It was a good day. I'm so glad the sun stayed around
W ramach weekendowej niespodzianki, dorzucamy wam małe usprawnienie w kwestii multikont. Więcej możecie przeczytać tutaj.
Witamy po remoncie! <3 Pamiętajcie o twardym odświeżeniu, dzięki któremu wszystkie zmiany "załapią". Jeśli natkniecie się na jakieś problemy, których nie naprawi twarde odświeżenie - zapraszamy tutaj.
Hasło do konta universal person to monterey.
ODPOWIEDZ
stolarz i właściciel, Woody World
Jon Daniels
Awatar użytkownika
about me
can't stop staring at those ocean eyes burning cities and napalm skies fifteen flares inside those ocean eyes
190 cm
32 lata
Cytuj

Post jon daniels ()

Savannah Jackson

Z jednej strony chciał natychmiast powiedzieć Emily, że to on był jej ojcem a z drugiej strony..., naprawdę cholernie bał się tego jak mała ostatecznie zareaguje na tę wiadomość — do tej pory był najlepszym przyjacielem jej matki i kimś, komu mogły ufać i kto troszczył się o nie obie, mimo że miał siostrę, którą musiał wychowywać i chociaż niekoniecznie dziewczynka rozumiała wszystkie te zawiłe zależności między nimi wszystkimi miała pewność, że w każdej sytuacji, nawet tej najbardziej beznadziejnej jak chociażby, kiedy podarła całkiem nową sukienkę wspinając się na jedno z drzew w ogrodzie, z którego później nie mogła zejść sama czy kiedy ubrudziła przypadkiem ulubioną bluzkę swojej mamy, kiedy bawiła się jej rzeczami wyciągniętymi z szafy w sypialni, teraz obawiał się, że wszystko mogło się zmienić. Przede wszystkim — o czym powiedział w pierwszej kolejności Savannah — bał się, że Emily może poczuć się oszukana; przecież był obecny w jej życiu od tych kilku lat, więc jak mógł nie wiedzieć o tym wszystkim? Bał się więc, że on a przede wszystkim Savannah wyjdą w oczach córki na kłamców a przecież wciąż powtarzali jej, że nie powinno się kłamać, bo można sprawić komuś przykrość a nawet nie mówiąc o wszystkim szczerze zrobić drugiej osobie krzywdę. Poza tym bał się, że może nie spełnić jej oczekiwań jakie zakładał, że może mieć względem ojca — nie wiedział jak wyobrażała sobie tego do tej pory tajemniczego człowieka, chociaż kilka razy wspomniała, że na pewno ma takie same wąsy jak Jon, ale tak naprawdę..., nic więcej, bo nie miał odwagi drążyć tego tematu z dziewczynką a z Savannah..., nie chciał. Nie chciał przywoływać wspomnienia kogoś, przez kogo się rozstali, bo zakładał przecież, że to właśnie przyjaciel, z którym go zdradziła był ojcem małej i nie chcąc dowiedzieć się więcej o tamtym momencie w jej życiu, w którym miał świadomość, że zawiódł kobietę..., nie dopytywał wiele.
Powrót do domu Emily miał być tym szczególnym i przełomowym momentem, ale przede wszystkim chcieli, żeby miała jak najmniej przykrych wspomnień związanych z wypadkiem, który nie wiedzieli jeszcze tak naprawdę jak odbił się na niej — i to tez nie dawało Jonowi spokoju, bo nie miał pewności czy dziewczynka z jakiegoś powodu nie zacznie obwiniać go o to, do czego doszło — i jak może zareagować chociażby na podróż samochodem do domu ustrojonego przez siostrę Jona niemalże jak na przyjęcie urodzinowe w chorągiewki i balony rozwieszone przede wszystkim w salonie, ale także w pokoju Emily. I chociaż już dzień wcześniej zapowiedzieli, że po powrocie czeka na nią kilka niewielkich upominków od nich, ale tez od koleżanek i kolegów, z którymi chodziła do szkoły i którzy siłą rzeczy musieli się w końcu dowiedzieć o wypadku dziewczynki, Jon nie wiedział do końca czy rzeczywiście to był dobry moment na uświadamianie małej, dlatego w ostatniej chwili zanim weszli z szpitala, żeby zabrać małą z oddziału, złapał Savannah za ramię i zatrzymując przed szklanymi drzwiami rozsuwającymi i zasuwającymi się samoistnie co chwilę, bo stali za blisko fotokomórki, wymamrotał:
Kochanie..., nie wiem czy nie powinniśmy tego odłożyć. Nie lepiej, jeśli po powrocie oswoi się na nowo z wszystkim? Tym bardziej, że wciąż jeszcze będzie musiała nosić gips i rękę na temblaku... – dodaje naprawdę stroskany.
manul#1399
wydra za napisanie karty ash - the loveable one dipsy - the relationship guru

nauczycielka, Highland Elementary School
Savannah Jackson
Awatar użytkownika
about me
love you to the moon and back
165 cm
32 lata
Cytuj

