It was a good day. I'm so glad the sun stayed around
W ramach weekendowej niespodzianki, dorzucamy wam małe usprawnienie w kwestii multikont. Więcej możecie przeczytać tutaj.
Witamy po remoncie! <3 Pamiętajcie o twardym odświeżeniu, dzięki któremu wszystkie zmiany "załapią". Jeśli natkniecie się na jakieś problemy, których nie naprawi twarde odświeżenie - zapraszamy tutaj.
Hasło do konta universal person to monterey.
osoba do towarzystwa, studentka SJSU
basia mackenzie
Awatar użytkownika
about me
We can light the fire to warm us. This world is much too cold to sleep alone.
160 cm
24 lata
Cytuj

Post Baby Mackenzie ()

Splecione palce, ocierające się o siebie dłonie, delikatne drżenie kciuka, który co rusz głaszcze odrobinę chropowatą skórę. Baby czuje, że ręce Adrii wiele przeszły; zaczynając na domniemanych odwykach, aż po trwające latami tworzenie sztuki. Mackenzie gotowa była założyć się, że gdyby tylko otrzymała taką okazję - znalazłaby na palcach artystki małe zgrubienia i ranki - pamiątki po wszystkich obrazach, każdym twardym pędzlu, wszystkich muśnięciach farb. Chciałaby te dłonie fotografować. Chciałaby ich dotknąć inaczej - inaczej niż w pełnym obcych ludzi pomieszczeniu, inaczej niż wszystkie inne dłonie.
Chcesz czegoś jeszcze?
Policzki nie bledły, wciąż nabrzmiałe głęboką czerwienią. Chciała zbyt wiele rzeczy, o których nie powinno się mówić. Obecność Adrii wzbudziła w niej coś, o czego istnieniu nie miała nawet pojęcia. Czuła się dobrze w jej towarzystwie i przestała już żałować, że pojawiła się dziś w galerii.
- Nie chcę już żadnych obrazów - powiedziała, a w jej głosie rozbrzmiewała pewność. Zdawała sobie sprawę, że nie będzie w stanie znaleźć dla nich miejsca. Ściany kampera były wystarczająco duże, by pomieścić kilka fotek z polaroida, ale zdecydowanie zbyt małe, by wieszać na nich malunki nagich kobiet.
I choć nie chciała już żadnego tworu spośród tych wiszących na ścianie, to nie oznaczało wcale, że nie chce czegoś jeszcze. Wpatrywała się w Adrię z niekrytą fascynacją i - nie mogąc się powstrzymać - uniosła ich splątane dłonie. Ostrożnie wysunęła z uścisku palce i przyjrzała się skórze kobiety. Była jaśniejsza niż karnacja Basi, odrobinę bardziej spracowana i miejscami przebarwiona - jakby pochłaniała farby, które skapywały z pędzli podczas malowania.
- Bardzo chciałabym zaprosić cię na sesję - przyznała, uśmiechając się w trochę smutny sposób. - Ale nie mam obecnie warunków, a nie chcę cię zaciągać do jakiegoś lasu. - W jej głowie malował się ogromny tron, złota korona i pozująca, naga królowa - nikt nie pasował do tej roli lepiej niż Adria.
Jedynym problemem był… ten pieprzony kamper. Kto normalny zaprosiłby do takiego miejsca swoją ulubioną artystkę? Houghton zasługiwała na najlepsze warunki, na scenerię godną władczyni; nie na stojącą na uboczu beczkę.

Adria Houghton
lemonka#0165
wydra za napisanie karty it’s hard to believe - nagroda za rekordową ilość postów bean - the graphic master skittles - the rainbow freak better use spf pet me wine&dine cocktail with tom cruise bones 'n' friends black like my soul bingewatch all night redbull chimichangas don't let art die justice league we're nothing more than friends start of something new no hope, no love, no glory let's get it on friendly chats a hard day's night marcowe zadanie - bieg charytatywny marcowe zadanie - włamania marcowe zadanie - zlikwidowany parking

malarka i właścicielka MPAF Gallery, MPAF Gallery of Monterey
Adria Houghton
Awatar użytkownika
about me
hate to say that I'm lonely, hate to say that I miss you, hate to say that it's dark in here, but it's true
157 cm
35 lat
Cytuj

Post Adria Houghton ()

Adria dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego jak pozornie zwykłe pytanie, mogło dwuznacznie wybrzmieć z jej ust. Ust, które w swoim życiu spróbowało już wiele cudzych warg, posmakowało litry alkoholi, wypowiedziały wiele bolesnych słów. Ust, które gdyby teraz tylko mogły same wyrwałyby się jeszcze bliżej brunetki, ucałowały jej naskórek, poczuły jej smak. Baby była niebywale pociągająca, eteryczna i seksowna w swojej niewinnej otoczce.
– Dobrze, w takim razie będę musiała cię zaraz opuścić i faktycznie jakieś sprzedać. – uśmiechnęła się pod nosem, nie do końca zadowolona z wizji opuszczenia towarzystwa tej pięknej kobiety. Mogła ją zabrać, prowadzić od jednego interesanta do drugiego, ale wyszła z założenia że nie było to czymś, co jej towarzyszka chciałaby teraz robić. Nie dlatego, że wydawała się być nieodpowiednią osobą w tym towarzystwie, ale dlatego że sama Houghton nie uważała tego za coś godnego uwagi. Gdzie w ogóle była Indiana?
Adria trochę się rozproszyła, zdając sobie sprawę że piękna Lanaghan wyjechała już jakiś czas temu i lada chwila powinna znaleźć się na miejscu, dostarczyć jej fiolkę, która sprawi że faktycznie poczuje kieliszek, który właśnie trzymała w dłoni.
Uśmiechnęła się, nie ukrywając zdziwienia na kolejne słowa kobiety. Rzadko kto potrafił ją zaskoczyć, bo przecież wydawało jej się, że była już wszędzie, wszystko widziała i wszystko robiła. Nie spodziewała się, że kobieta faktycznie zechce ją fotografować. Daleko było Adrii do pięknych i szczupłych modelek, ale jakoś nie za bardzo jej to przeszkadzało. Lubiła siebie. Swoje brudne palce, długie włosy, jasną karnacje wydającą się odporną na jakiekolwiek słońce. Zmęczoną twarz i ciało, które należało już do tak wielu osób, że Houghton straciła rachubę kilka lat temu. Puściła jej dłoń, by zanurkować nią do wnętrza swojej torebki i wysunęła wizytówkę. Nie była pewna czy swoją czy Indiany, ale przez te drugą też łatwo było się z nią skontaktować.
Zrobiła krok w stronę kobiety, wyciągnęła dłoń i ułożyła na policzku swojej rozmówczyni, delikatnie je gładząc pochyliła się nad nią. – Tylko zadzwoń. – szepnęła wprost do jej ucha, musnęła wargami zarumieniony policzek i szybko się odsunęła. Posłała jej jeszcze krótki uśmiech, ale z oddali dojrzała Indianę więc przeszczęśliwa odeszła w jej stronę.

Baby Mackenzie
koniec
ada
wydra za napisanie karty bobby - the goof ciri - the imaginative creator dipsy - the relationship guru stevo - the multiholic queenie - the social butterfly marty - the originator leo - the storyteller skittles - the rainbow freak paige - the typewriter don't let art die chimichangas a hard day's night pinky promise i'm here for the drama moving day greening pains cocktail with tom cruise around the world let's go to the mall after all this time? always start of something new somebody that i used to know scream and shout no hope, no love, no glory money, money, money let's get it on cold brewsky i'm friends with mary jane

detektyw w wydziale zabójstw, san jose police department
Mara Dashwood
Awatar użytkownika
about me
You're still the one I run to. The one that I belong to. You're still the one I want for life
160 cm
30 lat
Cytuj

