It was a good day. I'm so glad the sun stayed around
W ramach weekendowej niespodzianki, dorzucamy wam małe usprawnienie w kwestii multikont. Więcej możecie przeczytać tutaj.
Witamy po remoncie! <3 Pamiętajcie o twardym odświeżeniu, dzięki któremu wszystkie zmiany "załapią". Jeśli natkniecie się na jakieś problemy, których nie naprawi twarde odświeżenie - zapraszamy tutaj.
Hasło do konta universal person to monterey.
ODPOWIEDZ
student reżyserii & operator w kinie, lighthouse 4
Roddy Fitzgerald
Awatar użytkownika
about me
Przyszły reżyser, wciąż szukający swojej niszy. Pasjonat sztuk walki, insektów oraz gier komputerowych. Udaje chłopaka Althei, aby ojciec jej nie wydziedziczył. Uparcie próbuje wyhodować brodę.
180 cm
22 lata
Cytuj

Post roddy fitzgerald ()

Roddy miał znajomych na pęczki. Lubił łapać się rozmaitych zajęć, wszędzie go było pełno (ale nie w takim męczący sposób; nie wysysał powietrza z pomieszczeń w których się znajdował) i nawiązywanie nowych znajomości nie sprawiało mu problemów. Wiązało się to jednak z pewną trudnością w zacieśnianiu więzi. Niby wszyscy dookoła go lubili, rzucali mu przelotne cześć na korytarzu i zagadywali na moment po pijaku, ale przez platoniczność tych relacji nie bywał niczyim pierwszym wyborem. No może z wyjątkiem Althei, ale to co innego, bo z nią znał się od zawsze i mieli sztamę na całe życie. Problem w tym, że nie było jej tu dzisiaj. Impreza była troszkę randomowa i nie znał tu zbyt wiele osób, choć sporo kojarzył z kampusu. Dom należał do jakiegoś bogatego chłopaka, który studiował prawo i zamieszkiwał przedmieścia San Jose. Chłopacy z drużyny się z nim kumplowali, a co za tym idzie, pozostali członkowie też byli zaproszeni. Lepszego pomysłu na piątkowy wieczór i tak nie miał, a siedzenie w domu by go tylko niepotrzebnie zdołowało. Na pewno znalazłoby się coś do roboty, bo projektów zaczętych miał już niezliczoną ilość, ale on to tak lubił mieć wszystkie dużo, tak jak ja multikont. Dzięki temu naprawdę rzadko kiedy się nudził.
Ręka wciąż miała swoje gorsze momenty, szczególnie kiedy coś dźwigał lub nadmiernie nią gestykulował. Odczuwał wtedy przykry przeszywający ból, ale na szczęście szybko przechodził. Maść przepisana przez lekarza działała co prawda cuda, ale nie nosił jej cały czas ze sobą, więc musiał się po prostu pilnować.
Z początku bawił się dobrze, bo udało mu się wdać w parę porządnych interakcji, kiedy nikt nie był jeszcze szczególnie pijany, a pierwsze butelki dopiero się otwierały. Był młodym człowiekiem, więc nie lubił sobie odmawiać alkoholu, ale też rzadko kiedy z nim przesadzał. Jako wieloletni sportowiec, znał doskonale negatywny wpływ procentów na ciało, a jednak było to (sport w sensie) dla niego ważniejsze niż kilka godzin dzikiej imprezy kończącej się urwanym filmem. Jeśli do takowej dochodziło, to przez przypadek oraz jego nieuwagę. Każdy popełniał czasem błędy, okej? Jego najnowszym było najwyraźniej przybycie na domówkę, bo kiedy większość ludzi się wstawiła, a on wciąż był stosunkowo trzeźwy, to nie potrafił już się z nikim za bardzo odnaleźć w rozmowie. Parę osób coś mu plotło bez ładu i składu, a inni w ogóle ignorowali zaczynane przez niego tematy. Dawno już nie miał tak nieprzyjemnego doświadczenia imprezowego, ale tak jak to on, nie poddawał się wcale tak łatwo.


Poruszał się w rytm muzyki, śmiejąc się do osób w jego otoczeniu. Salon szybko stał się prowizorycznym parkietem dla tych bardziej ruchliwych imprezowiczów. Stół podjechał aż pod okno, a kanapy zostały odsunięte tak jak się tylko dało. Wielu osób tam nie było, ale przez chwilę naprawdę poczuł, że być może impreza miała jeszcze szansę na wkupienie się w jego łaski. Nawet się rozbrykał gdzieś na drugim refrenie, a że ciało miał wytrenowane, to jego ruchy nie wydawały się być typowym przenoszeniem ciężaru ciała z lewej na prawą nogę i tak w kółko. Niestety kiedy zamachnął się kontuzjowaną ręką, to twarz wygięła mu się w wyrazie bólu. Chwilę potem zorientował się, że reszta tańczących połączyła się w jakieś durne parki (i jedno trio, oho) i kompletnie stracił ochotę na dalsze tańce. Szkoda, bo lubił się ruszać. Gdyby tylko była tutaj Alt...
Mówi się trudno, każdy miał gorsze wieczory! Ruszył do kuchni, gdzie chciał się zaopatrzyć w kolejne piwo. Jeśli ktokolwiek myślał, że tyle wystarczyło, aby go wygnać całkowicie, to naprawdę nie znał możliwości jego zaparcia. Kiedy tak stał w samych drzwiach, to po przeciwnej stronie korytarza dostrzegł samotnego bruneta, który siedział na schodach. Był to ten sam koleś, który odebrał mu pozycję rozgrywającego. Zajął jego miejsce z racji kontuzji, która w oczywisty sposób uniemożliwiała mu grę, bo jednak ręczna bez jednej ręki traciła swój sens. W głowie Roddy'ego był jednak trochę złodziejem, bo jak się okazało na ostatnim treningu, trener jeszcze nie był pewien który z nich zostanie w pierwszym składzie. Przesadą byłoby powiedzenie, że był zły na studenta z wymiany, ale na pewno miał do niego jakiś dystans. Wywrócił oczami i zgarnął drugą butelkę piwa, a następnie ruszył w jego kierunku. Nie miał nic do stracenia, a zaczepianie ludzi nie stanowiło dla niego problemu. - Widzę, że nie tylko ja mam problem z tą imprezą - na pewno bardziej się starał w nią wczuć, ale nie winił Arvida za nieśmiałość. Zupełnie na początku słyszał, jak jacyś kolesie nabijali się z jego akcentu. Brunet rozmawiał wtedy z kimś z drużyny i popełnił głupi błąd w wymowie, a jacyś starsi studenci, prawdopodobnie prawa, zaczęli go przedrzeźniać. Reszta towarzystwa się roześmiała, bo dla nich nie było to nic wielkiego. Żałował, że był wtedy pochłonięty rozmową w przedsionku pomieszczenia i całą tę sytuację wyłapał jednym uchem oraz okiem, bo inaczej na pewno by się wtrącił. Miał problemy z bohaterskimi zrywami, ale to efekt zbyt wielu gier o walce dobra ze złem. - Przynajmniej jest darmowe piwo - otworzył butelkę zębami, bo był jednym z tych wariatów, którzy to robili, a następnie wyciągnął ją w kierunku Arvida. Po chwili uczynił to samo z drugim piwem, które było rzecz jasna dla niego.

Arvid Johansen
atlas#1590
wydra za napisanie karty ash - the loveable one horror reveal - the final destination

Barista; student, The Wild Plum Cafe; San Jose State University
Arvid Johansen
Awatar użytkownika
about me
Student II roku Analityki Kryminalistycznej i Sądowej, który pojawił się w Monterey w ramach programu wymiany studenckiej. Środkowy rozgrywający w klubie piłki ręcznej, a także wolontariusz w schronisku. Ukrywa przed całym świętem, a szczególnie przed sobą, że jest gejem. Ma nawet dziewczynę, z którą jest prawie 3 lata.
183 cm
21 lat
Cytuj

Post Arvid Johansen ()