Post Savannah Jackson ()

6
W końcu nadszedł dzień powrotu Emi do domu. Ostatnio Jo miała wrażenie, że niedługo zamieszka w szpitalu, dlatego wyczekiwała tego dnia, kiedy w końcu będą mogły się stamtąd spakować. Oczywiście czekała na ten dzień też ze względu na stan córki, a właściwie przede wszystkim z tego względu. Nie czekała na powrót do domu ze względu na czekającą ich wszystkich rozmowę. Najpierw z Emily, a potem pewnie z resztą rodziny. Bardzo dużo trudnych rozmów, trudnych do przewidzenia jeśli chodziło o reakcje. Ale ta z Emi była najważniejsza. O dziwo Savannah była chyba w tym temacie spokojniejsza niż Jon. Ufała swojej córce, miała wrażenie, że wie jak dziewczynka zareaguje. Chociaż może nie powinna była czuć się zbyt pewnie w kwestii oceniania potencjalnych reakcji na takie rewelacje, bo z Jonem się pomyliła.
Teraz niemalże roześmiała się, słysząc słowa ukochanego. Ścisnęła jego dłoń i uśmiechnęła się do niego, kręcąc głową.
- Możesz mi wierzyć, że nigdy nie będzie dobrego momentu na taką rozmowę. Wiem to z doświadczenia. - wzruszyła ramionami. - Możemy odłożyć tą rozmowę do jutra, ale przeciąganie tego dłużej nie ma sensu. Na razie możesz z czystym sumieniem powiedzieć, że dopiero co się dowiedziałeś. Za jakiś czas będziesz już wspólnikiem zbrodni. - pocałowała Jona w policzek i pociągnęła delikatnie w stronę wejścia. Emi pewnie już nie mogła się doczekać. Wiedziała, że dziś ją czekają ostatnie badania i wróci do domu. Szpital nie był taki straszny jak jej się na początku wydawało, ale nudziło jej się chwilami, z dala od ulubionych rzeczy i zajęć.
Emily nie drążyła nigdy tematu tego kim był jej tata. Przyjęła do wiadomości, że po prostu nie może być z nimi i, gdyby tylko mógł z nimi być, to by ją bardzo kochał. Była za mała by dopytywać, by rozumieć co, jak i dlaczego. I przecież mama nie kłamała, jeśli nie mógł z nimi być, to widocznie nie mógł. A potem pojawił się Jon i trochę był dla niej jak tata, tak sobie bycie tatą wyobrażała. Wszystko jakoś więc pasowało. Pewnie jakby była starsza, bardziej zbuntowana jak to nastolatka, to pewnie zadawałaby więcej pytań i by nie odpuściła. Ale miała sześć lat i nie w głowie jej było kwestionowanie niektórych kwestii.

jon daniels
Cesarzowa#4762
wydra za napisanie karty ash - the loveable one ciri - the imaginative creator dipsy - the relationship guru

stolarz i właściciel, Woody World
Jon Daniels
Awatar użytkownika
about me
can't stop staring at those ocean eyes burning cities and napalm skies fifteen flares inside those ocean eyes
190 cm
32 lata
Cytuj

Post jon daniels ()