Post Mara Dashwood ()

numer dziewięć

Dawno się z rodzeństwem nie widziała. Nie wiedziała nawet co się dzieje z Faye, bo pisała do niej smsy kilka dni temu, a ta jej nie odpisywała, musiała być bardzo zajęta, aż sie Marze zrobiło smutno z tego powodu. Z Wren jak wiadomo nawet nie musiały rozmawiać, bo i tak miały jakieś bliźniacze super moce i Mara była pewna, że nic złego się jej nie dzieje. Gorzej było z Morganem, bo z nim ostatnio miała jakiś utrudniony kontakt i nawet jej nie odpisał jak mu wysłała jakiś mem o typie grającym w gry komputerowe. Z tego powodu też jej było mega smutno! Nie spodziewała się, że jak już jej się brzuch zarośnie to nagle nikt z nią nie będzie chciał gadać. Co za banda frajerów.
W końcu udało jej się umówić na rodzinne spotkania. Pierwsze miała mieć z Morganem, a kolejnego dnia planowała się spotkać z siostrą. Po ostatnich wielkich densach z Jettem była niestety w stu procentach pewna, że wciąż jest w nim zakochana i jej serce krwawiło obficie za każdym razem, gdy sobie pomyślała, że prawdopodobnie nigdy nie uda im się być razem. Całe szczęście, że w jej okolice wprowadził się całkiem hot sąsiad i mogła na nim sobie zawiesić wzrok zapominając na sekundzie o swoim przyjacielu. Słyszała, że jej brat natomiast miał o wiele ciekawsze życie uczuciowe, bo Wren na bank jej napisała od razu smsa, jak się okazało, że jednak się ruchnął z tą jej jakąś przyjebaną koleżanką. - Serio? Mówiłeś, że idziemy na pączki - a jak wiadomo była gliną, więc lubiła pączki. Nie wiedziała czemu ją ciągnął do galerii i teraz sobie musisz wymyślić czemu, pokaż swoją kreatywność. Oczywiście Mara była z tego całego rodzeństwa chyba jedyna względnie dobrze wykształcona więc pewnie jakieś typowe obrazy byłaby w stanie ogarnąć. - Wren mówiła, że się zakochałeś... prawda to? - zapytała, bo halo, w końcu jechali na jednym wózku! Po tylu latach! Z tą tylko różnicą, że on był szczęśliwy, a ona to cóż. Nie koniecznie.

morgan dashwood
catlady
wydra za napisanie karty bean - the graphic master queenie - the social butterfly marty - the originator friendly chats we're nothing more than friends heart to heart

Kompozytor, -
Morgan Dashwood
Awatar użytkownika
about me
I will hold your heart more tenderly than my own, Penny Beckert
185 cm
34 lat
Cytuj

Post morgan dashwood ()

Chciałabym wiedzieć, który to numer

Morgan to miał ułatwioną sprawę, bo jak się spotykał tylko z Wren to czasami udawał, że to jest Mara i miał odbębnione spotkania z obiema siostrami. Teraz jednak jak już uznał, że jest w szczęśliwym i stabilnym związku i miał chwilę wolnego, bo Penny też czasami musiała się w tej kancelarii pojawić to postanowił poświęcić czas Marze. Niech jej już będzie. Jak do niej zadzwonił to nawet usłyszał w jej głosie tęsknotę i desperację. Widać, że biedna dawno nie wychodziła do ludzi. O rodzeństwie to nawet już nie wspominam, bo ich nie widziała odkąd dała się postrzelić. W sumie niezła desperatka z tej Mary skoro dała się postrzelić jakiemuś typowi tylko po to, żeby się zobaczyć z rodzeństwem. Mogła po prostu zadzwonić, ale nie... musiała odjebać coś tak wielkiego. Masakra.
Ale no nieważne, umówili się w jakiejś miejscówie i jak ją zobaczył to zmarszczył nawet brwi. -Wow, Mara. Wyglądasz jak... dziewczyna. - No co miał powiedzieć. Widział ostatnio jej szafę i nie wyglądała zbyt kobieco. A sorki, teraz już ściągał różne ciuchy z Penny i nie da się ukryć, że Beckert wysoko postawiła poprzeczkę jeśli chodzi o kobiecość i ubiór.
Parsknął. -Jak na kogoś kto zarabia na życie przesłuchując ludzi, masz chujowy słuch. - Schował telefon do kieszeni, bo jeszcze chwilkę smsował sobie z operatorem. -Mówiłem, że idziemy po paczki. - Zamówił sobie pewnie nowe zeszyty do nut i wybrał jak debil odbiór osobisty. -A, że zamówienie będzie dopiero do odbioru za około godzinę, albo dwie to uznałem, że odchamimy się trochę i zobaczymy jakieś duperele z epoki kamienia łupanego. - Skąd on głupi i niewykształcony miał wiedzieć, że to jest galeria i że nie istniej coś takiego jak epoka kamienia łupanego. Dobrze, że ja o tym wiem, bo dostałam cynk od prywatnego archeologa.
-Prawda to. - Potwierdził i nie wiem czy tu się kupuje bilety, ale Morgan im kupił i nawet zostawił bileterce napiwek, bo już miał taki odruch. -Wren ci powiedziała czy wysłała ci mentalne sygnały za pomocą bliźniaczej więzi? - Był ciekawy czy jego siostry są kosmitkami i często zadawał Marze podchwytliwe pytania, bo ją dało się podejść bardziej niż Wren.

Mara Dashwood
alemalpa #7279
wydra za napisanie karty bobby - the goof dipsy - the relationship guru george - the mad writer stevo - the multiholic paige - the typewriter playing dress-up whale watchers friendly chats let's get it on no hope, no love, no glory it's leviOsa not levioSA pet me blood, sweat and tears heavy scales tea is love, tea is life

instruktor surfingu i kitesurfingu, szkoła surfingu
Lawrence r. monaghan
Awatar użytkownika
about me
Wrócił z Nepalu, gdzie charytatywnie budował domy i próbuje znaleźć swoją drogę, aby w końcu zacząć naprawdę cieszyć się życiem i zapomnieć o złamanym sercu.
197 cm
29 lat
Cytuj

Post Lawrence R. Monaghan ()

Starał się nie zastanawiać nad tym, jak to wszystko wygląda. Nie próbował w żaden sposób nazwać ich relacji, bo doskonale wiedział, że nie ma to żadnego sensu. Uznał, bardzo wspaniałomyślnie dla siebie, że głupotą byłoby marnowanie tego czasu na jakieś przemyślenia i mądre wnioski. Nie było w tym oczywiście za grosz logiki, ale szczerze? Miał to gdzieś. Chciał jak najwięcej czasu spędzić z Indianą, zanim to wszystko się rozsypie w drobny mak. Bo niestety, w to, że się rozsypie, absolutnie nie wątpił. Budowali to bez jakichkolwiek podstaw i fundamentów, lepiąc niczym zamek z piasku bez żadnego przemyślenia. Ale skoro i tak miał koniec końców cierpieć, że znowu ją straci, to przecież mógł jak najwięcej z tego mieć teraz, prawda? W jego głowie nawet miało to sens. I jego emocje i uczucia mocno pchały go w tym kierunku, chociaż rozsądek próbował się czasami gdzieś tam przebić i powiedzieć mu, że jest debilem, jeśli uważa, że ma to sens. Na szczęście miał wprawę z zagłuszaniu rozsądku. 
Ostatnio jakimś cudem w ich życiu było zdecydowanie mniej przypadkowych spotkań, a nieco więcej tych celowych, które zdecydowanie byli milsze. Dzisiaj też nie pojawił się przypadkiem w tym miejscu i nawet nie miałby jak tego udawać. Wiedział przecież, że tu pracuje. Wiedział, że jak tylko się tu pojawi w godzinach otwarcia galerii, to ją spotka. A biorąc pod uwagę, że żaden z niego specjalista od sztuki, który inwestował w drogie obrazy, to raczej na próżno byłoby szukać wymówek, dlaczego tu przywędrował. Dobrze więc, że miał inny powód, jakim była mniej lub bardziej przypadkiem wyjawiona mu przez Indianę informacja, że ma powód do świętowania. Nie do końca wiedział, co dokładnie chce świętować, ale zapowiedział się wtedy, że odwiedzi ją w takim razie pod koniec dnia z szampanem, bo co to za świętowanie bez szampana. Dlatego też właśnie wszedł do pomieszczenia, z butelką pod pachą i odszukał ją wzrokiem, uśmiechając się nawet mimowolnie na jej widok. 
Cześć – przywitał się, uśmiechając do niej ładnie. – Zgodnie z zapowiedzią nie jestem sam – poinformował ją bardzo poważnie, pokazując butelkę, którą ze sobą zabrał. Jedna to trochę za mało na ich możliwości, ale przecież coś na pewno wymyślą. – Ale najpierw musisz mnie wtajemniczyć, co dokładnie świętujemy, zanim się tym z Tobą podzielę – poinformował ją szczerze, bo jakby no… Był cholernie ciekawy tego, o co chodzi. 

