It was a good day. I'm so glad the sun stayed around
W ramach weekendowej niespodzianki, dorzucamy wam małe usprawnienie w kwestii multikont. Więcej możecie przeczytać tutaj.
Witamy po remoncie! <3 Pamiętajcie o twardym odświeżeniu, dzięki któremu wszystkie zmiany "załapią". Jeśli natkniecie się na jakieś problemy, których nie naprawi twarde odświeżenie - zapraszamy tutaj.
Hasło do konta universal person to monterey.
projektankta łodzi, Moss Landing Boat Works
jalena nevrakis
Awatar użytkownika
about me
dowiedziała się, że Lupin ma problemy z alkoholem i nie potrafi sobie z tym poradzić. Na szczęście ma nowe siostry, w których może znaleźć oparcie.
167 cm
32 lata
Cytuj

Post jalena nevrakis ()

Ze wszystkich ludzi, których myślała, że jeszcze w swoim życiu spotka, nawet w najśmielszych marzeniach nie spodziewała się, że on będzie jedną z nich. Liczyła na to, że ich rozstanie da mu szansę na robienie tego, co kochał i rozwijanie się dalej w swoim zawodzie. Dlatego przecież postanowili we dwójkę o zakończeniu ich związku. By on nie stracił tej jednej na milion szansy, kiedy ona musiała wracać do Monterey. Wiele razy kusiło ją by sprawdzić na jakiejś platformie społecznościowej jak się ma i czy mu się powodziło, w pracy i nie tylko. Jeszcze więcej razy bliska była zadzwonienia do niego lub napisania, szczególnie w ciągu tych pierwszych kilku lat. Brakowało jej go tak jak nikogo przed nim ani po nim, jak się okazało. Tak wiele razy chciała by mógł być przy niej, kiedy przechodziła przez coś trudnego. I tak samo, chciała móc przy nim być, choćby na odległość, gdy to on potrzebował się czymś podzielić. Czy to smutnym, czy radosnym. Dochowywała jednak obietnicy, którą sobie złożyli, pewna że każdy kontakt jedynie utrudniłby jej ruszenie do przodu.
I choć wydawało jej się, że się pozbierała po tym jak ich drogi się rozeszły, wystarczyło jedno spojrzenie, by jej serce zabiło szybciej, a jej żołądek związał się w supeł. Stała tak, z szeroko otwartymi oczami i rozchylonymi ustami. Był tu, tuż przed nią, nie na drugim końcu kraju, gdzie być powinien. Burzył tym cały porządek wszechświata Jaleny, który w ciągu ostatnich sześciu miesięcy zdążył się już wywrócić do góry nogami co najmniej trzy razy. Teraz już zupełnie straciła rachubę. W jej głowie zrodziło się tak wiele pytań, że odruchowo zaczęła je układać w listę, tak jak robiła za każdym razem, gdy w umyśle pojawiał się bałagan. Jej tok myślowy przerwało najpierw wypowiedziane przez niego słowo, a potem krew ściekająca wąskimi strużkami po kolanach. Pokiwała głową w odpowiedzi na jego pomocne dokończenie jej przerwanej myśli, bo na wiele więcej nie było jej z początku stać. Usłyszenie jego głosu sprawiło, że zadrżała od środka, a na jej ramionach pojawiła się gęsia skórka. Miała ochotę się gdzieś ukryć, zawstydzona, że po tylu latach wciąż tak na niego reagowała. A może właśnie to upływ czasu wzmocnił tak jej reakcję. Kiedy już wydukała z siebie pytanie, poczuła się nieco pewniej, choć wciąż miała wrażenie, że cała się rozpadła w środku. Z niemrawym uśmiechem podziękowania, wzięła od niego paczkę chusteczek i wyciągnęła dwie sztuki. Oparła się o pobliską ścianę, co przyniosło ulgę nie tylko jej kolanom, ale również całemu ciału, bo chyba by się znów przewróciła bez oparcia za chwilę. Zakasała spódnicę i starła czerwone strużki, z których jedna dosięgła już połowy łydki. Syknęła cicho, kiedy zaczęła delikatnie oczyszczać otarte miejsca. Przytrzymała tak chwilę i z zawstydzeniem zerknęła na niego. Idealny scenariusz spotkania swojego dawnego ukochanego.
Od kilku lat już – odpowiedziała mu, choć wcale nie zadał żadnego pytania. Jego głos wydawał się inny niż zapamiętała. A przecież pamiętała doskonale wszystko, każdą chwilę spędzoną z nim. Jej własny głos zdawał się jej z kolei nienaturalnie wysoki. To i tak była tylko wisienka na torcie, skoro stała przed nim, w podwiniętej spódnicy i trzymała chusteczki na obu kolanach, po tym jak się przed nim potknęła. Szok spowodowany spotkaniem z nim tymczasowo odsunął moment, w którym Jalena odczuje skutki swojego upadku. Generalnie, nie prezentowała sobą zbyt fortunnego obrazka. Idealnie na spotkanie z nim. – Nigdy nie wyjechałam – stwierdziła drżącym głosem i przełknęła ślinę. To wyznanie wiązało się dla niej z jakąś dawką wstydu. Może ze względu na to, co tu robiła. Spojrzała w dół, na swoją dłoń, na której bielił się ślad po obrączce. Zdjęła ją ledwie trzy dni temu, kiedy uświadomiła sobie, że już nie powinna jej nosić. Potem Lupin znów przyciągnął jej wzrok. Działał na nią niczym magnes. – Kiedy wróciłeś? I czy na stałe? – zadała pierwsze dwa pytania z jej wydłużającej się z każdą chwilą listy. W zasadzie wypchnęła je z siebie na jednym wydechu, oblewając się rumieńcem.

lupin r. cadwallder
pandaa#5430
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly misha - the aesthetic queen lilo - the helping hand skittles - the rainbow freak better use spf pet me i forgot that you existed heart to heart a hard day's night wine&dine tea is love, tea is life blood, sweat and tears somebody that i used to know let's talk about boats, baby i'll be there for you i gotta go my own way friendly chats after all this time? always whale watchers otter love what's in your basket? world water day - the explorer-sk world water day - the finder-sk world water day - the detective-sk

mechanik, stocznia
Lupin R. Cadwallder
Awatar użytkownika
about me
Wrócił do Monterey po latach i pracuje jako mechanik w stoczni. Zapija na potęgę wszelkie smutki i wyrzuty sumienia, udając przy okazji, że miłości sprzed lat już nie ma.
191 cm
35 lat
Cytuj

Post lupin r. cadwallder ()

Nie była jedyną, która wielokrotnie chciała zadzwonić czy napisać mniej lub bardziej bezsensowną wiadomość o to, co w życiu słychać. Nawet usunięcie jej numeru telefonu nie miało najmniejszego sensu, bo po dziś dzień był jedynym, który znał na pamięć i potrafił wyrecytować go o każdej porze dnia i nocy, bez względu na to, czy był aktualnie bardzo pijany, czy tylko trochę, czy na przykład zupełnie trzeźwy jak w tym momencie. Nie był w stanie o niej zapomnieć przez te wszystkie lata i nie potrafił określić, dlaczego uznał, że przyjazd do miasta, do którego ona wróciła lata temu i było prawdopodobne, że nadal tu mieszkała, to dobry pomysł. Przecież logiczne było, że to jeszcze bardziej wszystko utrudni. Być może liczył, że się nie spotkają. A może wręcz przeciwnie, miał nadzieję, że nastąpi to szybciej niż później? Może uważał, że zasłużył na to, aby ją widywać i wiedzieć, że mieć nie może w ramach jakiejś paskudnej kary, kolejnej wymierzanej samemu sobie? Było to prawdopodobne, ale w tym momencie kompletnie nie wiedział, co sobie myślał ani podejmując decyzję o powrocie, ani terazteraz gdy na nią patrzył. Miał koszmarny bałagan w głowie, a serce w klatce piersiowej chyba chciało się do niej wyrwać, tak mocno mu waliło. 
Monterey nie było dziurą z trzema domami na krzyż, więc nawet jeśli miał świadomość, że być może na siebie kiedyś wpadną, to chyba nie spodziewał się tego tak szybko. I nie w takich okolicznościach, bo były one dość… Ironiczne? W końcu rozstali się po to, aby mógł rozwijać swoją karierę, a ona zająć się ojcem, a to, czym zajmował się teraz, tak naprawdę dość jasno pokazywało, że wyrzucił ostatecznie to wszystko do kosza. Nie do końca tak było, ale zdawał sobie sprawę, że z boku mogło to dokładnie tak wyglądać. Chociaż nie miał pojęcia, co ona może sobie pomyśleć i raczej był przekonany, że po prostu była dalej tą samą Yalą, która speszyła się nieco niespodziewanym spotkaniem, ale raczej nie sądził, że budziło to w niej aż tyle emocji co w nim. Właściwie miał nadzieję, że tak nie było, bo wcale jej tego nie życzył, miał nadzieję szczerą, że była bez niego bardzo szczęśliwa. Zasługiwała na to jak nikt inny. 
Rozumiem, gratuluję – powiedział nawet dość szczerze, uśmiechając się do niej ładnie, choć uśmiech ten był trudny do dostrzeżenia. – Słyszałem, że to dość przyjemne zajęcie – rzucił jeszcze, w ramach dość kulawego żartu. Cóż, jakiś czas temu sam się tym zajmował, o czym doskonale obydwoje wiedzieli. Niestety chyba zabrzmiało to nieco bardziej ironicznie, niż planował. 
Na jej słowa o tym, że nigdy nie wyjechała, pokiwał tylko głową w lekkim zamyśleniu, przyglądając się, jak oczyszcza swoje rany. No tak, mógł się tego spodziewać, chociaż w sumie nie wiedział dlaczego. 
Przyniosę apteczkę, chyba warto to oczyścić – powiedział, jakby nagle do niego dotarło, że jednak warto zacząć zachowywać się jakoś normalnie i rozsądnie i ruszył do miejsca, gdzie wspomniana apteczka się znajdowała, zgarnął po drodze też jakieś krzesło, na którym wisiała pewnie jego kurtka nawet, aby jej podstawić. – Jest tu brudno, lepiej to oczyścić – dodał jeszcze, wskazując ruchem głowy, że może usiąść, a on jej pomoże, bo właśnie otwierał apteczkę i szukał w niej jakiejś gazy i wody utlenionej oraz plastrów. 
Niedawno – odpowiedział lakonicznie, kucając na podłodze obok niej, aby zająć się jej kolanami, delikatnie polewając je wodą utlenioną, co zapewne nie było przyjemne. – Jakieś dwa tygodnie temu – chyba, nie był tego pewien. 
Chyba tak – zmarszczył lekko brwi, przenosząc na chwilę wzrok na jej twarz. – Przynajmniej na razie – dodał, bo tego akurat był pewien, że na razie nigdzie się nie wybierał.