Savannah Jackson

Jon nie musiał zostawać w szpitalu tak długo, jak mała, ale lekarz zlecił mu rehabilitację, więc był tam codziennie przed pracą, żeby zobaczyć się z Emily i przywieźć im potrzebne rzeczy a zabrać brudną piżamę albo cienkie chustki z bawełnianego materiału, którymi owijała się, żeby zasnąć ttak, jak w domu dziewczynka — róg chyba każdej był zawiązany tak, żeby przypominał małego króliczka, w którego łepek z supła można było wsunąć palec i połaskotać jej drobne stópki albo udawać, że zjada się jej paluszki; kilka szmacianych zajączków miało nawet dorysowane flamastrami oczy, buźki i wąsy, które w większości nie doprały się i jak zakładali już chyba oboje z Savannah pozostaną zajączkami na o wiele dłużej, niż mogli początkowo przypuszczać. Po pracy także przyjeżdżał, żeby przywieźć im coś, co nie było szpitalną papą do jedzenia, chociaż sam będąc pacjentem MCH przez dwa dni na obiady nie narzekał, ale wolał, żeby obie mogły zjeść domową zupę albo ulubione pulpeciki Emily, po które podjeżdżał do jej prababci — kobieta raz zdecydowała się nawet zabrać z nim, żeby odwiedzić dziewczynkę w szpitalu jednocześnie po części starając się pokazać Jonowi, że może jechać z kimś jako pasażerem i nie spowodować wypadku, bo... Dopóki jeździł sam wszystko było o.k., ale kiedy miał zabrać z sobą kogoś..., kapitulował i wolał sam zająć miejsce obok kierowcy — tak, jak teraz, kiedy to Savannah prowadziła w drodze do szpitala, bo on..., bał się, że może doprowadzić do kolejnego wypadku.
Uśmiecha się niewyraźnie na jej słowa kiwając ze zrozumieniem głową, kiedy wysiadłszy stoją jeszcze chwilę przed szpitalem na parkingu i przeszedłszy w stronę kobiety, obejmuje ją mocno i całując w skroń, odgarnia jej jasne, długie włosy i przyznaje:
Wiem... Wiem, ale boję się, bo kompletnie nie wiem jak mała zareaguje. Boję się, że będzie zła albo..., albo rozczarowana. Może wyobrażała sobie tatę zupełnie inaczej i... – przerywa a kiedy tylko Savannah wspomina, że mogliby zaczekać do jutra przez chwilę waha się, żeby w końcu pokręcić przecząco głową i przepuściwszy kobietę w drzwiach, odpowiedzieć:
Nie, nie ma sensu tego odwlekać. Im szybciej tym lepiej, mam wrażenie, bo potem... Masz rację, chociaż nie wiem czy Emily już nie uzna, że po prostu ją okłamywaliśmy. Wiesz, mam w głowie chyba z milion scenariuszy, bo nie oszukujmy się..., w ostatnich dniach myślałem przede wszystkim o tym – dodaje tak, jakby przyznawał się naprawdę do zbrodni — niemalże śmiertelnie poważnie ze ściągniętymi mocno brwiami i zagryzając na moment wargi spogląda na Savannah. Nie chciał przyznawać się jej do tego, ale w końcu uznał, że powinien jej powiedzieć, bo tak naprawdę jedynie ona najlepiej znała małą i chociaż babcia i prababcia dziewczynki zapewniały Jona za każdym razem, kiedy wpadał do nich na chwilę przekazać rysunki od Emily powstające właściwie masowo w szpitalu — sama jego siostra miała ich chyba z osiemnaście różnych — denerwował się i wiedział, że może ufać jedynie Savannah, na którą spogląda i zanim jeszcze wejdą na salę, w której leżała ich córeczka, dodaje:
Zabierzmy ją do domu jak najszybciej i..., zobaczymy co będzie. Co by nie było..., jesteśmy rodziną – uśmiecha się już odrobinę śmielej i całując kobietę w sam środek czoła chce już uchylić drzwi, kiedy oboje słyszą głos Emily powtarzającej, że to oczywiste, że są rodziną... Mała czekała na nich chyba przy drzwiach i chociaż wciąż miała na sobie szlafrok założyła już dresowe, różowe spodnie i adidasy, których sznurówki wiły się kolorowym wężem po szpitalnym zielonkawym linoleum.
manul#1399
wydra za napisanie karty ash - the loveable one dipsy - the relationship guru

nauczycielka, Highland Elementary School
Savannah Jackson
Awatar użytkownika
about me
love you to the moon and back
165 cm
32 lata
Cytuj

Post Savannah Jackson ()