003
Arvid do Monterey przyjechał już nieco ponad trzy miesiące temu, ale do tej pory nie nawiązał z nikim na tyle dobrego kontaktu, aby wyskoczyć razem na miasto po zajęciach, wyjść na piwo czy obejrzeć jakiś film. W dużej mierze wynikało to z jego winy, ponieważ niedość, że był bardzo zabieganym człowiekiem, to w dodatku kiedy miał już chwilę dla siebie i możliwość poznania nowych osób, zazwyczaj bał się odezwać. Wprawdze miał kilku znajomych i całkiem dobrze dogadywał się ze współlokatorem, ale mimo to, czuł się bardzo samotny. Brakowało mu przyjaciół i coraz bardziej zaczynał tęsknić za Norwegią. Zupełnie inaczej wyobrażał sobie swój pobyt w Stanach i powoli zaczynał żałować, że zdecydował się na wymianę studencką. Nie zamierzał jednak się poddawać, nie po tak krótkim czasie, i postanowił, że dokona wszelkich starań, aby poprawić nieco swoją sytuację towarzyską.
Kiedy dowiedział się od chłopaków z drużyny, że mają zaproszenie na domówkę, w końcu poczuł się częścią grupy. Decyzję podjął od razu - skoro chciał się z kimś zakumplować, musiał spędzać więcej czasu z ludźmi, musiał wychodzić. Impreza wydała mu się idealną sytuacją do poznania kilku nowych osób, a także do zaciaśnienia więzów z pozostałymi chłopakami z klubu. Arvid zdawał sobie sprawę, że ta jedna domówka nie odmieni diametralnie jego sytuacji, ale może się przyczynić do jej poprawy. Nie od razu Rzym zbudowano, a przyjaciół nie zyskuje się w ciągu jednej nocy. Teoretycznie.
Był bardzo podekscytowany, kiedy wychodził z domu, jednak niedługo po tym, jak już znalazł się na miejscu, jego humor znacznie się pogorszył, a wszystko za sprawą jednego nieprzyjemnego incydentu. Podczas rozmowy z chłopakiem z klubu, popełnił błąd w wymowie. Niby nic wielkiego. Angielski nie był jego językiem ojczystym, więc miał całkowite prawo do popełniania błędów wszelkiego rodzaju. Wielu Amerykanów tak naprawdę popełniało mnóstwo błędów, choć teretycznie powinni mówić całkowicie poprawnie. Brunet przejmował się jednak takimi rzeczami i to właśnie pewnego rodzaju bariera językowa powstrzymywała go przed zagadywaniem do nieznajomych ludzi. To, że nie powinien, to już zupełnie inna sprawa. Pomimo swoich obaw, mówił naprawdę dobrze, a nawet kiedy się mylił, jego rozmówcy zazwyczaj go po prostu o tym informowali i podpowiadali jak dane słówko powinno brzmieć, albo jakiego czasu powinien użyć. Tym razem było nieco mniej przyjemnie. Choć kolega z drużyny nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, tak grupka studentów, która stała obok, wybuchnęła głośnym śmiechem i zaczęła go przedrzeźniać, co z kolei wywołało kolejną salwę śmiechu, tym razem znacznie większej ilości osób. Najgorsze obawy Arvida się spełniły.
Chłopak momentalnie stracił ochotę na dalszą zabawę i poznawanie nowych osób. Najchętniej wróciłby od razu do domu, ale nie chciał im pokazać, że aż tak to na niego wpłynęło. Z tego powodu postanowił pokręcić się tu jeszcze chwilę, a dopiero później się zmyć. Parę razy porozmawiał ze znajomymi z drużyny i z dziewczyną, którą kojarzył z uczelni. Dość często mijał ją na korytarzu, parę razy wracali tym samym autobusem do Monterey, więc doszedł do wniosku, że dobrze byłoby się w końcu poznać. Może dzięki temu będzie miał z kim zamienić kilka słów między zajęciami.
Z nikim niestety nie udało mu się nawiązać dłuższej rozmowy, więc ostatecznie usiadł na schodach i wyciągnął telefon. Wysłał wiadomość do Silje, swojej dziewczyny, która odpisała mu niemal natychmiast. Wymienili się kolejnymi wiadomościami i nim się zorientował, minęła ponad godzina. Nie rozmawiali ze sobą cały dzień, więc mieli dość sporo do powiedzenia. Szczególnie Silje, której buzia prawie nigdy się nie zamykała. Gdyby tylko brunet oderwał się od ekranu wyświetlacza, zorientowałby się, że większość towarzystwa jest już porządnie pijana.
Był tak pochłonięty rozmową i przyzwyczajony do tego, że co chwila ktoś obok niego przechodził, że nie zorientował się, że ktoś zmierza w jego kierunku. Inaczej - nie spodziewał się, że ktoś zamierza z nim porozmawiać, więc słysząc głos nad głową, wzdrygnął się, momentalnie podnosząc wzrok do góry. Zmarszczył nieznacznie brwi i posłał chłopakowi pytające spojrzenie, jakby chciał się upewnić, czy to na pewno do niego mówił. Poznał go całkiem niedawno, na ostatnim treningu piłki ręcznej, kiedy po długiej nieobecności spowodowanej kontuzją, wrócił do drurzyny. Wcześniej tylko o nim słyszał. Pozostali chłopacy czasami rozmawiali między sobą, że Roddy będzie wściekły, kiedy po powrocie dowie się, że jego miejsce zajął ktoś inny.
- To raczej impreza ma problem ze mną. - Odpowiedział, obserwując jak chłopak zajmuje miejsce obok niego. Nie była to do końca prawda, bo jednak ostatnie kilkadziesiąt minut spędził na telefonie, zamiast przynajmniej spróbować się bawić, ale rzeczywiście byłoby znacznie łatwiej, gdyby ktoś okazałby chociaż odrobinę chęci na poznanie Arvida. I oczywiście gdyby nikt nie naśmiewał się z błędu, który popełnił na początku imprezy. - Nie jestem pewien czy to wystarczający argument. - Wziął jednak piwo, a telefon schował do kieszeni spodni. Silje na szczęście nie była jedną z tych dziewczyn, które robiły ogromny problem, kiedy nie dostały natychmiastowej odpowiedzi na wiadomość. - Nie szkoda ci zębów? - Zapytał, nawiązując do sytuacji sprzed kilku sekund. Jeśli miał być szczery, to nieszczególnie go to interesowało, ale nie chciał siedzieć w zupełnej ciszy, a też nie bardzo miał pomysł, o czym mogliby rozmawiać. Szczególnie, że nie czuł się zbyt swobodnie w jego towarzystwie, ponieważ odnosił wrażenie, że Roddy jest na niego wściekły za przejęcie jego pozycji w drużynie.
Upił dość spory łyk piwa.

roddy fitzgerald
wydra za napisanie karty george - the mad writer william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 drunken sailor animal helper pet me mercury retrograde horror reveal - the final destination
brak multikont

student reżyserii & operator w kinie, lighthouse 4
Roddy Fitzgerald
Awatar użytkownika
about me
Przyszły reżyser, wciąż szukający swojej niszy. Pasjonat sztuk walki, insektów oraz gier komputerowych. Udaje chłopaka Althei, aby ojciec jej nie wydziedziczył. Uparcie próbuje wyhodować brodę.
180 cm
22 lata
Cytuj

Post roddy fitzgerald ()

Wypuścił szybciej powietrze nosem, ale nie odniósł się do tego od razu. Nie przypuszczał, że tamta sytuacja tak mocno wpłynie na nastrój Arvida, ale nie znał go prawie wcale, więc skąd mógł wiedzieć? Było mu go szkoda, bo nawet jeśli trochę już w Ameryce tkwił, to wciąż musiało to być dla niego dość dziwne przeżycie. Poza tym, nikt nie lubił być wyśmiewany za coś, co nie do końca od niego zależało. Błędy w języku, który był Twoim drugim, to przecież naturalna rzecz. Nawet gdyby coś faktycznie zabrzmiało zabawnie, trzeba było wiedzieć jak na to zareagować, aby osoba popełniająca błąd wiedziała, że śmiejesz się z nią, a nie z niej. W tamtej chwili takiego poczucia nie zagwarantowano Arvidowi, to na pewno.
- Lepsze to niż nic - wzruszył ramionami. Sam dawał sobie jeszcze z godzinkę przed poddaniem się, ale skoro nawet on miał problem z wdrożeniem się w to grono, to co dopiero Johansen. Nie twierdził, że był od niego gorszy, ale naprawdę mocno wierzył w swoje umiejętności interpersonalne. - Naah, robię tak od dawna i jeszcze mi się żaden nie ukruszył. Poza tym... nie widziałem żadnego otwieracza pod ręką - uśmiechnął się lekko. Ludzie zawsze krzywili się na jego popisową umiejętność (jedną z wielu w zasadzie), więc już się do tego przyzwyczaił. Niby wiedział, że faktycznie mogło mu się kiedyś coś stać, ale w pewnych przypadkach bywał osobą która nie uwierzy, póki nie zobaczy i to była jedna z tych rzeczy.
- Hej... - zaczął, spoglądając na niego na moment, a następnie upił łyka piwa. - Jeśli chodzi o tamtą sytuację wcześniej. Stałem na korytarzu i co nieco usłyszałem - głupio było mu się przyznać, bo ostatecznie nie zareagował i czuł się z tego powodu winny. Być może dlatego właśnie chciał mu zapewnić swojego towarzystwo teraz, aby jakoś za to odpokutować. - To republikanie, którzy może i myślą, że są fajni, bo studiują kierunki o wielkich nazwach, ale i tak całe życie będą jechać na pieniądzach rodziców - uniósł z kpiną brew, bo naprawdę nie trawił takich ludzi, a niestety parę podręcznikowych egzemplarzy mogli tutaj znaleźć. - także wiesz... ja bym się nie liczył z ich słowami - wzruszył znów ramionami. O ile był dobry w walce, tak pocieszanie szło mu już trochę gorzej, choć i tak uważał, że nie poszło mu tak źle.

Arvid Johansen
atlas#1590
wydra za napisanie karty ash - the loveable one horror reveal - the final destination

Barista; student, The Wild Plum Cafe; San Jose State University
Arvid Johansen
Awatar użytkownika
about me
Student II roku Analityki Kryminalistycznej i Sądowej, który pojawił się w Monterey w ramach programu wymiany studenckiej. Środkowy rozgrywający w klubie piłki ręcznej, a także wolontariusz w schronisku. Ukrywa przed całym świętem, a szczególnie przed sobą, że jest gejem. Ma nawet dziewczynę, z którą jest prawie 3 lata.
183 cm
21 lat
Cytuj

Post Arvid Johansen ()

Kiwnął głową, chociaż nie był co do tego całkowicie przekonany. Jakiś to plus na pewno był, ale Arvid już chyba wolałby zapłacić za alkohol i wypić go w domu w nieco bardziej przyjaznym towarzystwie. Inna sprawa, że nie miał zbyt wiele osób, które mógłby zaprosić na spędzenie takiego wieczoru, ale prawdopodobnie Jalin chętnie by z nim posiedział. Brunet zaczął się zastanawiać, dlaczego wcześniej nie wpadł na taki pomysł. Spędzenie trochę czasu razem, wypicie wyżej wspomnianego piwa i obejrzenie filmu, a do tego rozmowa z pewnością sprawiłoby, że nieco lepiej by się poznali i kto wie, może Arvid zyskałby tutaj pierwszego kolegę. Musi zaproponować coś takiego współlokatorowi.
- Właśnie, jeszcze. - Powiedział i uśmiechnął się delikatnie. Nie zamierzał prawić chłopakowi morałów, bo w istocie nie była to jego sprawa. Osobiście bałby się, że uszkodzi sobie uzębienie - teoretycznie wszystko da się naprawić, ale jeśli miał już wydawać na coś pieniądze, wolałby przeznaczyć je na przyjemności. - Wiesz o tym, że są inne sposoby? - Spytał, tak na wszelki wypadek, gdyby Roddy faktycznie nie zdawał sobie z tego sprawy, w co jednak Arvid mocno powątpiewał.
Spojrzał na chłopaka z zainteresowaniem, kompletnie nie spodziewając się tego, co właśnie usłyszał. W pierwszej chwili sądził, że również i on zamierza trochę się z niego ponabijać. Być może w ramach zemsty za to, że zajął jego pozycję w drużynie. Byłoby to bardzo szczeniackie zachowanie, ale niektórzy, pomimo swojego wieku, nigdy nie dorastali i być może Roddy był jedną z takich osób - nie mógł przecież tego wiedzieć, bo znali się zaledwie kilka dni i tak naprawdę dopiero pierwszy raz ze sobą rozmawiali. Chyba, że wymiana imionami także się liczyła. Zaraz jednak, słysząc dalszą część jego wypowiedzi, delikatny uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Dzięki. - Odpowiedział i upił łyk piwa. Zrobiło mu się naprawdę miło i przez chwilę miał nawet wyrzuty sumienia, że źle ocenił chłopaka, co zaraz jednak mu przeszło, bo przecież nie mógł wiedzieć, jaki jest. Słyszał czasami, że jest dobrym rozgrywającym i dobrze radzi sobie w stresujących sytuacjach podczas meczów, ale nie wiedział nic o jego osobowości. - Czyli ich najlepiej unikać. - Podsumował cicho, mówiąc bardziej do siebie, niż do chłopaka, który siedział obok. Niewiele osób znał z tej imprezy, i choć wcale nie zamierzał z nikim z grupki studentów prawa rozmawiać, tak dobrze było mieć potwierdzenie, że na ogół nie powinien się zbytnio z nimi zadawać.
Uniósł butelkę do góry, aby znów napić się piwa, zastanawiając się w międzyczasie, co powinien powiedzieć, aby przerwać ciszę, która znów się między nimi pojawiła.
- Myślałem, że jesteś na mnie wkurzony. - Zaczął po dłuższej chwili, rzucając mu przelotne spojrzenie. - Wiesz, za rozgrywającego. - Wyjaśnił i zaczął bawić się do połowy pustą butelką po piwie. - Nie miałem nic wspólnego z decyzją trenera… To znaczy nie prosiłem go o miejsce w pierwszym składzie. - Zaczął się tłumaczyć, bo uznał, że skoro ma okazję, warto ją wykorzystać. Żaden zespół nie gra dobrze, jeśli wewnątrz są jakieś konflikty osobiste. Chciał więc, aby Roddy wiedział, że w żaden sposób nie próbował wpłynąć na decyzję trenera, która tak na dobrą sprawę nie została jeszcze podjęta.