jalena nevrakis
Patka
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic skittles - the rainbow freak better use spf let's talk about boats, baby whale watchers after all this time? always i'll be there for you somebody that i used to know wine&dine i forgot that you existed what's in your basket?

projektankta łodzi, Moss Landing Boat Works
jalena nevrakis
Awatar użytkownika
about me
dowiedziała się, że Lupin ma problemy z alkoholem i nie potrafi sobie z tym poradzić. Na szczęście ma nowe siostry, w których może znaleźć oparcie.
167 cm
32 lata
Cytuj

Post jalena nevrakis ()

Przez długi czas zastanawiała się czy Lupin myślał o niej tak często jak ona o nim. Czy dręczyły go te same wątpliwości, które rozpraszały ją w ciągu dnia, a w nocy spędzały sen z powiek. Czy równie wiele razy zastanawiał się, czy nie popełnili błędu. Na przestrzeni lat, wszelkie te wątpliwości zaprzątały jej głowę coraz rzadziej, podobnie jak wspomnienia z nim związane, choć niektóre miejsca czy przedmioty zawsze przywoływały minione czasy i spędzone razem chwile. Podobnie było z bólem, który powoli słabł, czasem tylko się wzmagając, dopóki nie zmienił się w jakiś cień, który czaił się gdzieś w głębi jej umysłu, dając o sobie znać, gdy mocniej za nim zatęskniła. Teraz, kiedy stała naprzeciwko niego, czuła go znów z pełną mocą. Zdawało jej się, że nie minęła nawet chwila odkąd ostatni raz zamknęła za sobą drzwi do ich mieszkania. A przecież minęło siedem lat, podczas których zmieniło się tak wiele. Widziała po sobie upływ czasu. Po nim też, choć pozostał piekielnie przystojny, szczególnie kiedy spoglądał na nią swoimi zimnymi niebieskimi oczami, w które kiedyś potrafiła się wpatrywać z prawdziwą radością. A przecież nie tylko fizyczne zmiany w nich nastąpiły. Oboje przeżyli kawał życia, który z pewnością odcisnął na nich swoje piętno.
Ta ironia nie umknęła również jej uwadze. Zajmowała się tym, w czym on rozwijał się przez lata, a on miał posadę, która dawno temu należała do jej ojca. To było coś więcej niż ironia, ale Yala w tej chwili nie potrafiła odnaleźć w głowie odpowiedniej nazwy. Nie była w ogóle pewna czy takowa istnieje, ale nie poświęcała tym myślom zbyt wiele uwagi. Po jej głowie krążyło mnóstwo innych, które domagały się pierwszeństwa. Zarumieniła się mocniej na jego gratulacje i słowa, które do nich dodał. Odebrała je w ten mniej przyjemny sposób i poczuła ukłucie bólu w środku.
Nie miałam zbyt wielkiego wyboru – zaczęła się tłumaczyć speszona, uciekając spojrzeniem gdzieś w bok, bo bała się w tej chwili spotkać jego wzrok. Zobaczyła tablet, o którego istnieniu zapomniała, gdy tylko uzmysłowiła sobie, kto przed nią stoi, ale na razie nie miała za bardzo jak się po niego ruszyć. – W Monterey nie oferowano zbyt wielu zajęć zgodnych z moim wykształceniem, więc poszłam na studia podyplomowe – kontynuowała wyjaśnienia, a serce jeszcze jej przyspieszyło z tego stresu, więc miała wrażenie, że zbliża się do granicy wytrzymałości. Gdyby ktoś inny rzucił jej podobne słowa to by się poczuła zawstydzona, a co dopiero on. Czyżby myślał, że ukradła mu posadę, którą mógłby mieć?
Och, dziękuję – powiedziała zaskoczona, wreszcie unosząc wzrok by spojrzeć na niego z lekkim uśmiechem wdzięczności. Patrzyła za nim jak zbierał apteczkę, a potem krzesło. Przełknęła ślinę, wciąż w stanie lekkiej paniki, ale usiadła, gdy wskazał jej siedzisko. Z cichym sykiem oderwała częściowo przyklejone już chusteczki od kolan i przytrzymała swoją spódnicę, żeby nie opadła znów do ziemi. Czuła się dziwnie z tym, że klęka przed nią, żeby oczyścić jej kolana. Pokiwała jedynie głową na jego kolejne słowa i mruknęła niewyraźnie jakieś potwierdzenie. Ucieszyła się, kiedy oznajmił, że niedawno przyjechał do miasta. Nie do końca nawet wiedziała czemu. Chyba po prostu byłoby jej przykro, gdyby okazało się, że miesiącami jej unikał. Jęknęła cichutko, kiedy wylał jej wodę utlenioną na rany, ale nie poruszyła się, żeby nie utrudniać mu zadania.
Cieszy mnie to – wyrwało jej się zanim zdążyła przemyśleć swoją odpowiedź. Miała ochotę zakryć usta dłońmi, a potem zapaść się pod ziemię. Najlepiej w odwrotnej kolejności. Nic z tego nie nastąpiło, więc odważyła się na niego spojrzeć i uśmiechnąć słabo. Nie miała pojęcia, co teraz powiedzieć, jak z tego wybrnąć. Postawiła więc na szczerość, w końcu nic innego jej nie pozostało. – Często zastanawiałam się co się z Tobą dzieje… – przyznała i założyła za ucho kosmyki, które uciekły jej z koczka. Czuła się niekomfortowo z tym, że wciąż tak przed nią kucał i zajmował się jej kolanami, ale niewiele mogła z tym zrobić. – Dziękuję - powtórzyła jeszcze raz, wskazując palcem na plaster, który jej właśnie naklejał.

lupin r. cadwallder
pandaa#5430
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly misha - the aesthetic queen lilo - the helping hand skittles - the rainbow freak better use spf pet me i forgot that you existed heart to heart a hard day's night wine&dine tea is love, tea is life blood, sweat and tears somebody that i used to know let's talk about boats, baby i'll be there for you i gotta go my own way friendly chats after all this time? always whale watchers otter love what's in your basket? world water day - the explorer-sk world water day - the finder-sk world water day - the detective-sk

mechanik, stocznia
Lupin R. Cadwallder
Awatar użytkownika
about me
Wrócił do Monterey po latach i pracuje jako mechanik w stoczni. Zapija na potęgę wszelkie smutki i wyrzuty sumienia, udając przy okazji, że miłości sprzed lat już nie ma.
191 cm
35 lat
Cytuj

Post lupin r. cadwallder ()