Savannah obserwowała Jona i Emily za każdym razem, kiedy zaczynali się bawić czy rozmawiać. Była ciekawa czy jego stosunek do dziewczynki zmieni się w sposób znaczący, teraz kiedy wiedział. Zmiany które dostrzegała były subtelne, może nawet nieświadome. Jon od początku był bardzo opiekuńczy w stosunku do Emi, nawet kiedy sądził, że jest córką innego, polubili się właściwie od razu. Był pierwszym mężczyzną w życiu dziewczynki, który był "na stałe", z którego mogła czerpać wzorce, w którego mogła być zapatrzona. Rosła na córeczkę tatusia, przerażająca sprawa, bo Sav widziała, jak Emi potrafi sobie owinąć Jona dookoła palca. Już widziała oczami wyobraźni jego reakcje na pierwszych chłopców w których Emily się zakocha, na zbyt krótką spódniczkę i pierwsze kolczyki... I tak by było bez względu na to, czy byłby jej ojcem biologicznym czy nie, bo był jej tatą choćby nie wiem co. Teraz po prostu było to usankcjonowane.
Nie nalegała by on prowadził. Rozumiała, że musiał przepracować kolejną traumę, że może się bać prowadzić, zwłaszcza z pasażerem. Naciskała jednak na to, by regularnie chodził na rehabilitację. Musiał być sprawny, nawet jeśli nie ze względu na pracę, to ze względu na swoją rodzinę, siostrę, Emily i na Sav. Był jedynym mężczyzną w tej rodzinie, bo brak Jona miał swoje sprawy, więc nie można go było w to wliczać. Za to rodziną Jona stały się też matka i babcia Savanny, które nawet mimo iż nie był mężem Jackson, to trochę go tak traktowały, jak syna czy wnuka. Dokarmiały go itd. Był oczkiem w głowie babci... może zawsze marzył się jej wnuk?
- Ej. Jesteś jej tatą... byłeś nim cały czas. Zajmujesz się nią od trzech lat, bawisz się z nią, uczysz nowych rzeczy, spełniasz zachcianki. Może nie nazywała cię tatą, a ty jej córką, ale jest między wami więź. I kochałeś ją nawet wtedy, kiedy myślałeś, że jest kogo innego. A ona kocha ciebie. Nie masz powodu do strachu. - ścisnęła mocniej jego dłoń, wpatrując mu się głęboko w oczy, by wiedział, że mówi śmiertelnie poważnie. - Znam te scenariusze z głowy. Nie pozwól by doszły do głosu. Potem można sobie wmówić zbyt wiele głupich rzeczy. - znów odnosiła się do siebie. Do tego, że była pewna iż on będzie na nią wsiekły i skończy ich związek, odbierając przy tym córkę. To wszystko była właśnie wina tych scenariuszy z głowy. A okazało się, że nie jest tak źle. Czasem trzeba zaufać najbliższym, temu co do nas czują.
- Widzisz, Gumowe Ucho potwierdza. - zaśmiała się łapiąc Emily i podnosząc nieznacznie nad ziemię. Była już dość ciężka, w końcu miała sześć lat... daleko jej było do maleństwa, które nosiła kiedyś na rękach.
- Jakie Gumowe Ucho? - zapytała oburzona - Wy głośno mówicie. - dodała, tłumacząc się, bo wcale nie podsłuchiwała... przypadkiem była przy drzwiach, miś świadkiem.
Pewnie jakby nie ręka na temblaku, to już cała byłaby ubrana do wyjścia, ale niestety potrzebowała pomocy. A pielęgniarki mówiły, że musi poczekać na rodziców i na pana doktora. Usłuchała częściowo. Niecierpliwiła się, chciała już wrócić do domu, do swojego pokoju i zabawek i książek i do szkoły. Lista była długa.

jon daniels
Cesarzowa#4762
wydra za napisanie karty ash - the loveable one ciri - the imaginative creator dipsy - the relationship guru

stolarz i właściciel, Woody World
Jon Daniels
Awatar użytkownika
about me
can't stop staring at those ocean eyes burning cities and napalm skies fifteen flares inside those ocean eyes
190 cm
32 lata
Cytuj

Post jon daniels ()

Savannah Jackson

I rzeczywiście..., starał się zachowywać w stosunku do Emily dokładnie tak samo, ale sam miał wrażenie, że ma o wiele więcej..., śmiałości i zdecydowanie częściej pozwalał sobie nawiązać z małą jakikolwiek fizyczny kontakt najczęściej zahaczając jej chude palce albo łaskocząc ją po nosie i policzkach, żeby ostatecznie pozwolić kilka dni temu małej wspiąć się na siebie i wtulić, czego dotychczas nie wiedzieć czemu starał się unikać — zaczekał, żeby zasnęła wtulona w jego rozłożystą pierś i dopiero razem z pomocą Savannah ułożyli ją spać do szpitalnego łóżka; wcześniej też pozwalał się ciągnąć za włosy, kiedy woził ją na barana albo brał Emily na ręce i pokazywał wszystko dookoła z zupełnie innej perspektywy, ale ewidentnie unikał sytuacji, w których obejmowałby ją i tulił bez powodu, bo oczywiście stłuczone kolanko trzeba było „ojojać” w jego objęciach. I chociaż nie miał odwagi pozwolić dziewczynce zbliżyć się do siebie tak bardzo, jak teraz sam lgnął do niej — w obawie, że może kiedyś jej ojciec pojawi się w ich domu i jednocześnie nie chcąc doprowadzać do sytuacji, w której musiałaby decydować kogo uważa bardziej za ojca — i zachowywał się tak, jakby już samym swoim postępowaniem w stosunku do niej chciał pokazać jej, że to on..., on jest jej prawdziwym tatą. I pewnie, gdyby wiedział w jaki sposób Savannah mówiła córce o nim, byłoby mu o wiele lżej i nie denerwowałby się tak bardzo reakcją dziewczynki, którą przejmował się naprawdę mocno, ale tak naprawdę dlatego, że tak samo mocno zależało mu na niej i na Savannah.
Powoli zaczyna kiwać potakująco głową uśmiechając się jednocześnie pod nosem, żeby po chwili przyznać:
Wiem, ale sama wiesz... Wiesz jak to jest mieć w głowie dziesiątki możliwych scenariuszy i ze zdecydowaną przewagą tych czarnych. I wiem, że to obawy są pewnie zupełnie bezzasadne, tylko że... – przerywa i słysząc delikatny, śpiewny głos córeczki, którą gładzi po głowie lekko mierzwiąc jej grzywkę zanim Savanna wzięła dziewczynkę na ręce. – Widzisz..., im ludzie są starsi tym głośniej mówią. Sama mówiłaś mi tyle razy, że głośno gadam a popatrz na Harry..., jak muszę się nakrzyczeć, żeby usłyszała – dodaje zagadując ją i idąc zaraz za Jackson rozgląda się po sali, żeby podpytać małą czy spakowała wszystkie swoje rzeczy i zaraz zaczyna składać koc jedną ręką w równą kostkę — taką, w jaką w wojsku musieli składać drapiący pled, którym zawijali się, żeby nie zmarznąć, kiedy temperatura spadała czasami nawet do zera a bywało, że i poniżej.
Dalej chcesz zostawić swojego miśka tej dziewczynce z sali na końcu korytarza? – Dopytuje dalej podając Savannah koszulkę, w którą pomogła małej się przebrać z cienkiej koszulki od piżamy i szlafroka. – Laurki widzę, że rozdałaś już wszystkie. W ogóle nasze psisko oszaleje z radości jak wrócisz. Ewidentnie stęsknił się już za tobą a jutro przyjdzie babcia i prababcia, wiesz? – Dodaje zapinając torbę z brudnymi rzeczami, do której Savannah dopakowała zrolowany szlafrok i kiedy mała jest gotowa czekając na lekarza zaczyna opowiadać jej o tym, co robili z mamusią wczoraj, kiedy wrócili do domu, oczywiście nie zająkując się nawet słowem o tym, że przygotowali na jej powrót kilka niespodzianek, żeby ten dzień był przyjemnym zakończeniem niekoniecznie najprzyjemniejszych wspomnień po pobycie w szpitalu i..., wypadku.
manul#1399
wydra za napisanie karty ash - the loveable one dipsy - the relationship guru