roddy fitzgerald
wydra za napisanie karty george - the mad writer william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 drunken sailor animal helper pet me mercury retrograde horror reveal - the final destination
brak multikont

student reżyserii & operator w kinie, lighthouse 4
Roddy Fitzgerald
Awatar użytkownika
about me
Przyszły reżyser, wciąż szukający swojej niszy. Pasjonat sztuk walki, insektów oraz gier komputerowych. Udaje chłopaka Althei, aby ojciec jej nie wydziedziczył. Uparcie próbuje wyhodować brodę.
180 cm
22 lata
Cytuj

Post roddy fitzgerald ()

Wywrócił oczami, bo Arvid najwidoczniej bardzo nie chciał, aby Roddy niszczył sobie zęby. Miło z jego strony, doceniał, ale była to już któraś z kolei osoba. Czy ludzie nie potrafili wyczuć, że tylko go bardziej w ten sposób prowokowali do tego, aby dalej używał uzębienia? Był uparty i lubił robić wszystko po swojemu, nawet jeśli nie była to najlepsza czy najwydajniejsza opcja. - Pokażesz mi je przy następnym piwach, o ile wytrwamy - uciął temat, uśmiechając się do niego szelmowsko. Do głowy przychodziło mu wyłącznie uderzenie o kant czegoś, ale istniało wtedy ryzyko, że zbije się szyjkę. Niektórzy mieli też jakieś kosmiczne metody z TikToka, ale nie zamierzał kopać butelki butem. Te zęby to naprawdę nie było aż takie wielkie halo jego zdaniem...
- Nie lubię stereotypów ani łatek, ale... nazwij jednego fajnego studenta prawa albo medycyny... poczekam - roześmiał się, a następnie dla dodania komizmu, upił łyka piwa. Miał wrażenie, że osoby na tych kierunkach postradały wszystkie rozumy. Owszem, musieli kuć na potęgę i ich zawody były niezwykle istotne w każdym kraju na świecie, ale sami przecież wybierali taką ścieżkę. Byli świadomi, że czekało ich kilka lat kompletnego braku życia, więc naprawdę nie miał ochoty słuchać ich narzekań, a już tym bardziej przechwałek. Zamierzał wycofać się ze swoich poglądów, ale od dwóch lat nie poznał nikogo, kto by się w nie nie wpasowywał.
Nie przeszkadzały mu te chwile ciszy, bo wydawały mu się naturalne. Był też takim typem człowieka, który po chwili sam zaczynał jakiś temat, ale tym razem Arvid go uprzedził.
Uśmiechnął się pod nosem, przyglądając się piwie w butelce, którą to lekko obracał aby spienić jej zawartość. Nie spodziewał się po nim tego tematu, ale może dobrze, że go poruszył? Mógł udawać ile chciał, ale jednak budowało to między nimi dziwne napięcie oraz dystans, przynajmniej z jego strony. - Nie jestem na Ciebie wkurzony - zaczął dyplomatycznie, samemu nie wiedząc co mu więcej powiedzieć. Wcześniej miał w sobie niechęć do bruneta, ale kiedy usłyszał jak go potraktowano przez tamtych palantów, a teraz dowiadywał się, że wcale nie próbował go wygryźć, to te negatywne uczucia z niego wyparowały. - Po prostu nie spodziewałem się, że trener zrobi mi coś takiego - wzruszył ramionami. Największy żal miał do niego właśnie. Często był przez niego traktowany ostrzej, bo podobno wtedy lepiej grał. Po co jednak go degradować, skoro wtedy w ogóle nie miał szans na żadne znaczące mecze? - Serio jesteś tak dobry? - zapytał z rozbawieniem, zerkając na niego. - Myślę, że powinniśmy zagrać przeciwko sobie. Zobaczyć jak to wygląda w praktyce - uniósł zadziornie brew, ale nie mówił tego w sposób arogancki, a bardziej w formie kumpelskiego wyzwania.

Arvid Johansen
atlas#1590
wydra za napisanie karty ash - the loveable one horror reveal - the final destination

Barista; student, The Wild Plum Cafe; San Jose State University
Arvid Johansen
Awatar użytkownika
about me
Student II roku Analityki Kryminalistycznej i Sądowej, który pojawił się w Monterey w ramach programu wymiany studenckiej. Środkowy rozgrywający w klubie piłki ręcznej, a także wolontariusz w schronisku. Ukrywa przed całym świętem, a szczególnie przed sobą, że jest gejem. Ma nawet dziewczynę, z którą jest prawie 3 lata.
183 cm
21 lat
Cytuj

Post Arvid Johansen ()

- Nie ma problemu. - Powiedział. Było naprawdę mnóstwo rożnych sposobów na otowrzenie butelki piwa tak, aby nie musieć używać zębów. Nie licząc tradycyjnego otwieracza, który na pewno gdzieś w domu był, ale nikt nie wiedział gdzie, można było otowrzyć piwo o piwo. Będą musieli wtedy wziąć trzecią butelkę, aby otworzyć tą drugą, ale piw jeszcze nie brakowało, więc to nie był problem. Zawsze też można było użyć zapalniczki - Arvid wprawdzie przy sobie żadnej nie miał, ponieważ nie palił, ale widział co najmniej kilka walających się w różnych miejscach. Raczej nikt się nie obrazi, jeśli pożyczy sobie jedną na chwilę. - I nie mów, że zamierzasz tak szybko odpaść. - Uśmiechnął się zaczepnie, spoglądając na Roddy’ego. Nie wiedział, ile chłopak wcześniej wypił, ale nie wyglądał na wstawionego, więc dziwne by było, gdyby butelka piwa zmiotła go z planszy. Z drugiej strony nie każdy musi mieć mocną głowę.
- Kierunki, na których jest trochę prawa i medycyny się liczą? - Uniósł delikatnie brew w pytającym geście. Jeśli tak, mógł śmiało wymienić przynajmniej kilku swoich dobrych znajomych, z którymi studiował w Norwegii. I siebie. Nie miał aż takiego ego, które kazałoby mu twierdzić, że jest człowiekiem idealnym, ale jeśli miał być szczery, to uważał sibie za całkiem w porządku chłopaka. Z kolei jeśli chodziło o stricte medycynę lub prawo, mogło być trochę trudniej, ale jeśli chwilę się zastanowi, być może kogoś znajdzie. Czasami ktoś z jego roku zwracał się do studentów wymienionych kierunków po notatki z danego zagadnienia i bardzo często te notatki otrzymywał, więc niektórzy musieli być w porządku.
Zagryzł wargę w oczekiwaniu na odpowiedzieć chłopaka. Nie zależało mu szczególnie na jego sympatii, bo nawet jeśli czuł się samotny, nie zamierzał zaprzyjaźniać się z każdym, kto się do niego odezwał - aż tak zdesperowany jeszcze nie był. Choć z drugiej strony Arvid musiał przyznać, że jak do tej pory Roddy stwarzał naprawdę dobre wrażenie i przyjemnie się mu z nim rozmawiało. Zależało mu na wyjaśnieniu sytuacji głównie z tego powodu, że byli w tej samej drużynie i, chcąc czy nie, będą spędzać ze sobą dość sporo czasu, więc dobrze by było, gdyby nie było między nimi żadnych spięć.
- Rozumiem. - Pokiwał głową. Roddy prawdopodobnie musiał czuć się w pewnym stopniu zdradzony. Każdy zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy nie może być całkowicie pewny swojej pozycji. W każdej chwili może pojawić się ktoś lepszy, można doznać kontuzji, która na dość długi czas uniemożliwi treningi, a w tym czasie nawet ktoś, kto z pozoru grał słabiej i do tej pory był w drugim składzie, może się wykazać i awansować. W sporcie nie było nic pewnego. - Ale z tego co wiem, nie podjął jeszcze dostatecznej decyzji. - Dodał, choć podejrzewał, że trener również z chłopakiem rozmawiał na ten temat.
- Prawie połowę życia spędziłem na treningach, więc chyba gram całkiem nieźle. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo w przeciwnym wypadku oznaczałoby to, że zmarnowałem naprawdę kupę czasu. - Wzruszył ramionami. Często słyszał, że jest dobry, nie tylko od obecnego trenera, ale od wielu osób. Często zdobywał też nagrody za najlepszego rozgrywającego, a parę razy zdarzyło się nawet za najlepszego gracza ogółem, ale nie lubił przechwalać się takimi rzeczami. Może gdyby chciał komuś zaimponować, to by o tym wspomniał, ale nie chciał teraz konkurować z Fitzgeraldem. - Okej. Po następnym treningu? - Zaproponował i znów spojrzał na bruneta.

roddy fitzgerald
wydra za napisanie karty george - the mad writer william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 drunken sailor animal helper pet me mercury retrograde horror reveal - the final destination
brak multikont

student reżyserii & operator w kinie, lighthouse 4
Roddy Fitzgerald
Awatar użytkownika
about me
Przyszły reżyser, wciąż szukający swojej niszy. Pasjonat sztuk walki, insektów oraz gier komputerowych. Udaje chłopaka Althei, aby ojciec jej nie wydziedziczył. Uparcie próbuje wyhodować brodę.
180 cm
22 lata
Cytuj