Im więcej o tym myślał, tym bardziej wiedział, że podjęta przed laty decyzja nie była tą, którą powinien wtedy podjąć. Był tego boleśnie świadomy tak naprawdę od lat, ale jednocześnie wiedział też, że nie ma prawa wywracać jej życia do góry nogami tylko dlatego, że nagle zmienił zdanie. Jedną kwestią była dana wtedy obietnica, ale dochodziło też jeszcze to, że czułby się jak skończony egoista, gdyby po prostu przyjechał i powiedział, że nie umie bez niej żyć. A naprawdę przez długi czas tak było, nie potrafił zupełnie się odnaleźć w życiu, w którym jej nie było i stało się ono koszmarnie puste. Z czasem gdzieś udało mu się zagłuszyć te myśli na tyle, że starał się poukładać swoje życie na nowo z kimś innym, ale to okazało się jeszcze gorszym pomysłem niż dalsze męczenie się z samotnością. I niestety, ostatecznie też okazało się koszmarnie egoistyczne, bo trudno nie było mieć wrażenia, że jego żona wcale nie wpadłabym w depresję, gdyby nie był gównianym mężem. A jednak fakt, że kochał kogoś innego zdecydowanie bardziej niż ją, sprawiał że takim był bez wątpienia. 
Patrzenie na nią było jednocześnie kojące i bolesne. Trudno było uwierzyć, że to możliwe, że taka drobna istota, jak Yala, mogła w nim budzić tyle emocji. Zmieniła się, to owszem. Była dojrzalsza, pewnie mógłby wskazać jakieś pojedyncze zmarszczki, które pojawiły się na jej twarzy, a których nie było te siedem lat temu. Ale nadal była najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek w życiu widział. I mimo iż w jej spojrzeniu sporo się zmieniło, to nadal widział w nim to ciepło, choć chyba jakieś bardziej ukryte niż kiedyś. A może mu się tylko wydawało? 
Nie musisz się tłumaczyć, Yala – odpowiedział miękko, kręcąc lekko głową i posyłając jej delikatny uśmiech. – Jeśli lubisz się tym zajmować, to naprawdę się cieszę – zapewnił ją i nie było w tym nawet odrobiny kłamstwa. – Szczególnie że nie mam najmniejszych wątpliwości, że jesteś w tym naprawdę dobra – dodał jeszcze, unosząc lekko kącik ust w uśmiechu, który był naprawdę całkiem szczery, jednak zdecydowanie nie dosięgał jego oczu, to się zdarzało bardzo rzadko w ostatnim czasie. Dla niego praca o ironio, zeszła bardzo mocno na drugi plan. Kariera przestała się liczyć, a on sam był tak naprawdę mocno wypalony. Chociaż to chyba było wypalenie ogólne, spowodowane brakiem chęci do życia, a na pewno brakiem ambicji do dbania o jego jakość, a nie tylko do pracy, ale to inna sprawa. 
Przepraszam – powiedział cicho, gdy syknęła z bólu, ale niestety nie miał na to dużego wpływu. Skupił się na oczyszczeniu jej kolan i na przyklejeniu plasterków, uśmiechając się lekko. Pewnie nie pierwszy raz w życiu to robił. 
Naprawdę? – zmarszczył lekko brwi, przenosząc na nią spojrzenie, trochę chyba rzeczywiście zaskoczony tymi słowami. Chyba raczej spodziewał się, że będzie zła, że wrócił. Co prawda nadal była Jaleną, więc nie spodziewał się, że pośle go do stu diabłów i rzuci klątwy na jego rodzinę, ale jednak raczej nie spodziewał się entuzjazmu. Ale było to miłe. 
Ja też, niejednokrotnie zastanawiałem się, co u Ciebie – przyznał cicho, spuszczając wzrok i skupiając się na prostym naklejeniu plastra. – Ale obiecałem, że nie będę dzwonić, więc się tego trzymałem – dodał jeszcze, sprzątając po tym szybki opatrywaniu ran i zamykając apteczkę. 
Nie ma za co – dodał jeszcze, wstając i nie bardzo wiedząc dalej, jak się ma zachować. To było ciężkie. I dziwne. Naturalne, ale jednak wcale nie jednocześnie. 
Dobrze Cię widzieć – powiedział więc po prostu, uśmiechając się nieco smutno, ale mimo wszystko szczerze. Nie kłamał, chociaż nie planował tego mówić na głos, ale cóż. Najwyraźniej obydwoje nie do końca się kontrolowali w tej kwestii.

jalena nevrakis
Patka
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic skittles - the rainbow freak better use spf let's talk about boats, baby whale watchers after all this time? always i'll be there for you somebody that i used to know wine&dine i forgot that you existed what's in your basket?

projektankta łodzi, Moss Landing Boat Works
jalena nevrakis
Awatar użytkownika
about me
dowiedziała się, że Lupin ma problemy z alkoholem i nie potrafi sobie z tym poradzić. Na szczęście ma nowe siostry, w których może znaleźć oparcie.
167 cm
32 lata
Cytuj

Post jalena nevrakis ()

Choć sama przez długi czas była nieszczęśliwa po rozstaniu się z nim, liczyła, że on szybciej się pozbierał i spełniał swoje marzenia oraz ambicje. Nie potrafiła się zupełnie odnaleźć bez niego, łapała się na tym, że ogląda się czasem w bok, licząc, że on będzie obok, tak jak dawniej. Za każdym razem czekał ją zawód, który odrobinę łamał jej serce na nowo. Gdyby nie to, że musiała się opiekować tatą, rozpadłaby się w drobny mak. Już na tej podstawie powinna była wywnioskować, że to był błąd. I tak nawet się stało, po pewnym czasie. Ale co miała zrobić? Nie widziała żadnej innej opcji, żadnego sensownego rozwiązania. Musiała się nauczyć żyć bez niego. Miała tatę, miała pracę, która początkowo wiązała się mocno z jej wykształceniem. Z czasem musiała jednak zmienić ją na taką bliżej domu. Wówczas postanowiła się po części przebranżowić, choć tęskniła za projektowaniem skomplikowanych urządzeń. Nie tak jak za Lupinem, ale i z tym sobie w końcu poradziła. Odnalazła się w nowej pracy, a w międzyczasie spotkała Nolana, dzięki któremu na pewien czas uwierzyła, że może miała drugą szansę na miłość. Ale to był kolejny błąd, który przysporzył jej w ciągu ostatnich miesięcy więcej smutku niż czegokolwiek innego.
To była również jedna z emocji, z którą spoglądała na Lupina. Choć cieszył ją jego widok, tak samo jak to, że wyglądał na całego, zdrowego i wciąż oszałamiającego, patrzenie na niego nie było łatwe. Tak jakby znajdował się za szybą, przez którą mogła jedynie tęsknie mu się przypatrywać, ale nigdy bardziej nie zbliżyć. Może stąd brało się to, co interpretował jako ukryte ciepło… Wyszło trochę bardziej na wierzch, kiedy uspokoił jej obawy. Zdobyła się nawet na wygięcie ust w delikatnym uśmiechu, chociaż w wyrazie jej twarzy wciąż dało się dostrzec mieszaninę nieprzyjemnych uczuć. Nie dało się pozostać obojętnym, kiedy on się do niej tak ładnie uśmiechał. Wyglądał wówczas tak pięknie, że na chwilkę zapomniała o oddychaniu.
Bardzo – przyznała, nie wspominając mu o tym, że za każdym razem jak siadała do nowego projektu, przypominała sobie jego przy stole kreślarskim w ich mieszkaniu. To zajęcie zawsze łączyła z nim, bo przecież tak wiele razy widziała jak to robił, słuchała jak z zapałem opowiadał jej o tym, co robił i przynosiła mu kawę albo czekoladę, czasem nawet posiłki, kiedy praca pochłaniała go bez reszty. W końcu jednak zaczęła to traktować jak coś swojego. Serce wciąż biło jej szybko, pomimo jego zapewnień. Jakaś odrobina strachu w niej pozostała. – To już pozostawiam do oceny moim klientom – powiedziała miękko, tym razem rumieniąc się ze względu na wypowiedziany przez niego komplement. Wątpiła by rumieńce w najbliższym czasie opuściły jej policzki. Daleko jej było do pracoholiczki, choć naprawdę lubiła prawie każdy etap projektowania i konstruowania łodzi. Starała się nie uciekać od swoich problemów w ramiona nowych projektów. Było to też ciężkie, bo nowe zlecenia przychodziły do niej, nie ona do nich. Musiała więc odnaleźć inne sposoby na radzenie sobie z tym, co działo się w jej życiu. A działo się naprawdę dużo ostatnimi czasy. Choć spotkanie dawnego ukochanego znajdowało się zdecydowanie na szczycie listy obecnie, całkiem dużo innych rzeczy domagało się jej uwagi. Ale to później.
Nie Twoja wina – odpowiedziała niewiele głośniej, patrząc na to jak delikatnie się z nią obchodził podczas procesu opatrywania. Musiała szybko spojrzeć w górę by powstrzymać łzy, które napłynęły jej do oczu na myśl, że robili to już kiedyś. Dawno temu, czasem zdawało jej się, że w innym, lepszym życiu.
Mhm – potwierdziła zawstydzona i skinęła głową. Zagryzła wargę lekko, a potem spojrzała na niego, choć miała wielką ochotę uciec wzrokiem gdzieś indziej, żeby nie musieć bez ruchu spoglądać na jego niebieskie tęczówki. Oczywiście, że się cieszyła. Złość stanowiła ostatnią emocję, którą mogłaby odczuwać w związku z jego powrotem do miasteczka. Coś przyjemnie ciepłego rozlało się w środku jej ciała po tym jak wypowiedział kolejne słowa. Zacisnęła dłonie na brzegach krzesła, w jakimś rozpaczliwym geście opanowania się. – Dotrzymanie tej obietnicy było bardzo trudne – zgodziła się z nim, a głos jej przy tym zadrżał. Kiedy skończył opatrywać jej rany, pozwoliła by spódnica opadła znów do kostek. Na razie chyba nie była w stanie wstać z krzesła. Nie ze względu na ból, a raczej na to, że nogi odmówią jej posłuszeństwa po tym wszystkim, co od niego usłyszała. Uśmiechnęła się lekko i wreszcie wstała, tym razem nie mogąc już dłużej usiedzieć. Nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić, tak naprawdę. Niby w ostatnim czasie nabyła całkiem spore doświadczenie w niekomfortowych rozmowach, ale wcale nie ułatwiało jej to odbycia tej konkretnej. Na to nic nie było jej w stanie przygotować.
Ciebie też – odwzajemniła się podobnym uśmiechem, bo uśmiechanie się do niego przychodziło jej znacznie łatwiej niż miała się sprawa z innymi. Trudno było się jej dziwić. – I chyba czeka nas więcej takich spotkań, skoro razem pracujemy – dodała po chwili, bo dopiero na to wpadła. Jakoś nie uderzyło jej wcześniej, że są zatrudnieni w tym samym miejscu. Szok tak działał na ludzi, utrudniał logiczne myślenie. Albo po prostu myślała do teraz o znacznie ważniejszych rzeczach. – Ale nie martw się, nie pojawiam się w stoczni codziennie, więc nie musisz uzupełniać zapasów w apteczce – spróbowała zażartować, choć efekt był dość opłakany. Wreszcie też zebrała się w sobie i przeszła obok niego, czując znajomy zapach jego ciała, kiedy się zbliżyła. Podniosła z podłogi tablet, który na szczęście nie ucierpiał podczas upadku, co dało jej szansę na ukrycie tęsknej miny.