nauczycielka, Highland Elementary School
Savannah Jackson
Awatar użytkownika
about me
love you to the moon and back
165 cm
32 lata
Cytuj

Post Savannah Jackson ()

Obserwowała ich w milczeniu, uśmiechając się tylko do siebie. Właściwie dobrze było zacząć dzielić bycie rodzicem z kimś jeszcze. Jakby połowa stresu spadła z Sav, połowa obowiązków i zadań. Może to było tylko takie wrażenie, ale było jej lżej. No i nie miała już tego sekretu przed Jonem. To też było wyzwalające.
Emi odpowiadała na wszystkie pytania Jona, tłumacząc że tamta dziewczynka potrzebuje tego misia bardziej niż ona, że laurki rozdała prawie wszystkie, tylko ta dla pana doktora jeszcze nie, ale jak przyjdzie do niej zaraz to mu da. Dziewczynka była pełna energii i strasznie się cieszyła na powrót do domu. Tęskniła za wszystkim i za wszystkimi, nawet jeśli niemal codziennie ktoś u niej był. Tylko pies nie mógł jej odwiedzać. Savannah tymczasem sprawdziła, czy na pewno wszystko jest spakowane, że nic nie jest wciśnięte pod poduszkę czy materac szpitalnego łóżka. Dobrze, że sprawdziła, bo oczywiście znalazła tam jedną z książek Emi. Kiedy przywozili te wszystkie rzeczy, to nie wyglądało, że jest tego aż tyle, bo wozili to na raty. A teraz, kiedy przychodziło do spakowania wszystkiego na raz, to okazywało się, że niemalże zagracili ten szpitalny pokój. Dorosłemu wystarczyłoby znacznie mniej, ale sześciolatka potrzebowała rzeczy, które ją zajmą, bo nuda nie służyła dzieciom. Emily miała wiele pasji ale nuda sprawiała, że zaczynała być marudna. Dlatego musiała mieć pod dostatkiem książek, kolorowanek, papieru i kredek, żeby mogła się czymś zająć. Na oddziale dziecięcym była świetlica, gdzie dzieci mogły się bawić, ale nie można było tam siedzieć cały dzień.
W końcu do sali wszedł lekarz, uśmiechnięty, zrelaksowany. Widać było, że zajmuje się dziecięcymi pacjentami i ma do nich podejście.
- To co, gotowa na powrót do domu? - zapytał delikatnie czochrając Emi. - Dzień dobry państwu. Dobra wiadomość jest taka, że Emily ma dobre wyniki i może wracać do domu. Ale będzie musiała pojawić się za tydzień na kontroli. - przypomniał - Gips ściągniemy za dwa tygodnie.
Savannah skinęła głową. Miała pamięć do takich rzeczy jak termin wizyty u lekarza itp. Ale pewnie i tak sobie jeszcze zapisze, gdy upewni się co do godziny.
- Czyli możemy się zbierać? - zapytała. Byli gotowi do wyjścia, czekali tak na prawdę tylko na wypis.
- Jeszcze to - Emily wyciągnęła ostatnią laurkę i z najszerszym i najszczerszym uśmiechem na ustach, wręczyła ją lekarzowi. Jak tu jej nie kochać. Słodziaszek.