indiana lanaghan
Patka
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic skittles - the rainbow freak whale watchers after all this time? always don't go breaking my heart drunken sailor let's get it on no hope, no love, no glory joey doesn't share food 4 chord songs cocktail with tom cruise wine&dine

artystka, właścicielka, MPAF Gallery
indiana lanaghan
Awatar użytkownika
about me
niespełniona artystka, która dostała galerię sztuki, więc próbuje się ogarnąć życiowo co jest trudne, bo nadal kocha Lawrence'a, tylko nie umie rozmawiać z nim o uczuciach przez unika tematu i trochę za dużo pije
166 cm
27 lat
Cytuj

Post indiana lanaghan ()

Nie umiała o nim nie myśleć. Po ich pierwszym spotkaniu robiła wszystko, żeby tylko skupić się na czymś albo kimś innym, bo wydawało jej się Lawrence siedzi w jej głowie non stop. Mocno się pomyliła, bo teraz wskoczyło to na jakiś inny poziom. Może przez to że nie chciała już o nim nie myśleć, bo mimo że mieli za sobą bolesna przeszłość to zdążyli drobić się nowych, o wiele przyjemniejszych momentów. O tym jej się miło myślało. Co prawda myśli związane z tym co w ogóle robią i jak można określić też się pojawiały, jednak jakoś łatwo było je gdzieś tam zakopać obracając sytuacje w pozytywną. Przecież to dobrze, że może do niego zadzwonić albo napisać w każdej chwili. Nie panikuje, jak polubi jego zdjęcie na instagramie, a odpowiadanie na relacje jest czymś może bez wahania robić. Czy jej to wystarczy? Na dłuższą metę pewnie nie. Ale miała go, miała go chociaż trochę a to zdecydowanie lepsze niż nic. A co najważniejsze mogła napisać do niego w takich momentach jak ten, kiedy nie wyobrażała sobie świętowania z nikim innym.
Wyjazd Adrii wcale jej nie zaskoczył. Spodziewała się tego, tak jak każdy kto ja znał. I to nawet nie trzeba było jej długo znać. Po prostu tak miała. Indiana nie raz zajmowała się galerią pod jej nieobecność, co było lekko stresujące, bo żadnej władzy tu nie miała i wszystko musiało przechodzić przez nieobecną szefową. I to nie tylko w sensie fizycznym, duchowo też gdzieś odlatywała, szczególni po używkach z jakimi lubiła spędzać czas. To co zrobiła było łatwiejsze, szczególnie że Indie zaufać mogła, nadal miała z tego zysk, więc przepisanie tego na nią wydawało się logiczne. Szczególnie, że taki placówek miała kilka, więc co za różnica? Może i bez znaczenia to było, ale no nie dla Lanaghan która od dłuższego czasu nie miała pojęcia co chce ze sobą zrobić pod względem zawodowym, więc ta propozycja trochę jej wszystko ułatwiła i rozjaśniła.
Siedziała przy biurku nieopodal wejścia, kiedy usłyszała otwieranie drzwi. Od razu podniosła głowę - Hejka - odpowiedziała uśmiechając się szeroko i bardzo ładnie, gdy do dostrzegła. zamykając skoroszyt leżący na jej biurku
- Świętujemy to - powiedziała unosząc ręce wskazując w sumie nic konkretnego, a przynajmniej tak się mogło wydawać, nadal brzmiąc dość tajemniczo. A co do alkoholu to Indie oczywiście była przygotowana, chociaż to co miała w szafce na jakąś specjalną okazję było spadkiem po Adrii. Na szczęście dzisiaj była wyjątkowa okazja, więc mogli bez oporów opróżnić każda butelkę - Moją galerię - wyjaśniała starając się opanować emocje i tylko na niego patrząc czekając na reakcję, ale nie wytrzymała po chwili podskoczyła podekscytowana - Dzisiaj podpisałam wszystkie dokumenty - pochwaliła się jeszcze, bo znaczyło to że oficjalnie wszystko było jej.

Lawrence R. Monaghan
yang#0327
wydra za napisanie karty ash - the loveable one bobby - the goof george - the mad writer queenie - the social butterfly misha - the aesthetic queen skittles - the rainbow freak all in white after all this time? always drunken sailor friendly chats i brought vodka! let's get it on no hope, no love, no glory scream and shout 4 chord songs moonshined world water day - the explorer-hh world water day - the finder-hh world water day - the detective-hh horror reveal - the conjuring horror reveal - nagroda specjalna

instruktor surfingu i kitesurfingu, szkoła surfingu
Lawrence r. monaghan
Awatar użytkownika
about me
Wrócił z Nepalu, gdzie charytatywnie budował domy i próbuje znaleźć swoją drogę, aby w końcu zacząć naprawdę cieszyć się życiem i zapomnieć o złamanym sercu.
197 cm
29 lat
Cytuj

Post Lawrence R. Monaghan ()

Na dłuższą metę zdecydowanie było to za mało. Szczególnie że Lawrence coraz częściej łapał się na tym, że chciał więcej i więcej. Widział też, że ich podejście do tego wszystkiego wraz z upływem czasu się zmieniało. Niestety nie sprawiało to oczywiście, że nagle miał jakieś rozsądne wnioski do wygłoszenia czy dorósł do tego, aby podjąć z nią rozmowę. Od tego dalej był tak samo daleko, kompletnie nie widząc, że przecież rozwiązałoby to większość ich problemów. Raczej skupiał się na tym, aby nie stracić tego, co mieli teraz. Bo tego naprawdę mocno nie chciał, nawet jeśli był świadomy, że to wszystko nie było idealne i na pewno nie potrwa to długo, bo w końcu się skończy i zostawi go ze złamanym po raz kolejny sercem. I chyba trochę naiwnie łudził się, że jeśli raz to trochę przebolał i jakimś cudem przeżył, to drugi raz będzie może łatwiej? Było to strasznie głupie, ale racjonalne argumenty jakiekolwiek się tutaj zupełnie nie sprawdzały. Po co więc miał tracić na to wszystko czas, skoro mógł się chwilowo cieszyć tym, co mieli? 
Nie do końca wiedział, czego się spodziewać, gdy oznajmiła mu, że będą świętować. Nie podejrzewał, że jej nowy związek na przykład, bo wtedy by nie zapraszała na to świętowanie jego, ale głupie myśli jakieś oczywiście w jego głowie się pojawiały, bo jakże inaczej. Nie miał pojęcia, jaka była dokładnie Adria, nie wnikał też dla swojego własnego dobra w to, jaka relacja łączyła ją z Indianą, więc chyba przekazanie Lanaghan galerii nie było czymś, co mu przyszło do głowy. Ale oczywiście nie oznaczało to, że nie miał zamiaru się cieszyć jej szczęściem. Rzadko kiedy ludziom spada coś z nieba praktycznie, więc należy mocno to doceniać. Szczególnie że przecież w pewnym stopniu było to jej spełnienie marzeń. Mając swoją własną galerię, miała przecież o wiele większe możliwości, prawda? A on jej tego bardzo życzył. Przecież zawsze była tą, która w ich związku wiedziała, co w życiu chce robić. Sztuka towarzyszyła jej od kiedy ją znał i nie wyobrażał sobie, aby miała zająć się czymś innym. Miło było wiedzieć, że nie stała w miejscu i mogła spełniać marzenia, zasługiwała na to. 
Gdy ją zobaczył taką radosną i promienną, to trudno było mu nie podzielać jej nastroju, więc uśmiech momentalnie pojawił się na jego twarzy, a w oczach pojawiły się wesołe iskierki. Które najpierw lekko przygasły, gdy zmarszczył brwi, nie do końca rozumiejąc, jakie to ma na myśli, a potem stały się jeszcze jaśniejsze i bardziej promienne, gdy dotarło do niego, że mówi o tym wszystkim, o całej galerii. 
Twoją galerię? – powtórzył i choć brzmiało to nieco, jakby nie dowierzał, to nie było to podyktowane żadnym zwątpieniem w jej możliwości, jedynie szokiem. I pewnie, gdyby nie był w takim mocnym szoku, to trochę mocniej przemyślałby swoje zachowanie, ale w tym momencie jednak cieszył się tak ogromnie jej szczęściem, że nie zastanawiał się nad niczym i działał bardzo impulsywnie. Więc zamiast powiedzieć coś jeszcze, to po prostu złapał ją za rękę, aby nieco do siebie przyciągnąć i pocałować. Tak, jak nie całuje się byłych dziewczyn, bo bardzo namiętnie i intensywnie. Ale przecież nie był to pierwszy raz, gdy to robił. I liczył, że nadal nie ostatni. 
Gratuluję – powiedział cicho, uśmiechając się do niej niewinnie, gdy się już od niej odsunął. – To fantastyczna okazja do świętowania – dodał jeszcze, naprawdę cieszą się jej szczęściem, co bez najmniejszego problemu mogła zauważyć. – Dobrze, że zabrałem porządnego szampana – dodał jeszcze, wskazując na butelkę. No żaden ruski, tylko porządne trunki

indiana lanaghan
Patka
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic skittles - the rainbow freak whale watchers after all this time? always don't go breaking my heart drunken sailor let's get it on no hope, no love, no glory joey doesn't share food 4 chord songs cocktail with tom cruise wine&dine

artystka, właścicielka, MPAF Gallery
indiana lanaghan
Awatar użytkownika
about me
niespełniona artystka, która dostała galerię sztuki, więc próbuje się ogarnąć życiowo co jest trudne, bo nadal kocha Lawrence'a, tylko nie umie rozmawiać z nim o uczuciach przez unika tematu i trochę za dużo pije
166 cm
27 lat
Cytuj