lupin r. cadwallder
pandaa#5430
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly misha - the aesthetic queen lilo - the helping hand skittles - the rainbow freak better use spf pet me i forgot that you existed heart to heart a hard day's night wine&dine tea is love, tea is life blood, sweat and tears somebody that i used to know let's talk about boats, baby i'll be there for you i gotta go my own way friendly chats after all this time? always whale watchers otter love what's in your basket? world water day - the explorer-sk world water day - the finder-sk world water day - the detective-sk

mechanik, stocznia
Lupin R. Cadwallder
Awatar użytkownika
about me
Wrócił do Monterey po latach i pracuje jako mechanik w stoczni. Zapija na potęgę wszelkie smutki i wyrzuty sumienia, udając przy okazji, że miłości sprzed lat już nie ma.
191 cm
35 lat
Cytuj

Post lupin r. cadwallder ()

Tak, nauka życia bez siebie wydawała się jedynym sensownym rozwiązaniem wtedy. Teraz zresztą też, chociaż chyba w innych okolicznościach, bo najprawdopodobniej będą dalej osobno, ale jednak widując się rzadziej lub częściej. Z jednej strony budziło w nim to wiele pozytywnych emocji i sporo radości, bo nigdy nie przestał za nią tęsknić, ale z drugiej nieco obawiał się tego, jak to będzie wyglądać. Bał się chyba najbardziej samego siebie w tym wszystkim, tego czy będzie potrafił zachować odpowiedni dystans, uszanować to, że miała swoje życie, w którym pewnie nie do końca było dla niego miejsce. Bał się tego, że trudno będzie mu utrzymać emocje na wodzy i bał się tego, że będą w pobliżu, niej zapomni na chwilę o wyrzutach sumienia, które potem znajdą go i uderzą ze zdwojoną siłą. Bał się chyba nawet, że jeśli odnowią kontakt w jakiejkolwiek formie i dowie się więcej o jego życiu, będzie rozczarowana. A była jedną z niewielu osób na tym świecie, której rozczarować nie chciał. Nie chciał też, aby czuła, że poświęcił ich związek na nic, skoro ostatecznie zawiesił karierę i z niej nie korzystał. Chyba po raz pierwszy w tym momencie czuł się naprawdę głupio przed kimś w związku ze swoimi decyzjami. Albo w ogóle po raz pierwszy od dawien dawna czuł cokolwiek niż rozgoryczenie i złość na samego siebie. Nagle ogarnął go emocjonalny i sentymentalny chaos, jednak jakimś cudem trzymał się na dystans. W tym w sumie zawsze był dobry, w chowaniu swoich uczuć i emocji, bo zawsze długo dojrzewał do tego, aby o nich szczerze rozmawiać. Przed nią z czasem nauczył się zdecydowanie szybciej otwierać niż przed kimkolwiek innym, ale to było bardzo dawno temu. Teraz to już nie miało prawa działać. 
To świetnie – powiedział szczerze, uśmiechając się do niej bardzo delikatnie, ale też bardzo ciepło. To było miłe, naprawdę. Chciał, aby była szczęśliwa. Była mądra, piękna i zawsze uważał ją za jedną z najlepszych i najbardziej bezinteresownych osób, jakie w życiu poznał. Dla niego po prostu była dobra, miała w sobie mnóstwo cierpliwości i właśnie tego ciepła. Zasługiwała więc, aby jej życie się układało. Informacji o klientach nie skomentował w żaden sposób, pokiwał tylko lekko głową, jakby spodziewał się tego z jej strony, zawsze była skromna. A ta skromność mocno do niej pasowała i dodawała jej uroku, tak samo jak te słodkie rumieńce, które były widoczne na jej twarzy. Szczególnie że mimo wieloletniej rozłąki był przekonany, że ta skromność nadal była u niej szczera. Co nie zdarzało się wcale często, raczej częściej ludzie fałszywie udawali, aby tylko wyżebrać komplementy czy podbudować swoje ego. A ona była w tym wszystkim bardzo naturalna i prawdziwa. 
Było, to prawda – przytaknął. – Jedno z najtrudniejszych zadań, jakiego się podjąłem – stwierdził, bez zbędnego owijania w bawełnę. Wielokrotnie był nawet w trakcie pakowania swoich rzeczy do torby, aby po prostu tutaj przylecieć i powiedzieć jej, że bez niej nie ma to sensu i dalej tak nie chce. Ale wtedy wracało poczucie winy jak bumerang, które przypominało mu złośliwie, że nie ma prawa bałaganić jej w życiu. I że musi po prostu przyzwyczaić się do tego bólu, który był nie tylko emocjonalny i psychiczny, ale też fizyczny, jakby coś go gniotło od lat w klatce.  
Zrobiło mu się jakoś cieplej na jej słowa, co oczywiście było dość głupie i nieodpowiednie, bo przecież nie powinien robić sobie żadnej durnej nadziei. 
Tak, może się tak zdarzyć – przytaknął, marszcząc lekko brwi. – Awaryjnie kupię zapas takich bardziej kolorowych – zapewnił ją na kolejne jej słowa z lekkim rozbawieniem. Z Kubusiem Puchatkiem, czy z innymi jednorożcami. Pewnie kiedyś takie jej kupował, gdy była jego ukochaną niezdarą. Aż znowu go zakuło to dziwne uczucie w okolicach serca. Tęsknota nie tylko za dawnymi, lepszymi czasami, ale przede wszystkim za nią. Wydawało mu się, że nigdy nie zapomniał, jaka była piękna, ale teraz nie potrafił nawet oderwać od niej wzroku. 
Myślisz, że… – zaczął nieco pod wpływem chwili, gdy znalazła się bliżej, ale zawahał się, czując się nieco zażenowany samym pomysłem, który wpadł mu do głowy, ale chyba trochę nie było już odwrotu to raz, a dwa tylko ta rozsądnie myśląca część jego osoby chciała się cofnąć. A gdy była praktycznie na wyciągnięcie ręki, to jakoś logika niewiele miała do powiedzenia. – Moglibyśmy się spotkać poza pracą – dokończył więc nieco kulawo. – Chętnie się dowiem co u Ciebie – dodał jeszcze, zgodnie z prawdą. Bardzo chętnie. Chociaż chyba liczył mocno, że w jej życiu nie będzie żadnych bolesnych rzeczy. Albo nawet jeśli to nie na tyle, aby była teraz w trudnym miejscu. – Jeśli masz ochotę ze mną o tym rozmawiać, oczywiście – szybko to padło z jego ust, jakby nieco się zreflektował, że hej, jego potrzeby nie są tu najważniejsze. Aż mu się zrobiło głupio nieco. – Jeśli wolisz, abyśmy trzymali się dawnej obietnicy, to zrozumiem – tak, będzie musiał. Chociaż miał szczerą nadzieję, że nie było to coś, czego chciała. Ale na pewno było to coś, czego powinien chcieć on, gdyby nie był takim parszywym egoistą.

jalena nevrakis
Patka
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic skittles - the rainbow freak better use spf let's talk about boats, baby whale watchers after all this time? always i'll be there for you somebody that i used to know wine&dine i forgot that you existed what's in your basket?

projektankta łodzi, Moss Landing Boat Works
jalena nevrakis
Awatar użytkownika
about me
dowiedziała się, że Lupin ma problemy z alkoholem i nie potrafi sobie z tym poradzić. Na szczęście ma nowe siostry, w których może znaleźć oparcie.
167 cm
32 lata
Cytuj