jon daniels
Cesarzowa#4762
wydra za napisanie karty ash - the loveable one ciri - the imaginative creator dipsy - the relationship guru

stolarz i właściciel, Woody World
Jon Daniels
Awatar użytkownika
about me
can't stop staring at those ocean eyes burning cities and napalm skies fifteen flares inside those ocean eyes
190 cm
32 lata
Cytuj

Post jon daniels ()

Savannah Jackson

Sam nie mógł się nadziwić, że chociaż do tej pory traktował Emily jak własną córkę, mimo wszystko jego podejście w pewien niemal niezauważalny, ale może wyczuwalny podświadomie sposób się zmieniło i zastanawiał się czy w postępując właśnie w ten sposób nie starał się nadrobić tego czasu, kiedy nie wiedział i chociaż naprawdę poświęcał dziewczynce każdy wolny moment miał wrażenie, że do tej pory była między nimi jakaś niewidzialna bariera oddzielająca ich od siebie jak szyba. A teraz? Teraz ta szyba czuł, że zniknęła a przynajmniej z jego strony i gdyby tylko mógł nie wypuszczałby małej z objęć, jednocześnie oglądając się od czasu do czasu na Savannah i uśmiechając się do niej naprawdę szczęśliwy — to, czego obawiał się od dłuższego czasu..., ewentualne pojawienie się ojca dziewczynki w ich domu, miało się nigdy nie wydarzyć, bo to on nim był i jedyne na czym zależało Jonowi w tym momencie, to pełna akceptacja małej. Jednocześnie, nie przyznawał się do tego przed Savannah, żeby nie martwić kobiety, ale miał nadzieję, że Emily nie dojdzie do zupełnie mylnego wniosku, że mama ją okłamywała, ale miały z sobą przecież tak dobre relacje, że nie mogło do tego dojść a przynajmniej tę tlącą się głęboko w środku w nim nadzieję podsycał coraz bardziej, żeby w razie czego móc być wsparciem dla nich obu i pogodzić je, gdyby jednak dziewczynka poczuła się oszukana i pokłóciła się z nimi, z Savannah przede wszystkim, z tego powodu.
Pomagając małej rozglądał się czy niczego nie przeoczyli i kiedy w sali pojawił się lekarz przywitał się z mężczyzną wymieniając jedynie skinieniem głową, bo powoli miał coraz więcej rzeczy do niesienia z Emily, która zdecydowanie wolała dotrzeć do samochodu wczepiając się w niego jak mała koala na czele. Wysłuchał lekarza tak samo uważnie jak Savannah, mimo że o wiele więcej uwagi poświęcał córce i kiedy dostali ostatnie instrukcje, co mają robić a czego nie powinni — i tutaj na liście pojawiło się między innymi bieganie po korytarzach czy schodach tym strasznie ciężkim gipsem, kiedy podziękowali doktorowi spojrzał na Savnnah i rozejrzawszy się uważnie po sali raz jeszcze powoli ruszył niosąc Emily przez korytarze, żeby dotrzeć w końcu do wyjścia — mała przez chwilę przyglądała się lekarzowi, który uważnie wpatrywał się w obrazek od dziewczynki a na sam koniec zanim zniknęli za rogiem pomachał jej raz jeszcze.
Przytrzymał Savannah drzwi i wyszedłszy zaraz za nią powoli skierował się w stronę samochodu podpytując córeczkę co to za krzewy, które rosły między terenem przylegającym bezpośrednio do szpitala a parkingiem, żeby po części odwrócić jej uwagę, że idą w stronę auta — bał się jak dziewczynka zareaguje, kiedy będzie musiała wsiąść do samochodu i miał jedynie nadzieję, że fakt, że tym razem to mama będzie prowadzić uspokoi ją wystarczająco.
Stań tutaj – zaczął stawiając mała ostrożnie na wyasfaltowanym parkingu. – Zaraz otworzę ci drzwi i pomogę wsiąść a potem zapniemy pasy, tylko pomogę mamie z zapakowaniem się do bagażnika, dobrze? – dodał spoglądając nerwowo na Savannah — wiedział, że domyślała się o czym myślał w tym momencie i chyba oboje czekali tak samo nerwowo na reakcję dziewczynki.
manul#1399
wydra za napisanie karty ash - the loveable one dipsy - the relationship guru

nauczycielka, Highland Elementary School
Savannah Jackson
Awatar użytkownika
about me
love you to the moon and back
165 cm
32 lata
Cytuj

Post Savannah Jackson ()