Post indiana lanaghan ()

Jeśli dobierze się dwoje głupków, którzy będą się kochać równie mocno to wyjdzie taka katastrofa, Ona myślała przecież dokładnie tak jak on. Rozmowa wiązała się z ryzykiem, którego ona też nie chciała podejmować. Była pewna, że wyjdzie na tym jeszcze gorzej niż teraz, jakby w ogóle było to możliwe. Ale dla niej było. Wizja utraty nie była czymś co w ogóle potrafiła sobie wyobrazić. Szczególnie że jej życie było o wiele lepsza kiedy był jego częścią. Wszystko wydawało się legnąć w gruzach wraz z jej wyjazdem, naprawiając się jakimś magicznym sposobem odkąd pierwszy raz spotkali się na plaży. Z tym nie dało się dyskutować. I faktycznie chciał więcej, dokładnie tak jak ona, jednak nie trudno było zauważyć, że ona z chęcią mu to dawała. Tak w zasadzie to dałaby mu wszystko, bez wahania.
Jej relacja z Adrią była bardzo wyjątkowa. To chyba dobre słowo. Były blisko nie wiedząc o sobie za wiele. Indianie włączał się jakiś dziwny instynkt, który na ogół miała tylko jeśli chodziło o jej siostry, chociaż ich relacja do siostrzanych zdecydowanie nie należała. I jakby faktycznie chciały spróbować być razem to skończyłoby się katastrofą. Więc ciężko było to opisać, ale ewidentnie Adria widziała w niej o wiele więcej niż ona sama skoro podjęła taka a nie inna decyzję. Albo to narkotyki. Kto wie. Tak czy inaczej do niczego miedzy nimi nie zdążyło dojść, więc Lawrence mógł pytać śmiało. Tak jak ona chyba powinna zapytać go o Halle i opowiedzieć mu co odwaliła (znowu), ale też dla własnego dobra zdecydowała że jednak tego nie zrobi. Nie ma co psuć pięknych chwil. W końcu był tu z nią, a nie gdzieś tam z tą lafiryndą, prawda?
Z uśmiechem pokiwała głową. Sama do końca nie wiedziała co ją powstrzymało przed radosnym podskokiem, bo naprawdę była w humorze na coś takiego - Nie wiem czemu Adria uznała, że to dobry pomysł, ale uznała - wzruszyła lekko ramionami zanim zdążył zrobić coś czego zupełnie się nie spodziewała. Nie odważyła się nawet o tym pomyśleć, bo wydawało jej się to zbyt idealne nawet jak na bańkę. Oczywiście protestować nie zamierzała. Oddała pocałunek ręce układając na jego plecach i przysuwając się do niego najbliżej jak się dało. I w tym momencie bańka stała się jeszcze bardziej bajeczna.
- Dziękuję - odpowiedziała uśmiechając się ładnie, trochę jakby była na haju po tym pocałunku. Bo była. Nie chciała się też od niego odsuwać, ale szampan czekał, więc cmoknęła go jeszcze w usta zanim przeniosła wzrok na butelkę - Całkiem niezły. Masz szczęście - stwierdziła - Teraz jako właścicielka galerii pije tylko najlepsze alkohole - nie do końca to była prawda, bo jakby ktoś jej zaproponował wino z kartonu to nadal by nie odmówiła, ale akurat dzisiaj mogła poudawać, że gust ma wykwintniejszy niż w rzeczywistości miała - Toast a potem Cię oprowadzę? - zaproponowała biorąc kieliszki, które sobie czekały na stoliku,. Nie do końca miało o zabrzmieć jak nieprzyzwoita propozycja, ale zabrzmiało. Nie ma się do oszukiwać, że Indie nie chciała z nim wypróbować kilku miejsc w swoim nowym biurze, chociaż to wcale nie dlatego go tu zaprosiła. Nie wyobrażała sobie świętowania z nikim innym. Kiedyś ktoś powiedział, że liczyła się tylko osoba, której jako pierwszej chciało się opowiedzieć o czymś dobrym co cię spotkało i to właśnie w jej przypadku był on. Bez wątpienia.

Lawrence R. Monaghan
yang#0327
wydra za napisanie karty ash - the loveable one bobby - the goof george - the mad writer queenie - the social butterfly misha - the aesthetic queen skittles - the rainbow freak all in white after all this time? always drunken sailor friendly chats i brought vodka! let's get it on no hope, no love, no glory scream and shout 4 chord songs moonshined world water day - the explorer-hh world water day - the finder-hh world water day - the detective-hh horror reveal - the conjuring horror reveal - nagroda specjalna

instruktor surfingu i kitesurfingu, szkoła surfingu
Lawrence r. monaghan
Awatar użytkownika
about me
Wrócił z Nepalu, gdzie charytatywnie budował domy i próbuje znaleźć swoją drogę, aby w końcu zacząć naprawdę cieszyć się życiem i zapomnieć o złamanym sercu.
197 cm
29 lat
Cytuj

Post Lawrence R. Monaghan ()

Trudno stwierdzić, co musiałoby się wydarzyć, aby któreś z nich w końcu zmądrzało. Chyba potrzebowali jakiejś dobrej wróżki niczym matka chrzestna z Kopciuszka, czy coś w ten deseń. Lawrence jakby było trzeba, to by nawet za nią ze szklanym butem mógł latać, nie ma problemu. I wozić ją na dyni przez miasto, proszę bardzo. Tylko niestety, aby to wszystko miało sens, to chyba ktoś rzeczywiście powinien im w końcu przemówić do rozsądku i pokazać, jak bardzo głupi i ślepi byli. Bo inaczej to wszystko przecież ostatecznie pójdzie na marne. No może nie tak w stu procentach, bo przeżyją całkiem fajne chwile, które na pewno będą stanowić piękne wspomnienia, ale jednak mogliby mieć z tego o wiele więcej, gdyby tylko przestali się bać i być upartymi osłami.
Nie zamierzał pytać o Adrię, bo skoro jej tu nie było, to tak naprawdę po co? Tak samo jak ona, tak i on nie miał zamiaru psuć atmosfery w żaden sposób. Chciał korzystać z tego, co mieli, nie było chyba w tym absolutnie nic dziwnego, prawda? Wszelkie dylematy i rozważania poważne lub mniej poważne, całkiem łatwo odkładało mu się przy niej na bok. Nie myślał w tym momencie ani o tym, że była jakaś Adria i pewnie jeszcze ktoś inny, z kim Indiana miała jakąś relację mniej lub bardziej skomplikowaną. Nie myślał o Halle, ani o żadnej innej mniej lub bardziej udanej randce, na jakiej był w ostatnim czasie, nieudolnie próbując zapomnieć o byłej dziewczynie. Nie myślał nawet o Lainey, która dopiero co się z Indianą biła. No generalnie myślał tylko o niej i wcale nie było mu z tym jakoś źle.
Skoro tak uznała, to na pewno dostrzegła Twój nieograniczony potencjał na zawojowanie świata sztuki — stwierdził, co było nieco żartobliwe, ale w sumie nie do końca. Bo on naprawdę w nią wierzył, akurat. I to bardzo, bardzo mocno. I szczerze uważał, że zasługiwała na taką możliwość. Cieszył się więc chyba prawie tak samo, jak ona tym wszystkim. Tak, jak chyba dawno niczym innym się nie cieszył, bo przecież nigdy nie kłamał, gdy mówił, że życzy jej jak najlepiej. Zasługiwała przecież na to. I fakt, że im do końca nie wyszło i nie potrafili ze sobą odpowiednio się dogadać, nic w tej kwestii nie zmieniał. Tak samo, jak nie zmieniał nic w tym, że nadal ją kochał. Co akurat nie do końca było wskazane, bo mocno utrudniało mu życie.
Oho, ledwo się dorobiła, a już się w głowie poprzewracało… — stwierdził, z rozbawieniem jej się przyglądając. — Dobrze, że mój ojciec jest burmistrzem, bo inaczej miałbym wątpliwości, czy wypada Ci się w ogóle ze mną zadawać — dodał jeszcze. No w końcu był tylko instruktorem surfingu w lokalnej szkółce, nic nadzwyczajnego. Gdzie mu do takiej poważnej kobiety biznesu, jak ona.
Dobrze, podoba mi się ten plan — pokiwał głową, nie spuszczając z niej wzroku ani na chwilę, bo w sumie czemu, by miał? Była tak piękna, że było to niesamowicie trudne do osiągnięcia. Ale zmusił się do tego, gdy zajął otworzeniem się szampana i rozlaniem go do kieliszków, a potem odstawił butelkę na jakiś stolik czy cokolwiek. Później po nią pewnie i tak wrócą. — W takim razie za Ciebie. I za Twoje sukcesy. Ten i kolejny — wielu ich jej przecież życzył i wiedział, że na laurach nie będzie zbyt szybko spoczywać. Dlatego też takie ładne słowa wygłosił, patrząc jej w oczy z uśmiechem, a następnie delikatnie stuknął swoim kieliszkiem w jej, bo przecież bez tego toast się nie liczy.