Post jalena nevrakis ()

Nie była pewna czy zdołałaby żyć osobno, kiedy wiedziała już, że ma go na wyciągnięcie ręki. I że będą się czasem mijać, czy to w korytarzu, kantynie czy gdzieś na hali. Współpracować okazjonalnie również. Było to niewyobrażalnie trudne, kiedy znajdował się na drugim końcu kraju i w momencie, w którym go zobaczyła, wiedziała już, że wcale nie przebolała tego rozstania ani nie ruszyła dalej. Pomimo tego, że minęło kilka lat, podczas których została żoną innego mężczyzny. Nie potrafiła się odnaleźć w obecnej mieszaninie emocji, pewna, że przejdzie do analizy jak już zdąży ochłonąć po tym spotkaniu, ale już teraz wiedziała, że nie potrafiłaby pozostać wobec niego obojętna i zachowywać czysto profesjonalne stosunki. Chciała poznać go na nowo, dowiedzieć się o wszystkim, co zrobił przez ostatnie lata. I jak z powrotem znalazł się tutaj. Nie czuła wobec niego żalu ani złości, oboje podjęli wówczas tę decyzję, jedyną, która miała dla nich sens. Przeróżnie mogły się potoczyć jego losy po ich rozstaniu, więc nigdy nie mogłaby być rozczarowana. Sama zastanawiała się jakby zareagował na wieść o tym, że związała się z kimś innym. Była to jednak tylko jedna z wielu myśli, które przelatywały jej przez głowę i bala jej się obecnie poświęcać zbyt dużo uwagi.
Odwzajemniła jego uśmiech, choć i w jej przypadku, nie sięgał on oczu. Łatwo było się do niego uśmiechać, szczególnie, że na sam widok wygiętych kącików jego ust, jej serce szybciej biło. Przegnał on ostatecznie jakieś resztki obaw, które w niej siedziały. Komplementy zawsze wzbudzały w niej zawstydzenie, nawet jeśli wiedziała, że są słuszne. Ten nie był inny. Zdawała sobie sprawę, że jej praca zawsze była na wysokim poziomie i klienci w prawie każdym przypadku wychodzili zadowoleni ze swoją nową łodzią, ale i tak krępowała się, kiedy ktoś jej o tym mówił na głos.
Zagryzła wargę, żeby powstrzymać drżenie ust i pokiwała jedynie głową. Przechodzili przez to samo, na swoje własne życzenie. Bała się odezwać i ciągnąć dalej ten temat, pewna że powie coś, czego potem pożałuje. Nie miała prawa mówić niczego więcej, burzyć tego, co przez lata samodzielnie budowali słowami o tym jak bardzo żałowała tej decyzji. I jak bardzo chciałaby cofnąć czas po to by móc podjąć inną. Teraz tym bardziej, skoro widziała po nim, że nie wszystko było do końca tak jak być powinno. A może po prostu dopowiadała sobie coś, czego tak naprawdę nie było, był szczęśliwy i tylko to spotkanie sprawiło, że tak posmutniał? Nie, gdyby w to teraz uwierzyła to chyba zaczęłaby na miejscu płakać, a tego starała się uniknąć za wszelką cenę. Nie zasłużył sobie na to, żeby musieć sobie z tym radzić. Była pewna, że ma własne problemy.
Dziękuję – powiedziała z lekkim rozbawieniem, pozostawiając mu już do decyzji jaki wzór uzna za słuszny. Uznała za całkiem zasadną jego chęć uzupełnienia zapasów, bo nie czuła się zbyt pewnie na nogach jak tak obok niego stała. Kiedy obok niego przeszła, była zdziwiona, że nie potknęła się o rąbek spódnicy albo… podłogę, bo tak skupiła się na jego bliskości, że zapomniała o wszystkim innym. Tylko nie o oddychaniu, na szczęście. Kiedy zaczął mówić, odwróciła się w jego stronę, w lekkim przestrachu oczekując kolejnych słów. Mimo zapewnień o trzymaniu specjalnie dla niej kolorowych plasterków, takich jak dawniej, przeszło jej przez myśl, że zaraz poprosi by ograniczyli spotkania na terenie stoczni. Otworzyła nieco szerzej oczy, gdy usłyszała jego propozycję, a serce omal nie wyrwało jej się z piersi. Zaniemówiła i dlatego doprowadziła do przedłużającej się ciszy, którą on wypełnił słowami, choć była gotowa zaakceptować jego propozycję z miejsca.
Bardzo chętnie – odparła, kiedy tylko przypomniała sobie jak formułować słowa w logiczne wypowiedzi. Zapłonęła w niej iskierka nadziei, którą bez skutku spróbowała zgasić. Chciała wiedzieć co u niego, czy może udało mu się ułożyć sobie życie i było mu lepiej niż jej obecnie. Choć w to wątpiła, tak jak już wyżej było. Ale byłaby szalona, gdyby odmówiła. – Chciałabym nadrobić zaległości – dodała i spojrzała na niego ciepło. Wciąż jej na nim zależało, to nie ulegało wątpliwości i chciała móc odnowić tę relację, skoro znów znajdowali się w tym samym miasteczku. W innej formie niż dawniej, oczywiście. Zależnej od niego, jego potrzeb i chęci.

lupin r. cadwallder
pandaa#5430
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic queenie - the social butterfly misha - the aesthetic queen lilo - the helping hand skittles - the rainbow freak better use spf pet me i forgot that you existed heart to heart a hard day's night wine&dine tea is love, tea is life blood, sweat and tears somebody that i used to know let's talk about boats, baby i'll be there for you i gotta go my own way friendly chats after all this time? always whale watchers otter love what's in your basket? world water day - the explorer-sk world water day - the finder-sk world water day - the detective-sk

mechanik, stocznia
Lupin R. Cadwallder
Awatar użytkownika
about me
Wrócił do Monterey po latach i pracuje jako mechanik w stoczni. Zapija na potęgę wszelkie smutki i wyrzuty sumienia, udając przy okazji, że miłości sprzed lat już nie ma.
191 cm
35 lat
Cytuj

Post lupin r. cadwallder ()

Była to kwestia, która na pewno na dłuższą metę będzie jednocześnie pomocna i wręcz przeciwnie. Z jednej strony naprawdę dobrze było mieć świadomość, że w jakimś stopniu znowu będzie mógł mieć ją w swoim życiu. Jako koleżankę z pracy, oczywiście. Być  może jako przyjaciółkę, jeśli to w ogóle miało prawo funkcjonować. Ale z drugiej strony bardzo obawiał się tego, jak poradzi sobie z uczuciami, o których istnieniu wiedział niby przez ten cały czas i boleśnie go paliły, powodując ogromne wyrzuty sumienia, a teraz, gdy na nią patrzył, to miał wrażenie, że zagłuszają wszystko inne i krzyczą głośno w jego głowie, że powinien przecież powiedzieć je na głos, skoro ma w końcu taką możliwość. Na szczęście resztki godności i rozsądku skutecznie go przed tym powstrzymywały. Przynajmniej w tym momencie, a co będzie dalej? Cóż, tego trochę się obawiał, ale nawinie nieco liczył, że po prostu się z tym wszystkim oswoi i będzie łatwiej. W końcu teraz absolutnie się jej tutaj nie spodziewał, więc nic dziwnego, że był w ciężkim szoku i wszystko to, co czuł do niej od tylu lat, tak mocno go uderzyło. Szczególnie że mimo upływu lat, nadal była tak samo piękna i tak samo urocza. No i najwyraźniej tak samo niezdarna. 
Z plasterkami na pewno sobie poradzi i raczej było to coś, co naprawdę zrobi, bo czemu nie. Głupio liczył na to, że będą spotykać się częściej niż rzadziej w pracy, chociaż zdawał sobie sprawę z faktu, że ich stanowiska nie były przesadnie powiązane. Może gdyby robił dalej, to co robił kiedyś, to mieliby biura obok siebie i czasami współpracowaliby przy większych zleceniach, ale cóż. Jego życie było bardzo chaotyczne i nie było w nim na chwilę obecną miejsca na powrót do pracy, którą kiedyś tak bardzo kochał, że porzucił dla niej miłość swojego życia, która teraz przed nim stała. Życie to jednak potrafi być ironiczne i złośliwe, prawda? W tym momencie odczuwał to naprawdę mocno, co najmniej jakby los sobie z niego otwarcie szydził. 
Gdy z jej strony padła odpowiedź, serce niemal wyskoczyło mu z piersi, tak mocno i ciężko uderzało w bardzo nierównym i stanowczo zbyt szybkim rytmie. Chyba nie spodziewał się tego, albo może bał się mieć na to nadzieję? Trudno stwierdzić. Cokolwiek tam sobie myślał, to proste potwierdzenie sprawiło, że uśmiech sam z siebie pojawił się na jego twarzy. I co prawda do końca nadal nie sięgał oczu, ale przez moment można było w nich nawet zobaczyć jakiś błysk radości, bo jednak… Naprawdę to go cieszyło. Chciał spędzać z nią czas, chciał wiedzieć co u niej. Chciał być dla niej wsparciem, jeśli będzie tego potrzebować i będzie to możliwe. I to, nawet jeśli wiedział doskonale, że nie będzie to dla niego łatwe, a być może nawet bardzo bolesne. Nie liczyło się to w tym momencie. Dlatego dając się ponieść tej chwili i trzymając się tych wszystkich uczuć i tej swojej pewności, która pewnie szybko wyparuje, gdy dotrze do niego, że jest idiotą, umówili nawet konkretny termin tego spotkania. A potem przeszli do rozmowy o pracy i tym, czego klient oczekiwał i czy z jego punktu widzenia rzeczywiście miało to sens. Bo gdy spojrzał na tablet, to przypomniało mu się nawet, że raczej nie przyszła go tu zobaczyć, tylko chciała coś ustalić, więc jak porządni pracownicy zajęli się pracą. Praca podobno jest najlepszym lekarstwem, więc pasowało idealnie. 