Post roddy fitzgerald ()

Roześmiał się na chwilę, bo wyobrażenie sobie własnego zgonu po jednym piwie było komiczne. Tak naprawdę wypił wcześniej jeszcze jedno, ale nie czuł żadnego efektu, a Arvid o tym nie wiedział. - Chodziło mi raczej o to czy zostanę na dłużej - wyjaśnił. Wydawało mu się to oczywiste w kontekście początku ich rozmowy, ale być może Johansen miał zamiar pozostać tutaj do samego końca? Skoro siedział w telefonie na schodach, niezbyt przejmując się wszystkim dookoła, to równie dobrze mógł to pociągnąć o parę godzin, prawda? Nie wnikał i nie zastanawiał się nad tym. Dał sobie czas do końca butelki - jeśli nie zacznie się dobrze bawić, to adios muchachos.
- Nie, to zbyt szerokie grono - kierunków z elementami prawa czy medycyny było przecież multum, więc nie obejmowały one jego teorii. Poza tym, jeśli już, to były od niej skrajnie przeciwne. Studencki farmaceutyki czy biologii zawsze byli traktowani przed tych z medycyny jak gorszy sort, któremu coś się nie udało. Oni wiedzieli najlepiej jak pyszni potrafili być przyszli lekarze. Dobrze, że on miał praktycznie zerowy kontakt z tym środowiskiem. Niestety w tym artystycznym również istniało sporo podziałów oraz grupek, ale działały one w sposób mniej oczywisty i zależny od charyzmy konkretnych jednostek. - Fakt, że pytasz tylko potwierdza mój punkt widzenia - zauważył z uśmiechem, bo Arvid to chyba na serio próbował w głowie kogoś znaleźć. Jak mu się jednak wydawało, bezskutecznie.
- Niby nie - coś jednak mówiło mu, że trener zapomniał już jakim Roddy jest graczem, a że Arvid zdawał się go nie zawodzić, to chęć powrotu do dawnego ładu była słabsza od chęci utrzymania tego co było teraz. Potrafił to zrozumieć, ale ciężko było się z tym pogodzić, kiedy to on w tym równaniu znajdował się na przegranej pozycji.
Nie spodziewał się, że to była dla niego tak ważna sprawa i że przeznaczył na to tyle swojego czasu oraz energii. Fitzgerald grał od dwóch lat, a swój poziom zapewniał ogólnemu sprytowi w grach zespołowych oraz niemal całkowitej znajomości własnego ciała. Śmiał twierdzić, że z odpowiednim przygotowaniem, byłby dobry w niemal każdym sporcie. - Umówieni - przytaknął z uśmiechem. Nie było to najrozsądniejsze z jego strony, bo przecież ręka wciąż nie nadawała się całkowicie do użytku na boisko, ale jego ambicje przeważały nad obiektywizmem. - Interesujesz się czymś jeszcze poza ręczną? - zapytał z braku laku, bo sam był człowiekiem wielu dziedzin, więc miał szerokie pole do popisu jeśli chodziło o tematy do rozmów.

Arvid Johansen
atlas#1590
wydra za napisanie karty ash - the loveable one horror reveal - the final destination

Barista; student, The Wild Plum Cafe; San Jose State University
Arvid Johansen
Awatar użytkownika
about me
Student II roku Analityki Kryminalistycznej i Sądowej, który pojawił się w Monterey w ramach programu wymiany studenckiej. Środkowy rozgrywający w klubie piłki ręcznej, a także wolontariusz w schronisku. Ukrywa przed całym świętem, a szczególnie przed sobą, że jest gejem. Ma nawet dziewczynę, z którą jest prawie 3 lata.
183 cm
21 lat
Cytuj

Post Arvid Johansen ()

- To ma więcej sensu. - Przyznał rozbawiony, uśmiechając się. Od początku wydało mu się dziwne, że ktoś miałby paść po jednym piwie, ale nie mu to było oceniać. Fakt faktem, uważał, że jeśli ktoś ma aż tak bardzo słabą głowę, to nie powinien w ogóle tykać się alkoholu. Dla własnego bezpieczeństwa. Nie zamierzał jednak tego komentować, a już na pewno zabraniać komuś czegokolwiek. Jeśli chodzi o imprezę, to z całą pewnością nie była jedną z najlepszych, na których Johansen miał okazję być. Zamierzał niedługo wychodzić, ale zajął się pisaniem z dziewczyną, zapominając, że powinien się zbierać. Później podszedł do niego Roddy i jeśli miał być szczery, jego towarzystwo mu odpowiadało. Rozmowa jako tako im się kleiła, więc nie miał nic przeciwko, aby spędzić tutaj nieco więcej czasu.
- Okej, to trochę komplikuje sprawę. - Przyznał i znów na chwilę się zamyślił. Nie znał nikogo osobiście i z jakiegoś powodu miał przeczucie, że jeśli rzuci ogólnikami typu mój znajomy zna studenta medycyny, który ponoć jest naprawdę w porządku i daje nam notatki, Roddy nie potraktuje tego poważnie. Teoretycznie każdy może mieć znajomego, którego kumpel trzyma się z fajnym studentem prawa. - Mimo wszystko wydaje mi się, że tacy istnieją. Tylko może nie na tej imprezie. - Nie powinien tak mówić, ponieważ to, że kilku z nich zaczęło się z niego nabijać, nie oznaczało, że nie było tu kogoś z ich grupy, kto był w porządku. Arvid po prostu na nikogo takiego nie trafił. Zraził się do nich od samego początku i nawet nie próbował z nikim od nich porozmawiać. Być może powinien, bo wszelkie steoretypy nie w każdym przypadku odnajdywały pokrycie w rzeczywistości, ale nie zamierzał zaprzątać tym sobie głowy.
Rozumiał nastawienie bruneta. Sam czułby się podobnie, gdy nagle trener mu powiedział, że jest ktoś, kto potencjalnie może zająć jego miejsce. Do tej pory nic podobnego mu się nie przytraiło i miał nadzieję, że nigdy nie przekona się, jakie to uczucie.
- Tylko nie stchórz. - Poruszył brwią i posłał mu wyzywający uśmieszek. - Ogólnie lubię sport. Poza piłką ręczną niby nic innego nie trenuję. Chyba, że bieganie dla przyjemności się liczy. Ale lubię oglądać mecze. Piłka nożna, siatkówka. No i skoki. Uwielbiam też czytać. Szczególnie kryminały, ale staram się nie ograniczać do jednego gatunku. - Upił łyk piwa, zastanawiając się nad czymś przez chwilę. - Jest jeszcze coś. Tylko to trochę creepy, więc musisz obiecać, że nie zaczniesz patrzeć na mnie jak na psychopatę. - Zagryzł wargę, patrząc na niego wyczekująco. Nie często o tym mówił, ale z drugiej strony nie często ktoś pytał go o zainteresowania. Zazwyczaj ludzie dopytywali o ręczną, kiedy tylko dowiedzieli się, że gra.

roddy fitzgerald
wydra za napisanie karty george - the mad writer william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 drunken sailor animal helper pet me mercury retrograde horror reveal - the final destination
brak multikont

student reżyserii & operator w kinie, lighthouse 4
Roddy Fitzgerald
Awatar użytkownika
about me
Przyszły reżyser, wciąż szukający swojej niszy. Pasjonat sztuk walki, insektów oraz gier komputerowych. Udaje chłopaka Althei, aby ojciec jej nie wydziedziczył. Uparcie próbuje wyhodować brodę.
180 cm
22 lata
Cytuj

Post roddy fitzgerald ()

Wpierw zaśmiał się dość cicho, kiedy Arvid napomknął o komplikacji, ale zaraz zrobił to znacznie głośniej. - To z pewnością - musiał przemyśleć nieco bardziej towarzystwo swoich kumpli z drużyny. Lubił ich, choć nie był z żadnym zżyty, ale jak już zostało wspomniane, on ogólnie nie miał poważnych znajomości w swoim życiu. Tylko Althea odstawała w tym schemacie, a reszta ludzi była dodatkiem do obecnie wykonywanego zajęcia albo najlepszą opcją na spędzenie wolnego czasu. Taki stan rzeczy mu nie przeszkadzał, bo w przeciwnym razie coś by z tym zrobił, ale narażał się przez to na takie wieczory jak ten. Dobrze, że chociaż z Norwegiem szło porozmawiać. Nie żałował, że do niego podszedł.
- Chyba starasz się we wszystkich dostrzec coś dobrego, co? - zapytał, uśmiechając się wciąż, ale w żadnym wypadku prześmiewczo. Miał wrażenie, że Arvid nie chciał powiedzieć niczego nieuprzejmego ani nikogo urazić. Doceniał to ogromnie, bo sam miał zadatki na bycie heroicznym, chociaż jego cierpliwość do pewnych rzeczy już się dawno temu wyczerpała, stąd te uszczypliwości. Może Arvid był tak naprawdę z Kanady? W końcu podobno tam mieszkali najmilsi ludzie na globie.
Uniósł brwi z widocznym rozbawieniem i trącił go lekko ramieniem. - Taki jesteś, tak? Ja Cię tu chwalę, że taki miły i proszę - ledwo udało mu się to powiedzieć, bo cały czas lekko się śmiał. Humor mu się poprawił, a drugie piwo, choć nadal nie doprowadzało do kompromitującego stanu, z pewnością skłaniało bardziej ku wygłupom. - Jeszcze będziesz żałował, że się zgodziłeś - skoro już bawili się w takie przepychanki słowne, to nie zamierzał pozostać dłużny.
- Też lubię sport, całe życie w coś gram albo coś trenuję - nie pamiętał od czego się zaczęło, ale wydawało mu się, że to ojciec i Paul wpoili mu te wartości. Przez ułamek sekundy jego spojrzenie posmutniało na myśl o zmarłym bracie, ale szybko powrócił z uwagą do słów Arvida.
Wyprostował się, unosząc wysoko jedną z brwi (tę bez blizny) i pochylił odrobinę w jego kierunku, ale nie na tyle, aby wyglądało to dziwnie. - Czy to jest ten moment w którym okazuje się, że jesteś jakimś superbohaterem? Albo czarodziejem? - jego oczy aż zapłonęły z ekscytacji, tym bardziej puszczając w niepamięć przykre wspomnienie. Czekał na podobny moment całe życie, a Arvid był w zasadzie idealny. Cichy, niepozorny, ale też nie na tyle wycofany, aby być całkowitym popychadłem. Jaki był jego sekret?! - Powiedz mi. Obiecuję, że zrozumiem - przeważnie nie rzucał słów na wiatr, ale liczył na coś wielkiego i wspaniałego. No bo... co takiego mogłoby być creepy zainteresowaniem? Chyba nie wypychał głów martwych zwierząt i nie wieszał ich na ścianach?! Wtedy musieliby zakończyć znajomość w trybie natychmiastowym.