Sav była niemal pewna, że Emily całą ewentualną złość czy rozczarowanie skupi na matce. W końcu Jon jeszcze do niedawna o niczym nie wiedział. Nie wiedziała jednak jak bardzo rozczarowana jej córka będzie i jak to się będzie objawiać. Wierzyła jednak, że taka sześciolatka nie będzie długo chować urazy i, że może poboczy się kilka dni, a potem jej przejdzie.
Dzielenie się zadaniami wyszło im jakoś naturalnie. Wychodziło ich naturalne zgranie i to, że się uzupełniali. No i Emily ufała Jonowi, nie unikała go, wprost przeciwnie, lgnęła do niego. Savannah miała nadzieję, że nie będzie zazdrosna na tą ich relację ojciec-córka. Wszystko wskazywało na to, że to będzie typowa córeczka tatusia i tatuś córeczki. Oczami wyobraźni widziała jak Emi przyprowadzi swojego pierwszego chłopaka i jakie piekło zgotuje mu Jon jeśli tamten ją skrzywdzi, albo jakie przesłuchanie mu urządzi podczas zapoznania. Ale to była sfera dalszej przyszłości, na razie czekały ich inne wyzwania.
Sav przed wyjściem z sali jeszcze się trzy razy rozejrzała czy wszystko zabrane, pożegnała się z lekarzem i mijanymi pielęgniarkami i z ulgą opuściła szpital. Przed samochodem czekało na nich wezwanie numer jeden. Emily zwolniła i nieufnie patrzyła na samochód, mocniej ściskając rękę Jona.
- Chcesz, żeby Jon usiadł koło ciebie z tyłu? - dziewczynka skinęła głową. - Będę jechać wolno, dobrze. Nic się złego dziś nie stanie. - przekonanie w głosie Savanny trochę ośmieliło Emily, ale nie puszczała dłoni Jona ani na moment, więc to Sav musiała zapakować rzeczy do samochodu. Trochę ją to ukłuło, że to w nim jej córka szukała oparcia, a nie w niej, ale musiała to zaakceptować. Może przez najbliższe kilka dni być jeszcze gorzej.
Odsunęła przedni fotel tak, by Jon miał dużo miejsca na nogi i poczekała aż się oboje usadowią.
- I nic się nie stanie? - głos Emily brzmiał niepewnie, zdrowa dłoń ściskała ramię Jona, za temblakiem miała swojego ulubionego pluszaka.
- Będę jechać tak ostrożnie jak jeszcze nikt nigdy ostrożnie nie jechał. I jeśli poczujesz się niepewnie, to zjedziemy na pobocze. Wystarczy słowo. Nie pozwolę by stało się ci coś złego księżniczko. - odwróciła się ze swojego siedzenia do tyłu, żeby uśmiechnąć się do córki. - Jesteś bardzo dzielna. Ty też. - puściła oczko do Jona.
Zapięła pasy, sprawdziła lusterka i tak dalej i w końcu ruszyła ze szpitalnego parkingu.

jon daniels
Cesarzowa#4762
wydra za napisanie karty ash - the loveable one ciri - the imaginative creator dipsy - the relationship guru

stolarz i właściciel, Woody World
Jon Daniels
Awatar użytkownika
about me
can't stop staring at those ocean eyes burning cities and napalm skies fifteen flares inside those ocean eyes
190 cm
32 lata
Cytuj

Post jon daniels ()