// koniec jalena nevrakis
Patka
wydra za napisanie karty bean - the graphic master stevo - the multiholic skittles - the rainbow freak better use spf let's talk about boats, baby whale watchers after all this time? always i'll be there for you somebody that i used to know wine&dine i forgot that you existed what's in your basket?

była agentka FBI, aktualnie bezrobotna
Sloane Ackerman
Awatar użytkownika
about me
Była agentką FBI, ale gdy świat się zawalił, a ona straciła wszystko, co było dla niej ważne - wróciła w rodzinne strony by zaszyć się w starym domu na plaży i już nawet nie musieć udawać. Tak poznała Westona i życie jakoś znowu nabrała kolorów.
165 cm
35 lat
Cytuj

Post Sloane Ackerman ()


Prawdopodobnie jej się tu nie spodziewał. Prawdopodobnie nikt jej się tu nie spodziewał. Ba! Prawdopodobnie sama się nie spodziewała, że w jedno przedpołudnie zjawi się w lokalnej stoczni. I nie, nie planowała zakupu łodzi. Nie planowała też sprzedawać tej, którą miała w garażu swojego domu, ale… ta jej trochę posłużyła za przepustkę do wejścia na teren zakładu. Akurat tak drobne kłamstwo nie powinno nikomu zaszkodzić. Zwłaszcza, że doskonale wiedziała z kim chciała się zobaczyć i oczywiście, że była umówiona. Absolutnie nie była umówiona, ale miała nadzieję, że Skyler będzie tak samo dobry w tą ściemnianą grę jak ona. Zwłaszcza, że gdy go zobaczyła – uśmiechnęła się promiennie i czekała, aż potwierdzi człowiekowi, który ją tu przyprowadził, że faktycznie mieli się spotkać. Po co? Po pierwsze była ciekawa – jak funkcjonował w swoim środowisku naturalnym z daleka od jej domu i jej remontu. Chociaż może bardziej ich remontu? W każdym razie z daleka od remontowania domu, z którym ciągle nie wiedziała, co powinna zrobić. Z każdym kolejnym dniem, gdy prace się posuwały i gdy byli już bliżej końca niż początku – miała coraz większe wątpliwości. Powinna to zrobić? Powinna zostać w Monterey? Ciągle nie wiedziała.
Wyciągnęła dłoń w papierowym kubkiem kawy w stronę Westona, razem z tym wspięła się na palce i złożyła na jego policzku lekki pocałunek – Mam też kanapki z indykiem… przechodziłam obok mojej ulubionej knajpy i pomyślałam, że wpadnę z lunchem. Co prawda musimy to połączyć z tym, że właśnie przekonujesz mnie do zakupu albo remontu mojej łodzi, ale wiesz… nie mam wątpliwości, że potrafisz przekonywać. No i negocjacje przy lunchu brzmią zdecydowanie lepiej. – zażartowała, bo przecież musiał wiedzieć, że nie planowała żadnego zakupu, a to wszystko było tylko po to, żeby się tu dostać. Do niego – I przyznaję… byłam ciekawa jak wygląda praca tutaj. – dodała szczerze, rozkładając lekko ramiona i bezradnie nimi wzruszając, bo co zrobisz jak nic nie zrobisz, prawda? Poprawiła okulary przeciwsłoneczne – bo podejrzewam, że znajdowali się gdzieś na świeżym powietrzu przy dokach – Jak twój dzień?

Skyler Weston
no name
wydra za napisanie karty marty - the originator paige - the typewriter william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 better use spf let's talk about boats, baby drunken sailor i'll be there for you let's get it on no hope, no love, no glory this is the way you left me we're nothing more than friends pet me extreme home makeover kitchen-bound

buduje łódki, lokalna stocznia
Skyler Weston
Awatar użytkownika
about me
Obserwator i dłubek. Lubi wiedzieć i rozumieć, a jak nie rozumie to dłubie aż zrozumie. Nie ufa ot tak, ale jak zaufa i polubi to zrobi dla tego ktosia wiele. Inżynier okrętowy z wykształcenia i zakochania. Uważa, że sercem każdego statku jest serce gościa, który go zbudował.
188 cm
37 lat
Cytuj

Post Skyler Weston ()

ciuch

Widok kobiety na terenie stoczni był raczej rzadkością. Wśród załogi było raptem tylko kilka pań i każdą z nich Weston doskonale znał, a co więcej – wiedział, że zaglądały do jego sektora tak często, że aż prawie nigdy. Kiedy więc wśród jego kolegów nastało lekkie poruszenie, bo jeden z nich wyhaczył ładną blondynkę idącą w kierunku pracującego samotnie Westona, podniósł głowę i on. W pierwszej chwili nie ogarnął, że to faktycznie ona, ale ta sekunda więcej wystarczyła i… Natychmiast pomyślał o tym – i autentycznie i mocno się tym zmartwił – że może byli umówieni, a on o tym zapomniał? Z drugiej jednak strony nie umawiałby się z nią w godzinach pracy, więc… Odłożył narzędzia, otrzepał dłonie z pyłu i jak tylko Diego i Sloane podeszli bliżej, a pozostali panowie „stoczniowcy” ucichli i tylko co chwila ciekawsko zerkali w ich kierunku, nie pozostało Westonowi nic innego jak uśmiechnąć się do blondynki i… Zagrać w jej grę. Potwierdził, że byli umówieni, potwierdził, że tylko w interesach i tyle wystarczyło. Diego nie wnikał, odszedł w swoją stronę, a oni mogli przestać udawać. – Dziękuję. – odpowiedział cicho raz, że na kawę, a dwa, że na tego buziaka. No… I na to, że do niego przyszła. – I cześć… – wyszczerzył krótko kły, a potem krótko łypnął po swoich kolegach. Nie była to cała plotkująca gromada, raczej kilku obserwatorów. Nic groźnego, w każdym razie. – Naprawdę? Byłaś ciekawa jak wygląda praca w stoczni? – zapytał chwilowo nie tyle ignorując, a bardziej odkładając jej pytanie o jego dzień na dalszy plan. Chwilowo! Zanim Sloane cokolwiek odpowiedziała, on dodał: - A może po prostu się za mną stęskniłaś i nie mogłaś wytrzymać do popołudnia…? – aż wpadłby kończyć remont jej domu? Jak od wielu dni… Codziennie. Bez przerwy. Uśmiechnął się cwanie, drańsko i trochę też bezczelnie. Wyciągnął do niej łapsko, a gdy tylko go za nie złapała… - Zaraz pogadamy. Teraz chodź. Pokażę ci coś fajnego, a przy okazji zjemy te kanapki. – i pogadają o interesach oczywiście. – Tutaj ZA DUŻO WŚCIBSKICH BAB PRACUJE! – odezwał się GŁOŚNIEJ bardzo wymownie kierując to do szanownych kolegów stoczniarzy. Paru z nich parsknęło śmiechem i przeprosiło: Po prostu ci zazdrościmy, ok? Do nas takie ładne blondynki nie wpadają z kawą… Tego już nie komentował. Poprowadził Sloane w dalszą, bardziej ustronną część doków. Stała tam łódka – solidna, niewielka, do odremontowania. Była zacieniona, więc słońce nie będzie raziło ich w oczy. Sky pomógł jej wejść do środka, a potem też sam tam wskoczył. Rozejrzał się za jakimś kocem, a nie widząc żadnego… Ściągnął sobie przez głowę bluzę i położył ją na roboczym siedzisku. – Siadaj. Nie chcę żebyś się pobrudziła. – bo pewnie było tam trochę pyłu i kurzu. Sam usiadł obok niej. Mieli dobry widok na oceeeean. – Chcesz najpierw posłuchać jak mój dzień czy zobaczyć coś fajnego? – zapytał jak gdyby nigdy nic, wpatrując się w nią bacznie i… Co kombinował? Chyb nie zdejmie przed nią teraz portek, prawda? Hyhy.