indiana lanaghan
Patka
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic skittles - the rainbow freak whale watchers after all this time? always don't go breaking my heart drunken sailor let's get it on no hope, no love, no glory joey doesn't share food 4 chord songs cocktail with tom cruise wine&dine

artystka, właścicielka, MPAF Gallery
indiana lanaghan
Awatar użytkownika
about me
niespełniona artystka, która dostała galerię sztuki, więc próbuje się ogarnąć życiowo co jest trudne, bo nadal kocha Lawrence'a, tylko nie umie rozmawiać z nim o uczuciach przez unika tematu i trochę za dużo pije
166 cm
27 lat
Cytuj

Post indiana lanaghan ()

Matka wróżka brzmiała bardzo ciekawie, tylko pytanie czy ona by podołała. Byliby dla niej niemałym wyzwaniem, bo przecież nawet jakby ich zamknąć razem w piwnicy to by nie porozmawiali a znaleźli sobie jakieś inne zajęcie. po mistrzowsku właśnie to robili do tej pory. Bo nawet jakby jej ktoś powiedział, że była głupia krową, która nie miała racji a on nadal ją kocha to nie miałaby odwagi go zapytać. Prędzej by znowu uciekła, niż porwała się na taką rozmowę. Wtedy by wyszło przecież, że to wszystko jej wina. Że to ona zepsuła najpiękniejsze co w życiu miała.
Niemyślenie o innych przychodziło jej bardzo łatwo kiedy była z nim. W drugą stronę to już tak nie działało, bo zupełnie nie potrafiła go wyrzucić z głowy. Zagłuszała to alkoholem, towarzystwem innych i dopóki nie wiedziała, że wrócił do miasteczka, jakoś jej to wychodziło Na chwile, bo na chwilę, ale był to chociaż moment, w którym nie cierpiała. Ale odkąd pocałował ja w tym barze nie działało to już nawet na chwilę.
- Uuu - teraz dał czadu, bo bardzo pięknie to brzmiało i jeśli było chociaż trochę prawdą to Indie poczułaby jak najbardziej wyjątkowa osoba na świecie. Przecież Adria nie była byle kim, a to co osiągnęła sprawiało że jej nazwisko znał każdy. Więc jeśli ktoś taki uznał, że faktycznie ma potencjał znaczyło, że go ma i tyle. Nie można sie z tym było kłócić - Poproszę mi tak mówić więcej. Najlepiej aż obrosnę w piórka - rzuciła rozbawiona. W jej przypadku akurat tego się nie trzeba było bać, bo Indie za mocno wątpiła w siebie i była zbyt normalna, żeby faktycznie liczne komplementy mogły sprawić, że jej to do głowy uderzy. Ale komplementów miło się słuchało. Kolejna rzecz która ich łączyła, bo ona też chciała dla niej jak najlepiej. Chciała żeby spełniał swoje marzenia i jakby tylko wiedziała jakie one były to zrobiłaby wszystko, żeby mu pomóc je osiągnąć. Bez wątpienia na to zasługiwał.
- Co mogę powiedzieć... - zaczęła niby z powagą - Syn burmistrza to całkiem niezła partia, więc możesz zostać - dokończyła, chociaż długo jej się nie udało utrzymać tego tonu i zaczęła się śmiać. Zupełnie nie miało znaczenia kim był. Cokolwiek by nie robił też nie wpływało w żaden sposób na jej uczucia. Wystarczyło, że jej na to pozwoli a ona chętnie będzie zawsze u jego boku - Najgorsze jest to, że chyba powinnam się teraz tak ubierać - wyznała po chwili wskazując na sukienkę, która miała na sobie porzucając zabawę w wielką panią. Nie żeby sukienka nie była w jej stylu, bo była najbardziej jak tego typu sukienka mogła być. Ale nadal to nie cos co normalnie by nosiła - Bywałam z Adrią na jakiś spotkaniach z jakimiś typami w garniakach i tam się trzeba prezentować jakoś...poważnie - razem z galerią zostały jej przecież wszystkie kontakty i umowy, które musiała pielęgnować. Przynajmniej dopóki sama jakiś znajomości nie zdobędzie i nie będzie miała innego planu na prowadzenie galerii.
Uśmiechnęła się ładnie obserwując go cały czas kiedy otwierał szampana. Nie tylko jemu było ciężko się nie gapić, bo trzeba nazwać rzeczy po imieniu. Indie dokładnie to teraz robiła. Chociaż może podziwiała to ładniejsze słowo. Bo nie tylko ona tutaj była piękna. On w sumie był i piękny i przystojny idąc tokiem myślenia babci. Bo przystojny to każdy wysoki mężczyzna, ale nie każdy przystojny jest też piękny - Wspaniały toast - przyznała lekko sie nabijając, ale no ona mimo że się dopraszała komplementów i atencji to jak już to miała to się czuła lekko niezręcznie przez co żarciki sie sypały. Po tym jak się stuknęli kieliszkami opróżnili zawartość kieliszków, bo pewnie Lawrence im tak nadal jak dla ludzi z klasa, więc ich zawartość uzupełnili przed wycieczką. Indie faktycznie pokazała mu wszystkie wiszące na ścianach obrazy, pochwaliła się które to ona upolowała, aż w końcu dotarli do ostatniego punktu wycieczki - A teraz uwaga - zaczęła z powagą - Moje osobiste, wyjątkowe, moje własne biuro - też umiała pięknie mówić. Kiedy otworzyła drzwi ujrzał pomieszczenie, które bardziej jej być nie mogło. Była piękna kanapa, porozrzucane po całym biurku dokumenty, kilka kwiatków, jakieś buty w kącie. Chaos i piękno.

Lawrence R. Monaghan
yang#0327
wydra za napisanie karty ash - the loveable one bobby - the goof george - the mad writer queenie - the social butterfly misha - the aesthetic queen skittles - the rainbow freak all in white after all this time? always drunken sailor friendly chats i brought vodka! let's get it on no hope, no love, no glory scream and shout 4 chord songs moonshined world water day - the explorer-hh world water day - the finder-hh world water day - the detective-hh horror reveal - the conjuring horror reveal - nagroda specjalna

instruktor surfingu i kitesurfingu, szkoła surfingu
Lawrence r. monaghan
Awatar użytkownika
about me
Wrócił z Nepalu, gdzie charytatywnie budował domy i próbuje znaleźć swoją drogę, aby w końcu zacząć naprawdę cieszyć się życiem i zapomnieć o złamanym sercu.
197 cm
29 lat
Cytuj

Post Lawrence R. Monaghan ()