Savannah Jackson

Miał nadzieję, że tak nie będzie i dzięki łączącej je silnej więzi, mała nie będzie długo obwiniała Savannah o milczenie czy nie zacznie uważać, że „mama ją okłamała”, ale nie mógł pozbyć się kotłujących w tyle głowy myśli i obaw, które wiedział, że współdzielą z partnerką, z którą wydawali się być naprawdę zgraną parą — dogadywali się czasami nawet bez słów tak, jak chociażby teraz, kiedy w milczeniu podzielili się obowiązkami zbierając i pakując rzeczy. Nie musieli nic do siebie mówić, bo wystarczało spojrzenie, żeby to drugie wiedziało o co chodzi, co oczywiście nie oznaczało, że nie odzywali się do siebie za często — przeciwnie..., przecież potrafili przegadać całe popołudnie robiąc coś razem kuchni albo w ogrodzie, kiedy w weekend Savannah z małą zajmowała się rosnącymi za domem roślinkami a on robił porządki między krzaczkami pomidorów, zostawiając swoim dziewczynom przyjemniejsze zajęcia jak chociażby zadbanie o kwiaty.
Czuł, że powrót do domu może nastręczyć pewnych trudności, ale kiedy Emily tak kurczowo zacisnęła palce na jego dużej dłoni nie wiedział przez chwilę co zrobić, dlatego zaproponował, żeby zaczekała aż zapakuje z Savannah wszystkie rzeczy do auta dając córeczce czas na oswojenie się z samą myślą, żeby wsiąść do samochodu, który nie dziwił się, że może kojarzyć się źle po tamtym wypadku i łudził się jedynie, że świadomość, że tym razem to mama będzie prowadzić cokolwiek pomoże. Kiedy podeszli oboje do dziewczynki, Jon w pierwszej kolejności otworzył drzwi — na tylnym siedzeniu obok jej fotelika leżał całkiem nowy, miodoworudy miś z wielką żółtą kokardą; Jon zakładał, że może jego obecność a przede wszystkim widok nowego pluszaka, których mała miała już zdecydowanie w nadmiarze, ale nie zamierzał nie powiększać jej kolekcji, tym bardziej w takich okolicznościach, chociaż trochę rozładuje napięcie, z którym mała musiała się zmierzyć i co zrozumieli od razu, kiedy zaczęła dopytywać, „czy nic się nie stanie”.
Tak właśnie a ja usiądę obok ciebie i wymyślimy imię dla twojego nowego misiaka, hmm? – dodała zaraz spoglądając na Savannah, która zapewniła jeszcze ich córeczkę, że będzie jechać naprawdę ostrożnie. – I tak, jak powiedziała mama..., jeśli będziesz chciała, żebyśmy się zatrzymali, to zjedziemy na pobocze. A teraz chodź – powiedział biorąc córkę w ramiona i ułożywszy ją wygodnie w siedzonku, zapiął pasy, żeby ostatecznie podać jej miodowego, puchatego misia i zamknąwszy drzwi musnąć w przelocie policzek Savannah, żeby wgramolić się na tylne siedzenie, co nie było do końca łatwe z prawie całkiem sztywnym kolanem, ale udało się mu i zapiąwszy pasy zerknął jeszcze do przodu, żeby kiedy Savannah ruszyła obserwować przez chwilę ruch i powiedzieć jej, kiedy będzie miała całkiem wolną drogę.
Widzisz..., poza tym mamy czworo oczu obserwujących drogę, więc zauważymy o wiele więcej – połaskotał Emily po policzku i uśmiechnął się od czasu do czasu faktycznie zerkając na drogę tak długo, jak długo nie dojechali do domu.
manul#1399
wydra za napisanie karty ash - the loveable one dipsy - the relationship guru

nauczycielka, Highland Elementary School
Savannah Jackson
Awatar użytkownika
about me
love you to the moon and back
165 cm
32 lata
Cytuj

Post Savannah Jackson ()

Savannah jechała spokojnie, zgodnie z zapowiedzią, ale nie  a tyle wolno, by tamować ruch i narażać ich na obtrąbienie ze wszystkich stron. Trasę szpital-dom znała już niemal na pamięć, codziennie nią jeździła. Wcześniej nim ruszyli, przesunęła przednie siedzenie na tyle do przodu, by Jon mógł względnie wygodnie usiąść. Samochód kobiety nie był specjalnie duży, ale w tym momencie bul jedynym sprawnym autem w ich domu. Dziwnie się czuła w charakterze szofera, ale kiedy na światłach zerknęła do tyłu i zobaczyła jak Emily kurczowo ściska dłoń Jona, to zrozumiała, że tak przez jakiś czas już będzie.
Rodziną byli zgraną i codzienne rutyny mieli poukładane. Czasami mogli się wydawać wręcz nudni, ale odrobina nudy czasami była potrzebna, zwłaszcza jeśli wcześniej przeżyło się zdecydowanie za dużo. Sav nie planowała ich dalszej przyszłości na ileś lat wprzód, nie nastawiała się też na to, że Jon się oświadczy czy coś. Nie należała do kobiet, które nagle zaczynają stawiać warunki, że albo ślub albo koniec. W końcu ich sytuacja nie była jakoś łatwa w przeszłości. Dużo się wydarzyło i choć po zsumowaniu wszystkich lat razem, robił się z tego całkiem niezły wynik, ale w pewnym sensie ich historia, historia ich związku jakby się zresetowała i zaczęła liczyć na nowo trzy lata temu.
W końcu dojechali do domu, w którym od jakiegoś czasu mieszkała z Emi, Jonem i jego siostrą. W umyśle Sav to nadal był dom Jona, ale czuła się tu swobodnie i bezpiecznie. Po prostu to nie było coś, co wybrali wspólnie. Moze kiedyś...
- Nie było tak strasznie, co? - uśmiechnęła się, zerkając do tyłu, gdy już zgasiła silnik samochodu. W domu pewnie już czekali ich najbliżsi, więc najbliższa godzina, albo dwie będą dość głośne i gwarne. Potem przyjdzie czas na rozmowy. Emily wydawała się być pełna energii, więc raczej szybko nie zaśnie.

jon daniels
Cesarzowa#4762
wydra za napisanie karty ash - the loveable one ciri - the imaginative creator dipsy - the relationship guru

ODPOWIEDZ