Sloane Ackerman
nope
wydra za napisanie karty dipsy - the relationship guru paige - the typewriter william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 better use spf let's talk about boats, baby drunken sailor i'll be there for you let's get it on no hope, no love, no glory we're nothing more than friends pet me extreme home makeover kitchen-bound a hard day's night

była agentka FBI, aktualnie bezrobotna
Sloane Ackerman
Awatar użytkownika
about me
Była agentką FBI, ale gdy świat się zawalił, a ona straciła wszystko, co było dla niej ważne - wróciła w rodzinne strony by zaszyć się w starym domu na plaży i już nawet nie musieć udawać. Tak poznała Westona i życie jakoś znowu nabrała kolorów.
165 cm
35 lat
Cytuj

Post Sloane Ackerman ()

Uśmiechnęła się wymownie, bo nie zamierzała potwierdzać. Ani zaprzeczać! Może i faktycznie się stęskniła? Może naprawdę przechodząc obok restauracji pomyślała o tym, że pewnie jak zwykle zapomniał lunchu i że może naprawdę chciałaby go z nim spędzić. To nie była przemyślana decyzja, a wejście na teren stoczni wcale nie było takie łatwe, ale skoro już tu była i cało to przedstawienie jej się udało to… trzeb było korzystać. Poruszenie wśród jego kolegów było zabawne, więc gdy tylko stwierdzili, że mu zazdroszczą – po prostu się roześmiała i zapewniła, że następnym razem będzie pamiętała o większej liczbie kaw. Więc czy planowała już następne razy? Przyszło jej to tak naturalnie i swobodnie jakby naprawdę tak było, jakby to nie miała być jej ostatnia wizyta w stoczni. I jakby to było przecież oczywiste.
Dała się poprowadzić, gdzie tylko chciał – prawda była taka, że jakby chciał ją iść teraz gdzieś utopić to poszłaby za nim równie chętnie. Co ten facet w sobie miał? Na łódkę też bez oporów weszła – Rozumiem, że to podchwytliwe pytanie? – odbiła piłeczkę, uśmiechając się pod nosem – Ale mogę… zobaczyć coś fajnego, jednocześnie słuchając o twoim dniu? I jeszcze najlepiej jakbyś przy tym zjadł kanapkę, którą ci przyniosłam, bo jak znam życie i znam ciebie… to nie zjadłeś śniadania. Ani nie miałeś lunchu. – trochę brzmiała jak jego matka, ale też trochę tak chciała zabrzmieć! By zaraz parsknąć i ładnie się do niego uśmiechnąć – Mam nadzieję, że nie będziesz miał z tego powodu w ogóle jakichś nieprzyjemności… że no wiesz… wprosiłam się i zajmuję ci twój cenny czas? – wolała się upewnić. Bo chociaż przerwa na lunch należała się każdemu to też nie chciała przesadzać, bo chociaż na pewno by sobie poradził to wiedziała, że ta praca była dla niego zbyt ważna by mógł ryzykować. Dla głupiego lunchu!

Skyler Weston
no name
wydra za napisanie karty marty - the originator paige - the typewriter william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 better use spf let's talk about boats, baby drunken sailor i'll be there for you let's get it on no hope, no love, no glory this is the way you left me we're nothing more than friends pet me extreme home makeover kitchen-bound

buduje łódki, lokalna stocznia
Skyler Weston
Awatar użytkownika
about me
Obserwator i dłubek. Lubi wiedzieć i rozumieć, a jak nie rozumie to dłubie aż zrozumie. Nie ufa ot tak, ale jak zaufa i polubi to zrobi dla tego ktosia wiele. Inżynier okrętowy z wykształcenia i zakochania. Uważa, że sercem każdego statku jest serce gościa, który go zbudował.
188 cm
37 lat
Cytuj

Post Skyler Weston ()

Zauważył to. To jak naturalnie przyszło jej wspomnieć o kolejnych odwiedzinach i kolejnych kawach. Tak jakby to dzisiaj wcale nie było przypadkowymi odwiedzinami gościa, który remontuje jej dom. Bo nie było i oni oboje doskonale o tym wiedzieli. Nawet jeśli wcale mu nie przyznała, że za nim tęskniła!
Zmarszczył w śmiesznym niezrozumieniu czoło, ale naprawdę nie rozumiał dlaczego ta wizyta miałaby mu dostarczyć problemów. Pokręcił głową i… - Hej… Nie gadaj głupot. Cieszę się, że wpadłaś. I postanowiłaś mnie nakarmić… – lekko trącił jej ramię własnym. Uśmiechnął się i wyciągnął rękę po… - No dobra, maaaamo. Daj tę kanapkę, bo faktycznie od rana jadę na kawie i wodzie. – i pewnie mu ją podała, a on wtedy: - Dziękuję. Dobra z ciebie dziewczyna-nie dziewczyna. – tududum. Wargi zadrżały mu mocniej, a sposób w jaki spojrzał przy tym na Ackerman jasno sugerował, że najzwyczajniej w świecie chciał jej zagrać na nosie. I chyba trochę zagrał. Odpakował kanapkę i chętnie się w nią wgryzł. Aż zamruczał. Jak kotek w reklamie. Hyhy. Taaaaaka była pyyyyszna. – Mój dzień w porządku. Sporo pracy, ale… – wzruszył ramionami. Wiedziała, że jemu to akurat kompletnie nie przeszkadza. Był pracowity i nie za bardzo chyba potrafił odpoczywać. Zawsze znajdował sobie coś do roboty – nawet wymianę „głupiej” żarówki w lampce, której nigdy nie używa. No, ale! – Chciałem nawet zadzwonić, wiesz? W przerwie na papierosa. – zażartował głupio, bo przecież nie palił. – I wyciągnąć cię wieczorem do kina, ale skoro ty pierwsza nie wytrzymałaś i przyszłaś… – tej tęsknoty oczywiście. Znowu wgryzł się w kanapkę i sięgnął zaraz po swoją kawę. Przełknął, popił i mruknął: - To teraz ty melduj. Co robiłaś od rana? Wybrałaś łóżko do sypialni? Zamówiłaś? – żeby mógł je dla niej złożyć, a potem razem z nią przetestować… Tak, to był dobry plan.

Sloane Ackerman
nope
wydra za napisanie karty dipsy - the relationship guru paige - the typewriter william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 better use spf let's talk about boats, baby drunken sailor i'll be there for you let's get it on no hope, no love, no glory we're nothing more than friends pet me extreme home makeover kitchen-bound a hard day's night

była agentka FBI, aktualnie bezrobotna
Sloane Ackerman
Awatar użytkownika
about me
Była agentką FBI, ale gdy świat się zawalił, a ona straciła wszystko, co było dla niej ważne - wróciła w rodzinne strony by zaszyć się w starym domu na plaży i już nawet nie musieć udawać. Tak poznała Westona i życie jakoś znowu nabrała kolorów.
165 cm
35 lat
Cytuj

Post Sloane Ackerman ()

Bo to były przypadkowe odwiedziny, które wcale nie były przypadkowe. Tak właśnie. Może dlatego przychodziło jej to z taką łatwością, może tak bardzo przyzwyczaiła się do jego obecności w swoim życiu, że był jej do tego potrzebny jak powietrze. Czuła się w jego towarzystwie dobrze i swobodnie. A że stocznia to nie było najlepsze miejsce na randki? Które oczywiście randkami wcale nie były, wiadomo! Trudno! Naprawdę cieszyła się, że miała okazję spotkać go w środowisku naturalnym, ale tak… obawy pozostawały.
Swoją drogą, gdy nazwał ją mamą to był impuls… na zaledwie ułamek sekundy coś jej w spojrzeniu się zmieniło, ale to była taka mikroekspresja, że pewnie odpakowując kanapkę mógł tego nie zauważyć. Zresztą nie chciała, żeby to zauważył. Sama się na siebie zdenerwowała, że to w ogóle zrobiło na niej jakiekolwiek wrażenie, zganiła się w myślach i uśmiechała się dokładnie tak samo jak uśmiechała się sekundę czy dwie wcześniej. Zwłaszcza, że nazwał ją dziewczyną i nie mogła nie wyszczerzyć kłów szerokim uśmiechu, a przy okazji wymownie przewrócić ślipiami. Bo naprawdę, no naprawdę!
- Czyli będąc dobrą dziewczyną-nie dziewczyną chyba jeszcze bardziej zasłużyłam sobie na wycieczkę do kina. – zauważyła, pociągając spory łyk swojej kawy – I tak, zamówiłam… możesz być dumny. Powinno przyjść za jakieś dwa tygodnie. – więc mieli jeszcze co najmniej dwa tygodnie zanim wszystko będzie gotowe. Szczerze? Wcale, ale to wcale jej się nie spieszyło. Nawet żałowała, że czas oczekiwania nie był dłuższy… mógłby, prawda? Najlepiej na nigdy? Wtedy ktoś podjąłby decyzję za nią – Ale wracając do tego kina! Wiesz, co sobie ostatnio pomyślałam? Że jakieś sto tysięcy lat… tak, tak dinozaury wtedy chodziły jeszcze po ulicach, nie byłam w kinie samochodowym. Jest w Monterey, więc proszę, Weston… chcesz mnie zabrać do kina to do niego pojedziemy. – zaśmiała się, bo tak… kino samochodowe, każdy doskonale wie, że nie jest to wtedy wyjście na filmNo i miałeś mi coś super pokazać! – przypomniała mu, bo halo… ona tutaj czek! – Od tego zależy nasza dzisiejsza transakcja. – w końcu przyszła w interesach, aczkolwiek kącik ust znowu drgnął jej wymownie w rozbawieniu.