Byli sporym wyzwaniem dla każdego, nie da się ukryć. Słuchając ich pierdolenia, które każde zatrzymywało nieco znacznym stopniu w swojej głowie, zamiast się tym podzielić na głos, to łatwo było załamać nad nimi ręce i stwierdzić, że to przykład beznadziejny, z którym niewiele da się zrobić. Chociaż rozwiązanie tak naprawdę było teoretycznie proste, chociaż cholernie trudne do wprowadzenia życie, bo wystarczyło ich zmusić do szczerej rozmowy. Wtedy przecież okazałoby się, że wcale to nie do końca wszystko jej wina. Lawrence swoje za uszami też miał i dobrze o tym wiedział, bo przecież jej wątpliwości przecież nie wzięły się znikąd. Miały dość solidne podstawy w postaci jego gównianego zachowania i bycia naprawdę słabym chłopakiem i mocno sfrustrowanym człowiekiem. Co niestety w żaden sposób go w tym nie usprawiedliwiało ani nie rozgrzesza, bo przecież efekt był taki, że mocno ją zawiódł.
Da się to załatwić — stwierdził, przyglądając się jej z wesołym błyskiem w oku. — Całkiem łatwo się prawi komplementy, gdy się jest o nich w stu procentach przekonanym — tak było, nie zmyślał. Być może nie powinien aż tak tutaj szaleć z miłymi słowami, być może wymagane było nieco więcej dystansu, ale jednak był na tyle ucieszony jej sytuacją, że w sumie stwierdził, że pieprzyć to. Mieli co świętować, mógł dać się nieco ponieść emocjom, prawda? Zresztą to nie będzie pierwszy raz, gdy zachować się nie do końca odpowiednio do sytuacji. No zdarza się, niewiele mógł na to poradzić, bo przy niej mocno gubił mu się rozsądek. Jeszcze mocniej niż zazwyczaj, a nie da się ukryć, że nie nim się w życiu kierował najczęściej.
Och, dzięki. Jesteś bardzo łaskawa — przyznał, kiwając głową z uznaniem. Co najmniej, jakby właśnie podpisała akt ułaskawiający, dzięki któremu nie straci głowy, czy coś. Jak coś, to i tak było na to za późno, bo dawno ją stracił. I to dla niej, tylko zapomniał jej powiedzieć, że to nadal aktualne.
Jesteś właścicielką galerii w nie najmniejszym mieście w Kalifornii i świetną malarką — przypomniał jej, gdy wspomniała o tym, że coś tam musi, bo chyba zapomniała, na jakiej była pozycji. — Myślę, że co najwyżej możesz się tak ubierać, jeśli będziesz miała na to ochotę — dokończył i w sumie w stu procentach się z tym zgadzał i właśnie tak uważał. Wszystko mogła i wszystko jej wypadało, nic nie musiała. To powinno być jej motto, zasługiwała na takie życie. A powaga… No nie była czymś, co do niej pasowało. I wiadomo, że czasami trzeba było się zachować, ale jednak liczył, że uda jej się w tym wszystkim odnaleźć na tyle, że nikogo udawać nie będzie musiała. Tak, jak teraz. Gdy była w stu procentach sobą i to w najwspanialszej wersji, bo niezwykle promiennej i radosnej, gdy pokazywała mu wszystko, oprowadzając go po kolei po wszystkich istotnych częściach, najważniejszą zostawiając na koniec.
Wygląda jak bardzo Twoje biuro — przyznał z uśmiechem, rozglądając się po pomieszczeniu, które rzeczywiście było pełne jej. I to nie tylko dlatego, że pewnie miała tam już sporo swoich rzeczy, ale po prostu. Było bardzo jej.
Całkiem szybko się urządziłaś — dodał jeszcze, unosząc lekko brew, chociaż w sumie to wcale w nią w tej kwestii nie wątpił, bo przecież zawsze wiedziała, od czego zacząć. A jednak skoro przejęła tę galerię po Adrii i wcześniej pracowała tu w innym charakterze, to stworzenie tu swojego miejsca było bardzo istotne. I początkowo nawet przyglądał się temu miejscu, ale potem zawiesił wzrok na niej, bo nie mógł się napatrzeć, jaka szczęśliwa była. I bardzo musiał się powstrzymywać, aby tego nie zepsuć powiedzeniem, że ją kocha. Było to trudne, bo czuł to w tym momencie chyba jeszcze mocniej.

indiana lanaghan
Patka
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic skittles - the rainbow freak whale watchers after all this time? always don't go breaking my heart drunken sailor let's get it on no hope, no love, no glory joey doesn't share food 4 chord songs cocktail with tom cruise wine&dine

artystka, właścicielka, MPAF Gallery
indiana lanaghan
Awatar użytkownika
about me
niespełniona artystka, która dostała galerię sztuki, więc próbuje się ogarnąć życiowo co jest trudne, bo nadal kocha Lawrence'a, tylko nie umie rozmawiać z nim o uczuciach przez unika tematu i trochę za dużo pije
166 cm
27 lat
Cytuj

Post indiana lanaghan ()

Faktycznie trochę byli takim przypadkiem beznadziejnym. Nie do końca wiadomo czy się z tego śmiać czy płakać, bo to było tak samo komiczne co tragiczne. Oni może nie zdawali sobie z tego sprawy, ale jak już kiedyś do tego dojdzie to będą sobie jeszcze bardziej pluć w brodę. Chociaż pewnie wtedy wymyślą jakiś kolejny problem, kolejną przeszkodę, bo wydaje się że to ich specjalność. Ale może ktoś ich wtedy porządne potrząśnie dzięki czemu w końcu się ogarną i może będą mieli to swoje szczęśliwe zakończenie, na które ewidentnie zasłużyli. Chociażby przez to jak bardzo się kochają. A ona kochała go na tyle mocno, żeby złamać sobie serce tylko po to żeby on był szczęśliwy. Co prawda wcale nie musiała, ale o tym nie wiedziała niestety.
- Jesteś dzisiaj bardzo miły - stwierdziła patrząc na niego uważnie i mrużąc oczy - Zaraz pomyślę, że chcesz mnie zaciągnąć do łóżka Monaghan - powiedziała, jakby faktycznie przejrzała jego chytry plan, chociaż dobrze wiedziała, że wcale takiego nie ma. Tak samo jak on dobrze wiedział, że wcale by nie musiał się aż tak starać, żeby to się wydarzyło. Na wejście mu to pokazała przecież. Ale temat zmienić musiała, bo nie spodziewała się, że tak chętnie będzie ją chwalił i tyle komplementów z jego ust usłyszy. Nie mówiąc już o tym, jak cieszył się razem z nią. To jak spełnienie marzenia, którego w ogóle nie miała odwagi marzyć. A rozsądek to bardzo dziwna rzecz. Indiana go chyba nie posiadała, co widać było na załączonym obrazku. Przy nim nawet nie uważała, że powinna go mieć, bo wtedy straciłaby to wszystko, a tak szczęśliwa jak teraz dawno nie była.
- Jeśli chodzi o to drugie to wielu by się z Tobą nie zgodziło - poinformowała go z lekką goryczą w głosie, mimo że starała się żeby zabrzmiało to bardzo luźno. Ominęło go trochę jeśli chodzi o jej karierę, a pobytu w Nowym Jorku jakoś dobrze nie wspomina. W końcu wróciła tu, nie ma żadnej wystawy na swoim koncie, a ludzie nie biją się żeby móc kupić jej obraz. To o czymś świadczy. I nie było żadnego ale. Świadczy po prostu o tym, że artystką wcale nie jest dobrą - To bardzo ładna wizja - przyznała - Ale Ci goście w garniakach są inni - pokiwała głową - A oprócz pieniędzy, które chce mają też kije w dupie więc krótkie spódniczki robią na nić niezbyt pozytywne wrażenie. Sprawdziłam - on coś powinien o tym wiedzieć. Może sam nie należał do tego grona, ale na pewno zasiadał przy stole z takimi. I o ile jako zwykły pracownik czy dziewczyna kolegi z pracy mogła mieć totalnie gdzieś co o niej myślą, tak teraz jednak sprawa wyglądała trochę inaczej. Musieli ją traktować poważne, więc zarówno jej artystyczna jak i puszczalska persona musiały zostawać częściej w domu. Na szczęście nie teraz. Teraz, przy nim, mogła być tym kim chciała. w stu procentach sobą.
- Adria rzadko tu bywała, więc zdarzało mi się tu przesiadywać i kilka kwiatków przynieść - przyznała - A bałagan umiem szybko robić. Wiesz coś o tym - powiedziała. Wiedział bardzo dobrze, bo na własnej skórze się przekonał, że świeżo posprzątane mieszkanie to Indie żadna świętość. Znaczy błotu Ci do domu nie naniesie, ale rozbierając się koszulkę na podłogę rzuci. Czemu by nie?
Widziała to. Widziała jak na nią patrzył, ale nie miała pojęcia co ten wzrok oznaczał. A przecież powinna, bo nie patrzył na nią tak pierwszy raz. Co prawda ostatnio dość dawno temu, jednak tego się nie zapomina. I może by jej to przyszło do głowy, ale nie miała odwagi tak pomyśleć. Jeśli dopuściłaby do siebie chociaż malutką myśl, że faktycznie może coś do niej czuć i okazałoby się to nieprawdą to totalnie by się posypała. Lekko uśmiechnięta patrzyła na niego stojąc oparta o framugę - O czym myślisz? - zapytała nie zastanawiają się zbytnio nad tym czy powinna go o to pytać. Było to dla niej oczywiste, że chce wiedzieć co mu teraz po głowie chodzi, bo przecież widziała że coś się tam działo, a atmosfera jaka dzisiaj między nimi panowała sprawiała, że zapomniała że nie powinna.