Arvid Johansen
atlas#1590
wydra za napisanie karty ash - the loveable one horror reveal - the final destination

Barista; student, The Wild Plum Cafe; San Jose State University
Arvid Johansen
Awatar użytkownika
about me
Student II roku Analityki Kryminalistycznej i Sądowej, który pojawił się w Monterey w ramach programu wymiany studenckiej. Środkowy rozgrywający w klubie piłki ręcznej, a także wolontariusz w schronisku. Ukrywa przed całym świętem, a szczególnie przed sobą, że jest gejem. Ma nawet dziewczynę, z którą jest prawie 3 lata.
183 cm
21 lat
Cytuj

Post Arvid Johansen ()

Zmarszczył brwi, zacisnął nieco mocniej wargi i pomachał głową na boki, niekoniecznie przekonany co do prawdziwości słów Roddy'ego.
- Niekoniecznie tak jest. - Powiedział w końcu i odwzajemnił uśmiech. Raczej nie był typem człowieka, który próbował usprawiedliwiać wszystkich i uparcie szukać dobrych cech. Starał się być wyrozumiały, próbował postawić się w danej sytuacji i przeanalizować różne reakcje, ale nie można powiedzieć, że na siłę szuka dobra w ludziach. - Po prostu czasami dostawaliśmy notatki od studentów medycyny właśnie, a to jakiś plus jest. - Wzruszył nieznacznie ramionami i znów się uśmiechnął. W przeciwnym wypadku nie próbowałby przekonać bruneta do tego, że istnieją wyjątki od reguły.
- Zbyt szybko wyciągasz takie wnioski. - Zaśmiał się. Musiał przyznać, że zrobiło mu się naprawdę miło. Uniósł brew, spoglądając na niego z powątpiewaniem. - Nie bądź tego taki pewny, bo się nieźle zdziwisz. - W rzeczywistości nie miał pojęcia, jakie ma szanse na wygraną z Roddy'm. Nie miał okazji oglądać go, jak gra. Nie wiedział, ile czasu gra w piłkę ręczną, ile czasu poświęca na treningi. Skoro trener się zastanawiał, którego z nich powinien zostawić w głównych składzie, chłopak musiał być naprawdę dobry. Na podobnym poziomie, co on sam, być może nawet lepszy, ale ze względu na kontuzję nie powinien się jeszcze przemęczać. Co do kontuzji właśnie. - Tak w ogóle co się stało? W sensie czemu miałeś przerwę? - Zapytał. Słyszał, że podczas jednego meczu coś sobie zrobił, ale nigdy nikogo nie zapytał, co dokładnie się wydarzyło.
- Co trenujesz? - Zapytał ze szczerym zainteresowaniem. Lubił poznawać ludzi, a Roddy wydawał mu się naprawdę fajnym i całkiem interesującym chłopakiem. Przynajmniej na chwilę obecną. Najważniejsze, że rozmowa im się kleiła.
Zaśmiał się głośno, rozbawiony pytaniem bruneta.
- Niestety to nie to. Chciałabym, chyba, ale w tym wypadku muszę cię zawieść. - Nie był pewien czy naprawdę chciałby być superbohaterem, nawet gdyby było to możliwe. Z jednej strony wydawało się to bardzo ekscytujące, ale gdy sobie pomyślał o tym, że odpowiadałby za życia ludzi, przestawało mu się to podobać. Nie był na tyle silny psychicznie, aby poradzić sobie ze śmiercią człowieka, którego teoretycznie mógłby uratować. - Okej, ale jeśli teraz uciekniesz, nigdy więcej nic ci nie powiem. - Zmrużył oczy, posyłając mu ostrzegawcze spojrzenie, aby podkreślić powagę sytuacji. - Interesuję się zbrodniami. Morderstwami. Seryjnymi. Mordercami też. - Przez cały czas go obserwował, ale nie w taki przerażający sposób. Po prostu chciał wiedzieć, jak zareaguje na taką informację. - Mogę o tym czytać godzinami. Nie chcę powiedzieć, że mnie to fascynuje, żebyś mnie źle nie zrozumiał, ale chyba tak jest. Wiele ludzi niekoniecznie zdaje sobie z tego sprawę, ale zauważ, że seryjni mordercy są naprawdę inteligentni. Mają wszystko zaplanowane co do najmniejszego szczegółu i często przez długi czas policja nie może do nich dotrzeć. Można powiedzieć, że w pewnym momencie zaczynają bawić się z policją. - Od zawsze ciągnęło go do kryminałów, ale od jakiegoś czasu interesował się prawdziwymi historiami. Po części zastanawiały go też procesy myślowe, które zachodziły w umysłach takich osób, co po części jest dziwne, bo jeśli ktoś krzywdził zwierzęta, Arvid nawet nie chciał wiedzieć, co siedziało w ich głowach. Nie lubił czytać o okrucieństwie wobec zwierząt, ale zaplanowane, brutalne zbrodnie na ludziach nie budziły w nim już takich kontrowersji. - Nawet nie blisko superbohaterów, co? - Uśmiechnął się nieśmiało.

roddy fitzgerald
wydra za napisanie karty george - the mad writer william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 drunken sailor animal helper pet me mercury retrograde horror reveal - the final destination
brak multikont

student reżyserii & operator w kinie, lighthouse 4
Roddy Fitzgerald
Awatar użytkownika
about me
Przyszły reżyser, wciąż szukający swojej niszy. Pasjonat sztuk walki, insektów oraz gier komputerowych. Udaje chłopaka Althei, aby ojciec jej nie wydziedziczył. Uparcie próbuje wyhodować brodę.
180 cm
22 lata
Cytuj

Post roddy fitzgerald ()

Wywrócił oczami. Nie był w stanie powstrzymać tej reakcji, ale Arvid wydał mu się w tej chwili naiwny. Nie jakoś negatywnie, po prostu... przewyższający wartość jakiegoś czynu ponad jego faktyczne znaczenie, o. - Wysyłanie sobie notatek nic nie znaczy. To obustronny biznes na uczelni, ja coś dam Tobie, Ty coś dasz mi - przedstawił mu swój pogląd na sprawę. Nie musiał się z nim oczywiście zgadzać i sam Roddy nie musiał nawet mieć racji, ale zawsze zakładał, że studenci nie byli bezinteresowni. Na bank istniało grono nieasertywnych miłych ludzi, którzy wszystkim wszystko wysyłali, a potem nic z tego nie mieli. Skłamałby twierdząc, że nie skorzystał kiedyś z pomocy takiej osoby, ale na pewno by się z niej potem nie naśmiewał. Co do innych... nie mógł takiej gwarancji złożyć. Coś w środku mówiło mu, że być może i Arvid był taką nieasertywną osobą. A może oceniał go przez pryzmat jednej wypowiedzi, która w jego głowie już nacechowała go przesadnym altruizmem?
- Być może. Moja dziewczyna w kółko mi powtarza, że za szybko oceniam sytuację - zaśmiał się, a następnie upił łyka piwa. Zabawne, że nawet nie wyłapał tego jak nazwał właśnie Altheę. Udawali głównie przed ludźmi powiązanymi z jej ojcem oraz przed nim samym, ale w towarzystwie raczej większość wiedziała jaka była między nimi dynamika. Cóż, czasem podświadomość brała nad nim górę. - Jeszcze zobaczymy kto się zdziwi. Tylko potem nie płacz. Ostrzegałem - nie potrafił utrzymać już nawet powagi, bo im dalej sobie grozili, tym bardziej było to absurdalne. Podobało mu się to jednak, bo najwidoczniej mieli podobnie skrzywione poczucie humoru.
Westchnął cicho i zerknął na swoją prawą rękę. - Podczas meczu wynik był wyrównany i wszystko zależało od końcówki - w głowie pojawiły mu się flashbacki z tamtego wieczoru. On na środku boiska, czekający na wznowienie gry. Grzywka przyklejona od potu do jego czoła i nierówny oddech. Dwie minuty na zegarze. Czerwone od wysiłku twarze chłopaków z drużyny. Wiedział, że musi zrobić wszystko, aby doprowadzić ich do zwycięstwa. Pycha zdecydowanie była dominującym grzechem głównym w jego przypadku. - Nie myślałem co robię, po prostu wiedziałem, że muszę dać z siebie wszystko. Potknąłem się o nogę jakiegoś przeciwnika, nawet nie z jego winy... tylko z mojej - połowa widowni wstała gwałtownie, wciągając powietrze do płuc, kiedy Roddy był już w powietrzu. W jego głowie trwało to kilka długich sekund, ale w tamtej chwili... nie zdążył nawet mrugnąć. - Kojarzysz ten ból, kiedy uderzasz łokciem w kant stołu? Pomnóż to razy sto - zaśmiał się ponuro i zacisnął dłoń, czując nieprzyjemne uczucie w ręce. Odniósł wrażenie, że niepotrzebnie zagęścił atmosferę. - Więc tym bardziej będzie Ci głupio jak złoję Ci tyłek - wyszczerzył się do niego od ucha do ucha i pociągnął kolejny łyk piwa.
- Jestem asystentem instruktora taekwondo. Trenuję odkąd pamiętam. A od jakiegoś roku chodzę na jujitsu. Miałem przerwę z wiadomych powodów - pomachał znów tą nieszczęsną łapą. - ale już wracam do formy, więc nie radzę mnie nigdy zaczepiać - zaśmiał się. Żartował rzecz jasna, bo nigdy nie zdarzyło mu się jeszcze użyć swojej wiedzy na drugim człowieku w sytuacji niezwiązanej z zajęciami bądź turniejem. Nie był osobą konfliktową ani agresywną, ale fajnie było wiedzieć, że miał w zanadrzu parę asów.
- Okeej... zero presji, czaję - ekscytacja mieszała się z rozbawieniem, ale Arvid mu naprawdę robił taki wstęp, że już sam nie wiedział czego się po nim spodziewać.
Starał się zachować absolutną powagę, kiedy kurtyna tajemnicy opadła z hukiem na ziemię. Kiedy brunet skończył, uniósł jedną z brwi i wstał, szybkim krokiem odchodząc od niego i znikając za rogiem. Po paru sekundach wyjrzał zza ściany z szerokim uśmiechem. Nie mógł się powstrzymać. - Czy ja wiem, skoro się tak interesujesz, to pewnie mógłbyś się sam zabawić w detektywa, a to już trochę superbohaterskie - zauważył, powracając na wcześniej zajmowane miejsce. - Sorry, sorry, sorry. No już, się nie obrażaj, ale ja serio myślałem, że mi zaraz powiesz, że nie wiem... lepisz rzeźby z wosku z uszu albo robisz biżuterię z zębów - wolał nawet nie wiedzieć czy takie hobby faktycznie istnieją, ale to pierwsze co przyszło mu do głowy. - Nie uważam, że to creepy, bez obaw - poklepał go po plecach, a potem dopił piwo do końca. - Ostatnio zacząłem oglądać La Casa De Papel i wiem, że to wszystko jest bardzo podkoloryzowane, ale też się właśnie zastanawiałem nad tym jak wygląda takie planowanie... kiedy postanawiasz, że staniesz się specem od czegoś? Ja niby mógłbym być mięśniem jakiejś operacji, ale chciałbym też potrafić.... nie wiem, wyłączać alarmy albo otwierać zamki - puszczały mu wodze fantazji, ale został do tego sprowokowany przez Norwega. - A co do zbrodni takich, że morderstwo, to bardziej wiem tyle co na Netflixie. Bundy, Manson czy Dahmer - wzruszył ramionami. O wiele bardziej preferował temat przestępstw zorganizowanych niż morderców, bo Ci wywoływali u niego nieprzyjemne ciarki na karku. - Opowiedz mi o swoim ulubionym mordercy - mimo wszystko nie zamierzał okazywać lęku i poznać go na podstawie jego preferencji odnośnie zabójcy.

