Od zakończenia kariery w wojsku, Cole szukał dla siebie przeróżnych zajęć, nie lubiąc bezczynnego trybu życia. Lubił podróżować, lubił być przydatny i wciąż poszukiwał celu w życiu, którym poniekąd był także ten bar.
Przez kilka dobrych godzin przewijała się tutaj cała masa ludzi, którzy przekrzykiwali się i rozlewali alkohol. Taka cisza to przyjemna odmiana po całym dniu ogarniania chaosu o pijanej klienteli — uśmiechnął się i wszedł za ladę, by móc przygotować im obiecane drinki. Nie przeszedł żadnego kursu miksologii ale sam dużo eksperymentował i próbował nowości, które przygotowywali zatrudnieni przez niego barmani.
Dobra, w takim razie muszę zrobić z Tobą krótki wywiad. Na ten moment wiem tylko, że zajebiście leży na Ciebie moja bluza, a to zbyt wiele nie wyjaśnia. Więc tak.. — urwał i zerknął pod ladą — Jest wódka, whisky, piwo, tequila. Wolisz drinka czy shoty? — zerknął, wychylając się zza lady, by poznać preferencje brunetki. Nie musieli przecież ograniczać się do drinków, skoro mieli tak obszerny wybór.

loey eldridge
rejwen#7021
wydra za napisanie karty stevo - the multiholic queenie - the social butterfly skittles - the rainbow freak william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 pontoons and swimmers drunken sailor around the world greening pains ikea is my second home heart to heart

inżynier mechaniczny, tesla
loey eldridge
Awatar użytkownika
about me
wycofana społecznie inżynier mechniczna, która o wiele więcej czasu spędza ze swoim królikiem niż z ludźmi
160 cm
30 lat
Cytuj

Post loey eldridge ()

Loey nie widziała w tym nic nadzwyczajnego, była sobie w stanie wyobrazić, że sprzątanie po całym dniu może być dla kogoś uspokajające. W przypadku Eldridge w ogóle było tak, że wolała spędzać czas w pracy wtedy, kiedy było w niej jak najmniej osób, ale wiązałoby się to pewnie z chodzeniem do niej w środku nocy, a tego jednak nie chciała robić, szczególnie odkąd wzięła pod swój dach Aurorę. Często jednak zastanawiała się, jak wyglądała fabryka, gdy nikogo w niej nie było, ewentualnie tylko kilka osób, które były tam niezbędne. Gdyby miała okazję, chętnie wkradłaby się tam w środku nocy, by popracować nad swoimi projektami, ale oczywiście nigdy nie zamierzała wdrażać tego planu w życie. Byłoby to skrajnie nieprofesjonalne, a poza tym Loey nigdy nie zdobyłaby się na odwagę, aby coś takiego zrobić.
E tam, wcale nie tak trudno w to uwierzyć — odpowiedziała z uśmiechem. Uważała to za coś zupełnie normalnego, choć może to dlatego, że sama miała zupełnie inne podejście do tego, co normatywne, a co nie, niż inni ludzie? W każdym razie na pewno nie zaczęła postrzegać Cole’a w odmienny sposób przez to, co jej powiedział. Ponadto sądziła, że każdy powinien trzymać się tego, co pomagało mu w przetrwaniu tego i kolejnego dnia; tych rzeczy, które sprawiały ludziom przyjemność, oczywiście o ile nie krzywdziły one innych. Wątpiła jednak w to, aby sprzątanie w barze było czymś, co sprawia ból drugiemu człowiekowi.
Ja bym nie wytrzymała w takim miejscu na dłużej — przyznała. Znała siebie i wiedziała, że ciągły hałas byłby dla niej nie do zniesienia. Potrzebowała ciszy, a w takim miejscu nie dało się czegoś takiego osiągnąć. Po kilku dniach miałaby dosyć. — Także podziwiam cię, że tyle czasu tu spędzasz i dajesz sobie radę — dodała po chwili, bo dla niej naprawdę było to coś godnego uznania.
Słysząc o wywiadzie, od razu lekko się spięła, choć zdawała sobie sprawę z tego, że Cole powiedział to bardziej jako żart niż na poważnie. Jednakże nigdy nie była dobra w odpowiadanie na pytania dotyczące swojej osoby czy w ogóle mówienie o sobie, więc nic dziwnego, że trochę się zestresowała. W dodatku nie miała pojęcia, co sądzić o jego komentarzu na temat tego, jak wyglądała w jego bluzie. — Myślę, że wolę drinka — odparła, zastanawiając się, czy to dobra, czy może zła odpowiedź. A może obie były neutralne? To chyba pozostałość po czasach szkolnych, że automatycznie uznawała, iż jedna opcja musiała być tą niewłaściwą. — W sumie też wiem o tobie niewiele — zauważyła, odbijając trochę piłeczkę. No, ale była ciekawa, kim Cole tak właściwie jest, więc nic dziwnego, że chciała się czegoś dowiedzieć na jego temat. — A, no i od razu mówię, że za bardzo nie umiem o sobie opowiadać i nie jestem zbyt ciekawa, więc no, zostałeś uprzedzony — powiedziała, nie chcąc, by mężczyzna się potem rozczarował.

cole bernthal
nie ma fal#2284
wydra za napisanie karty ciri - the imaginative creator stevo - the multiholic lilo - the helping hand calvin - the sentimental one skittles - the rainbow freak friendly chats creatures of the night black like my soul kitchen-bound poison ivy the great british baking show majowe zadanie - festiwal kwiatów

ODPOWIEDZ