Lawrence R. Monaghan
yang#0327
wydra za napisanie karty ash - the loveable one bobby - the goof george - the mad writer queenie - the social butterfly misha - the aesthetic queen skittles - the rainbow freak all in white after all this time? always drunken sailor friendly chats i brought vodka! let's get it on no hope, no love, no glory scream and shout 4 chord songs moonshined world water day - the explorer-hh world water day - the finder-hh world water day - the detective-hh horror reveal - the conjuring horror reveal - nagroda specjalna

instruktor surfingu i kitesurfingu, szkoła surfingu
Lawrence r. monaghan
Awatar użytkownika
about me
Wrócił z Nepalu, gdzie charytatywnie budował domy i próbuje znaleźć swoją drogę, aby w końcu zacząć naprawdę cieszyć się życiem i zapomnieć o złamanym sercu.
197 cm
29 lat
Cytuj

Post Lawrence R. Monaghan ()

Jeśli w końcu zmądrzeją, to zamiast pluć sobie w brodę, mogliby w końcu po prostu cieszyć się tym, co będą mieli. I co mieli właściwie w pewnym sensie już teraz, tylko niestety im to mocno umykało. Czy można było mieć nadzieję, że w końcu to nastąpi? Trudno stwierdzić. Patrząc na nich teraz, naprawdę ciężko było wierzyć, że cokolwiek ostatecznie ogarną, bo byli zagubieni niczym głuche dzieci we mgle w środku nocy. Chociaż Lawrence coraz częściej się łapał na tym, że to, czego przecież kompletnie nie powinien mówić, znajdowało się już na końcu języka, w który musiał mocno się ugryźć, aby tego na głos nie palnąć. Więc kto wie, może jednak była jakaś tam nadzieja, którą odnajdą, ale oczywiście przypadkiem? Że zrobią to świadomie jakkolwiek, to raczej nie było co liczyć. No ale może taki był ich urok, czy coś tam.
Zawsze jestem miły — obruszył się. — No dobra, prawie zawsze — sprostował jednak, bo zdarzało mu się być dla niej nie do końca fajnym człowiekiem w ostatnim czasie. Głównie z zazdrości, a jakże inaczej. — I nie taki jest cel co prawda, ale jedno nie wyklucza drugiego — dodał jeszcze, niby całkiem niewinnie i lekko niedbale, wzruszając przy tym ramionami, jakby w sumie to rozmawiali o pogodzie, czy coś tam. No może nie do łóżka, ale mogli przecież sprawdzić, czy kanapa, którą ma w swoim własnym, prywatnym biurze, jest na pewno odpowiednio wygodna. Ale na wszystko przyjdzie czas odpowiedni, jeśli oczywiście chęci będą. Chociaż w to drugie to raczej nie ma co wątpić, bo chęci im nigdy w tym zakresie nie brakowało i wychodziło im to też bardzo dobrze. Całe szczęście tysiąc razy lepiej niż rozmawianie, szczególnie o poważnych sprawach.
Teoretycznie nie jest to coś, z czym mam prawo specjalnie dyskutować — nie był przecież wielkim znawcą sztuki czy jakimś tam super krytykiem, którego słuchał z zapartym tchem cały świat. Nie był nawet takim krytykiem, którego wypowiedzi publikowali w gazetce szkolnej. — Ale wierzę w Ciebie, myślę że przyjdzie jeszcze na to czas — było to bardzo proste i bardzo szczere. Może nieco zbyt szczere nawet, ale tego nie mógł zachować dla siebie, bo tak było. Nieważne, czy kochał ją z wzajemnością, czy nie. Widział przecież chyba najlepiej ze wszystkich, ile miała w sobie pasji i zaangażowania. I miłości do malowania. Dlatego też nie godziło się według niego, aby mogło się to zmarnować.
Sporo tracą — skomentował tylko i w sumie odnosiło się to nie tylko do krótkich spódniczek, w których Indiana wyglądała fantastycznie przecież, ale też do tego, że nie doceniają jej talentu na przykład. Nie wdawał się jednak w szczegóły w tym momencie, trochę po to, aby nie ciągnąć jednak tego tematu, który chyba nie do końca przyjemny dla niej był, a po drugie, aby też nie zdradzać się za bardzo ze swoimi uczuciami. Bo jednak to był już grząski grunt, w który łatwo było się zapaść. Pokiwał za to z lekkim uśmiechem głową na jej słowa o bałaganie, bo owszem, doskonale wiedział. A potem nieco myślami odpłynął, gdy się na nią zapatrzył i wrócił na ziemię, dopiero gdy zadała mu pytanie. Pozornie proste, ale jednak wcale nie.
O Tobie — nie było to kłamstwem, ale nie było też pełną prawdą, bo reszty niestety nadal nie zamierzał jej mówić. Nie miał prawa przecież psuć jej tego dnia swoimi głupimi uczuciami, których nie chciała. — Dobrze Cię widzieć taką szczęśliwą — dodał więc, w ramach wyjaśnienia, co też nie było jakimś kłamstwem właściwie, bo tak było przecież dokładnie. Tylko nadal nie znała powodów, ale to przecież nic, tak było lepiej.

indiana lanaghan
Patka
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic skittles - the rainbow freak whale watchers after all this time? always don't go breaking my heart drunken sailor let's get it on no hope, no love, no glory joey doesn't share food 4 chord songs cocktail with tom cruise wine&dine

artystka, właścicielka, MPAF Gallery
indiana lanaghan
Awatar użytkownika
about me
niespełniona artystka, która dostała galerię sztuki, więc próbuje się ogarnąć życiowo co jest trudne, bo nadal kocha Lawrence'a, tylko nie umie rozmawiać z nim o uczuciach przez unika tematu i trochę za dużo pije
166 cm
27 lat
Cytuj

Post indiana lanaghan ()