Arvid Johansen
atlas#1590
wydra za napisanie karty ash - the loveable one horror reveal - the final destination

Barista; student, The Wild Plum Cafe; San Jose State University
Arvid Johansen
Awatar użytkownika
about me
Student II roku Analityki Kryminalistycznej i Sądowej, który pojawił się w Monterey w ramach programu wymiany studenckiej. Środkowy rozgrywający w klubie piłki ręcznej, a także wolontariusz w schronisku. Ukrywa przed całym świętem, a szczególnie przed sobą, że jest gejem. Ma nawet dziewczynę, z którą jest prawie 3 lata.
183 cm
21 lat
Cytuj

Post Arvid Johansen ()

- Na to nie jestem w stanie ci odpowiedzieć. Mieliśmy kilka osób na roku, które miały kontakty ze studentami medycyny i to właśnie oni załatwiali nam notatki. Ale podejrzewam, że gdyby tamci chcieli coś wzamian, to albo musielibyśmy pomóc w ogarnięciu tego, albo ci od nas nie podzieliliby się z nami. - Nikt nigdy o nic się nie upominał. Notatkami dzielono się w trybie natychmiastowym na czacie grupowym, aby wszyscy mieli do nich swobodny dostęp. Arvid nigdy przesadnie nie interesował się na jakich zasadach to działało - najważniejsze, że mógł uzupełnić brakujące informacje. Na ogół starał się uważać na zajęciach i wszystko, co ważniejsze notować, ale czasami coś go rozproszyło, albo po prostu miał gorszy dzień, co skutkowało lukami w notatkach.
- Najwidoczniej ma rację. - Również się zaśmiał i chwilę później, idąc za przykładem Roddy’ego, wziął kilka łyków piwa, które powoli zaczynało się kończyć. Całe szczęście, że w domu chłopaka, którego imienia nawet nie znał, alkoholu nie brakowało. Każdy z imprezowiczów przyszedł z asortymentem i Johansen pod tym względem się nie wyróżniał, ale już nawet nie pamiętał, gdzie postawił siatkę z rzeczami, które przynisół. Niekoniecznie się tym przejmował, bo wszyscy i tak częstowali się piwem, które akurat było pod ręką. - Miło z twojej strony, ale nie musisz się martwić. Radziłem sobie z naprawdę trudnymi przeciwnikami. - Puścił mu nawet oczko. Próbował przy tym zachować powagę, ale widząc reakcję chłopaka, parsknął śmiechem. Coraz bardziej chciał się spotkać w tym pojedynku. Nie po to, aby udowodnić Roddy’emu, że rzeczywiście jest lepszym środkowym niż on, ale dlatego, że wydawało mu się, że mogą świetnie się razem bawić.
Słuchał jego opowieści z pełnym zainteresowaniem, co jakiś czas krzywiąc się nieznacznie. Urazy były nieodłącznym elementem sportów wszelkiego rodzaju i Arvid doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Sam niejednokrotnie miał skręcone kosti, nadgarski czy łokcie. Już o wybitych palcach nie wspominając. Miał kilka przerw spowodowanych kontuzjami, ominęło go przez to kilkanaście meczów, ale na szczęście żadna z nich nie była aż tak bardzo poważna. Zdarzało się, że czasami bolał go staw, który był skręcony, ale trwało to zaledwie dzień, góra dwa i ból nie był na tyle intensywny, aby odczuwał silny dyskomfort podczas normalnego funkcjonowania.
- A lekarze co mówią? - Niektóre urazy na szczęście nie były trudne do wyleczenia i choć, niestety, każdy z nich będzie o sobie co jakiś czas przypominał, tak na szczęście nie wszystkie aż tak bardzo utrudniają codzienne życie. Był ciekawy, jak to wyglądał u Roddy’ego i z początku zaczął zastanawiać się, czy sprawdzenie siebie nawzajem było dobrym pomysłem, ale wraz z jego kolejną wypowiedzią, wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. - Jeśli liczyłeś na odrobinę litości i jakieś fory, to się przejechałeś. Nie zamierzam dać ci wygrać. - Oznajmił z powagą, a na jego ustach przez cały czas kręcił się niesforny uśmieszek.
- Nie jestem na tyle naiwny, aby zadzierać z kimś, kto ma czarny pas w jakiejkolwiek sztuce walki. - Przypuszczał, że własnie taki pas miał Roddy, skoro nie dość, że trenował odkąd tylko pamięta, tak w dodatku był jeszcze aystentem instruktora. Wątpił, aby chłopak rzeczywiście użył na nim ciosów, których nauczył się podczas zajęć, bo z tego co wiedział było to nawet zabronione, ale mimo to nie zamierzał wchodzić mu w paradę. Tak na wszelki wypadek.
Zmarszczył brwi i z kompletnym nieogarem malującym się na twarzy, obserwował odchodzącego chłopaka. Faktycznie żartował z tego, że Roddy może uciec po tym, jak mu powie o swoich nieco nietypowych zainteresowaniach, ale nie spodziewał się, że ten to właśnie zrobi. Po chwili konsternacja przemieniła się jednak w rozbawienie, kiedy zauważył wracającego, wyszczerzonego od ucha do ucha Roddy’ego.
- Planuję kiedyś bawić się w detektywa. Tak jakby. Detektywi będą mnie potrzebować. - Jeśli wszystko pójdzie dobrze, Arvid za kilka lat będzie badał dowody zbroni, które będą niezbędne do rozwikłania zbrodni. - A skoro już i tak stoisz, to przynieś piwo, bo właśnie mi się skończyło. - Uniósł do góry pustą butelkę, którą zaraz odstawił obok schodów tak, aby nikomu nie przeszkadzała. Spojrzał na niego, jak na wariata. Co z tego, że wcześniej powiedział mu, że jarają go morderstwa i prosił, aby brunet nie patrzył na niego jak na psychopatę. Hipokryzja się kłania. - Oglądałem to, ale nie dałem rady przejść przez ostatni sezon. - Wtracił, po czym się zamknął, aby Fitzgerald mógł skończyć to, co chciał powiedzieć. - Co nie? I co przede wszystkim takimi ludźmi kieruje. W sensie normalny człowiek, jeśli chce być specem od czegoś, wybiera sobie coś w miarę takiego… normalnego no. Nie wiem, niech będą te rzeźby. Niekoniecznie z wosku z uszu… - Zaśmiał się. - Ale normalne. Albo specem od programów graficznych. Coś w tym stylu, a nie od włamań. Albo morderstw. - Naprawdę interesował go sposób myślenia tych ludzi i to, co ich kierowało. Można było wybrać sobie specjalizacje, które nie podlegają dożywotniemu wyrokowi. Coś, co się mieściło w normach społecznych i moralnych. - To jedni z najbardziej znanych, ale ich jest naprawdę mnóswto. - Mruknął. - Jesteś pewien, że chcesz teraz o tym słuchać? Ostrzegam, że się rozgadam. - Arvid nie miał nic przeciwko opowiadaniu o takich rzeczach. Co więcej - opowie o tym bardzo chętnie, ale znał siebie i wiedział, że jak już zacznie gadać, szybko nie skończy.

roddy fitzgerald
wydra za napisanie karty george - the mad writer william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 drunken sailor animal helper pet me mercury retrograde horror reveal - the final destination
brak multikont

student reżyserii & operator w kinie, lighthouse 4
Roddy Fitzgerald
Awatar użytkownika
about me
Przyszły reżyser, wciąż szukający swojej niszy. Pasjonat sztuk walki, insektów oraz gier komputerowych. Udaje chłopaka Althei, aby ojciec jej nie wydziedziczył. Uparcie próbuje wyhodować brodę.
180 cm
22 lata
Cytuj

Post roddy fitzgerald ()