Skyler Weston
no name
wydra za napisanie karty marty - the originator paige - the typewriter william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 better use spf let's talk about boats, baby drunken sailor i'll be there for you let's get it on no hope, no love, no glory this is the way you left me we're nothing more than friends pet me extreme home makeover kitchen-bound

buduje łódki, lokalna stocznia
Skyler Weston
Awatar użytkownika
about me
Obserwator i dłubek. Lubi wiedzieć i rozumieć, a jak nie rozumie to dłubie aż zrozumie. Nie ufa ot tak, ale jak zaufa i polubi to zrobi dla tego ktosia wiele. Inżynier okrętowy z wykształcenia i zakochania. Uważa, że sercem każdego statku jest serce gościa, który go zbudował.
188 cm
37 lat
Cytuj

Post Skyler Weston ()

Nie zauważył tego i prawdę mówiąc nawet nie pomyślał o tym jaką maksymalną i katastrofalną gafę w ten sposób zaliczył. Totalny fail Westona. Napraaaaawdę, jestem nim rozczarowany i ona też powinna! Przez pięć minut, bo potem niech jednak z powrotem go lubi. Przyszło mu to tak naturalnie – zażartowanie w ten niefortunny sposób - jak i nazwaniem jej swoją dziewczyną. Dziewczyną-nie dziewczyną, ale heloł, oboje dobrze wiedzieli jak było. Skoro sypiali tylko ze sobą i tylko ze sobą spędzali czas wolny… No to hej. No, ale! Zakaz łatkowania, on się w sumie stosował.
Dojadając swoją kanapkę, z uznaniem pokiwał głową. – Jestem bardzo dumny. – przyznał i… Skłamałbym ja i skłamałby on gdybyśmy tu się teraz obaj zapierali, że informacja o „dwóch tygodniach oczekiwania” nie siadła Westonowi w głowie. Bo to były, niestety, tylko dwa tygodnie, a czas – jak dobrze wiemy – pędzi jak szalony, więc… I one miną w mig. I… On naprawdę nie miał dużo czasu na to, żeby przekonać ją do zostania w Monterey. Bo to czy, albo raczej bo to, ŻE tego chciał to oczywista rzecz.
Popijał swoją kawę i patrzył na Sloane kiedy ta sprzedawała mu pomysł randki w samochodowym kinie. Wargi zadrżały mu mocniej i już nawet chciał to jakoś skomentować – pewnie w typie „idziemy do kina czy na film?” ale nie zdążył, bo… - No tak! Coś fajnego… Miałem ci pokazać, prawda – zapomniał na moment, ona go zagadała i tyle. Upił jeszcze łyk kawy, odstawił ją gdzieś na bok i kucnął wciąż w środku łódki obok ich siedziska. – To ci pozwoli uwierzyć, że… Kochana moja… Prawdziwa miłość istnieje! I jest wśród nas czy coś… – wyszczerzył kły i wyjął jedną z „podłogowych-pokładowych” desek. Pod nią był schowany jakiś pakunek. Pożółkły od czasu materiał oplatał coś w kształcie notesu, mniejszej książki? Weston odwinął to cuś i podał je w kobiece dłonie. Był to w istocie notes, ale prowadzony jako pamiętnik. W środku była stara czarno-biała fotografia, przedstawiająca dziewczynę, ślicznie uśmiechniętą i… Chyba była pielęgniarką, bo na to wskazywał jej strój. – Dostaliśmy tę łódkę od starszej kobiety której mąż jakiś czas temu zmarł. Ironia życia jest taka, że całe swoje życie był marynarzem, a zabiło go morze właśnie. Poprosiła czy moglibyśmy ją odnowić, odrestaurować, wrócić jej życie… Nie miała pieniędzy więc nie było chętnych żeby się tym zająć, ale… Znasz mnie. – w międzyczasie usiadł obok blondynki. Uśmiechnął się i wzruszył ramionami. – Nie mogłem jej odmówić. Jak tylko mam trochę wolniejszą chwilę… Albo przerwę na lunch… To tutaj przychodzę i robię co mogę żeby ta łódka odzyskała swoją duszę. No i znalazłem to. – wskazał na dziennik aka pamiętnik. – Najwyraźniej zmarły mąż tej kobiety go prowadził od wielu wielu lat… Jak jeszcze służył w wojsku i wypływał na kilkumiesięczne misje. To ona. Tych sto lat temu. – wziął w palce fotografię i uważniej jej się przyjrzał. – Dużo o niej pisał. Była jego… No… Taką prawdziwą, najprawdziwszą miłością. I myślę, że on dla niej też. – mógł mieć taką nadzieję przynajmniej. – Zamierzam jej to oddać razem z gotową łódką. Myślisz, że to dobry pomysł? – podniósł ślepia na Ackerman. Ufał jej. Wierzył, że poradzi mu dobrze. – I oczywiście, że zabiorę cię do kina… Pod warunkiem, że nazwiemy to randką. – dodał jeszcze zanim ona cokolwiek mu odpowiedziała. Wyszczerzył krótko kły i wyciągnął pysk do jej policzka. Pocałował ją i cicho jeszcze mruknął: - Wiem. Jestem uparty jak osioł. – z tymi randkami i… W ogóle.

Sloane Ackerman
nope
wydra za napisanie karty dipsy - the relationship guru paige - the typewriter william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 better use spf let's talk about boats, baby drunken sailor i'll be there for you let's get it on no hope, no love, no glory we're nothing more than friends pet me extreme home makeover kitchen-bound a hard day's night

była agentka FBI, aktualnie bezrobotna
Sloane Ackerman
Awatar użytkownika
about me
Była agentką FBI, ale gdy świat się zawalił, a ona straciła wszystko, co było dla niej ważne - wróciła w rodzinne strony by zaszyć się w starym domu na plaży i już nawet nie musieć udawać. Tak poznała Westona i życie jakoś znowu nabrała kolorów.
165 cm
35 lat
Cytuj

Post Sloane Ackerman ()

Zaintrygował ją! Tą obietnicą, że miała uwierzyć w prawdziwą miłość i tym podobne rzeczy, w które… właściwie to wierzyła. Widziała swoich rodziców, widziała jak zgrany duet tworzyli. Nie zdziwiło ją nawet jakoś bardzo mocno, że umarli w bardzo krótkim odstępie czasu, bo ciągle powtarzali, że nie umieliby bez siebie żyć i tak właśnie było. Więc Sloane wierzyła w prawdziwą miłość. Ona jedynie nie wierzyła w to, że ta mogłaby ją kiedyś spotkać. Tylko tyle. Dlatego zaintrygował ją i przyglądała mu się uważnie, gdy zaczął sięgać pod podłogę. Odebrała od niego pakunek i spojrzała na niego niepewnie, jakby nie do końca była pewna, czy w ogóle wolno jej to otwierać. Ale otworzyła. Ostrożnie przesunęła dłonią po kilku stronach, ostatecznie skupiając się jednak na fotografii. No i w ogóle nie zdziwiła się tym, że był jedyną osobą, która chciała pracować za frajer… no kto inny? Ale chyba właśnie dlatego go lubiła… ta, lubiła. Podniosła wzrok na Skylera, uśmiechnęła się do niego ładnie i pokiwała głową, że jak najbardziej – O ile to ona, a nie kochanka.. – zażartowała, ale po tym jak wróciła do notatnika i przeczytała kilka zdań na kilku pożółkłych stronach, nie miała wątpliwości i mogła się tylko uśmiechnąć pod nosem – Myślę, że będzie szczęśliwa. Taka pamiątka… – tak samo jak taka miłość! – Nie zdarza się często. – potwierdziła, ostrożnie zamykając notatnik, owijając go tak jak był i oddając go mężczyźnie – I to te opowieści o wielkich miłościach cię do tego prowokują? – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu – Pójdę z tobą na randkę, Weston, możemy nawet uznać, że to ta pierwsza. – i ostatnia? Jeśli wróci do San Francisco? – Mówiłam, że jesteś dobry w robieniu interesów. – zaśmiała się i teraz to ona wychyliła się w jego kierunku i po prostu go pocałowała. Miękko, spokojnie i bez pośpiechu – Ty wybierasz film! – dodała, żeby nie było wątpliwości i żeby czasem nie próbował kazać jej decydować. O nie! Nic z tych rzeczy – Powinieneś tą łódkę skończyć… teraz mam wyrzuty sumienia, że przez mój dom ona ma opóźnienia.


Skyler Weston
no name
wydra za napisanie karty marty - the originator paige - the typewriter william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 better use spf let's talk about boats, baby drunken sailor i'll be there for you let's get it on no hope, no love, no glory this is the way you left me we're nothing more than friends pet me extreme home makeover kitchen-bound

ODPOWIEDZ