Indiana też zaczynała mieć z tym problemy. W końcu nie chodziło w tym wszystkim o seks a o bliskość, której obydwojgu brakowało i której obydwoje mocno pragnęli. Skoro to dostawali to łatwo się było zatracić, przez co te chwile słabości jakoś się wkradały niepostrzeżenie. Niby dobrze, że się pilnowali, bo nadal sobie tak żyli, ale z drugiej strony jakby któreś się w końcu zapomniało to może byłby właśnie ten przełom, który pchnąłby ich w kierunku tej rozmowy,
- Słucham??? - spojrzała na niego robiąc bardzo zaskoczoną minę, aż tak trochę przesadnie - Prawie zawsze to też lekka przesada - powiedziała głownie dlatego żeby się z nim podrażnić trochę, bo przecież według niej był najkochańszy, nawet jak nie był. Liczyło się aktualnie tylko to, że w tym momencie był - Mam świadków, którzy mi potwierdzą, że prawie zawsze nie jesteś - rzuciła jeszcze, ale wcale nie zła a rozbawiona. Jeśli chodzi o testowanie kanapy, biurka czy jakiegokolwiek innego mebla to jak najbardziej się to przyda, bo jeszcze nie miała ku temu okazji. Nie bardzo miała też na to wcześniej ochotę, patrząc na to że to jego pierwsza wizyta tutaj, a jakoś nie chciała tego robić nikim innym - Nie wyklucza - potwierdziła patrząc na niego jakby zamierzała zaraz przejść do rzeczy, jednak póki co tylko sobie o tym myślała. I nawet się starała tego ukryć.
Nie miała pojęcia jak to robił, bo faktycznie nie był znawcą, nie był też jej chłopakiem, żeby musieć ją pocieszać, jednak słysząc jego słowa faktycznie w to uwierzyła. A nie wierzyła to już od jakiegoś czasu. Uśmiechnęła się delikatnie przyglądając mu się. Może to właśnie ta szczerość to sprawiła? Albo po prostu on - Dziękuję - powiedziała tylko bardzo ciepło i jakby powiedział jej coś bardziej odkrywczego, że w nią wierzył. Tylko że no nie musiał. To jej zupełnie wystarczyło, o czym mu chciała powiedzieć. Tak samo jak o tym, jak beznadziejne jej szło w Nowym Jorku i jak beznadziejnie było bez niego, ale nie mogła. Za duże ryzyko, więc otrząsnęła się jakby w pewnym momencie przybierając mniej ckliwy wyraz twarzy - Myślę, że już możesz się wypowiadać skoro posiadasz profesjonalny obraz - rzuciła nawiązując oczywiście do tego od niej. A może miał więcej?
Uśmiechnęła się kręcąc głową tylko w odpowiedzi na jego słowa. Może i nie chodziło mu tylko o te spódniczki, ale ona oczywiście do tego sobie to dopisała. A że rację miał to nawet tego w żaden sposób nie komentowała. Ona też się lubiła w takich rzeczach, więc nie było o czym dyskutować.
Zdecydowanie nie powinna zadawać tego pytania, co zrozumiała słysząc jego odpowiedz. Niewiele brakowało, żeby to ona wyznała mu teraz miłość i nie rzuciła się na niego potem. Skoro miał taki wyraz twarzy myśląc o niej to nie pozostawało jej nic innego. Przynajmniej taka była jej pierwsza myśl, ale ani tego ani tego nie zrobiła - Dobrze że tu ze mną jesteś - bo bez Ciebie bym taka szczęśliwa nie była, ale tego już oczywiście nie powiedziała, bo była tchórzliwą pipką, która przyglądała mu się jeszcze chwilę. I pewnie by to zrobiła dłużej, jednak źle by się to skończyło, więc myśl jej jedna do głowy przyszła, musza się napić - Może czas na jakiś poważniejszy alkohol? - zapytała idąc w kierunku szafki znajdującej się za biurkiem. Jej zawartość była w pewnym sensie spadkiem po Adrii, która wyposażyła się chyba na wszelki wypadek, ale nie bywała tu na tyle często, żeby butelki opróżnić - Mamy whisky, rum - wymieniała wystawiając kolejne butelki - Ooo i tequilę - po jej entuzjazmie widać było na co ona miała najbardziej ochotę - Powinniśmy świętować shotami - zaproponowała dopiero teraz przenosząc na niego wzrok. Był nadal taki piękny jak kilka chwil temu i nadal go równie mocno kochała. Nic się nie zmieniło - Tylko nie mam kieliszków, ale mogą być szklanki prawda? - zapytała. Po prostu mniej będą nalewać. A ona naprawdę potrzebowała teraz porządnego alkoholu. Po pierwsze żeby wszystko na niego zwalić, a po drugie żeby trochę mniej myśleć o tym co czuła i jak jej serce pękało momentami. Bo mimo że bardzo ładnie unikali poważnych tematów to świadomość, że nie jest jej wcale nie znikała.

Lawrence R. Monaghan
yang#0327
wydra za napisanie karty ash - the loveable one bobby - the goof george - the mad writer queenie - the social butterfly misha - the aesthetic queen skittles - the rainbow freak all in white after all this time? always drunken sailor friendly chats i brought vodka! let's get it on no hope, no love, no glory scream and shout 4 chord songs moonshined world water day - the explorer-hh world water day - the finder-hh world water day - the detective-hh horror reveal - the conjuring horror reveal - nagroda specjalna

instruktor surfingu i kitesurfingu, szkoła surfingu
Lawrence r. monaghan
Awatar użytkownika
about me
Wrócił z Nepalu, gdzie charytatywnie budował domy i próbuje znaleźć swoją drogę, aby w końcu zacząć naprawdę cieszyć się życiem i zapomnieć o złamanym sercu.
197 cm
29 lat
Cytuj

Post Lawrence R. Monaghan ()

Chyba nie pozostało im nic innego, jak po cichu mieć na to nadzieję. W przeciwnym razie czekałoby ich tylko bardzo bolesne i srogie rozczarowanie, które raczej każdego by mocno bolało. Lawrence niby miał to z tyłu głowy, niby był nieco świadomy, że sam się przecież w to wpakował i wiedział, na co się pisze. Ale niestety, o tyle, o ile na początku naprawdę wydawało mu się, że przecież nie robi sobie żadnej nadziei, to im dalej w to brnęli to, tym częściej jakiś głupi głos, mówiący, że może jednak nie wszystko stracone tak do końca się w nim odzywał. I z jednej strony wiedział, że to głupie i naiwne, ale z drugiej wcale nie chciał, aby tak było.
Nawet, jak zamkniesz jedno oko, a drugie lekko zmrużysz? — zapytał całkiem poważnie, co najmniej, jakby miało to rzeczywiście jakkolwiek naprawić sytuację, uśmiechając się do niej przy tym pięknie i niewinnie, jakby wcale o jego małych grzeszkach nie rozmawiali. — Kłamiesz, na pewno nie. Jestem porządnym chłopcem, syn burmistrza i same dobre stopnie — pokiwał głową, dumnie klatę prężąc, jakby co najmniej właśnie został wyczytany jako najlepszy uczeń na koniec szkoły. Tak naprawdę to nigdy nie był prymusem, o czym zapewne wiedziała, ale udawać zawsze można. Dla lepszego efektu nawet swoje włoski przygładził, aby się prezentować jak grzeczny chłopczyk i koszulkę rozprostował, coby nie było widać na niej żadnych niewidzialnych zagnieceń. 
Dobrze, że chociaż w tej kwestii się zgadzamy — stwierdził, uśmiechając się nieco zaczepnie i przyglądając jej błyszczącymi oczami. No nigdy nie ukrywał i wcale nie miał zamiaru nagle zacząć, że była niesamowicie atrakcyjną kobietą, która mocno oddziaływała na niego fizycznie. A seks jednak był czymś, co wychodziło im nawet wtedy, gdy absolutnie nie potrafili się dogadać, czego zresztą przykładem były wszystkie ich ostatnie spotkania. 
W sumie tak, to czyni ze mnie prawie kolekcjonera — totalnie, wiadomo. Jak si ma jeden profesjonalny obraz, to człowiek ma nagle plus sto do wiedzy i do autorytetu w branży malarskiej, więc na pewno mógł się mądrować. Na szczęście jednak tak naprawdę nie zamierzał tego robić i psuć jej biznesowych spotkań. Psuć mógł jej tylko randki. Chociaż niby tego też nie miał zamiaru robić, ale nie był pewien, jak to wyjdzie w praktyce. Ostatnio przecież też wcale tego nie planował. 
Cała przyjemność po mojej stronie — powiedział, ale najwyraźniej dobrały się tutaj dwie tchórzliwe pipki, które nie miały odwagi mówić nic więcej, bojąc się tego, że coś się zepsuje. A bez sensu było to psuć, w tym momencie przecież było niezwykle miło. No i to był jej dzień, totalnie. Gdyby mu się na wyznania zebrało akurat teraz, czułby się jeszcze gorzej, niż zakładał, żeby się czuł po tym, jakby od niej kosza dostał, bo jednak miałby dodatkowo świadomość, że nie dość, że ją w niekomfortowej sytuacji stawiał, to jeszcze jej by zepsuł taki ważny moment. 
Tequila ze szklanek brzmi jak odpowiedni sposób uczczenia tego, że masz swoją galerię — zgodził się bez wahania, gdy podała konkretne opcje. — Ale jak mnie uchlejesz, to musisz mnie przenocować na tej kanapie, to niebezpieczne tak wracać do domu — powiedział, uśmiechając się do niej bezczelnie, gdy ogarnęła szklanki, a on im ładnie alkoholu nalał. Zdecydowanie było więcej go niż w normalnym szocie, ale to nic. Nie mieli też cytryny i soli, ale no kto dba. To wszystko były detale, które kompletnie były nieistotne, tak samo jak to, że mordy im słodko wykrzywiło, gdy stuknęli się szklankami i po pierwszym oszukanym szocie wypili. — Nie mam też piżamki, bądź tego świadoma — dodał jeszcze, no bo zawsze miała szansę, aby zrezygnować, musiała wiedzieć, na co się pisze. Nie, żeby nie widziała go nago nigdy, czy coś, no ale teraz była poważną kobietą na poważnym stanowisku. Warto było zagrać z nią w otwarte karty, przynajmniej w jakiejś kwestii, bo jak wiadomo doskonale, nie we wszystkich mu to odpowiednio wychodziło.

indiana lanaghan
Patka
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic skittles - the rainbow freak whale watchers after all this time? always don't go breaking my heart drunken sailor let's get it on no hope, no love, no glory joey doesn't share food 4 chord songs cocktail with tom cruise wine&dine

ODPOWIEDZ