Wzruszył już tylko ramionami, bo nie czuł potrzeby, aby kontynuować ten temat. Nie rozumiał dlaczego Arvid nie mógł mu po prostu przyznać racji, ale też nie była to sprawa na tyle istotna, aby go skonfrontował. Z resztą, mógł przynajmniej go nieco lepiej poznać od tej psychologicznej strony i zdecydowanie tkwił teraz w przekonaniu, że Norweg był przesadnym altruistą. Nie widział w tym jednak żadnej szkody dla otoczenia, a jedynie dla samego bruneta. Miał nadzieję, że się na tym nie sparzy biedak, szczególnie w Ameryce.
- To nieładnie stawać po jej stronie, skoro to mnie znasz - wytknął wesoło. Ich przepychanki słowne robiły się już coraz głupsze, ale nie przeszkadzało mu to, bo był w gruncie rzeczy niepoważnym człowiekiem. Lubił rozśmieszać innych i samemu się śmiać. - No nie wiem. Ale z Roddym Fitzgeraldem jeszcze sobie nie poradziłeś - dobijał do stopnia udawanej arogancji, który był już dla niego przesadzony. Gdyby ktoś powiedział mu to zdanie w swoim kontekście i to tak na serio, to chyba by mu się cofnęło z cringu. Dlaczego więc dalej podtrzymywał tę linię żartów? Proste - chciał mieć ostatnie słowo.
- Że to kwestia rehabilitacji, cierpliwości i odpowiedniej troski. Mogę nią już normalnie ruszać, ale jak wkładam w coś zbyt wiele wysiłku albo robię coś gwałtownie, to mam takie uczucie, jakbym właśnie uderzył w coś łokciem, bez faktycznego uderzenia - wzruszył ramionami. Starał się to bagatelizować, bo naprawdę zależało mu na tym, aby jak najszybciej powrócić do wcześniejszego trybu życia. Z drugiej strony trzymał się również wszystkich zaleceń, chodził na masaże i... no tylko ta cierpliwość była problemem. Minęły cztery naprawdę długie miesiące i nie potrafił dalej bezczynnie egzystować bez ręcznej czy treningów. Pozory normalności, które sprawiała jego ręka działały na jego niekorzyść, bo przez to się zapominał.
- Liczę tylko na to, że nie będziesz zbyt długo rozpaczał po swojej porażce - odpowiedział mu tym samym, coraz ciekawszy ostatecznego wyniku ich pojedynku. Teraz wydawało mu się, że będzie to po prostu zabawne doświadczenie, ale znając życie, to kiedy przyjdzie co do czego, będzie to brał bardzo na poważnie.
- A co w zasadzie studiujesz? - zapytał wreszcie, bo wcześniej temat nie wypłynął albo zapomniał. Na bank któryś z chłopaków z drużyny mu mówił, ale Roddy czasem słyszał co chciał. Uniósł brwi, kiedy został wysłany po piwo. - Widzę, że ktoś się tutaj poczuł komfortowo - zażartował, ale zaraz ulotnił się kuchni. Nie trwało to długo, bo pomieszczenie tonęło w alkoholu, za równo nietkniętym, jak i tym napoczętym albo już wyżłopanym. Kiedy kroczył z powrotem przez korytarz, włożył sobie jedną szyjkę do buzi, aby standardowo zadziałać ząbkami. Gdy ich spojrzenia się zbiegły, to zastygł na moment i wyciągnął piwo z buzi. Całe szczęście, że sobie przypomniał. - Nawyki. No ale pamiętam, więc proszę, otwórz nam piwo. Tylko bez wstawania z miejsca, bo to oszustwo - wcześniej nie umawiali się na taki szczegół, ale chodziło przecież o szybki i efektowny sposób, więc Arvid musiał coś wymyślić. Wręczył mu obie butelki, stojąc naprzeciwko, bo akurat ktoś schodził na dół po schodach. - Jaka by była Twoja specjalizacja? Albo jaka jest? - brew powędrowała zadziornie do góry. Nie znał go jeszcze, więc skąd miał wiedzieć, że Johansen nie ma ambicji na zostanie przestępcą? Najciemniej zawsze było pod latarnią.
- Hmmm, no nie wiem - wydął dolną wargę, jakby serio nie chciało mu się go słuchać. Rozejrzał się dookoła i wzruszył ramionami. - Niech będzie - jeszcze chwilę udawał zrezygnowanie, aby w końcu znów się uśmiechnąć. Miał coś dzisiaj humorek na udawanie nie dało się ukryć. - Jestem pewien, to ciekawe... ale chodźmy gdzieś, gdzie jest spokojniej - nie zamierzał zostać skopany przez przechodzącym nad nimi ludźmi, a skoro serio mieli jeszcze trochę pogadać, to równie dobrze mogli znaleźć jakieś spokojniejsze i wygodniejsze miejsce. Szybkim krokiem wszedł na górę i zaczął szukać jakiegoś wolnego pokoju, co w sumie poszło mu bardzo sprawnie. - Chodź - przytrzymał mu drzwi, a następnie zamknął je za nimi. Była to sypialnia, najprawdopodobniej gospodarza albo jego brata, bo było tutaj widać energię nastolatka, który nieszczególnie był zainteresowany sprzątaniem. Całe szczęście, że miał wielkie okno z parapetem, który pełnił też rolę siedziska z poduszkami. Roddy szybko zajął tam miejsce, zupełnie jakby był u siebie i oparł się o ścianę, zerkając przez szybę na parę osób przed domem, które paliło papierosy. Tutaj było już znacznie ciszej i przyjemniej. Pomieszczenie rozświetlała z jednego kąta wątła poświata żółtej lampki nocnej oraz światło latarni ulicznej, której blask padał wprost na twarz Fitzgeralda. Poklepał miejsce naprzeciwko i zachęcił go głową, aby dołączył.

Arvid Johansen
atlas#1590
wydra za napisanie karty ash - the loveable one horror reveal - the final destination

Barista; student, The Wild Plum Cafe; San Jose State University
Arvid Johansen
Awatar użytkownika
about me
Student II roku Analityki Kryminalistycznej i Sądowej, który pojawił się w Monterey w ramach programu wymiany studenckiej. Środkowy rozgrywający w klubie piłki ręcznej, a także wolontariusz w schronisku. Ukrywa przed całym świętem, a szczególnie przed sobą, że jest gejem. Ma nawet dziewczynę, z którą jest prawie 3 lata.
183 cm
21 lat
Cytuj

Post Arvid Johansen ()

Wzruszył ramionami, podczas gdy na jego twarzy malowała się mina niewiniątka.
- Wiesz, że wcale nie muszę jej znać, aby przyznać jej rację? - Tak naprawdę nie znał ani jej, ani Roddy’ego. Rozmawiał z nim dopiero pierwszy raz w życiu, jeśli nie liczyć przedstawienia się sobie, i dopiero teraz dowiadywał się o nim różnych rzeczy, ale nie można powiedzieć, że go znał. Nie w sensie psychologicznym. Dopiero zaczynał go poznawać, tworzyć jego obraz w swojej głowie, który ulegnie jeszcze milionom poprawek. Pod warunkiem, że będą rozwijać swoją znajomość. Wnioskując jednak po teraźniejszej rozmowie, stał po stronie dziewczyny chłopaka.
Spojrzał na niego, zamrugał kilka razy, po czym wybuchł głośnym śmiechem.
- Masz rację, ale to dlatego, że jeszcze nie miałem okazji się z nim zmierzyć. - Odpowiedział, wciąż rozbawiony. Nie wiedział, w którym momencie dokładnie się to stało, ale czuł się naprawdę komfortowo w towarzystwie chłopaka, co w jego przypadku było dziwne. Z reguły był nieco nieśmiały i zawsze czuł się nieco spięty w towarzystwie nowych osób. W Stanach dochodził również strach przed popełnieniem wszelkiego rodzaju błędów językowych, co zazwyczaj sprawiało, że Arvid zbytnio się nie udzielał. Tumczasem w towarzystwie Roddy’ego czuł się naprawdę dobrze. Rozmowa kleiła im się praktycznie od początku, a fakt, że chłopak wcześniej dał mu do zrozumienia, że nie powinien przejmować się błędami, sprawił, że mówił wszystko, co mu ślina na język przyniosła, nie zastanawiając się nad tym kilkanaście razy, zanim zdecydował się to powiedzieć.
- Kurcze, współczuję. - Mruknął tylko, nieco smutniejąc. - Ale tak właściwie, to miałeś złamany ten łokieć? - Dowiedział się, w jakich okolicznościach Roddy doznał kontuzji, ale wciąż nie wiedział, co właściwie się stało. Złamanie? Skręcenie? Teretycznie nie było to aż takie istotne, bo niezależnie od tego, co dokładnie się wydarzyło, ale Arvid był naprawdę ciekawy. - Mam nadzieję, że twoja ręka szybko wróci do całkowitej sprawności. - Dodał jeszcze. Wiedział przez co przechodził chłopak, bo sam kiedyś miał dość poważny uraz. Wprawdzie nie spowodowany uprawianiem jakiegokolwiek sportu - za dzieciaka spadł z drzewa i złamał łokieć, ale też musiał przez długi czas chodzić na rehabilitację i oszczędzać rękę. Czasami dawała o sobie znać, ale na ogół nie sprawiała mu większych problemu. Została tylko ogromna blizna po operacji.
- Jeszcze zobaczymy, kto będzie rozpaczał. - Gdyby to zależało od niego, mógłby już teraz iść i się zmierzyć z chłopakiem. Wydawało mu się, że będzie się przy tym świetnie bawić. I raczej jako właśnie zbawę zamierzał to potraktować.Wcześniej jego propozycję wziął bardziej jako wyzwanie, ale teraz, po tych wszystkich potyczkach słownych, zamierzał po prostu dobrze się bawić.
- Analitykę kryminalistyczną i sądową. - Uwielbiał swoje studia i naprawdę nie żałował, że wybrał taki, a nie inny kierunek. Większość zajęć (niektore uważał za niepotrzebne) naprawdę go interesowały i już nie mógł się doczekać, aż zacznie pracę w laboradorium, gdzie będzie badał dowody znalezione w miejscu zbrodni. - A ty? - Skoro już rozmawiali o studiach, warto było zapytać o kierunek Fitzgeralda. I żeby nie było, Arvid nie robił tego tylko dlatego, że tak wypadało, ale naprawdę był tego ciekawy. - Kto? - Zrobił zdzwioną minę i rozejrzał się dookoła, jakby faktycznie kogoś szukał. Roddy zaraz zniknął w kuchni, a kiedy znów pojawił się w zasięgu jego wzroku, Arvid nie mógł powstrzymać się przed głośnym westchnięciem, kiedy tylko zauważył, że ten znów zamierza otworzyć piwo zębami. Zamierzał pokiwać głową w geście dezaprobaty, ale właśnie w tym samym momencie chłopak wyciągnął butelkę z buzi. - Ej, na to się nie umawialiśmy. - Spojrzał na niego z wyrzutem. Wcześniej nie było mowy o tym, że nie może ruszyć się z miejsca. Mimo to wziął od niego piwo i przyłożywszy do siebie butelki kaplsami, jednym sprawnym ruchem otworzył jedną z nich. - Masz może zapalniczkę? - Podał mu otwate piwo. Druga butelka okazała się nieco większym problemem, bo nie miał trzeciej, którą mógłby się posłużyć. Zapalniczki też przy sobie nie miał, bo nie palił. - Jeśli ci powiem, to będę musiał cię zabić. - Spojrzał na niego z powagą. - Nie no, tak poważnie to się nad tym nigdy nie zastanawiałem… Z jednej strony chciałbym zostać mózgiem operacji, ale z drugiej wydaje mi się, że jestem na to za głupi. - Ogólnie uważał siebie za całkiem intelginetnego człowieka, ale raczej nie na tyle, aby był w stanie przewidzieć każdy ruch przeciwnika. Być krok przed nim. A jednak wizja, że to właśnie on miałby zaplanować całą akcję, pociągała go.
Bez słowa sprzeciwu podniósł się i ruszył za chłopakiem. Siedzenie na schodach jakoś szczególnie mu nie przeszkadzało, ale faktycznie było nieco głośno, więc zmiana miejscówki na nieco spokojniejszą wydała mu się dobrym pomysłem.
- Wow, mając na uwadze te wszystkie imprezy z amerykańskich filmów, nie sądziłem, że znajdziemy jakiś wolny pokój. - Odkąd przyjechał do Monterey, pierwszy raz był na jakiejkolwiek imprezie, więc wszystko było dla niego nowością. Wszystkie wyobrażenia co do takiego typu spotkań towarzyskich opierał na podstawie filmów, które oglądał. Tymczasem rzeczywistość była nieco inna. Wcale nie gorsza.
Wszedł nieco niepewnie do pokoju. Nie był pewien czy miei prawo tu przebywać, ale postanowił to zignorować. Zamierzali tylko rozmawiać, a mając na uwadze fakt, że obaj byli trzeźwi, niczego nie powinni zniszyć. Usiadł więc na parapecie, na przeciwko Roddy’ego i wziął jedną z wolnych poduszek, aby umieścić ją między plecami a ścianą.
- Okej, mój ulubiony morderca… Dość znany. Teoretycznie, bo nigdy nie udało się go zidentykować, ale było o nim naprawdę głośno. - Zaczął, upijając łyk piwa. - Zodiak. Sam nadał sobie taki pseudonim. Działał w późnych latach sześdzieiątych i wczesnych siedemdziesiątych w San Francisco. Jest pięć potwierdzonych zabójstw, ale w listach do gazet zarzeał, że dokonał 37 zabójstw. W jego przypadku nie ma szczególnie brutanlych morderstw, bo posługiwał się głównie pistoletem. Raz podobno próbował zadźgać dwójkę nastolatków, którzy udali się na piknik, jednak w porę pojawiła się pomoc. No powiedzmy. Dziewczyna podczas transportu do szpitala zapadła w śpiączkę, z której nigdy się nie obudziła, ale chłopak przeżył. Uwielbiał bawić się z policją. Wysyłał zaszyfrowane wiadomości, w których informował o swoich zbrodniach. W jednej z nich powiedział, dlaczego lubi zabijać. - Musiał chwilę się zastanowić, aby przypomnieć sobie słowa Zodiaka. - Powiedział coś w stylu, że uwielbia zabijać ludzi i uważa to za świetną zabawę. Lepsza niż polowanie na dziką zwierzyną, bo człowiek jest najniebezpieczniejszym ze wszystkich zwierząt. Wspomniał jeszcze coś o tym, że kiedy umrze, odrodzi się w raju, a ci, których zabił, będą jego sługami. - Historia zodiaka nie była może jakoś szczególnie porywająca, ale fakt, że nigdy nie odkryto jego tożsamości oraz to, że tak chętnie nagłaśniał sprawy swoich zabójstw, sprawiały, że wydawał się Arvidowi bardzo interesującą postacią. Było coś naprawdę pociągającego w tej nutce tajemniczości. - Chesz słuchać dalej? - Wolał się upewnić, bo jednak nie wszyscy interesowali się takimi sprawami.

roddy fitzgerald
wydra za napisanie karty george - the mad writer william sealspeare - wyróżnienie aktywności lipiec 2021 drunken sailor animal helper pet me mercury retrograde horror reveal - the final destination
brak multikont

student reżyserii & operator w kinie, lighthouse 4
Roddy Fitzgerald
Awatar użytkownika
about me
Przyszły reżyser, wciąż szukający swojej niszy. Pasjonat sztuk walki, insektów oraz gier komputerowych. Udaje chłopaka Althei, aby ojciec jej nie wydziedziczył. Uparcie próbuje wyhodować brodę.
180 cm
22 lata
Cytuj

Post roddy fitzgerald ()

- A słyszałeś kiedyś o takim pojęciu jak lojalność? - żartował rzecz jasna, bo nie uważał wcale, że Arvid faktycznie robił coś źle. - Zapamiętam to sobie... - pił głównie do tego, że obaj byli facetami i że grali w jednej drużynie (wink wink wink), choć z tym drugim to wiadomo, że było dziwnie. Teoretycznie byli drużyną, ale tylko jeden z nich mógł grać w głównym składzie. Szczerze mówiąc, to Roddy nie był pewien czy po degradacji będzie zainteresowany dalszym członkostwem. Nie chciał marnować energii i czasu, aby potem siedzieć na ławce.
Uniósł wysoko brwi, kiedy został wyśmiany. Normalnie bezczelni byli Ci Norwedzy. - Pamiętaj, że po śmiechu zawsze przychodzi płacz... - tajemnicza mądrość życiowa niewiadomego pochodzenia, a zarazem ostrzeżenie. Patrząc na nich pod kątem fizycznym, to Fitzgerald zdawał się być jednak silniejszy. Lata trenowania sztuk walki oraz ogólne dbanie o swoją kondycje były widoczne gołym okiem.
- Dzięki - uśmiechnął się lekko, tak poczciwie. Nie chciał się nad sobą użalać, a już tym bardziej nie chciał z jego strony jakiegoś przesadnego współczucia. Czułby się z tym głupio. Nie lubił stawiać się w roli ofiary, bo przez całe swoje życia postrzegał się jako jej przeciwieństwo. - Taa - mruknął cicho, zerkając na swoją rękę, jakby chciał się upewnić, że nic jej się nie stało przez ostatnie kilkanaście minut. - Ja również - zaśmiał się cicho, mając nadzieję, że to już koniec tego wątku. Zakładał, że wszystko się ułoży, a jego ręka znowu będzie stuprocentowo sprawna, choć jego działania nie zawsze temu sprzyjały.
- Tak, zobaczymy jak będziesz wyć - poniekąd chciał już, aby brunet odpuścił, bo żart ewidentnie się zużywał, ale sam rzecz jasna nie zamierzał się wycofywać. No dalej Arvid, skończ już.
- Oooo, brzmi bardzo filmowo i ciekawie. Czy naprawdę tak jest? - wiadomo przecież, że nie zawsze można było angażować się w ciekawe sprawy rodem z CSI czy Bones. Tak samo jak lekarze nie natrafiali przecież stale na przypadki z Grey's Anatomy. Bywały jednak takie kierunki studiów, które faktycznie nie nużyły i spełniały oczekiwania. Jednym z nich była chociażby reżyseria. Nie był sobie w stanie wyobrazić niczego lepszego. Gdyby nie miał możliwości studiowania tego kierunku, to prawdopodobnie oddałby się całkowicie sztukom walki, ale na szczęście nie musiał się decydować na taki krok. - Reżyserię. Będę kręcić filmy - mówił to z nutą dumy w głosie, owszem. Uważał jednak, że miał ku temu solidne podstawy. Nie kwestionował nawet swojego sukcesu i wiedział, że kiedyś będzie uznany w świecie filmu. Nigdy nie tracił wiary w siebie jeśli chodziło o kwestie jego przyszłości zawodowej czy sportowej.
- Jak to nie? Potępiasz mnie za sprawne otwieranie, to musisz zaproponować równie prostą alternatywę - wzruszył nonszalancko ramionami, zadowolony własnym tryumfem, bo wyglądało jednak na to, że Arvid nie był w stanie otworzyć obu butelek. - Nie mam. Może o schody otwórz - zdarzyło mu się kiedyś otwierać o beton oraz drzewo. Tak naprawdę każda krawędź mogła do tego posłużyć, choć istniało ryzyko poranienie siebie albo rozbicia butelki. Czy naprawdę nie lepiej byłoby użyć zębów?!
- Weź, nawet tak nie mów. Głupek... w sensie właśnie nie - roześmiał się i trącił go lekko nogą. Smutne było, że tak na siebie patrzył, bo choć go nie znał, to zdawał się być jednak całkiem bystry. Roddy również postrzegał siebie jako całkiem mądrego człowieka, ale bardziej pod kątem życiowym czy technicznym, niż takim typowo książkowym.
Zmarszczył lekko brwi i spojrzał na niego z konsternacją, dopiero po chwili orientując się, że przecież Arvid dotychczas znał USA wyłącznie z filmów czy seriali. - Zapomniałem, że jesteś przyjezdny - wyjaśnił powód swojej mimiki sprzed paru sekund i uśmiechnął się do niego lekko. Może i miał akcent, ale tak jak już wspomniałem, można go było podpiąć pod Boston. Z resztą, mało w Ameryce było imigrantów?! Tak czy siak, nie było dla niego szczególnie ważne skąd pochodzili jego rozmówcy, ale w tym wypadku kontekst rozmowy go zdziwił, o. - I jak zderzenie z rzeczywistością? Rozczarowany? - nie potrafił się rzecz jasna postawić na jego miejscu, bo nigdy nie wyjechał z kraju i nie mógł porównać pierwszego wrażenia z tym, co widywał w filmach pochodzenia zagranicznego.
Słuchał go w skupieniu, jedynie co jakiś czas popijając sobie piwko. Niewyjaśnione sprawy były chyba faktycznie najciekawszymi, bo oznaczały zwycięstwo zła nad dobrem oraz pewien rodzaj perfekcji. Gratulował więc Zodiakowi inteligencji, choć nie popierał rzecz jasna jego czynów, duuh. - Nieźle miał poprzestawiane w głowie - zauważył trafnie, próbując się zastanowić nad tym czy w obecnych czasach trudniej byłoby pozostać niewykrytym czy właśnie łatwiej. - Chcę - zaśmiał się, kręcąc lekko głową. - Jeśli coś będzie nie tak, to Ci powiem, nie przejmuj się Arvid - jego niepewność było zupełnie zbędna.

Arvid Johansen
atlas#1590
wydra za napisanie karty ash - the loveable one horror reveal - the final destination

ODPOWIEDZ